Wróć do katalogu

Zapiski Kolumba

Zbiór luźno powiązanych ze sobą zapisków, zainspirowanych powstaniem warszawskim.

tebalfa, opublikowano , 15 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zapiski Kolumba

Cześć Mamo, cześć Tato. Być może to ostatni list, jaki ode mnie otrzymacie. Zastanawiam się, czy jesteście ze mnie dumni. W końcu przez dwadzieścia lat opowiadałeś mi, Tato, o powstaniach, a ty Mamo wtórowałaś mu z równym entuzjazmem. Wieczór po wieczorze mówiliście o bohaterach. Polskich bohaterach, co z taką lubością podkreślaliście. Szkoda, że nie wspomnieliście, że większość z nich gnije w ziemi i nie obchodzą ich Wasze tytuły ani uwielbienie. Przyznajcie się, nie chcieliście syna. Nikt z Waszego pokolenia nie chciał dzieci. Potrzebowaliście żołnierzy, kogoś, kto Was zastąpi. Czemu nikt nas nie spytał o zdanie? Może gdybyśmy wiedzieli do czego prowadzi słuchanie o Kościuszce, zakrylibyśmy uszy rękami. I żylibyśmy, i - Ojciec wybaczy - w dupie mielibyśmy Polskę. Oddawalibyśmy bez walki ziemie, język, twoją ukochaną, Mamo, kulturę, z czasem zapomnielibyśmy historii. Gdybyście tylko wpoili we mnie poczucie, że życie - a nie ten - Ojciec wybaczy - jebany kraj - jest najważniejsze. Mówiliście, że zawsze zwyciężaliśmy. Tyle, że moralnie, ale Ojciec zaraz dodawał, że to się najbardziej liczy. Nie. Na wojnie liczy się życie i śmierć, nikt nie pomyśli o moralach, kiedy kula będzie roztrzaskiwała mu czaszkę. I ja też mam w dupie morale. Nauczyliście mnie kochać kraj, w którym nic nigdy nie było stałe. Nikt nie chce chorej miłości, wszyscy omijają ją z daleka. Ja byłem na takiej wychowywanej. Chcę żyć. Chcę, aby jutro się nie wydarzyło. Nie chcę wychodzić na ulice, nie chcę biec przez dzielnice ze sztandarem i nie chcę umierać, nawet jeśli mam umierać z hymnem na ustach. Nie ma większej chwały, powiesz, Ojcze? Jest. I nie chodzi mi tu o umieranie z Rotą na ustach, lecz o życie, wie, Ojciec? Ale dwadzieścia lat waszego wychowania robi swoje. I jutro wyjdę, i jutro będę zabijał, i jutro umrę. Potem ktoś mnie odznaczy krzyżem nad grobem, postawią mi pomnik - a ja to będę miał w dupie. Chciałbym stąd uciec, wyemigrować do kraju, który nie jest raz po raz obracany w ruinę. Który można pokochać miłością stałą, normalną, zdrową, a nie nagłymi zrywami, jak to widocznie nasz naród ma w zwyczaju. Ale za późno. Za dużo opowieści wlaliście do mojego umysłu, który zapewne jutro spłynie do rynsztoka. Być może to jedyne miejsce dla patriotyzmu, który równy jest śmierci. Nie będę jednak stawiał oporu i posłusznie zrobię to do czego mnie wychowaliście. Powinienem was za to nienawidzić. Powinienem przeklinać was i Polskę. Nie umiem. Kocham was za to całe wychowanie jeszcze bardziej. I ten - wybaczy ojciec - jebany kraj również kocham. I za największy zaszczyt będę uważał śmierć - za Polskę. Za przyszłość, której nie doczekam i za te pokolenia, których nigdy nie zobaczę, za dzieci, których nie będę miał. Dobrze mnie wychowaliście. Dziękuję. Wasz kochający syn Kolumb

Być może nie powinienem był pisać tego listu. Nie w chwili, kiedy życie stoi pod znakiem zapytania i żadnych słów nie da się cofnąć. Ale ja nie czuję w nim braku szacunku. Przez dwadzieścia lat te zdania dojrzewały we mnie i znalazły ujście na tym strzępku papieru. Czy to źle, że byłem szczery?

W końcu szczerość to cnota. Bóg, Honor, Ojczyzna - dopisać można i szczerość, jak ktoś się uprze. I będę ideałem żołnierskiej chwały, ideałem Polaka. Jak większość z moich kolegów, których nigdy więcej nie zobaczę.

Przygotowuję się do śmierci. Uwierzyłem w nią i czuję ją, jak czuwa przy mnie w dzień i w nocy. Zabrała tysiące innych, zabierze i mnie.

I tylko czasem, w rzadkim zrywie nadziei, myślę, że moja śmierć ocali kogoś innego, kogoś, kogo znam aż za dobrze. Tak dobrze, że zacząłem się o tego kogoś troszczyć. Powinienem być mądrzejszy i się do nikogo nie przywiązywać, ale za tą jedną, to bym łaził, jak pies. Chociaż ona ma już jednego. Sarmat się nazywa i przystojniejszy jest ode mnie, chyba nie powinienem robić konkurencji. Z Sarmatem, wzorem Polaka, nie wygram.

Ludzie wokół mnie krzyczą o odwecie. Wyłączając rozsądek, krzyczę razem z nimi. Chciałbym być typowym Polakiem - takim, co wierzy w zwycięstwo i w każdej chwili gotów jest do boju. I nie martwi się o życie, bo ono jest nieważne, stanowi tylko kolejną cegiełkę w barykadzie zbudowanej z ludzkich ciał. Ku chwale Ojczyzny! Ku chwale Ojczyzny.

Kiedy nadejdzie taki czas, kiedy wynosić będziemy życie nad wszystko pozostałe? Kiedy Polacy zmądrzeją? A ja razem z nimi?

Przecież nie muszę tam iść. Przecież nie musiałem rozpoczynać całego tego swojego Podziemia. Mogłem siedzieć w kinie, chociaż "tylko świnie siedzą w kinie". Mogłem pozostać ślepy na wszelkie oznaki prześladowania, mogłem biec i prosić o wpisanie na volkslistę. Przyjęliby mnie, a ja z uśmiechem zacząłbym budować nowy świat pod rządami fuhrera.

Ale nie zrobiłem tego. I gdybym mógł cofnąć czas, prędzej naplułbym na tę volkslistę niż ją podpisał. Widocznie gdzieś głęboko siedzi we mnie taki prawdziwy Polak, co sam jeden ze sztandarem popędzi przeciwko hordzie najeźdźców, niż ocali życie.

Tam będą walczyć dzieci.

W takich chwilach dziękuję Bogu, że nie mam rodzeństwa.

Szkoda tylko, że ona się napatoczyła.

Bez niej wszystko byłoby prostsze.

Bez niej.

Albo z nią.

***

Więc żyję. Wciąż żyję, mimo że tylu zginęło. Nie wiem, ile z tych kul, które ich dosięgły, powinny były trafić mnie. Ja ze swoim cynizmem, oni ze swoim szczerym zapałem.Oni i ich wiara. Ja i mój sceptyzm.

To oni powinni budować przyszłą Polskę. Bałem się śmierci, teraz boję się, że wszyscy zginą zamiast mnie, a ja zostanę i ich zawiodę.

I Pawlaka też zawiodę. Pawlaka, co mnie odepchnął, a sam przez to skończył bez nogi. A trudno żyć bez nogi, więc się szybko pożegnał z życiem.

Musiał naprawdę lubić swoją nogę.

Ironia to wszystko, co mi pozostało, a Pawlakowi powinienem być wdzięczny i pisać poematy na jego cześć. Dał mi życie i poczucie winy - gratis.

On się pałętał razem z taką dziewczyną, Hanką. Blondynka, niebieskie oczy. Widać, że Słowianka, jednym słowem. Powinna mnie nienawidzić, to byłaby normalna, zdrowa reakcja, odreagowanie. Podeszła do mnie wczoraj, w nocy, podczas jednej z nielicznych chwil ciszy. Nie płakała. Dłużej pewnie nie mogła. Stoję, czekam obelg, czekam uderzenia - i ona owszem, podniosła rękę, ale zamiast trzasnąć mnie w łeb, gładziła mnie po szorstkim, nieogolonym policzku.

"Paweł... Pawełek dobrze wybrał, wiesz?" - szepnęła. Cofnąłem się, odskoczyłem, wybiegłem na dwór, dalej, dalej od nich wszystkich, od ludzi.

Nie chcę być człowiekiem.

Nie chcę dokonywać wyborów, nie chcę decydować, nie chcę, by ludzie mi wybaczali. Nie chcę uczuć, pragnę tylko zapomnienia, zamknąć oczy i pogrążyć się w mroku. Świst kul, łomot walących się domów stałyby się moją kołysanką; najpiękniejszą ze wszystkich, bo ostatnią. Niech Ojczyzna utuli mnie do snu, skorom całe życie poświęciłem Polsce. Taki jest chyba jedyny słuszny koniec.

Nie widziałem jej już dwa tygodnie.

***

Wciąż istnieję, wciąż serce pompuje krew... To koszmarne łomotanie mnie prześladuje. Chciałbym, by ucichło. Chciałbym okazać się godny Pawlaka. Nie wiem czemu. Zatracam moją trzeźwość umysłu. Zaczynam wariować, zdaje mi się, że słyszę jego głos. Rozmawiałem z nim zaledwie minutę przed tym wszystkim. Mówił o tym, co zawsze: o przyszłej Polsce. Że zostać muszą najlepsi, by ją odbudować. Że Ojczyzna będzie nas potrzebować bardziej, niż kiedykolwiek.

Gdybym tylko wiedział,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych