Wróć do katalogu

Zaduszki

Opowieść o maszynie i ludziach do śnienia

dandee, opublikowano , 10 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Dzień dobry, panie Tadeuszu. - Dzień dobry, panie Guciu. - Dzisiaj na dłużej? Może przepustkę na dwadzieścia cztery z karnetem do stołówki dla pana? Młody człowiek, prawie całkowicie ukryty za masywnym biurkiem recepcji, uśmiecha się do mężczyzny, którego widuje codziennie od sześciu lat. Ze staruszkiem ma częstszy i lepszy kontakt niż z własnym ojcem, a przecież wciąż musi żyć ze swoim pierdzielem pod jednym dachem. Pan Tadeusz zawsze uprzejmie rezygnuje ze stołówki, lecz nigdy nie odmawia kawy. - Nie skorzystam z pańskich specjałów, proszę pana, ale kawki ,to i owszem, się jak najbardziej napiję. - Proszę nie korzystać z automatu. Przyniosę panu naszą, wewnętrzną, służbową. Prosto z pokoju socjalnego. - Bardzo to miłe, synku. Mam tylko pytanie, czy mogę jeszcze skredytować jakąś wizytę? Gustaw od dawna obawiał się takiego pytania. Oznacza ono, że starszemu panu brakuje pieniędzy. Skończą się codzienne odwiedziny, kawki, wymiany staromodnych uprzejmości, które gwarantowały instytutowi stały dopływ środków. Pan Tadzio zapewne nie zdaje sobie z tego sprawy, ale to głównie dzięki niemu utrzymano etat recepcjonisty. - Bardzo mi przykro. Nie nawiązał pan kontaktu, więc nie mamy podstaw do wystawienia prognozy. Bez tego nie możemy ocenić, czy pana sytuacja jest rozwojowa. - Zatem to jest tak dla mnie jakby wóz albo przewóz, prawda? - To właściwy dzień na pierwszą rozmowę. - W takim razie ja o bezterminową przepustkę poproszę. - Formalności zajmą tylko chwilę. Będę potrzebował dodatkowej autoryzacji. - Niech się pan nie spieszy. Skoro robimy to tylko raz, zróbmy to jak należy. Poczekam. Staruszek wycofał się w stronę kanapy. Gustaw pozwolił systemowi robić to, co do niego należy, tak długo, jak uzna to za stosowne. Przygląda się panu Tadziowi, tylko od czasu do czasu dla przyzwoitości zerkając w ekran. Możliwe, że widzi małego seniora ostatni, dajmy nawet, przedostatni raz. Mężczyzna ma najwyżej metr trzydzieści wzrostu w kapeluszu. Piloci musieli być drobni. Dlatego kiedyś nazywano ich dżokejami. Pan Tadeusz wygląda na dobre osiemdziesiąt lat, ale system wie lepiej i dokładnie rzecz biorąc, jego wiek to czterysta dziewięćdziesiąt, z czego cztery i pół setki na pokładzie. Zupełnie jak w dowcipie: „Przychodzi mumia do lekarza…” Na skórze staruszka przeplatają się konstelacje blizn. To pamiątki po wszczepach, implantach i całej biomechanice potrzebnej do symbiozy ze statkiem. Oficjalnie nie wolno pilotom pozbywać się tego ustrojstwa, lecz Gustaw już od dawna podejrzewał, w jaki sposób były pilot finansował codzienne odwiedziny. Musiał wyprzedawać się kawałek po kawałku. Czego może tu szukać człowiek, który widział wszystko? Gustaw ma kilka teorii, z których jedna jest przedmiotem zakładu z resztą personelu. Generalizując, ludzie przychodzą tu płacić za swoje złudzenia. Ktoś w wieku pana Tadzia powinien być pozbawiony choćby cienia złudzeń, a nawet tej czysto ludzkiej słabości do ulegania im. Do takiego człowieka najbardziej pasuje odpowiedź w stylu retro. Musi chodzić o miłość. Potężny gmach instytutu z maleńkim Gustawem na recepcji kryje w sobie najdoskonalszą maszynę do śnienia, jaką mogła skonstruować ludzkość. Kiedy okazało się, że Cerber nie ma praktycznie żadnego rządowego, finansowego, a nawet militarnego zastosowania, został sprzedany w drodze publicznego przetargu. Okazało się, że maszyna potrafi zaglądać do snów, umie wyciągać z nich zmarłych i genialnie ich naśladuje. Drodzy świętej pamięci potrafią stanąć jak żywi przed wzruszonymi, zapłakanymi sierotami, wdowami, spadkobiercami. Zapłacenie małej fortuny po to, żeby się kilka razy przespać i dać maszynie przeprowadzić pełny skan, a w efekcie osobiście zapytać babcię o to, na jakim nieujawnionym koncie ma oszczędności, jest w pełni uzasadnioną inwestycją. Interes jakoś się kręci. Utrzymanie Cerbera kosztuje krocie, a zwraca się tylko w okresie Wszystkich Świętych i Bożego Narodzenia. Trochę zasobów kosztował proces z Watykanem ale gruntowna renowacja Bazyliki Świętego Piotra pomogła polubownie załatwić sprawę. Pan Tadeusz jest, a może już był, najlepszym klientem. Gustaw jest przekonany, że starszy pan robi to dla żony. W grę wchodzą kwartalne zarobki, więc musi to być nieśmiertelna miłość i nic więcej. Dwoje ludzi przeżyło razem stulecia, a kiedy jedno z nich umarło, drugie przez lata zbierało siły do zakończenia ostatniej rozmowy. To pewnik. - Pana przepustka, panie Tadeuszu. Powinno na niej pisać „resident” zamiast „visitor”, bo praktycznie pan tu nas mieszka. - Bardzo panu dziękuję. Postaram się nie narobić bałaganu przy wyprowadzce. Skóra na dłoniach staruszka jest sucha, szorstkie w dotyku. Gustaw wyobraża sobie kruszący się pergamin. Chwilę dłużej, niż pozwala na to procedura, przytrzymuje ręce Pana Tadeusza. Jak piasek po śmierci Archimedesa. - Proszę pozdrowić od nas wszystkich pańską żonę. To dla niej pan nas odwiedza, prawda? - Moja żona nie żyje.

Pokój socjalny był kiedyś pakamerą, a jeszcze wcześniej służył jako ubikacja. Co…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych