Z morza
Horrorshort, wymyślony do wtóru szumu fal.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Cichy, monotonny szum morza sprawiał, że czuła się niezwykle rozluźniona i wypoczęta. Wyciągnęła się na kocu, wsłuchana w głos fal. Piasek wciąż był przyjemnie ciepły. Zdawał się wspominać upalne popołudnie. Agata wolała przychodzić na plażę dopiero wówczas, gdy słońce chyliło się ku zachodowi. Było wtedy znacznie mniej ludzi- nadchodzący wieczór wypłaszał ich, kazał ukryć się w bezpiecznych domach z miękką kanapą i telewizorem. Nie wiedzą, co dobre, pomyślała. Plaża opustoszała niemal zupełnie. Tylko w oddali spacerował jakiś człowiek, najpewniej spóźniony turysta. Agata wstała i zdjęła bluzkę przez głowę, po czym ułożyła ją starannie na brzegu koca. Rozejrzała się ponownie, jakby w obawie, że ktoś mógłby się jej przyglądać. Oprócz samotnego spacerowicza nie dostrzegła jednak nikogo. Uspokojona, powoli weszła w morze. Woda otuliła ją miękko i szczelnie jak zapadający zmrok.
*
Kiedy otrzymała propozycję wyjazdu, nie wahała się ani chwili. Jako początkujący ratownik i tak musiała pracować jakiś czas, żeby nabrać praktyki. Poza tym, nie co dzień trafia się możliwość bezpłatnego wyjazdu nad morze. - Oczywiście nie wyobrażaj sobie Bóg wie czego- ostrzegał Kowal, jej bezpośredni przełożony.- Warunki często pozostawiają wiele do życzenia, a ja nie będę cię oszczędzał. - Tak, tak, wiem- powtarzała do znudzenia. Nie zamierzała rezygnować. Bez słowa skargi zniosła długą podróż pociągiem. Nawet swój bagaż niosła sama, pomimo tego, że jeden z chłopaków proponował jej pomoc. Chciała udowodnić wszystkim, że sobie poradzi. Agata była bardzo ambitną osobą. Na treningach radziła sobie przeciętnie- była w końcu dziewczyną, czyli "słabym ogniwem grupy", jak zwykł mawiać Kowal- jednak z uporem dążyła do zdobycia tytułu ratownika. Jako jedna z pięciu przedstawicielek płci pięknej ukończyła kurs pomyślnie. Wciąż była niezwykle dumna z tego osiągnięcia. Zamieszkali w niewielkiej, nadmorskiej miejscowości, która rozkwitała bujnym życiem jedynie na dwa letnie miesiące. Wynajęty pensjonat okazał się nieco stary i gdzieniegdzie porośnięty pleśnią, ale za to był niedrogi i- co najważniejsze- wystarczyło przejść kilka kroków, żeby znaleźć się na plaży. Agata była wprost zachwycona. Miała wrażenie, że znalazła się w raju.
*
Po wyjściu z wody poczuła się zmęczona. To odzywały się godziny spędzone w upale przy pilnowaniu grupy kolonistów. Dokuczały jej nogi- przemaszerowała dzisiaj całą plażę wzdłuż i wszerz. Piekły poparzone słońcem ramiona. - Boże...- westchnęła głęboko. Podniosła koc i otrzepała go z piasku. Chciała zdjąć mokry kostium, ale zrezygnowała. - Za chwilę i tak będę w domu- szepnęła do siebie. Piasek chrzęścił cicho pod jej stopami, kiedy ruszyła w drogę. Słońce już całkiem skryło się za widnokręgiem i panowałaby całkowita ciemność, gdyby nie blada łuna, bijąca od świateł i latarni miasteczka. Nagle coś zabłysło tuż przed jej nosem. Krzyknęła z zaskoczenia. - Kto idzie?- usłyszała. - Jestem młodszym ratownikiem- powiedziała, starając się uspokoić wystraszone serce.- Właśnie wracam do pensjonatu. Światło latarki przygasło nieco, albo skierowało się w inną stronę. Agata zamrugała gwałtownie, koncentrując się na stojącej przed nią postaci. Był to średniego wzrostu mężczyzna o raczej krępej sylwetce i wyrazistych rysach twarzy, wyostrzonych jeszcze przez jasne światło latarki. Miał na sobie sweter i płaszcz sztormowy z narzuconym na głowę kapturem, pomimo tego, że wieczór był bardzo ciepły. Agata domyśliła się, że nieznajomy jest jednym z tutejszych rybaków lub załogantem kutra. - Przepraszam- dodała, czując na sobie badawcze spojrzenie. Mężczyzna zakaszlał sucho. - Nie kręć się tutaj o tak późnej godzinie. Czasami złodzieje podkradają się do łodzi, a nigdy nie wiadomo, co są w stanie zrobić. Kiwnęła głową. - Nocą morze jest niebezpieczne- powiedział jeszcze. Z niewiadomych przyczyn Agata poczuła zimny dreszcz wzdłuż kręgosłupa. W pośpiechu minęła rybaka, mamrocząc pod nosem niewyraźne podziękowania, a kiedy była pewna, że nie patrzy, puściła się biegiem. Zwolniła dopiero wtedy, gdy zobaczyła dach pensjonatu.
*
- Może to jakiś zboczeniec?- zachichotała Chuda, kiedy Agata opowiedziała jej o nocnym spotkaniu. Teraz, siedząc w łóżku z kubkiem ciepłej herbaty w dłoniach czuła, że każdym wymawianym słowem odziera swoją historię z niepokoju i strachu, który wtedy czuła. Było jej nawet nieco głupio, że tak się przejęła. - E tam, zaraz zboczeniec. Zwykły rybak, który pilnował, aby ktoś nie rozkradł kutra na złom- wzruszyła ramionami, jakby sama dziwiła się, że mówi o czymś tak oczywistym.- To w zupełności wyjaśnia, czemu chodził ze zgaszoną latarką. A tak się wystraszyłam... Chuda opadła na poduszki. - Ja to bym chyba umarła- powiedziała. - Tobie wystarczy, że Kowal złapie cię na papierosie, a umierasz ze strachu... Wybuchły śmiechem. Nieco zbyt głośnym. Słysząc pukanie do drzwi opamiętały się nieco. Agata pobiegła otworzyć, Chuda tymczasem została na łóżku, zwijając się z tłumionego chichotu. Kowal zajrzał do środka przez uchylone drzwi. - Stan pokoju?- zapytał. Wzrok miał mętny. - Trzy osoby. Jedna jest w łazience na korytarzu, kąpie się. - Skaranie boskie z wami, dziewuchy- westchnął Kowal.- Moczą się przez dziesięć godzin i jeszcze idą pod prysznic... Śpijcie już. Jutro biegamy na rozgrzewkę. Agata wróciła do łóżka. Do północy śmiały się i opowiadały sobie najgłupsze kawały, jakie kiedykolwiek zasłyszały, dopóki zmęczenie i obietnica kolejnego wysiłku nie zmusiły ich do snu.
*
Z każdą godziną na niebie było mniej chmur. Zapowiadał się niezwykle upalny dzień. Biegli wąską, piaszczystą ścieżką, która prowadziła ich przez brzozowy las w stronę wydm. Podeszwy sportowych butów miękko mlaskały o podłoże. Ratownicy nie rozmawiali, ba, ucichły nawet żarty i złośliwe uwagi. - Aga...- rozległ się cichy syk. Obejrzała się. Chuda biegła za nimi, ale dziwnie wykrzywiona, kulejąc.- Chyba coś wpadło mi do buta, cholera... - Zatrzymaj się i wyjmij to- powiedziała Agata. Chuda skrzywiła się jeszcze bardziej. - Poczekaj ze mną, proszę... Nie chcę zostać sama. Agata westchnęła i zatrzymała się, robiąc kilka głębokich skłonów. Tymczasem jej przyjaciółka usiadła bezceremonialnie na brzegu ścieżki i zdjęła adidasy. - Uff, co za ulga- wyszeptała. - Nie wygłupiaj się- zbeształa ją Agata. Ratownicy zdążyli się już oddalić. Znikli w plątaninie brzozowych pni i wysokich kęp suchej, szorstkiej trawy.- Nie uda nam się ich dogonić. - Oj, przecież się nie zgubimy- Chuda ziewnęła i z widocznym ociąganiem potrząsnęła butem. Na piasek upadł czarny kamyk, nie większy od połowy dziewczęcego paznokcia. - Histeryczka. - Nudziara. Chuda pokazała jej język, zakładając buty. Ruszyły w drogę. Ścieżka pięła się stromo w górę, wyprowadzając ich z lasu na trawiastą przestrzeń wydm. Tam zatrzymały się i rozejrzały, szukając swojej grupy. - Chyba ich widzę- mruknęła po chwili Chuda.- Biegną plażą, Aga. Plażą! Już teraz czuję ten piasek w ustach. Agata jednak milczała. Nie zauważyła ratowników; wzrok utkwiła w innym punkcie, daleko ponad suchą trawą. Żałowała, że nie wzięła ze sobą lornetki. Plaża ciągnęła się aż po widnokrąg. Aga widziała niewielkie molo i setki kolorowych parawanów, rozstawionych na piasku. Jej wzrok wędrował jednak dalej, gdzie plaża graniczyła jedynie ze stromymi klifami, porośniętymi ciemnym, sosnowym lasem. Na szczycie urwiska, ledwie widoczna z tej odległości wznosiła się smukła wieża z piaskowego kamienia, tajemniczo spowita przez obłoki mgły. - Aga! Idziesz? Zamrugała oczami, jakby przebudzona ze snu. - Tak, tak. Już.
*
Myśli o tajemniczej wieży towarzyszyły jej cały dzień- przy przygotowywaniu posiłków, przy pracy, nawet podczas ćwiczeń organizowanych przez Kowala. Miało się pod wieczór, kiedy wreszcie znalazła chwilę wolnego czasu. Pospiesznie przygotowała rzeczy, które uważała za niezbędne- strój kąpielowy, w który zaraz się przebrała, wodoodporny zegarek i niewielką latarkę elektryczną, tak na wszelki wypadek. Była gotowa. Chuda weszła do pokoju, trzaskając drzwiami. - Znaleźliśmy w piwnicy sprzęt do siatkówki- oznajmiła z uśmiechem.- Właśnie zamierzamy rozegrać mały mecz. Chłopaki przeciwko nam. Co ty na to, Aga? Wydawała się tak ucieszona tym pomysłem, że Agata z całej siły panowała nad sobą, aby przypadkiem jej nie urazić. - Jestem nieco zmęczona. Wolałabym pospacerować po plaży... - Może iść z tobą? W zasadzie też nie czuję się najlepiej. Tylko tego mi brakowało, pomyślała Agata. - Dziękuję, ale przecież chcesz zagrać, prawda? Nie przejmuj się mną. Nawet nie jestem pewna, czy pójdę. Strasznie boli mnie głowa. - To rzeczywiście idź się trochę przewietrzyć. A w razie czego, to wiesz, kto ma apteczkę. Nie wstydź się do nich zajrzeć. Miłego spaceru... Znikła. Agata westchnęła z ulgą. Odczekała kilka minut, zanim wyszła. Po chwili szła po plaży, mocząc bose stopy w morskiej wodzie.
*
Ten skrawek plaży wydawał się niezwykle cichy. Nie słychać było krzyków dzieci ani nawet szczekania psów. Tylko fale szeleściły cicho. Na szarym piasku osadzała się morska piana. Agata pomyślała, że wygląda to paskudnie- piana przypominała brudne, żółtawe mydliny. Było to tak realistyczne złudzenie, że niemal czuła mdły zapach mydła, jego gorzkawy smak w ustach. Wieża była już niedaleko. Agata mogła podziwiać ją w całej okazałości i aż przystanęła, zadzierając głowę, aby lepiej przyjrzeć się budowli. Smukła wieżyczka nieznacznie górowała nad ciemnymi sosnami. Wyglądała na starą- kamień w wielu miejscach zdążył już skruszeć i odpaść. Jedyne okno sprawiało wrażenie, jakby nigdy nie było w nim szyby. Gdzieś w oddali krzyknęła mewa. Agata poczuła się bardzo dziwnie. Po chwili jednak przypomniała sobie poprzednią noc, swój niewytłumaczalny strach i późniejszy wstyd wobec przyjaciółki. - Opanuj się, dziewczyno- szepnęła do siebie, dodając sobie odwagi. Wspinaczka na wzgórze okazała się łatwiejsza, niż przypuszczała. Po krótkotrwałym wysiłku stała przed wieżą, tak blisko, że wystarczyło tylko wyciągnąć rękę, aby dotknąć chropawego, żółtego kamienia. Kolor wieży przywodził na myśl morską pianę na piasku plaży. Agata poczuła nagłe obrzydzenie; cofnęła rękę. Roślinność była tutaj skąpa- zaledwie kilka kęp wyschniętej trawy, kolorem i delikatnością przypominającej popiół. Tylko sosny czuły się tu znakomicie. Ich grube pnie i gałęzie, wykręcone przez wiatr napawały dziewczynę lękiem pomieszanym z fascynacją. Obeszła wieżę dookoła, szukając drzwi, którymi mogłaby się dostać na górę. Znalazła je szybko- wąski, prostokątny otwór od strony lasu. Zawiasy, osadzone w kamieniu, były przerdzewiałe i wyglądały jak wyszczerzone kły. Agata ostrożnie weszła do środka. - Pewnie teraz coś spadnie mi na głowę...- szepnęła. Wewnątrz wieża zdawała się mieć niemal idealnie gładkie ściany. To dziwne, pomyślała Agata. Nie widać było nawet spojeń pomiędzy kamieniami, żadnych pęknięć, nic. Zwarta, gładka powierzchnia, jak tafla lustra. Całe wnętrze wieży wypełniały skręcone spiralnie schody. Zbudowano je z tego samego, żółtawego kamienia.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Maruel
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…