Zabójcy much
Czasem ignorancja może zgubić!!!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Trzeci dzień wspinaczki dawał się mu we znaki. Ledwo przetarty przez który się przedzierał, wydawał się nie mieć końca. Jego organizm nie przyzwyczajony do tak długich wędrówek, powoli odmawiał mu posłuszeństwa. Sadło jakiego się dorobił przez ostatnie lata, które spędził głównie w gospodach, ciążyło mu straszliwie. Pod nosem przeklinał swoje położenie. Według skrupulatnych obliczeń jakich dokonał dzień wcześniej, nie przebył jeszcze połowy dystansu. Po ruszał się o wiele wolniej niż to sobie na początku zaplanował. Był wściekły, że nie przewidział takiego opóźnienia i nie zabrał ze sobą większych zapasów. Gęsto zarośnięty szlak uniemożliwił mu zabranie konia, który w tak długiej wędrówce był by zbawienny. Postanowił jednak nie tracić ducha. Miał przed sobą ważną misję za której wykonanie dostanie tyle złota, że przez kilka ładnych latek nie będzie musiał robić nic. Już nie pamiętał kiedy stoczył się tak nisko, że został zmuszony do podjęcia się profesji najemnika. Pochodził z Tardortu, kraju ludzi bogatych i wykształconych, gdzie żyje się łatwo i przyjemnie. Gdy osiągnął odpowiedni wiek rodzice oddali go do szkoły magii gdzie jako bardzo dobrze zapowiadający się uczeń trafił pod pieczę samego mistrza magii. Dwa lata upłynęły mu na wytężonej nauce, jego umiejętności wzrastały z każdym dniem, tak, że wielu sądziło, że po śmierci starego mistrza, on obejmie jego urząd. Tak się jednak nie stało na skutek znajomości jaką zawarł z jednym z uczniów z równoległej klasy. Zaczęło się niewinnie od wizyty w jednej z miejscowych gospod, w której po raz pierwszy skosztował wina, w którym na swoje nieszczęście zasmakował. Nawet nie spostrzegł kiedy zaczął urywać się z lekcji, odwiedzać burdele i przegrywać pieniądze w karty. Nie musiał długo czekać na reakcje szkoły i rodziców, zanim się obejrzał stał się człowiekiem marginesu. Ludzie uciekali na sam jego widok o fetorze bijącym od niego nie wspominając. Trudno zliczyć jakie spędził żyjąc jak zwierze, aż pewnego dnia, kiedy to jak zwykle został wyrzucony na pysk z gospody trafił prosto w wielką kałużę i dostrzegł swoje żenujące odbicie. Zastygłszy bez ruchu, przyglądał się sobie. Nie poznał się. Miał przed sobą zarośnięte monstrum, oblepione brudem i potem. Ten obraz otrzeźwił go na tyle, że postanowił odmienić swoje życie. Na początek postanowił znaleźć pracę, co w jego przypadku nie było prostym zadaniem. W końcu jednak dostał robotę jako stajenny. Chodź może wywożenie gnoju nie było zbyt miłym zajęciem, ale zarobione w ten sposób pieniądze pozwoliły mu stanąć na nogi. Wkrótce opuścił swojego miłosiernego pracodawcę i postanowił rozpocząć własny interes. Tak został magiem – najemnikiem o kryptonimie „Likwidator”. Pierwsze zlecenia jakich się podejmował nie były zbyt wyszukane, a to ktoś potrzebował wywołać deszcz, inny znów prosił o rzucenie uroku na znienawidzonego sąsiada. Z racji tego, że praca ta nie była zbyt trudna, zarobki też były marne, ale pozwalały na skromne utrzymanie. Likwidator czuł jednak, że został stworzony do większych zadań i te, jak na życzenie wkrótce się również pojawiły. Aktualnie podjął się właśnie takiego lepiej płatnego zadania. Jego misja polegała na zabiciu smoka. Zdawał sobie sprawę, że zlecenie to nie będzie łatwe, a jego ciało nie jest już tak sprawne jak kiedyś. Był zmuszony zaufać swoim umiejętnością magicznym. Smok którego miał pokonać mieszkał w grocie na szczycie góry, a do szczytu miał jeszcze szmat drogi. W głowie powtarzał sobie cały plan, który pozwoli mu wygrać z bestią. Był pewny swojego sukcesu, zresztą w innym wypadku nie podjął by się tego zadania. Nie był typem ryzykanta, chodź wiedział, że zawsze takie istnieje. Ależ czy ryzykiem nie jest również przechadzka ulicami miasta. Ileż to jest obluzowanych cegieł gotowych w każdej chwili spaść jakiemuś pechowcowi na głowę. Ten argument i wiele podobnych pozwalały zachować mu pewność siebie i wiarę w misternie ułożony plan. Tak rozmyślając doszedł do wniosku, że jest już wystarczająco zmęczony i głodny aby zrobić sobie odpoczynek. Zrzucił z siebie wszystkie torby i zawiniątka po czym przeciął się obszernie, aż po okolicy rozszedł się odgłos trzeszczących kości. Słońce było już dostatecznie nisko, aby zaniechać tego dnia dalszego marszu i zebrać siły na dzień kolejny. Sięgną ręką do jednej z toreb i wyjął z niej sztukę mięsa, którą wchłoną w siebie w rekordowym czasie. Drugą ręką podniósł bukłak. Żałował, że znajduje się w nim tylko woda, ale idąc do legowiska smoka musiał zachować trzeźwość umysłu. Kiedy się już posilił zabrał się za rozkładanie legowiska i wkrótce smacznie w nim już spał. Rano, kiedy się obudził noc wydała mu się za krótka. W ogóle nie odpoczął, miał wrażenie jakby położył się tylko na kilka sekund, ale nie miał wyboru musiał iść w dalszą drogę. Dzień czwarty nie różnił się niczym od poprzednich z piątym było podobnie. Szóstego dnia również nic się nie wydarzyło. Dopiero dnia siódmego Likwidator stanął u celu swojej wędrówki. Sam wlot do smoczej jamy dawał jako takie pojęcie o rozmiarach gospodarza. Mag rozglądną się dookoła aby nie dać się nikomu ani niczemu zaskoczyć, po czym przystąpił do realizacji swojego planu. Swe dłonie skierował w niebo i zaczął nakreślać nimi niewidzialne znaki. Ruchy te były tylko fizyczna otoczką, gdyż wypowiedzenie czaru odbywało się na poziomie czysto duchowym. Nikt z żyjących nie potrafił określić na jakiej płaszczyźnie znajduje się wymiar mentalny, ale magowie potrafili czerpać z niego niezliczone pokłady energii, zależnie od swoich umiejętności. Likwidatorowi w tej chwili chodziło o proste zaklęcie ale zależało mu na jego solidności, gdyż niedbałość mógł przypłacić życiem. Odnalezienie odpowiedniej ścieżki energii nie zajęło mu wiele czasu, w wymiarze mentalnym czuł się coraz swobodniej. Wypowiedzenie odpowiedniej formułki uwieńczyło jego starania. Ciało maga zostało okryte solidnym polem ochronnym. Mógł przejść teraz do drugiego punktu swojego planu. - Hej smoku wyłaś! – wykrzyknął z całych sił w kierunku jamy.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Krystian
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…