Wróć do katalogu

Zakazana miłość

Krótkie opowiadanie o tym, że wszystko jest możliwe.

mecenasstokroteczka, opublikowano , 22 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Mam na imię Majka. Mam kilka miesięcy starszego brata i dwoje rodziców w trakcie rozwodu, a także trójkę przyjaciół: Agatę, Kornelię i Sebastiana... Z Agatą znamy się od początku podstawówki. Z Kornelią i Sebastianem od pierwszego dnia gimnazjum. Cierpię na chorobę neurologiczną, jednak napady ustały już kilka lat temu. Mam nadzieje, ze się już nigdy nie powtórzą. Jednak jest jedna pozytywna strona mojej choroby. Chociaż nie! To nie jest pozytywna strona. To jest po prostu "szczęście w nieszczęściu", ale przejdźmy do rzeczy... Co miesiąc muszę chodzić do neurologa. Cały czas chodzę tylko do jednego lekarza - przyjaciela naszej rodziny. Moi rodzice poznali się z nim, gdy jeszcze mnie nie było na tym świecie... Jest młodszy kilka lat od mojego ojca. Ostatnio znów musiałam do niego iść... i właśnie tu zaczyna się moja historia... - Sebuś, co będziesz robił dzisiaj po czternastej? - zapytałam przyjaciela przez telefon. - Będę się pakował zapewne na ten biwak, na który ty tez jedziesz... - odpowiedział. - Nie wiem, czy jadę, chyba mi się nie chce... - Nie rób mi tego... musisz pojechać... obiecuję, że tym razem nie będziesz musiała mnie prowadzać... znajdę swój domek... - Nie będziesz pił? - No coś tam będę, ale bez przesady... - Właśnie po to chciałam iść do mojego szamana... żeby mi wypisał coś po czym będę mogła się napić na osiemnastce u Agi... - Zabawna jesteś... nie ma chyba nic takiego... - To w ogóle nie będę brała... nie potrzebne mi dopalacze... - O nie! Ja widziałem twój jeden atak... za więcej dziękuję... - To co, pójdziesz ze mną? - zmieniła temat. - Dla Ciebie wszystko... - odpowiedział z rozbawieniem.

W drodze do kliniki rodzeństwo z wyboru rozmawiało głównie na temat osiemnastych urodzin swojej przyjaciółki. - To co? Co jej w końcu na prezent wymyśliłeś, ty miałeś się tym zająć... - zapytałam. - A wymyśliłem... tylko po ile się składamy? Bo nie wiem w jakich granicach muszę się zmieścić... - W granicach trzystu złotych... plus - minus parę złotych... - Ok... się zmieszczę... - Ale co ty planujesz? - spytałam zdezorientowana. - Zobaczysz! Doszliśmy do kliniki. Miałam to szczęście, że nie musiałam czekać... Weszłam do gabinetu, jednak sama. Sebek siedział na korytarzu. - Dzień dobry. - powiedziałam, jak zwykle nieśmiało. - Chodź, chodź... coś dawno Cię nie widziałem... Co się stało, że mnie odwiedziłaś? - zapytał. - Mam problem... Idę na osiemnastkę do przyjaciółki i... no sam pan rozumie... - Chciałabyś, żebym Ci pozwolił nie brać leków... nie ma mowy... - Proszę... - Nie mogę tego zrobić, chociaż rozumiem twój ból, ale twoi rodzice by mnie chyba zjedli... - Może nie byłoby tak źle... spróbujmy... - Ty wiesz, że twoi rodzice mi głowę urwą? - Będę Pana chronić, jak lwica... - zaśmiałam się. - Daj spokój z tym Panem... Mów po prostu Tomek. - To co, mogę na Pana liczyć? - zapytałam. - Ok. A kiedy masz te urodziny? - Za tydzień. - Ok, w takim razie w czwartek nie bierz już leków aż do niedzieli, niestety nic więcej nie jestem w stanie zrobić, żadnych leków nie można łączyć z alkoholem... - Trzy dni przed? - Tak. Tylko też musisz się pilnować... - Spokojnie. Obiecałam dzisiaj przyjacielowi, że nie będę piła dużo... szampana i ewentualnie kilka piwek dla rozluźnienia... A przy wyjściu nie wiem co mnie podkusiło, ale zaproponowałam mu coś niewyobrażalnego: - Rodzice zapraszają Pana wraz z żoną, Zuzią i Wiktorią. do nas na grilla... (Zuzia jest dwa lata młodsza ode mnie, a Wiki miała 3 latka) - A kiedy? - A kiedy tylko będą mieli państwo czas i ochotę... - Powiedz rodzicom, że zadzwonię jeszcze do nich... - Dobrze Panie doktorze. Dowidzenia! - Dowidzenia młoda, dowidzenia! Po wyjściu z gabinetu poszliśmy wraz z Sebastianem i Kornelią do cukierni po ciasta, które były zamówione kilka dni wcześniej Kiedy już odebraliśmy tort ze zdjęciem solenizantki, oczywiście wszystko w wielkiej tajemnicy przed nią, poszliśmy do niej. Ona nie wiedziała jeszcze, że w ogóle coś robimy na jej urodziny. Po pożegnaniu z Sebkiem, Korna odprowadziła mnie do domu. - Wydaje mi się, że on przesadza z tym "prezentem"... - narzekała. - Oj przestań... będzie fajnie, zobaczysz. - byłam pełna optymizmu. - My też się przy okazji zabawimy. - No nie wiem. Cały czas nie jestem przekonana. Machnęłam tylko ręką. Jak mogłam ją przekonać? Sama już nie wiedziałam.

Gdy wróciłam do domu, od progu przywitała mnie awantura. Oczywiście kłócili się moi rodzice. Mój brat Kacper, ostrzegł mnie lojalnie, żebym na razie nie wchodziła do kuchni. - O co znów poszło? - zapytałam przestraszona. - Mama przyniosła ojcu nie słodzoną kawę. - Ooo... Kiedy jest kolejna sprawa? - Za tydzień. Dopiero... Westchnęłam. - Ty, może my się wyprowadzimy... - A gdzie? - Gdziekolwiek. Byle nie tu. - Myślisz, że to zda egzamin? - Nie wiem. Ja się niedługo wynoszę na biwak. Na pięć dni. - A czemu? Co to będzie? - Osiemnastka Agi. - No, no to będzie popijawka. - Nie żadna popijawka, tylko po prostu miła imprezka... - Pięć dni? A Seba z Wami jedzie? - Pewnie, że tak. - On tam umrze z nudów, a jeszcze jak nie będzie nikogo, kto pije, to w ogóle chłopaka zmarnujecie... - Chcesz, żebym Cię wzięła? - Na urodziny Agaty, ty przecież wiesz, że ja... - Wiem, wiem... Dlatego Ci to zaproponowałam... - Ożesz ty! To ja to tak doskonale ukrywam, a ty wiesz wszystko... - Sorki... - powiedziałam przepraszającym tonem. Po chwili oboje wybuchnęliśmy śmiechem. - To co, idziesz ze mną, czy chcesz wysłuchiwać awantur naszych ukochanych rodziców? - Zamów dla mnie jeszcze jedno łóżko. - Kacper, tylko muszę Cię uprzedzić co Sebuś wymyślił za prezent Agacie. - On ma zawsze jakieś dziwne pomysły. Mów! - ... - Tych urodzin dziewczyna nie zapomni do końca życia. - stwierdził. - To co, dokładasz się, czy ty jej dasz coś mniej wyzywającego? - Jasne, że się dokładam. A nawet mógłbym pogadać... wiesz, że mam przyjaciół w różnych miejscach... - No wiem, że w różnych, ale bez przesady. Poważnie w takich miejscach masz znajomych? - zapytałam z niedowierzaniem. - No pewnie. Ty wiesz, że ja nigdy nie byłem grzecznym chłopcem... - powiedział i uśmiechnął się łobuzersko.

Zadzwoniłam do Sebka, aby powiedzieć mu, żeby się sam nie brał za szukanie "prezentu". - A kiedy to załatwię? - zapytał. - Zajmiecie się tym razem z Kacprem, on też wybiera się ze mną na ten biwak. My w tym domu zwariujemy! - oznajmiłam. - Ok. Będzie przynajmniej jedna osoba do picia. - ucieszył się. - To co, spotykamy się jak zwykle o dwudziestej. - Jasne! Weź Kacpra. - On nawet chętnie pójdzie. Po ósmej wieczorem wszyscy zebraliśmy się na działce u Korny. Dokładnie tydzień temu zakończył nam się tak nielubiany rok szkolny. Było więc co świętować. - ...teraz wypijmy toast... - Kacper był już "ledwo ciepły". Gadał od rzeczy. - Za miłość. We właściwym miejscu i czasie. - spojrzał w stronę Agaty. Ich oczy się spotkały. Ona szybko odwróciła wzrok. - We właściwym miejscu i czasie. - powtórzyli wszyscy i łyknęli złotego trunku.

Wróciliśmy do domu grubo po północy. Rodzice już spali, taką przynajmiej mieliśmy nadzieję. Jednak mama obudziła się, gdy tylko weszliśmy do domu, a nasz pies - kiler, zaczął szczekać i skakać, niemal przewracając mnie. - Kiler! Spokój! - skarciłam go cicho. - Kiler, idź na miejsce! - rozkazał Kacper, pies posłusznie poszedł na swoje posłanie, które było w moim pokoju.

Jednak mama już się obudziła. A może wcale nie spała? - Cześć mamo. - powiedzieliśmy w tym samym czasie. - Cześć kochani. Jak tam było? - Cudnie. - opisałam imprezę. - Dzieciaczki... jutro rano wyjeżdżam do swojej siostry, wrócę dopiero na rozprawę. - A co się stało? Mama odkryła przed nami swoją szyję, na której wcześniej miała golf. Teraz miała na niej fioletowe siniaki. - Ojciec Ci to zrobił? - zapytałam, byłam w szoku, bo nigdy jeszcze nie posunął się do przemocy fizycznej. Ona bezgłośnie potwierdziła . - W kuchni macie wszystko, o co mnie prosiłaś, żebym kupiła wam na biwak. - Dzięki mamuś... Jesteś niezastąpiona. - przytuliłam ją. Ona zaczęła cicho szlochać. - Ciiiiiii... - chciałam ją uspokoić.

- Usnęła. - oznajmiłam bratu, gdy wyszłam ze swojej sypialni, w której teraz spała moja rodzicielka. - Może nie powinienem zostawiać jej teraz? - Spokojnie. Będzie z ciotką. - byłam dobrej myśli. Po długim, gorącym prysznicu, położyłam się spać. Jednak długo nie mogłam zasnąć. Zastanawiałam się, jak będzie wyglądać moje, nasze życie bez ojca. Po długich rozmyślaniach, gdy już świtało, zasnęłam. Jednak mój sen był bardzo czujny i budził mnie każdy szelest. Gdy się obudziłam, Kacper znosił torby naszej mamy do taksówki. Zdążyłam się jeszcze z nią pożegnać.

Później wynieśliśmy się na biwak. Oczywiście wcześniej zaopatrzyłam ojca w mrożone obiady. Z Sebkiem spotkaliśmy się na przystanku autobusowym i całą trójką pojechaliśmy do małej wsi, na biwak. Tam czekały na nas dziewczyny. Reszta znajomych też zjechała pod wieczór. Tej nocy wszyscy położyliśmy się "spać", jednak każdy tylko udawał, poza Agatą. Ona zasnęła kamiennym snem. Około trzeciej w nocy wszyscy, oprócz mnie i Kornelii, wyszli przed domki, aby podziwiać szopkę odstawioną przez Sebka i Kacpra. Oni mieli za zadanie obudzić Agę. Ja wraz z Korną poszłyśmy się szybko ubrać (przebrałyśmy się na noc, żeby Aga nie wyczuła podstępu). Chłopcy obudzili ją bez najmniejszego współczucia. Zaśpiewali jej piosenkę na dwa głosy, ale tak zafałszowali, że nie dało się tego słuchać... a jej tekst: "słoneczko już wysoko, śnieg dawno iskrzy się muminki pod kołderką chrapią we śnie... nudzę się jak mops, lub jak samotny kret, lecz ta piosenka śpicha zbudzi wnet... i tutaj mój ukochany brat zaśpiewał wersję heavy metal... HEJ MIŚKU CZAS WSTAĆ! JAK MOŻNA TAK SPAĆ? TWÓJ SEN JUŻ CAŁE WIEKI TRWA WIĘC WSTAWAJ JUŻ RAZ - DWA!" Kiedy już zakończył wszyscy na dworze ryknęli śmiechem, a Agata była tak szczelnie przykryta kołdrą, że myślałam, że zaraz zabraknie jej tam tlenu.

Kiedy już Agata wstała, wszyscy przenieśliśmy się na stołówkę ośrodka, gdzie było wszystko przygotowane. Najpierw wznieśliśmy toast, później został wniesiony tort, zjedliśmy go, cały czas spoglądając ukradkiem na niczego nie spodziewającą się solenizantkę. Następnie cała męska część towarzystwa wyniosła się pod pretekstem wspólnego "nakarmienia raczka" jak to nazwali, a my czekałyśmy na "niespodziewanego gościa", który był prezentem dla Agaty. W końcu przyszedł, dla Agaty był to zupełny szok. - Ej... kto to jest? - zapytała Agata. - Cześć, jestem Adrian... - przywitał się wysoki brunet. - Która z Was to dzisiejsza królowa? - Królowa? - zapytałyśmy wszystkie. - Solenizantka. - oznajmił. Wszystkie wskazałyśmy na Agę. - Okej. Zaczął tańczyć. W końcu został w samych bokserkach... Nas już poniosła fantazja chyba za mocno. Zaczęłyśmy piszczeć i gwizdać. Chłopcy już nas usłyszeli,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych