Z pamiętnika Sheiny... (46)
"Dlaczego mnie takie rzeczy spotykają, i to tu, gdzie powinnam być bezpieczna? Przecież tak właśnie mi mówili. Tu miałam być bezpieczna..."
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Z pamiętnika Sheiny... (46) Nigdzie nie jestem bezpieczna... (siódmy miesiąc, drugi tydzień, czwarty dzień)
„Gwizdy lśnią drobnym blaskiem na bezchmurnym niebie. Mrugają spokojnie, nie mając żadnych zmartwień, problemów. One muszą tylko świecić. Są wolne, nieskrępowane niczym. Chciałabym się kiedyś stać taką gwiazdą... Ledwo zdążyliśmy przybyć na miejsce, rozejrzeć się w swoich pokojach. Ledwo skończyliśmy posiłek, pierwszy tak znakomity od dłuższego czasu, a Riviln musiał nas opuścić. Nadal w okolicy pozostało kilku Ożywieńców, którzy zagrażali bezpieczeństwu mieszkańcom Nanaderkh’en. Shae również chciał iść, ale nie pozwolono mu nawet wyjść z jego pokoju. Był zły. Lecz nic nie powiedział. Riviln szepnął mu coś na ucho i opuścił pokój. Zastanawiałam się, kiedy wróci, mając gorącą nadzieję, że nic mu się nie stanie. Że nikomu nic się nie stanie... Okazało się, że nikt, dosłownie nikt nie miał zamiaru opatrzyć ran Shae. Ja nie specjalnie się znam na tak poważnych obrażeniach, ale nikt się nie kwapił, aby nawet zmienić opatrunek. Jego to nie zdziwiło. - Poradzę sobie – powiedział. Ale był bardzo słaby. Widziałam, z jaką ulgą położył się na łóżku. - Powiedziałem, że sobie poradzę – warkną, kiedy zobaczył, jak się zbliżam z różnymi akcesoriami potrzebnymi do zmiany opatrunków. Ale kiedy zabrałam się do zdejmowania bandaży i przemywania ran nie protestował. Wpatrywał się w sufit, tak jak by się nic nie działo. Choć nie wierzę, żeby nic nie czuł. Na szczęście nie wdało się żadne zakażenie, a rany zaczęły się ładnie goić. Choć z pewnością potrwa to jakiś czas, zanim znikną całkowicie. Jedna rzecz zwróciła moją uwagę. Pomiędzy zranieniami zauważyłam coś, co przypominało starą, bardzo starą bliznę, o poszarpanych brzegach. Krótka lecz gruba, ciągnęła się w miejscu koło serca. Miała dziwny kolor, nie jak typowe blizny, nawet nie jak ta moja. Taki lekko fioletowy. Choć przyglądając się jej bliżej zaczęłam powątpiewać, czy to aby na pewno blizna, a nie jakieś znamię. I nagle, jak uderzenie pioruna, uświadomiłam sobie, czym ona jest. Przeszedł mnie zimny dreszcz. Ktoś powiedział mi kiedyś, że Opiekun musi umrzeć dwa razy, nim się nim stanie. Wtedy nie wiedziałam, co to znaczy. I nikt też mi tego nie wyjaśnił. Moja ręka zawisła nad skórą na długi czas. Shae przerwał obserwowanie sklepienia i z zainteresowaniem zaczął się mi przypatrywać. - Pobudka – mruknął. Spojrzałam na niego, na jego spokojną i mroczną twarz. Przez co on musiał przejść, by się znaleźć tu, gdzie jest teraz... - Naprawdę chcesz wiedzieć? Niechcący myśli wyrwały się na wolność... - Cco...? Uśmiechnął się ironicznie. - Powinnaś bardziej panować nad tym, co robisz. - Panuję, nie martw się – wróciłam do przerwanego zajęcia, z trudem odrywając wzrok od tej blizny. Nie widziałam, ale czułam, że on obserwuje każdy mój ruch. Z każdą sekundą krępowało mnie to coraz bardziej. „Nigdy więcej opatrywania ran!” – krzyczałam w myślach, równocześnie się zastanawiając czy znów czegoś przypadkiem nie powiem na głos. W końcu pękłam. - Mógłbyś się tak na mnie nie gapić? - Dlaczego? - Rozpraszasz mnie – warknęłam. Znów się ironicznie uśmiechnął. - Dobrze. - Wcale nie! – sapnęłam, ciesząc się jednocześnie, że już prawie skończyłam. – Usiądź. Ostatnia czynność, okazała się najbardziej krępującą z wszystkich tych zabiegów. Bandażowanie klatki piersiowej nie jest rzeczą prostą. Nie raz opatrunek zsuwał mi się i spadał, i wszystko musiałam zaczynać od początku. Shae miał ubaw co nie miara. Ja chciałam tylko, żeby ten koszmar się już skończył. Ale w końcu się udało. Przyjrzałam się swojemu dziełu. Mogło być lepiej. Ale i tak w tych warunkach jest bardzo dobrze. Shae też się przyglądał i co chwilę znajdował coś, co jego zdaniem należałoby poprawić. Ja miałam na to tylko jeden komentarz. - Nawet mnie nie denerwuj... Ledwo skończyłam, a ktoś bez pukania wpadł jak wichura do pokoju. Był to młody elf. Cały odrapany, z przerażona twarzą. Za nim wpadła dwójka naszych „ochroniarzy”. - Strażniczko, nieszczęście... Potrzebujemy twojej pomocy! Momentalnie zrobiło mi się zimno. - Dwóch Ożywieńców wdarło się do miasta. Zranili wielu mieszkańców... - Rozumiem – szepnęłam, wstając. Shae już stał na równych nogach. - Ty, Mroczny zostajesz. Nie wolno ci opuszczać tego miejsca! Jeden z Zavierzinierów już zastawił drogę. Shae uśmiechnął się ponuro. - Strażniczka nigdzie nie pójdzie sama, jeśli w okolicy kręcą się jacyś Ożywieńcy. Zwłaszcza ta, która nie potrafi się przed nimi obronić. Wybór należy do was. - Ja się bez niego nie ruszę - dodałam szybko, nie myśląc zbyt wiele. Sama sobie się dziwiłam. Elf, który przyniósł złą nowinę popatrzył na mnie z niedowierzaniem. - Idioci – warknął Mroczny. Chwycił mnie gwałtownie za rękę i w sekundę później byliśmy już poza pokojem, idąc w kierunku wyjścia. Odprowadzały nas zdziwione miny Zavierzinierów. Młody elf pobiegł za nami. - Tędy! Wskazywał drogę, kiedy już byliśmy na zewnątrz. - Zniknęli w lesie. Nie wiemy gdzie są. Tutaj są wszyscy ranni. Zatrzymałam się gwałtownie. Na ziemi leżało kilkanaście osób, z większymi i mniejszymi ranami, wszystkie były opatrywane. Wyglądało to tak, jak by wpadło
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Synis
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…