Wróć do katalogu

Z pamiętnika Sheiny 57 i 58

"Wszyscy staliśmy jak zaczarowani, wpatrując się w niezwykłe zjawisko. Aż w końcu, to co uważałam za wodę zmieniło kolor na smoliście czarny i zaczęło się powoli rozszerzać..."

Synis, opublikowano , 17 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Z pamiętnika Sheiny (57)

„Znaki”

„Tuż po tym jak straciłam przytomność miałam dziwny sen. Spotkałam w nim znów tą dziewczynę. Tłumaczyła mi jakieś ważne rzeczy, ale nie wiele z tego zapamiętałam. Jedyne, co mi zostało w pamięci to jej zapewnienie, że wszystko jest w porządku, że wszystko, co się działo, jest normalne. Powiedziała mi, żeby się nie bać. Łatwo powiedzieć. Zaraz po przebudzeniu czułam się gorzej, niż po jakimkolwiek trening z Kadekatzu. Wszystko mnie bolało. Od czubków palców u stóp po powieki. Nie wspominając o tym potężnym huku w głowie. Było mi niedobrze, jednocześnie czułam koszmarne pragnienie. Wstałam z łóżka, podeszłam do okna, co okazało się nie lada sztuką. Nogi uginały się pode mną, jak by były z waty. Ale świeże powietrze, pachnące lasem i ciepłe promienie słońca na skórze poprawiły mi samopoczucie. Pół dnia przeleżałam w łóżku, aż w końcu nabrałam tyle sił, by wyjść z pokoju. Siedząc w zaciemnionym miejscu przyglądałam się wszystkiemu z innej perspektywy. Gdyby plan Kadekatzu się powiódł, nie było by mnie już. Dziwne uczucie. Było tak niesamowicie blisko. Prawie tak samo, jak wtedy kiedy Ishaimel spalił całą wioskę, wraz ze wszystkimi jej mieszkańcami… Ściągam na siebie nieszczęścia. Co do mojego niedoszłego kata… Przeżył, o dziwo. Nasza uzdrawiająca zajęła się nim szybko. Nie wiem, czy to dobry pomysł, by trzymać go tutaj. Nie czuję się przez to bezpiecznie. Dowiedziałam się jedynie, że ma zostać w najbliższym czasie odeskortowany do samego Lazanfill, gdzie odbędzie się jego proces. Precedens polega na tym, że wyrok może być tylko jeden. Ostatecznie wygląda to tak, jakby został wyrwany śmierci tylko po to, by zostać osądzonym i straconym.

Pogoda się zmienia. Niebo coraz częściej zakryte jest przez grube warstwy szarych chmur. Tam, gdzie się urodziłam nazwałabym pogodą wczesnojesienną. Ale tu to jest środek zimy. Taka aura ma niekorzystny wpływ na samopoczucie. Brak promieni słonecznych ma wyraźny wpływ na elfy. Wszyscy chodzą jak struci, rozdrażnieni, niewyspani, a z drugiej strony taki stan jest traktowany jak zupełnie coś normalnego, czym nie należy się przejmować. Wszystko wróci do normy, wraz z pierwszymi promieniami wiosennego słońca. Już się nie mogę doczekać…

Coś niepokojącego zaczęło się dziać. Od kilku dni, co noc słyszę trzaski w lesie. Tak jakby coś szurało po ziemi. Do tego hałasu po jakimś czasie przyłączył się inny. Jeszcze dziwniejszy. Tak, jak pierwszy można by było tłumaczyć aktywnością jakiegoś nocnego zwierza, tak drugi już nie bardzo. Przypomina odgłos usypujących się kamieni, gdzieś w oddali, niesiony przez echo. Powtarza się tylko w nocy. I każdej nocy jego źródło wydaje się być bliżej. Któregoś z kolei wieczoru nie mogłam przez to zasnąć. Chwilami wydawało mi się, że te kamienie są tuż pod moim oknem. Ale nic tam nie było. Myślałam, że mam jakieś omamy słuchowe, ale nie tylko ja to słyszałam. Elfy postanowił zbadać sprawę i wysłać ekipę, która to miała za zadanie zlokalizować źródło dźwięku. To było kilka dni temu. Do tej pory nie wrócili. Więc postanowiono niebawem wysłać kolejną drużynę. Dziwne jest to, że skauci rozmieszczeni w swych obserwatoriach po okolicy nie są w stanie ich wypatrzeć. Raporty mówią nawet o tym, że ślad po nich urywa się w nie wielkiej odległości od obozowiska. Aż w końcu źródło dźwięku przyszło pod moje okno. Tysiące, dziesiątki tysięcy małych kamyczków, pchanych jakąś nieznaną siłą toczyło się po prostej drodze. Idealnie w linii, idealnie prosto przed siebie. W kierunku drzewa więziennego. Kiedy już tam dotarły, zatrzymały się momentalnie, ledwo muskają korę. Hałas, jaki tworzyły przemieszczając się, uniemożliwiał jakąkolwiek rozmowę. Lecz gdy się już zatrzymały, nastała głucha, nienaturalna cisza. Jedynie gdzieś, w oddali, rozlegał się huk, jakby grzmot zwiastujący burze. Ale niebo było czyste, lśniące tysiącami gwiazd. Burze o tej porze roku się nie zdarzały. Kolejny huk, tym razem tuż obok, tuż nad naszymi głowami. Ogromne, stumetrowe drzewo ugięło się i pękło na pół. Na wszystkich zgromadzonych nagle zaczęły spadać liście, gałęzie ogromne konary drzewa, upadając z hukiem. Wszystko to trwało zaledwie kilka sekund. Nikt nie potrafił wyjaśnić, co się właściwie stało i dlaczego. A przede wszystkim gdzie się podziały tajemnicze kamienie, po których został jedynie wyżłobiony w ziemi ślad, rów o głębokości pół metra i szerokości dwóch. Niemal wszystkie cele zostały zniszczone, a jedyny rezydent tegoż miejsca uszedł z życiem. Wiele osób jednak zostało poważnie poturbowanych przez spadające gałęzie. Szybko postanowiono, by z samego rana podążyć śladem wyżłobionym przez kamienie. Kategorycznie odmówiono mi udziału w tej wyprawie. Właściwie to niemal wszyscy Walczący poszli na poszukiwania zaginionych. W obozie zostało tylko kliku. Mieli za zadanie pilnować uczniów i spraw związanych z uporządkowaniem resztek drzewa więziennego. Na wszystko znalazł się jednak sposób. Nie tylko ja byłam rozczarowana, że nie mogłam pójść śladem wyżłobionym przez kamyki. Liam, Neruki i Naer wymyślili sposób, byśmy mogli niepostrzeżenie wymknąć się z obozu. Właściwie to większość Varretów znało to miejsce, ślepe dla wartowników. Często z niego korzystano, by wyślizgnąć się z obozu, bez pozwolenia. Szybko odkryliśmy dziwny fakt. Ścieżek, którymi toczyły się kamienie było kilka, rozchodziły się w różnych kierunkach. Postanowiliśmy iść do miejsca gdzie się wszystkie schodziły. Do źródła ich powstawania. W pewnym momencie stanęliśmy na krawędzi wąwozu, w miejscu gdzie ścieżka wyżłobiona przez kamienie się zaczynała. Nie było to jakoś szczególnie niezwykłe miejsce. Wąwóz był bardzo długi, ciągnął się od horyzontu po horyzont. Głęboki na co najmniej pięćdziesiąt metrów i szeroki na ponoć pół kilometra. Na jego dnie nie było drzew ani kwiatów, tylko gdzie niegdzie trawa. Ale było coś niezwykłego w tym widoku. Coś, co przykuło moją uwagę. Na dnie wąwozu coś się działo. Na początku myślałam, że to jakieś małe oczko wodne, które odbija świetlne refleksy. Ale dziwne było to, że te refleksy odbijają się nad wodą. Wznoszą się i opadają. Trwało to chwilę. Wszyscy staliśmy jak zaczarowani, wpatrując się w niezwykłe zjawisko. Aż w końcu, to co uważałam za wodę zmieniło kolor na smoliście czarny i zaczęło się powoli rozszerzać we wszystkich kierunkach. Świetne refleksy uniosły się w górę, na naszą wysokość, i tak zawisłych nieruchomo. W tym samym momencie zachwyt nad zjawiskiem w oczach elfów zniknął a zastąpił go blady strach. - Na Stworzycielkę… Neruki cały pobladł. Liam chwycił mnie gwałtownie za ramie i zaczął za sobą ciągnąć. Nie zdążyłam nawet zapytać. - Skupisko, Sheina. To jest Skupisko!”

(58)

„Skupisko”

„Biegliśmy w popłochu, ile sił w nogach. Co chwilę oglądałam się za siebie. Obserwowałam, jak to, co brałam za świetle efekty przechodzi niesamowitą metamorfozę. Cały czas wypiętrzało się. Zaczęło przypominać ogromny słup, pełen zakurzonego i brudnego w środku powietrza, w którym raz co raz powstają błyskawice. W końcu wyglądało na to, że osiągnęło swój pułap. Przestało rosnąć a zaczęło się rozszerzać. Jednak nie podstawa, a góra zjawiska. Zaczęło to przypominać kopułę z filarem pośrodku, która przysłoniła słońce, rzucając ponury cień na wszystko wokoło. Nie minęło wiele czasu, kiedy pierwsze fragmenty sklepienia Skupiska zaczęły skapywać na ziemie. Nie można jednak nazwać tego kroplami. To wyglądało jak maź, brudna, kleista i toksyczna. Gdziekolwiek spadła, rozlegał się dźwięk gaszonego ognia. Wydobywał się przy tym dym, gryzący i duszący. To nie było najgorsze. Cokolwiek zostało dotknięte przez Skupisko zmieniało się. Czerniało, kurczyło się, gniło. Umierało. Pozostawiało miejsce skażonym. W duchu modliłam się, żeby jak najszybciej wydostać się z zasięgu Skupiska. Nie chciałam się przekonać, co by się stało, gdyby coś takiego na mnie spadło. Już wspomniałam o tym, że los lubi ze mnie kpić? Jeden ogromny fragment spadł tuż przed nami. Drzewa, liście, kwiaty trawa, wszystko, co zostało dotknięte od razu zaczęło ginąć. Staliśmy jak wryci. Skupisko odcięło nam drogę powrotną. Pobiegliśmy gdzieś w bok, spoglądając co chwile w niebo. Skupisko przestało się rozszerzać. Jedynie jego odłamki spadały na ziemie coraz częściej. Po chwili biegu znów stanęliśmy nad brzegiem wąwozu, tyle, że w innym miejscu. Zdecydowanie bliżej zjawiska, niż…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych