Wróć do katalogu

Zacheusz

To pierwszy rozdział. Będę wdzięczny za wszelkie konstruktywne uwagi.

kochawiel, opublikowano , 13 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Prolog

***

Leciał ponad czerwonymi obłokami. Jego długie ciało całe falowało, począwszy od rozwartych nozdrzy, aż po sam koniec ogona. Podmuchy wiatru odbijały się od jego szerokich skrzydeł, które raz po razie unosiły się i opuszczały z impetem stalowych, naprężonych mięśni. Uciekał. Od długiego czasu był w podróży, ale nie zatrzymywał się ani na chwilę. Przed jego zwężonymi źrenicami rozpościerała się mglista czerwona pustynia. Jednak on dobrze wiedział dokąd leci. Znał dobrze miejsce swojego domu. Tak dobrze jak niemowlę zna zapach swej karmiącej matki. Wiedział dokąd ma lecieć i był zdecydowany tego dokonać. Powróci i nic go przed tym nie powstrzyma. Może nie jest już tym samym co dawniej, ale jakimś cudem wszystko pamięta - nawet to, o czym wolałby zapomnieć. Pamiętał wzgórza, na których dorastał. Pamiętał stada owiec, które jego ojciec wyprowadzał na zbocza porośnięte świeżą zielona trawą. Pamiętał swoją matkę, która zawsze czekała na nich w domu, kiedy on wraz z ojcem wracali po całodziennych rozmowach i pracach, które sprawiały im tyle radości i satysfakcji. To były niektóre ze wspomnień, które sprawiały, że tak bardzo pragnął powrócić. Ale miał też inne wspomnienia, już nie tak jasne i nie tak spokojne. Nie były one związane z jego dzieciństwem i obawiał się, że w dużej mierze to właśnie przed nimi stara się w tej chwili uciec. Prędzej czy później zaczną go szukać, ale kiedy go odnajdą on będzie już gotowy. Stanie im naprzeciw i wypróbuje ich moc. Czuł, jak z każdym dniem rośnie w nim siła. Siła i coś jeszcze. Coś co trudno mu było w tej chwili ubrać w słowa. Nagie bezimienne uczucie, które stopniowo ogarniało jego myśli niczym zima ogarnia przemijające jesienne poranki. Pomału, ale zdecydowanie. Póki co było ono jeszcze bardzo słabe, ale gdzieś w głębi przeczuwał, że to obce mu uczucie jest o wiele większe, niż jego osoba i jego cel.

Rozdział 1

***

Karty wędrowały po stole szukając swojego miejsca, niczym nieskrępowane jak gołębie w parku. Opadały jedna na drugą jak jesienne liście. Lekko, bez wiatru, bez zapału, beznamiętnie. Wystarczały im niezłomne spojrzenia rozbieganych radosnych oczu. Każda para rozweselonych źrenic rzucała okruchy, krótkich spojrzeń to na stół z kartami, to na rozdającego, który cały czas opowiadał historię, jaka przydarzyła mu się w zeszłym miesiącu. Deseń kart, który przedstawiał kwiaty czerwonej, i czarnej róży niczego nie zdradzał, a pomimo to każdy gracz próbował przebić wzrokiem to co jednolite i tajemnicze. Gracze przy stole pragnęli w tej chwili tylko jednego. Wszyscy chcieli wygrać, a przynajmniej większość z nich, ponieważ dwie pary oczu nie śledziło w tej chwili ani kart, ani rozdającego, ani niczego innego poza sobą nawzajem. Dwanaścioro osób siedziało przy okrągłym, starym drewnianym stole i raz po raz śmiało się z historyjki chłopaka, który z nonszalancją rzucał karty na zielony poplamiony obrus. Ale dwoje spośród nich od pięciu sekund siedziało nieruchomo. Dziewczyna trzymała obiema rękoma drewnianą rzeźbioną fajkę, która była w kształcie czarnego smoka, który dumnie rozpostarł swe szerokie skrzydła. Z czubka jego głowy wydobywała się smużka bladego dymu, który unosił się przed jej oczami jak szara delikatna mgła. Chłopak, który siedział naprzeciwko tych oczu, w tej chwili wydawał się nieobecny, ale z drugiej strony jego oczy jaśniały jakimś dziwnym tajemniczym światłem, które z łatwością przebijało się przez szarawy dym. Dwie pary oczu jak dwa bieguny tego samego magnezu spojone niewidzialną siłą. Na twarzach ich właścicieli nie było w tym momencie ani zatroskania, ani uśmiechów. Właściwie to ich twarze nie wyrażały żadnych uczuć. Wyglądało to tak, jakby ich mimika nagle zastygła. Zatrzymała się na kilka sekund. Sekund, które rozplatały się jak warkocze włosów i rozpływały się w ich oczach. Trwało to zaledwie chwilę, nikt tego nie zauważył, nikt na to nie zwrócił większej uwagi, ale kiedy dziewczyna odwróciła wzrok, to poczuła się tak, jakby powróciła z bardzo dalekiej i długiej podróży. Podróży która była równie niespodziewana co błyskawica na niebie. Tak krótko, a tak jasno! Taka chwila budziła w sercu przestrzeń i grzmot, który rodził obawę, i niepewność. To niemożliwe, aby to. Poczuła więc tylko złudzenie. Dotknęła tylko ułudy nadziei, nic więcej. Nadzieja zawodzi, zawsze zawodzi, dlatego jest tylko nadzieją i niczym więcej... Indream nie mogła teraz pozbyć się uczucia lęku, który nie dawał jej spokoju. Inny chłopak, który siedział z jej lewej strony lekko szturchnął ją w ramię i wymownie skinął głową w kierunku fajki. Podała mu ją prawie bez uczucia straty i jeszcze raz spojrzała naprzeciw siebie. Gooday, chłopak, który tam siedział już nie patrzył w jej stronę, był teraz zajęty oglądaniem kart które przyniósł mu los. Czekała chwilę na jego reakcję, a następnie podniosła swoje. Trzy karty jedna po drugiej odkryły przed nią swoje imiona, które tym razem uśmiechały się do niej szelmowsko niczym rozdający, który w tej chwili patrzył w swoją talię jak w rozkładane lusterko. Zawsze był zauroczony samym sobą, może nawet platonicznie zakochany. Myślała tak o nim odkąd go poznała jakieś dwa lata temu. Jego historyjki, które zawsze wysypywały mu się z rękawów, były skupione na nim samym jak soczewka na wijącym się owadzie. Wydawał się sam sobie zabawnym, a tymczasem inni słuchali go tylko dlatego, że był nadziany i zawsze miał kieszenie pełne szeleszczących biletów do lepszego czasu. Tak, „lepszy czas”, zataczając właśnie kolejny krąg zatrzymał się w jego rękach, ponieważ smokowi zabrakło motywacji do dalszej podróży. Ulisses odłożył swoją talię trzech kart i wziął się za nabijanie fajki, która teraz wydawała się odległą bestią, która szykowała się do dalszej złowieszczej wędrówki.

***

Datan zaczynał tę rozgrywkę, więc jako pierwszy podniósł dodatkową kartę, i wsunął ją do swojej talii. Wyraz jego twarzy niczego nie zdradzał, najwyraźniej znowu niezbyt przejmował się grą. Prawdopodobnie w tej chwili zamiast o karcie znowu myślał o fajce która z każdą chwilą

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych