Wróć do katalogu

Z pamiętnika Sheiny... (43)

Nanaderkh’en. Częściowy opis miasta. Przpraszam, że tak długo nie pisałam:(

Synis, opublikowano , 10 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Z pamiętnika Sheiny... (43)

Nanaderkh’en... (siódmy miesiąc, drugi tydzień, trzeci dzień)

„Słońce. Tak bardzo nieśmiało prześwitywało przez gęstwinę liści. Zastanawiam się, czy to tylko moje złudne wyobrażenia, czy może odczucia wywołane tym miejscem. Nanaderkh’en. Dotarliśmy w końcu do tego miejsca, choć nie od razu. Jak się okazało byliśmy bliżej miasta niż mi się wydawało. Można byłoby powiedzieć – tuż za zakrętem. O ile znało się las. To, że Shae okazał się moim Opiekunem niewiele polepszyło nasze stosunki z elfami. Przez jakiś czas gorączkowo dyskutowały między sobą. W elfim języku, więc nic oczywiście z tego nie zrozumiałam. Siedziałam tylko z boku przyglądając się im. Shae również, choć udawał, że wcale go nie obchodzi, o czym dyskutują. Od czasu do czasu puszczał mimochodem jakąś kąśliwą uwagę na temat gościnności Wysokich elfów. Riviln brał udział w rozmowach, choć miałam wrażenie, że jego zdanie i opinia nie za wiele znaczyła. Dopiero, kiedy przywódca grupki – Silivirinn wtrącił się do dyskusji, nastąpił przełom. Chwile później rozpoczęliśmy przygotowania by ruszyć w drogę. Mieliśmy dotrzeć do miasta przed zapadnięciem nocy, lecz to się nie udało. Shae był poważnie ranny i nie był w stanie iść o własnych siłach. Następna zajadła dyskusja wybuchła, kiedy padło pytanie na czyim koniu ma Mroczny dotrzeć do miasta. Żaden z Zavierzhinierów nie chciał się zgodzić, by padło na jego wierzchowca. Zwierzęta również miały wyrobione zdanie na ten temat i prychały nieprzyjemnie w stronę Shae. Ten, wydawać by się mogło, nie zauważał tego zamieszania. Atmosfera gęstniała z każdym nowym problemem. W końcu zaczęło iskrzyć, kiedy Shae oświadczył, że nie ma zamiaru być zdany na łaskę i niełaskę Wysokich elfów. I postanowił zostać tam gdzie stał, a raczej siedział. Zavierzihnierzy nie mogli oczywiście pozwolić na to, by przybycie do miasta się opóźniło, a co za tym idzie pobycie się z ich głów mrocznego problemu. Zaczęło już zmierzchać, kiedy odpowiedni koń nagle się znalazł. Niespodziewanie dla wszystkich, Silivirinn znalazł nasze konie i przyprowadził do nas. Ten gest znacznie ułagodził sytuację. Noc przebiegła spokojnie. Znane mi już pomarańczowe oczy przyszły znów, by przyglądać się przybyszom. Nocne chrobotanie i szemranie pojawiało się to tu, nad głową, to tam, za plecami, przyprawiając mnie o ciarki. Byłam niezmiernie zmęczona. Na nic nie miałam siły. Nawet na to, by myśleć. Wszystko to, co ktoś mówił docierało do mnie jak za ściany i z opóźnieniem. Tylko kilka momentów z tamtych chwil pamiętam dość wyraźnie. Jedną szczególnie. Natomiast informację, jakoby Shae miał spać zaledwie dwa kroki ode mnie. - Żartujesz sobie ze mnie – mruknęłam do Rivilna, kiedy ten z półuśmiechem mnie o tym powiadamiał. - Nie ma mowy! - A gdzie chcesz spać? Nie rób dodatkowych problemów. Dość ich dziś już było. - Nie robię... Dlaczego nie mogę spać tam gdzie ty? - Co za różnica? - Jakieś cztery kroki różnicy! Riviln z politowaniem pokręcił głową. - Nie ugryzie cię. Poza tym już śpi, a ty ledwie się na nogach trzymasz. - Ale...! - Idź już spać. Rozkazujący ton sprawił, że wszystkie moje argumenty poszły w zapomnienie. Rozpłynęły się w powietrzu, a może poszły spać ze zmęczenia. W każdym razie szybko zrobiłam to samo. Zanim świadomość odpłynęła w niebyt myśli ułożyły się w jedno zdanie; Jego włosy pięknie odbijają refleksy ogniska. Przyjemnie się zasypiało mogąc bezkarnie wpatrywać się w Jego plecy. Pobudka była zdecydowanie zbyt wcześnie i zbyt gwałtownie. Szybkie śniadanie składające się z suchego prowiantu, łyk czegoś ciepłego, co w smaku nie przypominało niczego dotąd, co miałam okazje pić. Ale poczułam się po tym znacznie lepiej. I jakaś energia we mnie wstąpiła. Przynajmniej byłam w stanie wygramolić się z posłania i ruszyć w drogę. To nic, że przez pierwsze pół dnia byłam prawie nieprzytomna. Dopiero, kiedy słońce opuszczało już zenit zauważyłam zmianę w krajobrazie. Teren wznosił się, wyraźnie szliśmy pod górkę, by chwilę później schodzić na dół. Ścieżka stała się niemalże niewidoczna, po chwili zupełnie zniknęła wśród traw i krzewów. Ale elfy doskonale wiedziały którędy iść. Gdybym sama miała się przedzierać przez ten gąszcz to na pewno bym zbłądziła, ja już z pewnością nie podejrzewałabym, że ten nie do przedarcia gąszcz liści to tylko iluzja osłaniające drogę do miasta. Wtedy się dowiedziałam, dlaczego można do miasta się dostać jedynie z przewodnikiem. Nie ma możliwości by znaleźć tą drogę samemu! Kiedy w końcu listowie się przerzedziło ujrzałam jeden z najwspanialszych widoków, jakie kiedykolwiek przyszło mi oglądać. Miasto. To słowo przynosi na myśl skupisko budynków, dróg i wszechobecnych ludzi, biegających za swoimi sprawami. Hałas, kurz wzbijający się ponad budynki, lub wlewające się w buty błoto, jeśli miała miejsce ulewa. Typowe ludzkie miasto z mojego dzieciństwa. Lecz to, co zobaczyłam w ogóle nie przypominało takiego miejsca. Ściana drzew urwała się jak za cięciem noża, a trzy kroki dalej znikało…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych