Zapomniani bohaterowie
O tym jak ZSRR potraktował weteranów II WŚ. Niecałe 1800 słów
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wasilij Grigoriewicz trzymał kubek z wodą tak mocno, jak tylko mógł. Nie zwracał większej uwagi na piekący ból, spowodowany zbyt wysoką temperaturą płynu i naczynia. Ten zresztą ustąpił po chwili i Wasilij czuł tylko ciepło rozchodzące się wzdłuż jego ramion i stopniowo wypełniające całe ciało. Taki moment krótkiego rozluźnienia, mały substytut normalności w tym chorym miejscu, w którym się znalazł, prowadził do refleksji. Mroźna wyspa Walaam na Jeziorze Ładoga w północno-zachodniej części Związku Radzieckiego miała był jego domem. I jego grobem.
Krzyki strażnika, bijącego jednego z więźniów przerwały ciszę. Wasilij nie zwracał na to zbyt wielkiej uwagi. Takie incydenty zdarzały się niemal każdej nocy w gułagu. Za dnia było jeszcze więcej przemocy. Odwrócił swoją głowę w stronę Anastaza Iwanowicza. Słyszał jego oddech, trochę niespokojny, gdyż jego towarzysz miał problemy z płucami. Wasilij nie widział swojego przyjaciela. Nie dlatego, że w pomieszczeniu było ciemno. Był niewidomy. Anastaz był jego oczami.
-Śpij dobrze, stary bohaterze. Niech twoje sny będą ciepłe i kolorowe. Niech twe stopy niosą cię po łące, a twe ręce zbierają kwiaty i zioła.
Anastaz pochodził z południowej Syberii i często opowiadał swojemu przyjacielowi o wspaniałych, kwiecistych łąkach swojej krainy. Wspomniał również o smutnym fakcie, który połączył ich losy. „Sierżant Anastaz Iwanowicz Korlenko. Wiek: 27 lat. Pochodzenie chłopskie. Stracił ręce i nogi w Bitwie na Łuku Kurskim. Odznaczony medalem 'Za odwagę'” - tyle stwierdzał oficjalny dokument, teraz podniszczony i trudny do przeczytania. Zbyt mało mówił on o dramacie Anastaza Iwanowicza. Tragicznym dniem był 15 sierpnia 1943 roku, gdy pocisk przeciwpancerny przebił kadłub jego T-34, zabijając pozostałych trzech członków załogi. Następnego dnia odnaleziono go ledwie żywego we wraku. Jego rąk i nóg nie odnaleziono nigdy. A to był dopiero początek bolesnej drogi w jego życiu.
Niecałe dwa miesiące i siedemset kilometrów dzieliło tragedię Anastaza od wypadku jego towarzysza. Wasilij stracił oczy pod Smoleńskiem, podczas tzw. Operacji Suworow. Odłamki niemieckiego granatu poraniły całą jego twarz, w tym oczy – krytycznie. Istotnie, obaj byli bohaterami. Pokonali Hitlera. Jednak matka Rosja zapomniała o swoich obrońcach. Otrzymali medale, odbierali honory, lecz nie mogli zamienić ich na jedzenie. Kraj, okropnie zniszczony przez niemiecką ofensywę, nie mógł dać im więcej. Władze nawet się nie starały.
Kolejnym tragicznym dniem, który Anastaz dobrze pamiętał był 23 lipca 1948 roku. Funkcjonariusze NKWD aresztowali go, gdy leżał na ulicy Jekaterynburga i żebrał. Wasilij został zatrzymany pięć dni później w Soczi za „włóczęgostwo i pasożytnictwo społeczne”. Spotkali się tu, na wyspie Walaam. W naturalny sposób uzupełniali się. I tak Wasilij pchał taczkę z nawigatorem Anastazem. Wszędzie gdzie szli, byli nierozłączni. Miesiące wspólnego życia nauczyły ich współpracować niemal idealnie. Na wyspie Walaam było wiele takich par. Dzięki współpracy mogli sobie poradzić w surowej rzeczywistości mroźnej wyspy. Przez większość czasu pracowali, transportując drewno z lasu i rudę z kopali do portu. Przystań, jedyna droga do świata zewnętrznego, była dokładnie strzeżona, chociaż większość więzionych weteranów i tak nie miało dokąd wracać. Droga, którą wybierała większość, wiodła przez upojenie alkoholowe. Na jej końcu był prosty grób w lodowatej ziemi. Weterani topili smutki w wódce. Wasilij pił bardziej racjonalnie, Anastaz często nie miał umiaru.
-Zajęło to trochę czasu, zanim zrozumiałem to wszystko – myślał Wasilij – To kwestia estetyki. Czy władze mogły przedstawić nas, okaleczonych weteranów Armii Czerwonej, jako tych, który wytyczyli szlak do Berlina? W żadnym wypadku. Hitlerowców pokonali młodzi, dzielni żołnierze radzieccy. Nie ma miejsca dla kalek w sali chwały. Inwalidzi nie mogli uczestniczyć w paradzie na Placu Czerwonym w Moskwie. Nikt nas już nie potrzebuje. Moja rodzina w Jekaterynburgu nawet nie wie, że jeszcze żyję. Nikomu na mnie nie zależy.
Nikomu poza Anastazem.
Skupiony na melancholicznych myślach i uczuciu gorzkiego smutku, Wasilij nie zauważył, że oddech jego towarzysza zmienił się. Wkrótce charczący głos zakłócił taniec wspomnień i żalu w jego głowie.
-Wasilij! Nie śpisz. To dobrze! Musimy napisać list. Czyżbyś zapomniał?- powiedział Anataz, uwalniając opary wódki.
-Nie pij tyle! Znowu zarzygasz medale i będę musiał je czyścić- Wasilij był wyraźnie zdenerwowany.
-Jaki list? - dodał po chwili.
-Nie pamiętasz? Mówiłem ci przedwczoraj, że napiszemy list do Józefa Wisarrionowicza, do Moskwy!
-A! Ten list. Czy naprawdę chcesz pisać do Stalina?
-Tak, Wasiliju Grigoriewiczu! Jesteśmy żołnierzami zwycięskiej Armii czerwonej, ale wskutek jakiegoś spisku zesłano nas do tego gułagu. Marszałek Stalin przeczyta list i nam pomoże!
Wasilij był zdumiony pewnością w głosie swojego przyjaciela.
-Ale... napisaliśmy taki list jakieś dwa lub trzy miesiące temu.
-Wrogowie musieli go przechwycić i nie dotarł do naszego przywódcy. Napiszemy następny. Weź papier z mojej torby. No, już, pośpiesz się! Trochę atramentu powinno być gdzieś na lewo od łóżka. Tak jak poprzednio, użyjemy dużej drzazgi jako pióra.
Choć niechętnie, Wasilij spełnił prośbę przyjaciela. Wziął papier i znalazł słoik z atramentem obok butelek z wódką, stojących przy łóżku Anastaza i nigdy nie pustych, pomimo jego ciągłego picia. W słoiku było mało atramentu, a papier był zatęchły, co Wasilij wyczuł doskonale. W ciągu tych wszystkich lat ślepoty, jego nos stał się bardzo wrażliwy.
-Zaczniemy tak. Do Marszałka Józefa Wisarrionowicza Stalina, wielkiego przywódcy Partii Komunistycznej...”
Wasilij zanurzył drzazgę w kałamarzu i przeniósł ją nad papier. Litery powoli wypełniały powierzchnię kartki. Oczy towarzysza bacznie obserwowały jego dłoń.
-Ostrożnie! Tekst idzie trochę do góry.
List był gotowy w niecałą godzinę.
-Teraz koperta! - zarządził Anastaz. - Trzy kroki na prawo od łóżka.
Gdy list został odpowiednio zapakowany, Wasilij wziął taczkę i ostrożnie wsadził do niej przyjaciela.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kmdrzazga
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…