Zamek Morgull
Moja pierwsza powieść z cyklu ,,Bez Twarzy". Jeśli podobały wam się ,,Kroniki Wampirów" Anny Rice myślę iż to też powinno przypaść wam do gustu. Opowieść zaczyna się w momencie, kiedy zimą do pewnego miasta przybywa tajemniczy mężczyzna, kt
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
I CZĘŚĆ: Podróżnik
ROZDZIAŁ I
-Jakiś człowiek zmierza w naszym kierunku! -Zabijcie go! To pewnie wampir! -Ale panie, wampiry nas nie zaatakowały już od dawna. -No właśnie. Dlatego powinniśmy go zabić! -Ale on nie wygląda na krwiopijcę. Teraz już pewnie czeka pod murami. -Czy ty jesteś idiotą? Jest sam środek zimy. Od najbliższego miasta, w którym żyją jeszcze jacyś ludzie dzieli nas tydzień drogi. I to konno! Konno mówię!!! A on idzie na pieszo. Nie dyskutuj ze mną. Zabijcie go! -A jeśli to nie wampir? On może nam pomóc. Jeśli by się okazało, że jest jednym z nich, od razu byśmy go zabili. Warto go sprawdzić. -Czy ty w ogóle mnie słuchasz? Wszystkie okoliczne wioski i miasta są wybite w pień. A ci którzy przeżyli tą rzeź polują teraz na nas, jako plugawe nocne istoty. Jest nas zbyt mało by sobie pozwolić na stratę ludzi. Musimy czekać. A kiedy przyjdzie stosowny moment opuścimy te zbrukane ziemię. -Nie uda nam się. Istotą zamieszkującym zamek Morgull na pewno nie ujdzie to uwadze. -Dlatego uda się tam najlepszych pięciu łowców wampirów jakich mamy. Oni kupią nam czas. -A co z tym człowiekiem, który w tym momencie jest pewnie pod murami miasta? Zobaczmy co ma do powiedzenia. -Zabijcie go. To na pewno wampir. Tylko krwiopijca mógł przetrwać w tym piekle. To na pewno podstęp. -Ale panie. Przecież mamy dzień. Wampiry nie atakują za dnia. On nie może być jednym z nich. -Jak on wygląda? -Nie wiem. Ma twarz zasłoniętą kapturem. -Zabij go. To moje ostatnie słowo. Drzwi do pomieszczenia otworzyły się i wpadł zdyszany strażnik, nie zwracając uwagi na nic innego niż tylko na pana tego miasta, Arieasa, który rozmawiał z jego przyjacielem, też strażnikiem. -Panie... Panie... -Co jest? Co się stało? -Przybysz.... -Co z nim? To wampir? Dostał się do miasta? Mów co się dzieje. -Panie... To łowca wampirów. -Skąd ta pewność? -Panie idź i sam to zobacz. To okropny widok. -Idziemy. Szybko. Postawcie wszystkich w stan gotowości i wezwijcie łowców jeśli jeszcze nie ma ich na murze. Kiedy tylko Arieas stanął na warownym murze otaczającym miasto, podbiegł do niego dowódca straży i zacisnął prawą pięść po czym położył ją na lewej piersi i skłonił nieznacznie głowę. -Mów Dalrisie. -Panie. Przybysz trzy razy zażądał by sprowadzono tu władcę tej osady. A kiedy zażądaliśmy by dowiódł, tego że nie jest wampirem odchylił obydwie strony płaszczu pokazując głowy wampirów. Z tuzin z każdej strony. Od tamtej pory stoi tak z odkrytym płaszczem i czeka. On nie może być wampirem. -Czemu mu zasłoniętą twarz i kim jest? -Powiedział, że nie będzie rozmawiał z nikim innym, niż tylko władcą tej osady. -Dobrze więc. Dostanie to czego chce. Przygotujcie się do oddania strzału. Gdzie są łowcy? -Już idą. Wchodzą po schodach. -To dobrze. A teraz podejdę do brzegu muru i porozmawiam z naszym gościem – Mężczyzna podszedł do brzegu muru. -Witaj podróżniku! Podróżnik nie odpowiedział, tylko spojrzał się w jego kierunku, widząc jakiegoś siwego człowieka ubranego w czerwony strój, który swoją drogą nie bardzo pasował do jego cery, ale nikogo to nie interesowało. Na murze łucznicy, byli gotowi do oddania strzału. Przybysz, był gotowy by się bronić. Ale nikt nie miał o tym pojęcia... -Słyszałem, że chcesz rozmawiać z Panem tego miasta. Ja nim jestem. Jestem Arieas. Jako iż należy mi się szacunek żądam byś zsunął z głowy, kaptur bym mógł zobaczyć twoją twarz. Podróżnik nie usłuchał. -Widzę, że nie jesteś ani zbyt rozmowny ani wychowany! Więc powiedz nam co cię tu sprowadza?! -Wampiry! -Cieszę się z tego powodu, ale obawiam się że nie możesz nam pomóc! Na zamku Morgull mieszka wiele potężnych wampirów!. A jednym z nich jest Alias! Nikt go nie pokonał! -Bo nikt nie próbował! Ja się go nie boje! Oferuje wam swoją pomoc! -W jaki sposób możesz nam pomóc?! -Udzielając informacji! W zamian za informację! A na koniec rozwiąże was problem! Arieas się roześmiał. -Przepraszam, że się śmieje, ale co ty możesz nam powiedzieć czego byśmy jeszcze nie wiedzieli?! I jak ty sam chcesz rozprawić się z Aliasem i jego pobratymcami?! -To moja sprawa! Pewnie nie wiecie że przegapiliście najlepszy czas na ucieczkę! Wampiry były tydzień w letargu! Teraz się budzą! To cud że jeszcze żyjecie! Ale to już nie długo się zmieni! Macie mało czasu na działanie! Im wcześniej wyruszę tym lepiej dla was! -A kim ty jesteś, że śmiesz twierdzić że dasz sobie radę z tymi potworami?! -Moje imię nie jest istotne, ale umiejętności! Widzę, że obok ciebie stoją łowcy wampirów! To jeszcze dzieciaki! Oprócz tego jednego z brodą! -To tylko twoje mylne zdanie! -Wystaw ich wszystkich przeciwko mnie! Pokonam każdego z nich! Ale nie po to tu jestem! Wpuść mnie do środka! Porozmawiajmy! Nie będę tu krzyczał na próżno! Wpuść mnie albo będę patrzył jak wasza osada jest niszczona przez wampiry! Arieas odezwał się do łowców wampirów. -I co o nim myślicie? Wpuścić go? -To jest wampir – powiedział brodaty mężczyzna, o ciemnym kolorze brody. -Wątpię w to. Podróżnik ma rację – odezwał się szczupły mężczyzna o ciemno blond włosach. –Jego niektóre słowa mają sens. Przede wszystkim te o letargu wampirów. To by tłumaczyło czemu udało mu się tu dostać. A głowy bez problemu zdobył zabijając otępiałych krwiopijców. Dobrze wiemy, że one są w letargu są słabe. A poza tym jest dzień. A wampiry w dzień nie atakują. -Nie wiem czemu ale mam wrażenie, że on nie jest człowiekiem – odpowiedział brodaty mężczyzna. -Wystarczy. Nie marnujmy czasu na rozmowy. Kto jest za tym by wpuścić go do środka? – Odezwał się Arieas. Czterech z pięciu podniosło rękę. -Rozumiem, że nie chcesz wpuścić go do środka ponieważ uważasz go za wampirem? – Spytał Arieas. -Tak. Będę miał na niego oko. Nie podoba mi się on – odpowiedział brodaty mężczyzna. -To dobrze. Pilnuj go. A teraz udajcie się na dół bramy i odprowadźcie go do mojej komnaty. Po drodze odbierzcie mu broń. Łowcy udali się na schody i na sam dół. -Weźcie od niego głowy wampirów i nabijcie na pale, po czym wbijcie je wokół miasta – wydał rozkaz Arieas dwóm strażnikom, którzy również udali się na dół. A on sam odezwał się do przybysza. – Możesz wejść! Ale nie próbuj żadnych sztuczek!
ROZDZIAŁ II
Coś zaskrzypiało w środku i brama zaczęła się powoli opuszczać. Kiedy tylko opadła wyszło siedmiu ludzi. Przybysz nie ruszył się z miejsca, tylko spojrzał spod kaptura na pięciu łowców i dwóch strażników, którzy zmierzali w jego kierunku. Śnieg skrzypiał pod ich butami, a z ust wydobywała się para. Było zimno, ale nikt nie zwracał teraz na to uwagi. Kiedy tylko podeszli, podróżnik zdążył dobrze się przyjrzeć brodatemu mężczyźnie zanim ten się odezwał. Człowiek ten, był barczystym mężczyzną, który wydawał się jemu najbardziej groźnym przeciwnikiem. Jego broń była zasłonięta w przeciwieństwie do innych łowców, co oznaczało że ten był niezwykle doświadczony, o czym zresztą świadczyły blizny na twarzy, zadane niewątpliwie przez pazury nietoperzy. Co tylko bardziej uświadczyło przybysza w przekonaniu jak trudnym przeciwnikiem jest ten mężczyzna, który miał na sobie lekką kolczugę. Wiedział już że na niego musi uważać najbardziej. Miał małe czarne świdrujące oczy, z których biła nieufność a zarazem wielka mądrość. Jego krótko przystrzyżone włosy, o kolorze czarnej perły, tworzyły z niego niezwykle charakterystyczną postać. Ciemna broda, była również krótko ścięta, ale za to kozia bródka była spięta w kilkucentymetrowy warkocz. Reszta z łowców to tylko nieopierzone młokosy, które nie mają szans w starciu z nim. Nawet nie starał się zapamiętać ich podobizn. Zaszczycił ich tylko przelotnym spojrzeniu. Zmieścili by się w przedziale od dwudziestu pięciu do trzydziestu lat. Wszyscy o gładkich twarzach. A w oczach ignorancja, ciekawość, pewność siebie i próżność. Bez szans na przyszłość. -Zanim zaprowadzimy cię do Arieasa, oddasz nam swoją broń. Poza tym jak powiedział mi jeden ze strażników masz oddać głowy wampirów, co też uczynisz. W innym wypadku nie zostaniesz wpuszczony. Wykonaj więc me polecenia i możemy iść. Przybysz najpierw odsłonił prawą, a potem lewą stronę płaszcza i tylko na chwilę. Ta chwila wystarczyła, by pociągnąć za sznurek i spuścić głowy na ziemi. Wystarczyła też by brodaty mężczyzna zdążył mu się przyjrzeć. Nie uszło to uwadze podróżnikowi, który miał na rękach czarne rękawice, nabijane na kostkach diamentami. Mężczyzna zobaczył, że tajemnicza postać ma czarne lateksowe spodnie spięte skórzanym pasem. Do boku spodni przytwierdzone było metalowe lasso. Nigdy się z takim nie spotkał. Lasso składało się z małych diamencików, które były oszlifowane i zawierały ostre ranty. Więcej mężczyzna już nie zauważył. Przybysz następnie schował ręce pod płaszczem na wysokości pasa i odpiął go, po czym wyciągnął go na zewnątrz i upuścił na ziemie. Każdy spojrzał na pas, który na środku miał dwie pochwy, z której wystawały klingi krótkich mieczy, które mogły uchodzić za przerośnięte noże kuchenne z tym wyjątkiem iż klingi były pozłacane i z kości słoniowej. Końcówki rękojeści, były lekko wygięte. Nikt nawet nie zwrócił uwagi na to jak podróżnik odpiął lasso. Kiedy rzucił je na śnieg ludzie przestali się przyglądać broni i przenieśli wzrok na lasso, po czym na metalowe gwiazdy, których na oko było dziesięć. Strażnicy patrzyli z góry na to co dzieje się na dole, gdzie póki co nie wydarzyło się nic co by wymagało ich reakcji.. -To wszystko? – Spytał młodzian. Strażnik zdążył zabrać już głowy wampirów. -Tak. -I ty nazywasz się łowcą wampirów? Gdzie masz kołki? Wodę święconą? Gdzie krucyfiks, albo chociaż jakiś inny krzyż? Podróżnik się zaśmiał. -I co cię tak bawi dziwaku? – Spytał jeden z łowców. -Wasze staroświeckie metody. -Twoje też wydają się być wymysłem pisarza – stwierdził inny łowca. -Nie oceniaj go zbyt prędko – odezwał się brodaty mężczyzna. – Pozory mylą. Pozwól że się przedstawię. Jestem Bariass – przybysz od razu zakodował to imię. – A to są. Zen i Bartorex. Oraz Jax i Alias – przybysz nawet nie starał się zapamiętać. – A ciebie jak zwą? -Podróżnik. -Podróżnik? Tak po prostu? -Tak. -Czemu nie chcesz pokazać nam swojej twarzy? Podróżnik nie odpowiedział . -A może dlatego, że jesteś wampirem? – Kontynuował Bariass. Podróżnik nie odpowiedział. -Nie jesteś zbyt rozmowny, co? Podróżnik nie odpowiedział. -Żyjesz? Nic nie mówisz, nie ruszasz się. Nie zamarzłeś czasem? Inni się zaśmiali, a przybysz i tak nie odpowiedział. -Skąd jesteś? -Prowadź mnie do Arieasa. -Jak chcesz dziwaku. Ale najpierw poznasz najważniejsze prawa tego miasta. Po pierwsze nie wolno ci zboczyć z głównej drogi i poruszać się samowolnie po mieście bez naszego pozwolenia. Za każdy twój występek, zostaniesz ukarany. W najlepszym wypadku zostaniesz wypędzony z miasta, a w najgorszym pozbawiony życia. -Nie interesują mnie wasze prawa – powiedział podróżnik. – Dowiem się co chce wiedzieć od waszego Pana i odchodzę stąd. Więc nie marnuj mego czasu i prowadź mnie Bariassie. -Jesteś arogancki i niezwykle nieuprzejmy. Zachowujesz się jak byś był wyjęty poza prawo. Ale tu będziesz obserwowany bardzo dokładnie. I kiedy tylko zobaczę, że robisz jakiś zły ruch od razu wyciągnę miecz – powiedział Bariass. -Nie boje się walczyć. -A powinieneś. Nie masz czym walczyć. Jak chcesz stawić nam opór? Podróżnik nie odpowiedział. -Zaprowadźmy go do Arieasa. Niech on się z nim użera – zaproponował łowca wampirów. -Ma rację – zgodził się inny łowca. – To dziwak. Im prędzej się go pozbędziemy tym lepiej. -Dobrze –powiedział brodacz. – Chodź za nami. Ale nie próbuj żadnych sztuczek. Pięciu łowców wampirów, po uprzednim podniesieniu broni przybysza, odwrócili się plecami do niego i ruszyli przed siebie. Tajemniczy mężczyzna podążał za nimi. Przekraczając bramę miasta usłyszał jak ta się za nim zamyka. Czół też na sobie spojrzenia wielu ludzi. Dzieci, starców, żołnierzy. Czół ich strach ale wiedział że w tym momencie od strachu silniejsza jest ciekawość. Przybysz nie przyglądał się miastu. Nie interesowało go. Wiedział że już więcej tu nie wróci. Kątem oka widział tylko co nieco z zabudowań. Cały czas szedł czujny i gotowy do skoku, by odebrać swoją broń od dwóch łowców, którzy szli tuż przed nim. Lustrował łowców i wiedział, że brodaty mężczyzna może namieszać w jego planach. Dlatego musi jak najbardziej uważać. Praktycznie cały czas mu się przyglądał. Bariass jak by poczuł że ktoś go obserwuje i odwrócił się w stronę tajemniczej postaci w szarym stroju zakrywającym jego ciało. Przybysz ani drgnął. Wiedział, że nikt nie jest w stanie przeniknąć jego zasłony jaką jest kaptur, skrywający w swoim mroku jego twarz. Bariass odwrócił się i poprowadził łowców do dużego budynku znajdującego się na końcu ulicy. Chociaż podróżnik nie rozglądał się po otoczeniu wiedział dokładnie, że znajduje się praktycznie w samym centrum miasta. Miał świetną orientacje, która nigdy go nie zawiodła. Rzucił przelotne, a zarazem szybkie spojrzenie po otoczeniu. To wystarczyło by upewnić się że akurat w tym momencie nie jest obserwowany. Choć wiedział, że za chwilę mogą zjawić się gapię. Włożył czym prędzej rękę do kieszeni płaszczu i wyciągnął małą metalową kulkę, po czym upuścił ją na śnieg. Kulka ta z pewnością nie była zwykłą zabawką. Śnieg tak jakby go ogrzewano, rozstąpił się pod kulką, która dotknęła zmarzniętej ziemi. Nikt nie widział tej kulki i nikt nie miał pojęcia dlaczego tajemniczy przybysz ją tu upuścił. On jednak wiedział czemu to zrobił. Wiedział, że gdzieś tu musi znajdować się czarna perła ale nie taka zwykła, którą czasem znajdują rybacy, lecz taka która ukrywa w sobie potężną moc potrzebną do realizacji jego planów. Kiedy stanęli przed drzwiami prowadzących do kamiennego budynku odezwał się Bariass, który jak już dobrze wiedział podróżnik był dowódcą tej szajki łowców. -Oto jesteśmy przed siedzibą Pana tego miasta. Zachowuj się. Mężczyzna pchnął drzwi i wszedł do środka. Za nimi podążyli łowcy i podążył tajemniczy mężczyzna. Szli przez hol w kierunku wielkich schodów. Łowcy skręcili w lewo, w korytarz znajdujący się przy schodach. Nagle odezwał się Bariass. -Chodź za mną. Weszli po kamiennych schodach i na samej górze stanęli przed drzwiami, przy których stało dwóch strażników. -Zaczekaj chwilę – odezwał się Bariass i zniknął we wnętrzu pomieszczenia. Po chwili wrócił z powrotem. – Możesz wejść. Podróżnik pchnął drzwi i minął przyglądających mu się wrogo strażników. Znalazł się w dużym pokoju, gdzie po przeciwnej stronie drzwi na samym końcu znajdowało się duże okno, a pod nim biurko, przy którym siedział Arieas. Spoglądał on świdrującym wzrokiem w jego kierunku. Po lewo znajdował się duży kominek, w którym płonął ogień. Po lewo znajdowały się półki z książkami i komoda, w której były jakieś alkohole. Okno było lekko uchylona a na środku pokoju znajdował się gustowny czerwony dywan, podkreślał pozycję Arieasa, który gestem ręki zaprosił przybysza do stołu wskazując puste krzesło. Przybysz podszedł i usiadł. Nie miał ochoty na tą rozmowę. Zrobił to co miał zrobić w tym mieście i chciał już je opuścić. Jednak musiał zachować pozory. I musiał dokończyć tą rozmowę.
ROZDZIAŁ III
-Miło że jesteś. Pozwól że się przestawię. Jestem Arieas De La Graz. Władca tego miasta. A ty kim jesteś? Arieas wyciągnął swoją dłoń w stronę tajemniczego mężczyzny ale ten jej nie uścisnął, więc ją schował i kontynuował dalej. -Nie musisz się tu niczego obawiać. Możesz ujawnić swoją twarz i swoje imię. Tego wymaga kultura. -Przybyłem tu po to, by uzyskać informację i wyzwolić wasze miasto spod jarzma wampirów. -To niezwykle chwalebne ale jak chcesz tego dokonać sam? Widziałem głowy wampirów i nie powiem. Jestem pod wrażeniem. Ale jak sam przyznałeś krwiopijcy były w letargu. Poza tym w zamku Morgull żyją potężne istoty, a przede wszystkim są ich tam całe zastępy. Jak chcesz nam pomóc? -Potrzebuje informacji. Powiedz wszystko co wiesz. Jakie tam są wampiry? -Co jakie? Zwykłe. Takie pijące krew i pojawiające się nocą. Niektóre w postaci chmary nietoperzy. -Czyli są tu Morficy. Tak myślałem. -O Czym ty mówisz? Jacy Morficy? -Morfikami mogą być tylko niektórzy z Arystokracji. Jest to niezwykle prestiżowa grupa wampirów. Jak już sam wiesz, potrafią zmieniać się w nietoperze. Zabicie jednego z nietoperzy tylko ich osłabi ale nie zabije. -Wybacz, ale pierwszy raz słyszę o tym by dzielono wampiry na grupy. Możesz bardziej się sprecyzować. -Nie przyszedłem tu udzielać informacji tylko je otrzymywać. -Jesteś gościem w moim mieście. Może się napijesz? To tak drogą dygresji. -Nie. -Wracając do tematu. Jesteś gościem w tym mieście, a stawiasz mi warunki. Nie chcesz pokazać swej twarzy ani wyjawić imienia. Nie jesteś w takiej pozycji, by móc stawiać mi warunki i żądania. -Mów mi po prostu Podróżnik. Im mniej wiecie o mnie tym lepiej dla wszystkich. I dla was i dla mnie. A teraz proszę o udzielenie mi odpowiedzi na me pytanie. -Wybacz. Ale coś za coś. Najpierw ty powiedz co wiesz o tych stworzeniach zwących siebie Dziećmi Nocy. -Wampiry dzielą się sami w swoich szeregach na grupy. Najbardziej powszechną grupą jest Kasta. Piją krew wszystkich ludzi. Pijaków, chorych, bezdomnych. Nie gardzą żadnym człowiekiem. Jednakże biorąc okoliczności w jakiej się znajdujemy spodziewam się że będzie tutaj najwięcej Upadłych. Czyli takich którzy piją każdą krew. Nawet zwierząt. Zresztą większość głów należy właśnie do nich. Są najsłabszymi z krwiopijców. Są jeszcze Arystokraci, którzy piją tylko czystą krew. Czyli taką która należy do szlachty, królów i innych wysoko postawionych ludzi. Arystokracja nie jest zbyt powszechna. Jest ich mało ale są silni. A najgorszą grupą są Morficy. Wykształcili się z Arystokraci. To właśnie czysta krew umożliwia przemianę w nietoperze. To jest nowa grupa i najmniej o niej wiem. A w zasadzie tylko tyle co powiedziałem. -To wszystko? -Mógłbym powiedzieć o krwi, że im czystszą krew spożywają wampiry tym są silniejsi. Ale to pewnie wiesz. Wiesz pewnie też to, że nie muszą pić krwi, ale robią to gdyż jest ona dla nich jak narkotyk. Krąży pogłoska, że wampir który ałkowicie uniezależni się od krwi stanie się niezwykle potężną istotą. Będzie nawet odporny na światło słoneczne. Jednak jeszcze żaden krwiopijca tego nie dokonał. -Wiem to. Ale zastanawia mnie jedno. Skoro jest taka pogłoska, to czemu wampiry nie próbują uniezależnić się od krwi i czemu zaraz po tym jak zostaną stworzone nie odpuszczą sobie krwiopijstwa? Przecież wtedy by ich nie ciągnęło do krwi i mogli by osiągnąć wielką moc. Czemu tego nie robią? -Twoje rozumienie jest błędne. Każda przemiana w krwiopijcę oznacza przemianę w istotę spragnionej krwi, a to dla tego, że podczas przemiany wampir pozostawia część swojej krwi, która krąży po ciele ofiary i wyżera do reszty tą normalną, niszcząc ją i zmieniając w krew stwórcy. Mówiąc prościej to działa na takiej zasadzie, że w ciele krwiopijcy zamiast krwi krąży narkotyk, który sprawia że wampir odczuwa pragnienie krwi i tylko wielka wola może sprawić, że przestanie on pić krew co nie jest łatwe. -Widzę, że nie jesteś głupi. Wnioskuje też że jesteś potężnym wojownikiem. Udzielę ci potrzebnych informacji. Ale pod warunkiem że do zamku Morgull udasz się razem z innymi łowcami wampirów. -Czy oni wiedzą, że nie mają szans na przeżycie? -A ty masz? -Oni nie wiedzą tego co ja i nie posiadają takich zdolności jak ja. -Czy te zdolności są związane z twoim wizerunkiem i dlatego nie chcesz pokazać twarzy? -Nie. -Więc czemu nie chcesz jej pokazać? -To moja sprawa. Udziel mi informacji. Powiedz co wiesz. -Zgadzasz się wyruszyć z łowcami wampirów jutrzejszego dnia do zamku Morgull? -Wyruszam niezwłocznie po otrzymaniu informacji. -Czemu tak wcześnie? -Wampiry są jeszcze pod wpływem letargu. Są słabsze niż zazwyczaj. -Czemu zapadły w letarg. -Tak się dzieje kiedy Dziecko Nocy długo nie pije krwi. Ale dzieje się też tak dlatego, że krwiopijcy w ten sposób komunikują się z podobnymi sobie i jeśli nie są zbyt mocne zapadają na jakiś czas w letarg. Po przebudzeniu są strasznie głodne i atakują w furii. Są niezwykle niebezpieczne. Choć przybysz powiedział prawdę, nie powiedział czemu wampiry naprawdę zapadły w letarg. -Skąd o tym wiesz? -Wiem i już. Nie traćmy czasu. Mów co wiesz. -W zasadzie nie wiemy wiele. Wiemy tylko tyle że pojawiły się tutaj jakiś rok temu. Od tego czasu zabili prawie wszystkich. Tylko my przeżyliśmy. Wiemy że dowodzi nimi wampir Alias, który zamieszkał w zamku Pana tych włości. Po jego śmierci ja dowodzę tym miastem. Z tego co udało nam się ustalić to czegoś szukały i to znalazły. Ale czemu nie odeszły nie wiem. -Czekają. -Na co? -Na Zwiastun. -Na jaki Zwiastun? O czym ty mówisz.? -Czekają na znak, że ich władca nadchodzi. -Jaki władca? -Ojciec wszystkich wampirów. Wraz z nim nadejdzie zmierzch ludzi. Ale nie martw się. To tylko ich legenda. Nic takiego nie nastanie. Arieas nie wiedział czemu ale miał wrażenia, że przybysz nie był z nim do końca szczery. I miał rację. Ale nie wiedział o tym. -Ale nie traćmy czasu. Najwyższa pora ruszać. Nagle przez uchylone okno wleciało coś co było niezwykle małe. Przy poruszaniu wydawało brzęczący dźwięk. Przybysz wyciągnął rękę i otworzył dłoń, na której wylądowała metalowa kulka, składając metalowe skrzydełka. Tajemniczy mężczyzna zacisnął pięść wokół tego przedmiotu i schował go do kieszeni. Cieszył się że tak szybko szperacz odnalazł perłę, która była teraz ukryta w jego środku, ale to stawiało go w kłopotliwej sytuacji. Będzie musiał udzielić odpowiedzi i kłamać, czego nie lubił. Tak jak myślał, zdziwiony Arieas zaczął się dopytywać o szperacza. -Co to było? – Spytał zdziwiony Arieas. -Magiczny szperacz. -Co to takiego? -Coś co po otrzymaniu polecenia wykonuje je – dał wymijającą odpowiedź przybysz. -To coś żyje? -Nie. To jest Artefakt. To nie ma duszy. Choć Arieas zdawał sobie sprawę, z tego że jego pytania brzmią dziecinnie: Po co to? Na co to? Pytał dalej. -Nigdy nie słyszałem o Artefaktach. Co to takiego? -To magiczna pozostałość po magii, która kiedyś była praktykowana, a teraz zanikła już prawie całkowicie. Niewiele osób o nich wie. -Wybacz ale nie wierze w magie. A to co mówisz jest dla mnie mało zrozumiałe. -Głupcami są ci, którzy nie wierzą w istnienie magii. Magia…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil irask2
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…