Z pamiętnika Sheiny... (52)
dla tych wszystkich, którzy chcą przeczytać
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
... (dziewiąty miesiąc, trzeci tydzień, czwarty dzień)
“ – Chyba zaczyna odzyskiwać przytomność. - Nareszcie… - Witamy wśród żywych! - I jak się czujesz? Jak się czułam? W głowie mi huczało. Po całym ciele co chwile czułam rozchodzące się fale bólu. Na szczęście już zanikały. Nie potrafiłam sobie przypomnieć, gdzie jestem, co się stało. Było mi zimno. Liam, Neruki i Naer znaleźli mnie nieprzytomną, leżącą w kałuży wody, tuż obok ciał tych trzech Karików. Nie potrafiłam im powiedzieć co się stało. Nie wiem, nie pamiętam, a oni nie drążyli tematu. Im nic się nie stało, na szczęście. Ale problem był ze mną. Jeden z tych stworzeń ugryzł mnie w nogę. Ich ślina jest toksyczna dla ludzkiego organizmu. Wkrótce zawładnie mną paraliż, do tego stopnia, że nie będę w stanie w ogóle się ruszać. Ale prawdę mówiąc nie bardzo docierały do mnie te informacje. Przed oczami miałam wciąż tą lodową pustynie i pokryte krwią dłonie. Ja tam coś zrobiłam. Nie wiem jak, nie pamiętam… Cokolwiek to było, nie panuję nad tym...
Idziemy, powoli, prawie na oślep, szukając domu. Sama, o własnych siłach nie dałabym już rady. Trucizna szybko rozprzestrzeniła się po ciele, dając się coraz wyraźniej we znaki. Mięśnie zwiotczały już niemal całkowicie. W tej chwili nie mogłabym powiedzieć, że szłam. Byłam ciągnięta po ziemi, oparta na ramieniu Liama i Neruki, moje nogi już dawno objął niedowład, choć nadal miałam w nich czucie. Z rękoma nadal wszystko było w porządku. Lecz jak długo jeszcze. Naer, który wychodził przed nas na zwiad powrócił z dobrą wiadomością. - Wiem gdzie jesteśmy – uśmiechnął się. – Możemy zrobić krótki postój – spojrzał na mnie. – Może trochę dłuższy. - Chyba już czas by pomyśleć o noszach – westchnął Neruki. Zostałam podprowadzona pod drzewo i tam osunęłam się na ziemię. Westchnęłam głęboko. Wypiłam trochę wody z manierki. Zbliżało się popołudnie. Kolejna koszmarna noc w tym lesie. - Pół dnia drogi stąd – wyrwało mnie z zamyślenia. - Tak blisko? – ucieszył się Liam. - Jestem pewien, na sto procent. - Dotrzemy tam dziś? - Tak, na pewno – Neruki odpowiedział z oddali, taszcząc dwa długie drągi. – Z tego zrobimy nosze, a skoro nie będziemy już tu nocować, możemy wykorzystać jeden z koców. - Możecie mnie tu zostawić. Dotrzeć na miejsce po pomoc. Będziecie tam szybciej beze mnie. Neruki z dezaprobatą pokręcił głową, zabierając się za robienie noszy, Liam zrobił minę pełna zwątpienia i wyrzutu. Naer prychnął nerwowo. - Ty znowu swoje – mruknął. – Doskonale wiesz, że nie możemy ciebie zostawić samej. A nawet jeślibyśmy mogli, to nie chcemy i nie zostawimy i przestań w końcu myśleć o głupotach! Uśmiechnęłam się słabo. - Dziękuję. Perspektywa samotni pośród niegościnnych drzew nie była zbyt przyjemna. Po chwili nosze były gotowe i spełniały swoja funkcję prawidłowo. Częściowo ciągnięte po ziemi, miały coś na kształt podpórki, która uniemożliwiała mi zjechani z nich w trakcie podróży. Wystarczyło to dla moich słabych nóg. Mimo wszystko i tak się głupio czułam, że oni musza się mną zajmować jak małym dzieckiem. W dodatku czułam, że osłabienie zaczyna sięgać mi ramion. Pozostały już zaledwie dwie godziny zanim trucizna sprawi, że nie będę w stanie nic zobaczyć, nic powiedzieć ani usłyszeć. Teraz nadeszła ta nadzieja, że jednak dotrzemy na miejsce na czas. - Ja nadal nie rozumiem – mruknął Naer. – Dlaczego Kadekatzu okazał się tak nieodpowiedzialny. Neruki mruknął nerwowo. - Nadal uważam, że to on je sprowadził. To miał być test dla naszej drużyny. Liam pokręcił głową. - Nie sądzę. Kazaliby nam wtedy zabrać jakiekolwiek zioła, z których jesteśmy w stanie zrobić antidotum. Przecież wiadomo wszem i wobec, że Kariki są trujące. - Kadekatzu jest tylko człowiekiem. On to organizował. Mógł zapomnieć… - Ale to jest nie możliwe! – Neruki niemal krzyczał - Kadekatzu jest profesjonalistą w szkoleniach. Nigdy nie przydarzyły mu się żadne pomyłki. A już na pewno nigdy nie narażał swoich uczniów na niemal pewną śmierć! W każdym razie dopóki się nie pojawiłam w obozie... Dyskusja ucichła. Wszyscy byliśmy zmęczeni. Chcieliśmy tylko dotrzeć do domu. Oczy zamykały mi się i nawet nie wiem, kiedy przysnęłam. Kiedy zostałam obudzona szarzało już na niebie. Trójka towarzyszy była wyraźnie podekscytowana. - Pobiegnę przodem – rzucił Naer i pobiegł ile sił w nogach. Ściemniało się coraz szybciej. Wydawało mi się, że minęły godziny, zanim usłyszałam z oddali głosy. - Pomóżcie nam. Ktoś mnie podniósł z noszy, zaczął ciągnąć w stronę obozu. Ktoś inny do mnie podbiegł, kładąc dłoń na czole. - Ma temperaturę. Szum i harmider otaczał mnie z każdej strony. - Ostrożnie. - Niemal wszyscy Walczący poszli was szukać – usłyszałam znajomy kobiecy głos. – Gdzie was do licha poniosło? Ech, zresztą… - kobieta westchnęła – nie przede mną się będziecie tłumaczyć. - Tutaj nie ma nic do tłumaczenia – odezwał się inny, znajomy głos, który należał do osoby, której szczerze nienawidziłam. – Od razu widać, co się stało. Strażniczka poprzez swoją nieodpowiedzialność naraziła drużynę na śmiertelne niebezpieczeństwo! W głosie Kadekatzu żarzył się gniew. Nawet nie próbował tego ukryć. - Co? – Naer krzyknął z nie dowierzaniem. - Nie prawda – Neruki zaprotestował. Liam zacisnął dłonie w pięści. - Prawda jest taka, że pozostawiono nas pośrodku głuszy, bez odpowiedniego przygotowania na pastwę bestii, z którą nie powinniśmy walczyć na etapie nauki, na jakim jesteśmy. Jeśli jest tu czyjaś wina, to tylko osoby, która nie dopilnowała bezpieczeństwa uczniów! - Zamilcz – syknął Kadekatzu. Ale Liam nie miał zamiaru słuchać. - Błędem było również posyłać do tego typu zadania osobę, która w żaden sposób nie miała prawa być do…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Synis
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…