Wróć do katalogu

Zachowałam Się Jak Trzeba

Zostaje zatrzymana Danuta Siedzikówna "Inka", sanitariuszka z 5 Wileńskiej Brygady AK. Trafia do więzienia w Gdańsku, oskarżona o rzeczy, których nie zrobiła

Dzik13opublikowano 14 sierpnia 201615 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Był ranek. W niewielkim domku z ogrodem na przedmieściach Gdańska siedziały przy stole trzy kobiety. Akurat jadły śniadanie. Dwie miały może po dwadzieścia pięć lat, były do siebie bardzo podobne – obie miały krótkie, brązowe włosy i okulary. Trzecia kobieta była niewysoką dziewczyną wyglądającą na siedemnaście, może osiemnaście lat. Miała czarne włosy, upięte z tyłu głowy i miłe, brązowe oczy. Była bardzo ładna, mimo wieku. Jednak praca, którą wykonywała, nie należała do łatwych. Nazywała się Danusia Siedzikówna i była sanitariuszką w szwadronie 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, którą dowodził major Zygmunt Szendzielarz "Łupaszko". Jej rodzice nie żyli. Ojca Sowieci wywieźli do łagru, gdzie zmarł, a matkę zamordowali Niemcy. Od 1944 pomagała lokalnym strukturom AK, złożyła przysięgę. Pracowała w nadleśnictwie, lecz w 1945 NKWD aresztowało wszystkich jego pracowników, pod zarzutem współpracy z partyzantami. Odbili ich żołnierze Stanisława Wołoncieja z 5 Brygady Wileńskiej. Przyjęła pseudonim "Inka" i zaczęła się szkolić na sanitariuszkę w jego oddziale. Należała do szwadronu "Żelaznego" – porucznika Zdzisława Badochy. Po jego zaginięciu, dowództwo objął Olgierd Christa "Leszek". Musiała pojechać na poszukiwanie "Żelaznego" w okolice Malborka, Gdańśka, Sztumu i Olsztyna, oraz zdobyć opatrunki medyczne i lekarstwa. Okazało się, że "Żelaznego" zastrzelili ubecy. Zdobyła opatrunki i leki i właśnie miała wracać do oddziału. Zatrzymała się w domu sióstr Mikołajewskich w Gdańsku i akurat za chwilę chciała wyruszyć w dalszą drogę, do "Leszka". Siedziała tak z siostrami, jadła śniadanie i gawędziła, kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi. Jedna z sióstr ofiarowała się otworzyć. Jakie było jej zdumienie, kiedy w drzwiach zobaczyła trzech ubeków. Pani Mikołajewska! - warknął ponuro jeden z nich. - Proszę się odsunąć! Mamy informacje, że w pani domu przebywa łączniczka "Łupaszki"! Ależ co pan wygaduje! - przestraszyła się siostra Mikołajewska. - U nas jest tylko Ina, nasza przyjaciółka, która się tu zatrzymała..... Niech pani nie kłamie! - wtrącił inny ubek, chudzielec w okularach. - My wiemy że pani i pani siostra są łączniczkami AK! A ta wasza niby Ina to Danuta, sanitariuszka "Łupaszki"! Ubecy odepchnęli wystraszoną siostrę i wpadli do domu. "Inka" nie zdołała nawet uciec. Weszli do pokoju, a ich dowódca wyciągnął rewolwer. Wycelował w "Inkę". Proszę dokumenty! - burknął. "Inka" i Mikołajewska podały mu dowody osobiste. On dał je trzeciemu ubekowi, który przeczytał najpierw dowód "Inki". Ina Zalewska, urodzona w 1927, 13 lutego w Gdańsku – mruknął. Ale rzucił dowód na ziemię i warknął. - Ale to nie ma znaczenia! Nic nie pomoże pani sfałszowany dowód, mamy zeznania kim pani jest, a dom był obserwowany! Pani to Siedzikówna, sanitariuszka "Łupaszki"! Ze szwadronu "Żelaznego"! A on i tak już gryzie ziemię. Zabiliśmy go w majątku koło Sztumu, gdzie go ukryliście! My dużo wiemy, pewna osoba dużo nam wypaplała. I ty też tak zrobisz! Następnie wziął dowody Mikołajewskich. Oddał je i mruknął coś pod nosem. Dowódca złapał "Inkę", skuł i wyprowadził z domu. Do przestraszonych sióstr warknął: My tu jeszcze wrócimy i inaczej pogadamy! "Inkę" zawleczono do czarnego samochodu. Wepchnięto ją do niego, ubek w okularach zasiadł za kierownicą. Pojazd ruszył. Po piętnastu minutach dojechali pod ponury gmach więzienia, otoczony murem z drutem kolczastym. Wypchnęli "Inkę" z samochodu i popychając zmusili do marszu w stronę bramy. Strażnicy spojrzeli dziwnie na sanitariuszkę, którą przebiegły dreszcze. Co oni jej zrobią? Prawdopodobnie zamęczą, jeżeli nic nie powie. Była naprawdę przerażona i zarazem zła. Kto ją mógł wygadać? Ubecy oddali ją strażnikom, którzy zabrali nieszczęsną sanitariuszkę do ma niewielkiej, ciasnej celi z oknem. Oczywiście okno miało kraty. Strażnicy zamknęli drzwi, a "Inka" położyła się na żałosnej pryczy obok okna. Była w celi sama. Po kilku godzinach drzwi otworzyły się i do celi weszli strażnicy. Chwycili "Inkę" za ramiona i wyprowadzili. Szli przez korytarz, obok wielu cel, z których dobywały się straszne jęki i wołania o pomoc. Na końcu korytarza były drzwi, w których stał ubek. Wrzucono dziewczynę do środka. Stał tam stół, nad którym pochylał się mężczyzna w mundurze UB. Miał kozią bródkę i ponury wzrok. Dzień dobry – przywitał "Inkę". Dziewczyna nie odpowiedziała. Spuściła wzrok. Proszę usiąść – powiedział ubek. "Inka" usiadła. Ubek pochylił się nad nią z kartką. Partyzantka zobaczyła w kącie jeszcze jedenego ubowca, notującego coś w zeszycie. Nazywam się Andrzej Stawicki – przedstawił się ubek z kozią bródką. Moim zadaniem jest spisać pani zeznania. Jak pani się nazywa? Proszę mówić, nie bać się. Nazywam się Ina Zalewska – powiedziała szeptem "Inka". Tak? - ucieszył się z ironią ubek. - Bo myślałem że Danuta Siedzikówna. Źle pan myślał – powiedziała głośniej sanitariuszka. - Nazywam się Ina Zalewska, a nie Danuta Szledzikówna. Siedzikówna! Mi tam wszystko jedno jaka Danuta – powiedziała "Inka". - Przecież mówię panu, nazywam się Zalewska. Myli mnie pan z kimś innym. To niemożliwe – odparł ubek. - Niech pani nie zgrywa komedii, wiemy że pani to Danuta Siedzikówna "Inka". Inka i Ina to bardzo podobne słowa, dobre pani wzięła fałszywe imię. Tylko że nas pani nie nabierze, my spryciarze są! Wiemy , iż pani jest sanitariuszką w szwadronie świętej pamięci Zdzisława Badochy czyli "Człowieka Z Żelaza" bądź "Żelaznego". Wiemy o pani dużo. Pani ojciec zmarł w łagrze, a pani matkę zabili Niemcy. Proszę się nie bać, nic pani nie zrobimy! Tylko niech pani powie wszystko co wie o "Łupaszce". Pan żartuje – zaśmiała się "Inka". Nie, panno Siedzikówno – zaśmiał się ubowiec. - Nie żartuję, jakem Stawicki. Niech pani mówi i nie zgrywa komedii. Proszę pana! Niech pan powie, kto wygadał! Nie powiem! Tajemnica służbowa. Chciała być anonimowa.... Więc to była kobieta?! Tam, do kata! Przejęzyczyłem się. Tak kobieta. Więcej nie powiem. Wróćmy do pani.... Tak. Nazywam się Siedzikówna czyli "Inka". I jestem sanitariuszką. I nic więcej panu nie powiem. Mogę już iść? Dokąd? Chyba nie do domu. Nie myśli pani chyba, że panią puścimy? Dużo pani wie i tak czy inaczej pani nam kiedyś wszystko powie. Sędziowie są gotowi na wszystko. Mogą panią nawet skazać na śmierć, jeśli nie będzie pani zeznawać. Wtrącą panią do zimnej celi w piwnicy. Dla pani dobra powinna pani mówić. Nie! Więc powodzenia. Niech pani nie myśli że już się nie spotkamy. W celi pani wszystko przemyśli. Strażnicy! Wyprowadźcie panią. Do pomieszczenia weszli strażnicy i wyprowadzili "Inkę". Dziewczyna widziała, jak ubek się uśmiecha. Nie szyderczo, tylko mile. Ona jednak nie czuła do niego sympatii. Kiedy już znalazła się w celi, wciąż o nim myślała. Niby komunista, ubek, ale też człowiek. Nawet sympatyczny. Jednak ta sympatia wynikała pewnie tylko z tego, że chciał mile wyciągnąć od niej informacje. Nie zamierzała mu nic powiedzieć.

...

Po dwóch dniach znów trafiła do pokoju przesłuchań. Przy stole znów siedział ten sam ubowiec. Uśmiechał się sprytnie, założył okulary. Dobry dzień? - spytał na powitanie. Nie narzekam – pisnęła dziewczyna. No tak! - wybuchnął ubek. - Pani ma dopiero siedemnaście lat, a zamknięto panią w ciasnej celi za kratami. Taka już jest sprawiedliwość. Lepiej żeby mi tym razem pani coś powiedziała. Inaczej zmienią mnie i ktoś inny będzie panią…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych