Z pamiętnika Sheiny... (17)
tytuł "Zdrada", trochę się dzieję... trochę krwawo momentami.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Z pamiętnika Sheiny... (17)
Zdrada... (piąty miesiąc, czwarty tydzień, pierwszy dzień)
„Wieczór. Na niebie zebrały się ciężkie, ołowiane chmury. Słońce, które zaszło na czerwono dawno już zniknęło z horyzontu. Będzie padać. To nie będzie przyjemna noc... Siedziałam na czymś, co służyło za wierze obserwacyjną. Prawdę mówiąc kiedyś przypominało to punkt obserwacyjny, albo nawet wieżyczkę strzelniczą, ale nie teraz. Pozostały tylko fragmenty. Zastanawiałam się czy nie zawali się pod moim ciężarem. Alin odpoczywała w pokoju. Nie sądzę, żeby zasnęła tej nocy. Zakazałam jej jednak opuszczać gospodę, obojętnie co by się działo. Długo obserwowałam okolicę. Pomogło mi się to wyciszyć. Byłam zła na siebie, że tak zareagowałam na wieści, jakie mi przyniósł Daishuu. Zastanawiałam się, dlaczego to tak bardzo we mnie uderzyło. Po raz kolejny upominałam siebie, że przeszłość trzeba zostawić daleko za sobą. Można jedynie z niej wyciągnąć wnioski na przyszłość, by dwa razy nie popełnić tego samego błędu. A jaki był mój błąd? - Dzieję się coś ciekawego? Pod wieżą stał Daishuu. Uśmiechał się lekko. - Nic. Cisza i spokój. - Vien zaprasza ciebie na naradę. - Jeszcze jedna? Chyba już wszystko ustaliliśmy? Przymierzałam się do zeskoku. Stara wieżyczka nie miała niczego, co by służyło za drabinę. - Jesteś pewna, że wiesz jak z tego zejść? Zeskoczyłam. - Jasne. - Przed chwilą dotarł do nas pewien mężczyzna. Twierdzi, że jest z osady obok. Przyszedł szukać pomocy. Jego wioska została wczoraj w nocy zaatakowana. Mieszkańcy albo uciekli, albo zostali zabici. Ci wszyscy, którzy przeżyli wrócili na zgliszcza tego, co było ich domem... Powinnaś usłyszeć co ma do powiedzenia. W gospodzie, tak jak i na ulicach nie było ludzi. Wszyscy już dawno pochowali się w swoich domach, żeby nie powiedzieć zabarykadowali się. Mężczyzna był chudy, zbiedniały. Miał podkrążone oczy i sinawą cerę. Właśnie zaczął konsumować posiłek. Wyglądało to tak, jakby od kilu dni niczego nie miał w ustach. Vien i Serel siedzieli po drugiej stronie stołu. Selena w kącie, z niezadowoloną miną obserwowała mężczyznę. Vien też był ponury. - Możesz jeszcze raz powtórzyć, to co powiedziałeś o tych stworach? – poprosił mężczyznę, kiedy mnie zobaczył. - Och... Takiego czegoś w nigdy nie widziałem, jak długo żyję! Potężne cielska, niewrażliwe na nasze strzały. Śmiały się! Kpiły sobie z nas! Pożerały żywcem kobiety i dzieci... To było straszne... Zakrztusił się i załkał. - Ożywieńcy – mruknął Daishuu zza moich pleców. - Moja żona, dzieci... zostały tam. Pięciu nas wyruszyło... tylko ja dotarłem. Te stwory... pozabijały ich! - Już dobrze – uspokajał Vien. – Jutro z rana wyruszymy do twojej wioski. - Wiem, że dziś w nocy walczycie! Pozwólcie mi się do was przyłączyć. Nieźle władam łukiem! - Ktoś ma za długi język – stwierdziłam. - Ale każda pomoc może się przydać. Zgoda. Razem z Sheiną – Vien wskazał na mnie – będziecie nas osłaniać z dachów. Mężczyzna spojrzał na mnie mętnym wzrokiem. - Przynajmniej tyle mogę zrobić. Dziękuję! - To nie jest dobry pomysł - mruknęłam, kiedy znaleźliśmy się na zewnątrz. Vien spojrzał na mnie i lekko acz ironicznie się uśmiechnął. - Nie mamy wyboru, a każdy z nas popełnia w swym życiu mylne decyzje. Oczywiście aluzja. Westchnęłam tylko. Plan był taki: w dwójkach pełnimy straż przez całą noc. Kiedy coś zaczęło by się dziać, wszczynamy alarm. - Należytą uwagę przywiązać trzeba do tego, by nie zostać chociażby zranionym. To dotyczy was dwóch. Daishuu, Serel, musicie podwójnie uważać. Ich krew, nawet ślina jest skażona. Daishuu potaknął głową. - Pamiętamy – stwierdził Serel. – Podobno Strażniczki potrafią negować truciznę. Wszyscy spojrzeli na mnie. - Ta jeszcze nie umie – warknęłam. Nie wiedziałam, jakich cudowności się po mnie spodziewali, ale irytowało mnie to coraz bardziej. Oni mieli jakieś z góry wyuczone wyobrażenie o tym, co potrafią Strażniczki. Może i umieją cuda robić, ale ja nie umiałam i nie miałam zamiaru umieć. Wcale się nie zgadzałam na to wszystko i nie chciałam mieć z tym nic wspólnego. Ja swoje a los swoje... Siedziałam w pokoju razem z Alin. Deszcz bębnił o szyby. Minęła północ. Nadal panował spokój. Cieszyłam się z tego. Jak również z tego, że teraz jest warta Daishuu. Swoją skończyłam tuż przed deszczem. Miałam cichą nadzieję, że nic się nie wydarzy. Na próżno. Ognista strzała przecięła na krótko niebo – umówiony sygnał. O ile lepiej było by, gdybym nigdzie nie wychodziła... Wypadłam z pokoju i od razu skierowałam się do izby wspólnej. Walczący i Władająca byli już na zewnątrz. Padało coraz gorzej. Powietrze prócz deszczu było przesycone czymś innym. Nie umiałam tego określić. To było coś podobnego, jak wtedy, w lesie i koło miasta. Ale tym razem było bliżej. Mogłam nawet określić z którego kierunku. Zakręciło mi się lekko w głowie. Vien uważnie obserwował moje reakcje. - Strasznie... dużo... Nie umiałam nawet określić czego było dużo. Całe moje ciało sygnalizowało mi coś, a ja nie umiałam odczytać tych znaków. I nie dało się ich również zignorować. - Boli cię głowa? Wtedy mnie zdziwiło to pytanie. Teraz wiem, jak bardzo było istotne. Nie bolała. Moja odpowiedź wywołała widoczną ulgę na obliczu Walczącego. - Skupisko? Pytanie było skierowane do Seleny. - Jeżeli tak, to bardzo małe. Oni odczuwali to samo co ja, ale w o wiele mniejszym stopniu. Wręcz znikomym. Moje ciało to swoistego rodzaju odbiornik; wyczuwa wszystkie zawirowania i zmiany energii. Większe i mniejsze, złe bądź dobre. Kiedy zacznie się walka i zostanie do tego użyta magia, również będę to odczuwać. Dla nich będzie to coś zupełnie normalnego, znikomego. Dla mnie – jak uderzenie obuchem w głowę. Bałam się tego. W Sul’lasill Walczący nigdy przy mnie nie trenowali. Było za wcześnie. Raz się zdarzyło, kiedy nie wiedzieli, że akurat byłam w pobliżu. Ja nie wiedziałam, że mam się trzymać z dala od miejsc ich treningu. Poczułam wtedy, że nagle wokoło mnie zniknęło powietrze, a równocześnie miałam wrażenie, jakby zaraz miało mi zmiażdżyć kości. W rezultacie straciłam przytomność. Vien był tego świadomy. Uprzedził mnie, że jak zacznę się gorzej czuć to natychmiast mam się schronić w gospodzie. Ale od tamtego wydarzenia minął rok. - Nic mi nie będzie.
Nadchodziły od strony bramy. Pięć wynaturzonych sylwetek. Dwie miały ludzkie twarze. Zbliżały się powoli, upajając każdą chwilą. Nie wiedziały, że na nich czekamy. Duże i masywne cielska, po kilka rak, ramion, dłoni. Wszystko zniekształcone i poprzestawiane. Tak jakby ktoś źle poskładał puzzle. Nogi, ogon, pozostałości po skrzydłach, do tego łuski i dzioby. Jak z najstraszniejszego koszmaru. Dźwięki jakie z siebie wydawały niczego znanego nie przypominały. Ze zniekształconych gardeł wydobywałby się jakby pisknięcia, plasknięcia jak również normalne i zrozumiałe słowa. Siedziałam razem z Berenem (tym mężczyzną z wioski obok) na dachu gospody. Vien, Daishuu i Serel stali tuż za bramą.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Synis
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…