Wróć do katalogu

Zastać Polskę ludową, a zostawić narodową

Gomułka i Moczar byli komunistami z "odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym". Tego drugiego popierał Piasecki, lider dawnego ONR "Falanga". Czy mogliśmy zbudować Wielką Polskę Narodową?

Natalia Julia Nowak, opublikowano , 1 godz. czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wprowadzenie

Niniejszy artykuł, odpowiadający na pytanie “Co można było zrobić z Polską po upadku stalinizmu?”, jest bezpośrednią kontynuacją tekstu “Nie mów fałszywego świadectwa przeciw Narodowi Polskiemu!”. Znajomość tamtej publikacji może być niezbędna do pełnego zrozumienia poniższego felietonu/eseju/czegokolwiek. Kieruję swój przekaz m.in. do obrońców dobrego imienia Polski i Polaków. Moi Drodzy, jeśli zaangażujecie się w dyskusję z antypolskimi paszkwilantami - nadwiślańskimi lub zagranicznymi - prędzej czy później zetkniecie się z opinią, że Wasza działalność to świadome bądź nieświadome odtwarzanie marca 1968 roku. Artykuł, który dla Was przygotowałam, pokrótce wyjaśnia, skąd się wziął ten dziwaczny pogląd. Kim był Mieczysław Moczar, ojciec marca ’68? Czy okres gomułkowski (1956-1970) był jedyną okazją, kiedy polscy nacjonaliści mogli zbudować Wielką Polskę Narodową? Ostatecznie, w środowisku moczarowców obracał się Bolesław Piasecki, lider przedwojennego Obozu Narodowo-Radykalnego “Falanga”. Może trzeba było “kuć żelazo, póki gorące”? Zapraszam do lektury moich przemyśleń!

Nie, nie popieram komunizmu, bo komunizm to coś takiego, o czym śpiewał John Lennon w piosence “Imagine” [“Wyobraź sobie, że nie ma państw“, “Wyobraź sobie, że nie ma własności“, “I nie ma też religii“. YouTube, watch?v=DVg2EJvvlF8]. Paradoksalnie, narodowy komunizm - gomułkowszczyzna, moczaryzm - jest zaprzeczeniem ideologii komunistycznej. Czesław Miłosz nie bez powodu pisał w swojej poezji: “Niech tutaj będzie wreszcie powiedziane: jest ONR-u spadkobiercą Partia. A poza nimi nic nigdy nie było prócz buntu godnych pogardy jednostek. Któż miecz Chrobrego wydobywał z pleśni? Któż wbijał myślą słupy aż w dno Odry? I któż namiętność uznał narodową za cement wielkich budowli przyszłości?” (Poetariumd.republika.pl/wiersze/cm/tp.html). Przytoczone słowa, będące fragmentem poematu “Traktat poetycki”, pochodzą z roku 1957, czyli z epoki “Wiesława” i “Mietka”.

N.J. Nowak

PS. Celem niniejszego artykułu nie jest gloryfikowanie Moczara ani Gomułki, tylko pokazanie, że mogliby oni zostać “trampoliną do władzy” dla prawdziwych narodowców. Od kogoś/czegoś trzeba zacząć…

Demony marca

Moją społeczność, tj. obrońców dobrego imienia Polski i Polaków, oskarża się o przywoływanie demonów marca 1968 roku[1]. Postanowiłam więc, że wezmę byka za rogi i sama sprawdzę, co mają na myśli osoby formułujące takie zarzuty. Przesądziło o tym kilka czynników. Po pierwsze: założenie, że tego typu wiedza może mi się przydać w przyszłości, zwłaszcza w polemikach z antypolskimi hochsztaplerami (ludźmi pokroju Grossa, Śpiewaka, Pawlikowskiego, Pasikowskiego, Całej, Holland i Tokarczuk). Po drugie: fakt, że jestem polską nacjonalistką z odchyleniem lewicowo-socjalistycznym. Po trzecie: przekonanie, że każdy przyzwoity Polak - prawicowiec, lewicowiec, centrowiec - ma nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek bronić swojej Ojczyzny przed szkodliwymi insynuacjami. Nawet, jeśli wcześniej oddawał się karygodnym działaniom, tak jak Mieczysław Moczar “Mietek”.

Przeprowadziłam maleńkie śledztwo i doszłam do zaskakujących wniosków. Rzeczywiście, w latach ‘60 XX wieku pewne środowiska zaciekle broniły Polski i Polaków przed pomówieniami o współudział w Holocauście. Dowodem na to może być znakomity film dokumentalny “Sprawiedliwi” w reżyserii Janusza Kidawy. Dzieło, wyprodukowane w roku 1968, jest dostępne w serwisie YouTube [watch?v=eFSh_J6gLMU, watch?v=46h2SQ31SvE, watch?v=-846ONJCVo0]. Nie sądzę jednak, żeby ktokolwiek z nas, pogromców antypolonizmu, nawiązywał do tamtej epoki świadomie. Poza tym, trzeba zdać sobie sprawę z faktu, że mityczny marzec ’68 był zajściem wielowymiarowym, kulminacją wielu różnorodnych zjawisk. Jeśli mamy z nim coś wspólnego, to tylko w pozytywnym aspekcie. Mówię tutaj o śmiałym wyrażaniu niezgody na polonofobiczne oszczerstwa.

Twierdzenie, że jesteśmy wskrzesicielami marca 1968 roku (w domyśle: całej plątaniny wydarzeń), to absurd i nadużycie. Jak możemy być jednocześnie piewcami Sprawiedliwych i nieprzyjaciółmi Żydów, bananową młodzieżą i aktywem robotniczym, natolińczykami i puławianami, “partyzantami” i “komandosami“? Z punktu widzenia logiki klasycznej, taka sytuacja jest po prostu niewykonalna. Czy nasi oskarżyciele posługują się logiką kwantową? Kot Schroedingera może być martwy i żywy w tym samym czasie… To, że sprzeciwiamy się pomówieniom, tak jak w latach ‘60, nie oznacza, iż identyfikujemy się ze wszystkimi aspektami wypadków marcowych. Posądzanie nas o odtwarzanie marca ‘68, czyli całego skomplikowanego fenomenu, to bezczelna manipulacja. Celem tego zabiegu jest skojarzenie nas z jednym z wątków ówczesnej awantury, a mianowicie z kampanią antyżydowską. Faktycznie, istniał wtedy taki wątek, ale większość z nas nie byłaby skłonna się pod nim podpisać.

Kreowanie obrońców prawdy na ludzi opętanych demonami marca 1968 roku? Zaiste, sprytne posunięcie! Szkoda tylko, że bazuje ono na błędnym przeświadczeniu o naszej ignorancji historycznej. Co jest sednem tego fortelu? Zakamuflowana sugestia, że skoro jesteśmy w stanie powtórzyć ówczesną akcję odkłamywania polskiej historii, to bylibyśmy również w stanie powtórzyć inne akcje z tamtego okresu, np. antyżydowską czystkę w instytucjach publicznych (która objęła nie tylko działaczy partyjnych, ale także zwykłych obywateli, choćby profesorów wyższych uczelni). Założenie takie, pozornie sprawiające wrażenie poprawnego rozumowania, jest zupełnie bezpodstawne. Mimo to, nasi przeciwnicy chętnie je wykorzystują, żeby zrobić z nas antysemitów, czyli ośmieszyć, zdyskredytować i wykluczyć z dalszej dyskusji. Nie dajmy się złapać na ten haczyk. Walka z antypolonizmem i kampania antysemicka to dwa różne wątki wypadków marcowych. Ktoś, kto ma coś wspólnego z jednym wątkiem, może nie mieć nic wspólnego z drugim. “A” nie musi implikować “B”.

Od ubeka do quasi-narodowca

Dyskutując o marcu ‘68, trudno pominąć głównego bohatera tamtych wydarzeń, jakim był gen. dyw. Mieczysław Moczar “Mietek” vel Mykoła/Mikołaj/Nikołaj Demko/Diomko (urodzony w Boże Narodzenie 1913 roku, zmarły w dniu Wszystkich Świętych 1986 roku). Ten nietypowy aparatczyk Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, choć niemogący się poszczycić nieskazitelną biografią, zasługuje na uwagę każdego polskiego patrioty i nacjonalisty. Moczar przyszedł na świat w Łodzi jako człowiek o podwójnie słowiańskich korzeniach. Miał pochodzenie polsko-ukraińskie lub polsko-białoruskie. Formalne wykształcenie, jakie zdobył w ciągu całego życia, raczej nie powala na kolana. Ukończona szkoła powszechna i trzyletnie kursy zawodowe to dość mało, jak na XX-wiecznego polityka. Przed wybuchem II wojny światowej Mykoła Demko był archetypowym komunistą: robotnikiem fabrycznym i działaczem Komunistycznej Partii Polski. Prawdziwie skandaliczna była jego działalność podczas wojny i w pierwszych latach powojennych. Ten haniebny, odstraszający fragment jego życiorysu został pokrótce opisany w IPN-owskiej publikacji “Twarze łódzkiej bezpieki” (Ipn.gov.pl/__data/assets/pdf_file/0020/54047/1-13753.pdf). Dowiadujemy się z niej, że Diomko dowodził oddziałami GL i AL. W latach 1945-1948 kierował zaś Wojewódzkim Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi.

Mieczysław Moczar, jako dowódca partyzancki Armii Ludowej, był też w pośredni sposób dowódcą partyzanckim Armii Krajowej. Jak to możliwe? Otóż 14 maja 1944 r. Mykoła Demko stanął na czele koalicji AL-AK-BCh-Sowieci, która pod lubelską wioską Rąblów stoczyła nierówną walkę z Niemcami. Polacy i Rosjanie, choć mniej liczni i słabiej uzbrojeni, zadali wówczas nazistom ogromne straty. Niestety, w okresie stalinizmu Mikołaj Diomko okazał się prześladowcą AK-owców i NSZ-owców, równie okrutnym i niesprawiedliwym, jak jego koledzy z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Liczni Żołnierze Wyklęci, którzy trafili w ręce Moczara, zostali poddani torturom i/lub straceni[2]. Mykoła Demko zakończył swoją ubecką karierę w roku 1948, kiedy to uznano go za stronnika Władysława Gomułki “Wiesława”, kłopotliwego komunisty oskarżanego o “odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”. Jakby tego było mało, zarzucono Diomce, że jest człowiekiem o nastawieniu antysemickim i antysowieckim (to drugie brzmi intrygująco, zwłaszcza w kontekście faktu, że wcześniej “Mietek” prowadził działalność szpiegowską na rzecz ZSRR). Po roku 1956, czyli po objęciu władzy przez Gomułkę, Mieczysław Moczar rozpoczął nowe życie jako wiceminister, a później minister spraw wewnętrznych. Od lat ‘60 zarządzał organizacją kombatancką ZBoWiD (Związek Bojowników o Wolność i Demokrację).

W tej nowej, bardziej liberalnej i patriotycznej epoce, Mykoła Demko przypomniał sobie o swoich związkach z Armią Krajową. Być może pożałował krzywd, jakie wyrządził AK-owcom, bo “zrobił bardzo wiele dla rehabilitacji żołnierzy Armii Krajowej w życiu publicznym Polski Ludowej, doprowadził do przyznania im pełnoprawnego obywatelstwa tego kraju”. Słowa, które zacytowałam, pochodzą z audycji radiowej “’Nieznane o znanych’ - gawęda prof. Pawła Wieczorkiewicza (15.01.2007)”. Link do podcastu znajduje się w multimedialnej publikacji “Dlaczego kat AK nie został I sekretarzem?” (PolskieRadio.pl/39/156/Artykul/742719,Dlaczego-kat-AK-nie-zostal-I-sekretarzem). Mikołaj Diomko zrewidował swoje poglądy do tego stopnia, że dostrzegł i docenił nawet patriotyzm Narodowych Sił Zbrojnych. Problem w tym, że było jeszcze za wcześnie, aby inni komuniści przyznali mu rację. Moczar, mimo starań, nie zdołał niczego wywalczyć dla weteranów-endeków. Żeby nie być gołosłowną, przytoczę sformułowanie użyte przez prof. Pawła Wieczorkiewicza: “Człowiek, który strzelał się z żołnierzami Narodowych Sił Zbrojnych i występował, co się nie udało tym razem, za uznaniem NSZ-owców za kombatantów”. Na starość byłemu ubekowi zupełnie zmiękło serce, gdyż usiłował on powstrzymać “wszystkie represje wobec Solidarności” (źródło: Wieczorkiewicz).

Czy zmiana spojrzenia Mykoły Demki na Narodowe Siły Zbrojne była całkowita? Dr Dariusz Małyszek, autor tekstu “Narodowe Siły Zbrojne w PRL i na emigracji w latach 1945–1989 w świetle historiografii, publicystyki, literatury oraz filmu” (Ipn.gov.pl/__data/assets/pdf_file/0007/48688/1-18453.pdf) sugeruje, że nie do końca. Według tego badacza, towarzysz Diomko miał dość dwuznaczny stosunek do NSZ (logika kwantowa?). Nie udało mu się w pełni odrzucić poststalinowskich stereotypów obowiązujących w PRL. Podobnie jak większość ówczesnych decydentów, wierzył on w propagandę marksistowskich pseudohistoryków, która głosiła, że NSZ-owcy masowo dopuszczali się kolaboracji z hitlerowcami. Fenomenalne było jednak to, że “Mietek” nie potępiał w czambuł wszystkich żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. Przeciwnie, stał na stanowisku, że w ich gronie jest “wielu uczciwych ludzi” (Małyszek cytuje słowa Moczara za Krzysztofem Komorowskim, twórcą książki “Polityka i walka. Konspiracja zbrojna ruchu narodowego 1939–1945“). Mikołaj Diomko ewidentnie był człowiekiem myślącym, ale niewykraczającym zbytnio poza swoją epokę. Można go porównać do pierwszych nowożytnych wolnomyślicieli, którzy bardzo nieśmiało i w obrębie religii chrześcijańskiej podważali niektóre tezy Kościoła rzymskokatolickiego. Jak na tamte czasy była to rewolucja.

Narodowi komuniści

Mieczysław Moczar miał - że się tak wyrażę - olbrzymie parcie na władzę. Pisze o tym prof. Jerzy Eisler w książce “Zarys dziejów politycznych Polski 1944-1989” (Polska Oficyna Wydawnicza “BGW“, Warszawa 1992). Zdaniem autora, pod rządami interesującego nas polityka “MSW wzorem MBP (…) zaczynało się wymykać spod kontroli PZPR i powoli przekształcać w samoistną siłę polityczną”. Mykoła Demko poświęcał dużo czasu i energii na szukanie sobie zwolenników, znanych dzisiaj jako frakcja “partyzantów“. Podstawowym zapleczem politycznym “Mietka” miał być ZBoWiD. “Jednocześnie Moczar (…) stale dbał o rozszerzanie i umacnianie swoich wpływów wśród dziennikarzy, pisarzy, ludzi kultury i nauki. (…) Wspólnie z Korczyńskim zaczęli też skupiać wokół siebie młodych działaczy partyjnych, zwłaszcza o orientacji nacjonalistycznej” - podaje Eisler. Z dalszej części książki “Zarys dziejów…” dowiadujemy się, że “partyzanci” uparcie powtarzali, iż Władysław Gomułka powinien “ustąpić miejsca komuś młodszemu, energiczniejszemu, bardziej zdecydowanemu”. Oczywiście, mieli na myśli Diomkę. I chyba naprawdę widzieli w nim przyszłego wodza, bo mówili o nim po prostu “Generał”. Jerzy Eisler opisuje specyfikę moczarowców, cytując słowa Jerzego Holzera. Podobno reprezentowali oni “swoisty etos kombatancki niewolny od nacjonalizmu. Kierował się on przeciw Niemcom i Ukraińcom (…), przeciw Żydom (…), ale w bardziej zakamuflowany sposób także przeciwko Rosjanom”.

Eisler charakteryzuje ideologię “partyzantów” również własnymi słowami. Informuje, że uchodzili oni za “narodowych komunistów”. I wyjaśnia: “Na swoistą ideologię tej grupy w pierwszej kolejności składały się: skłaniający się w stronę szowinizmu nacjonalizm, antysemityzm, silny syndrom autorytarny, antyinteligenckość i swoisty kult siły”. Podobnie postrzega moczarowców Adam Michnik, który w 2010 roku stwierdził: “Ten nurt posługiwał się językiem germanofobii i ukrainofobii, jawnym antysemityzmem i ukrytym antysowietyzmem. Był to wariant komunizmu nacjonalistycznego, skrajnie policyjnego i represyjnego wobec tendencji demokratycznych” (Wyborcza.pl/1,76842,7582414,Rezygnacja_z_czlowieczenstwa.html). Mykoła Demko sprzeciwiał się pomawianiu Polaków o współudział w Holocauście. Świadczy o tym jedna z jego wypowiedzi radiowych: “Agresji Izraela na kraje arabskie towarzyszy antypolska kampania prowadzona w świecie przez międzynarodowy syjonizm. Tej wrogiej, antypolskiej działalności jesteśmy zobowiązani przeciwstawić się, wykorzystując takie środki, jak prasa, radio, telewizja, publikacje, film dokumentalny oraz żywe słowo. Nie mamy powodu, ale zmuszeni jesteśmy bronić się przed oszczerczymi zarzutami” [“Mieczysław Moczar o syjonizmie”, YouTube, watch?v=jc4qM5L8fk4]. Skąd wiem, że chodzi tutaj o kontrowersje wokół Zagłady? Stąd, że wypowiedź Mikołaja Diomki doskonale koresponduje z filmem “Sprawiedliwi” Janusza Kidawy.

Rzeczona produkcja jest perłą polskiej dokumentalistyki. Dziełem, które pokazuje, jak liczne były formy pomocy niesionej Żydom przez Polaków podczas II wojny światowej. W filmie dopuszczono do głosu przedstawicieli rozmaitych środowisk społecznych, w tym kombatantów Armii Krajowej. Zwrócono też uwagę na to, że w akcję ratowania Żydów włączali się ludzie o najróżniejszych światopoglądach. “Nawet te odłamy polityczne, którym zawsze dodawano przymiotnik, że są antysemickie. W dużej mierze myślę o ruchu narodowym i myślę o postaci Mosdorfa, który był jednym z przywódców ruchu narodowego przed wojną. Mosdorfa, którego Niemcy rozstrzelali za pomoc udzielaną Żydom” - mówi jeden z bohaterów produkcji, weteran komunistycznej GL. Film Kidawy zawiera subtelne ukłony w stronę ZBoWiD-owców i frakcji “partyzantów” (“Dziś kontradmirał, wtedy dowódca zgrupowania partyzanckiego“, “Te sprawy są też często tematem partyzanckich wspomnień”). No dobrze, ale kim był przywołany wcześniej Jan Mosdorf? Otóż był on głównym ideologiem Obozu Narodowo-Radykalnego “ABC”. W II Rzeczypospolitej uchodził za wroga Żydów, lecz podczas wojny trafił do KL Auschwitz, gdzie zapłacił najwyższą cenę za pomaganie żydowskim współwięźniom. Okej, wiemy już, jaki los spotkał lidera ONR “ABC“. A co się stało z przywódcą ONR “Falangi“, Bolesławem Piaseckim? Odpowiedź na to pytanie może brzmieć szokująco. Tak się bowiem składa, że Piasecki dołączył do grona “partyzantów“. Poparł opcję moczarowską.

Moczar - krytyka i obrona

Bardzo się cieszę, że Mieczysław Moczar “Mietek”, skądinąd niegdysiejszy ubek, poszedł po rozum do głowy i zaczął robić coś korzystnego dla Polski. Raduje mnie świadomość, że jego dążenie do odkłamania polsko-żydowskiej historii szło w parze z walką o godne upamiętnienie Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych. Jak na byłego kata Żołnierzy Wyklętych było to ogromne osiągnięcie. Nie popieram antysemickiej nagonki uskutecznianej przez Moczara pod koniec lat ‘60 XX wieku. Negatywnie oceniam również brutalne potraktowanie studentów protestujących przeciwko PRL-owskiej cenzurze. Podoba mi się jednak to, że Mykoła Demko i jego poplecznicy wzorowo zareagowali na polakożercze kalumnie rozpowszechniane poza granicami Polski. W przypadku Diomki wyglądało to tak, jakby znalazł on wreszcie pożyteczny sposób na zagospodarowanie swojego wrodzonego radykalizmu. Przychodzi mi tutaj na myśl zresocjalizowany kryminalista, który wykrzesuje z siebie resztki dawnej agresji, żeby stanąć w obronie napastowanego dziecka. Uważam, że trzeba znać postać Mieczysława Moczara, bez względu na to, jaki się ma stosunek do powojennej historii Europy Środkowo-Wschodniej.

Mykoła Demko niewątpliwie miał krew na rękach, ale w sugestii, że zwalczał antypolską propagandę, jest sporo prawdy. Powinniśmy to docenić, zwłaszcza w kontekście jego wcześniejszej działalności. Trudno nie przyznać racji prof. Pawłowi Wieczorkiewiczowi, który powiedział w Polskim Radiu, że postać Mieczysława Moczara “nie poddaje się zupełnie jednoznacznym ocenom”. Warto też przypomnieć stary, dobry truizm Aureliusza Augustyna z Hippony: “Błądzenie jest rzeczą ludzką, ale dobrowolne trwanie w błędzie jest rzeczą diabelską”. Póki co, historia świadczy na korzyść Polaków, a nie polakożerców. I nie może być inaczej, bo przeszłość jest tylko jedna (mówię o naszej rzeczywistości, a nie o świecie kwantowym zamieszkiwanym przez istoty grossopodobne. Bożena Keff, Helena Datner i Elżbieta Janicka w swoim liście otwartym do Komitetu Budowy Pomnika Sprawiedliwych przy Muzeum Historii Żydów Polskich pisały, że we współczesnym dyskursie funkcjonują dwie narracje historyczne dotyczące czasów okołowojennych: “polska“ i “żydowska“. Z wypowiedzi autorek wynika, że są to narracje przeciwstawne, ale współwystępujące. Co na to prof. Stephen Hawking? Czyżbyśmy mieli dwie przeszłości i teraźniejszości?).

Historia alternatywna

Jak wyobrażam sobie PRL pod rządami Mieczysława Moczara “Mietka”? Moja wizja jest dość mglista. Bardzo możliwe, że Polska pozostałaby - przynajmniej chwilowo - w strefie wpływów ZSRR, ale na pewno nie uległaby przekształceniu w kondominium radziecko-zachodnie (a coś takiego stworzył Edward Gierek, następca Władysława Gomułki. Należy to uznać za akt sprzedawczykostwa. Polska już wcześniej była państwem o ograniczonej suwerenności, ale z winy Gierka stała się podmiotem jeszcze bardziej zależnym od obcych mocarstw. Po co to wszystko? W imię krótkotrwałego i wątpliwego luksusu! Obrzydliwe, niegodne męża stanu!). Mieczysław Moczar nie podpisałby żadnego cyrografu umożliwiającego kolonizację Polski przez zagraniczne korporacje. Przeciwnie: dbałby o to, co można by nazwać “czystością kapitału”, tzn. o gospodarkę narodową utrzymującą się w rękach polskich. Głównie państwowych, w mniejszym stopniu prywatnych. Mykoła Demko raczej nie pozostawiłby po sobie niebotycznego długu publicznego. Dlaczego? Bo nie zaciągnąłby zbędnych kredytów na Zachodzie. Pod rządami Moczara życie obywateli byłoby skromne, ale stabilne i bezpieczne. Nirwana: brak niezaspokojonych potrzeb, brak niepotrzebnych pragnień.

Jeśli chodzi o prawa człowieka, to najbardziej aktywni opozycjoniści nie mogliby liczyć na stabilność i bezpieczeństwo. Czarno… a raczej czerwono widzę humanitaryzm w kraju rządzonym przez byłego stalinowskiego oprawcę. Im większa władza, tym głębsza demoralizacja, więc naprawdę mogłoby wrócić wybijanie zębów, łamanie kości i wyrywanie paznokci. Diomko był okrutny, nie różnił się zbytnio od Fejgina, Różańskiego i Romkowskiego. A przecież każdy z tych trzech zwyrodnialców otrzymał za swoje niegodziwości wyrok kilkunastu lat więzienia. Zanim zaczniemy gloryfikować Moczara, pomyślmy o ludziach mdlejących z bólu, ociekających krwią, poniżonych i roztrzęsionych. Potem spróbujmy - oczywiście, w wyobraźni - spojrzeć im w oczy. Następnie przyjmijmy do wiadomości, że te cierpiące ofiary to Polscy Bohaterowie. Ile osób płakało, krzyczało, umierało z winy “Mietka“? Gdzie on miał sumienie? Czy nie był zdolny do współczucia? Torturowanie ludzkich istot to rzecz przerażająca, może nawet gorsza od zabijania. Jednocześnie jest to działalność degradująca dla samego sprawcy. Wątpię, czy osobnik, który praktykował takie okropieństwa, zdołał się uchronić przed zwichrowaniem psychiki.

Wracając jeszcze do ekonomii: myślę, że pod panowaniem Moczara nie zyskalibyśmy chwilowego dobrobytu, ale dzięki temu uniknęlibyśmy poważnego kryzysu w przyszłości. Lepsze drobne wyrzeczenie niż surowa kara za rozrzutność. Mądrzy ludzie mawiają, że chciwy traci dwa razy. Nie otrzymuje tego, na czym mu zależało, lecz musi się pożegnać z tym, co posiadał wcześniej. Szkoda, że obywatel Edłord o tym zapomniał. Podobno jego długi spłaciliśmy dopiero w roku 2012. Kolejna sprawa… Gdyby Mykoła Demko żył we współczesnych czasach i był premierem RP, sprzeciwiałby się przyjęciu przez Polskę tysięcy imigrantów z krajów Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. W czasach PRL cudzoziemców mógłby nam wcisnąć Związek Radziecki, który nie mówiłby o “solidarności“, tylko o “nienaruszaniu jedności obozu socjalistycznego“. Myślę, że w takiej sytuacji towarzysz Diomko zarządziłby monitorowanie przybyszów pod kątem ewentualnego islamizmu (nie mylić z islamem). To zaś ograniczyłoby ryzyko ataków terrorystycznych i pomogłoby odróżnić dżihadystów od pokojowo nastawionych uchodźców. Gdyby imigranci zaczęli sprawiać problemy, np. krzewić hasła ISIS, Mieczysław Moczar natychmiast deportowałby ich z Polski.

A teraz kwestia najistotniejsza. Pod rządami “Mietka” nikt nie ośmieliłby się powiedzieć: “Polacy, którzy zasłużenie są dumni z oporu ich społeczeństwa wobec nazistów, faktycznie zabili w czasie wojny więcej Żydów niż Niemców” (Jan Tomasz Gross), “Trzeba będzie stanąć z własną historią twarzą w twarz i spróbować napisać ją trochę od nowa, nie ukrywając tych wszystkich strasznych rzeczy, które robiliśmy, jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów” (Olga Tokarczuk) albo “W pewnym sensie za śmierć wszystkich – 3 milionów. Bo ludzie ci zostali skoncentrowani w gettach, wywiezieni do obozów i wymordowani przy bierności polskich sąsiadów. A jak uciekali, byli wyłapywani przez chłopów” (Alina Cała). Gdyby jakimś cudem takie rewelacje zdarzyły się na terenie PRL, służby specjalne miałyby obowiązek nie dopuścić do ich przeniknięcia za granicę, zwłaszcza na Zachód. Mówię, jak by było. Kto wie?… Może nawet doczekalibyśmy się mody na Żołnierzy Wyklętych? Jeżeli to prawda, że Mikołaj Diomko angażował się w działania na rzecz rehabilitacji weteranów Armii Krajowej, a nawet bezskutecznie upominał o prawa kombatanckie dla NSZ-owców, to wszystko jest możliwe.

PRL + ChRL = WNM

Oczywiście, tak radykalny zwrot akcji mógłby nastąpić dopiero po pewnym czasie. Niewykluczone, że do jego zaistnienia potrzebna byłaby wymiana pokoleniowa w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, tzn. dojście do głosu młodych ludzi niesplamionych zbrodniami wojennymi ani stalinowskimi. Możliwe, że nastąpiłoby to dopiero w trzecim pokoleniu “partyzantów”, czyli moczarowskiej frakcji PZPR. Uważacie, że taka zmiana nie mogłaby mieć miejsca? A dlaczego nie? Chiny - niegdyś nędzne, maoistowskie, odcięte od świata - poszły w kierunku państwowego kapitalizmu i stały się zupełnie innym krajem. Mimo to, nadal noszą nazwę Chińskiej Republiki Ludowej, a ich władze wciąż posługują się szyldem Chińskiej Partii Komunistycznej. Dla chcącego nic trudnego. Swoją drogą, ciekawie by było, gdyby nad reformami gospodarczymi w Polsce czuwali chińscy mędrcy, a nie Leszek Balcerowicz!

Śmiem twierdzić, że po roku 1978, czyli po upadku maoizmu, powinniśmy byli odsunąć się od ZSRR i nawiązać współpracę z ChRL. Czy Chińczykom przeszkadzałby nasz sentyment do Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych? Nie, bo dlaczego? No, dlaczego Chińczykom miałaby przeszkadzać nasza sympatia do AK-owców i NSZ-owców?! Zaszłości historyczne nie wchodzą tutaj w grę, albowiem nigdy nie było żadnego konfliktu między Żołnierzami Wyklętymi a dalekowschodnimi komunistami. Poza tym, w latach ‘70 Państwo Środka miało na pieńku ze Związkiem Radzieckim. Co się tyczy ideologii, azjatycki komunizm zawsze był bardziej nacjonalistyczny od europejskiego i eurazjatyckiego. A postkomunistyczny dengizm - doktryna stworzona przez Denga Xiaopinga, orientalnego odpowiednika Władysława Gomułki - to już całkowicie patriotyczna sprawa. Niepodległość ojczyzny i tożsamość narodowa są tam wartościami samymi w sobie. Szkoda, że nasi politycy nie są dengistami (chociaż Andrzejowi Dudzie coś zaczyna świtać w głowie).

Nie mam wątpliwości co do tego, że na sojuszu z Chińską Republiką Ludową wyszlibyśmy bardzo dobrze. Jak wynika z najnowszych obliczeń, Chiny mają ogromną szansę zostać światowym hegemonem. “Chińska gospodarka prześcignie amerykańską już w 2026 r. i z biegiem lat będzie ją coraz bardziej zostawiać w tyle. Indie rozwijając się w średnim tempie 5 proc. rocznie osiągną w 2050 r. 90 proc. potencjału USA. (…) Według prognoz do 2050 r. z pierwszej dziesiątki największych gospodarek świata wypadną Włochy i Rosja. Na ich miejsce wejdą Indonezja i Meksyk. Na znaczeniu tracić będą państwa zachodnioeuropejskie (Niemcy, Wielka Brytania i Francja) a także Japonia. W gospodarce światowej coraz wyraźniejsza będzie dominacja państw azjatyckich, które w połowie XXI w. będą odpowiadać za 53 proc. światowego PKB, podczas gdy obecnie jest to ledwie 32 proc.” - donosi Jan Bolanowski, redaktor portalu Money.pl, w artykule opublikowanym 26 czerwca 2015 roku (Money.pl/gospodarka/raporty/artykul/swiat-w-2050-r--chiny-najwieksza-gospodarka,71,0,1840199.html).

Teraz słówko o czasach współczesnych. Zaprzyjaźniając się z Chińczykami, nie zapominajmy o słowiańskich korzeniach Polski i o naszym genetycznym pokrewieństwie z Węgrami. Przyjmijmy również do wiadomości, że ślady wielkiej wędrówki Słowian prowadzą w kierunku Rosji, Indii, Persji i Azji Środkowej, aczkolwiek są też teorie, które głoszą, że Słowianie pochodzą z Polski, Ukrainy, Bałkanów lub ziem bałtyckich[3]. Budujmy więc pozytywne relacje z Republiką Indii, Islamską Republiką Iranu, krajami Europy Wschodniej, Środkowo-Wschodniej, Południowo-Wschodniej oraz Azji Środkowej. No dobra, z niektórych państw możemy zrezygnować ze względu na obawę przed islamizmem i banderyzmem. Ale trzymajmy się Wschodu, bo prognozy dla Zachodu (ekonomiczne, demograficzne, społeczne i kulturowe) nie są zbyt zachęcające. Chyba że chcemy zgnić razem z Okcydentem. Wtedy spoko. Gnijmy, kiśnijmy i kwaśniejmy. Czyńmy to przy dźwiękach utworu “Death of the West” - “Śmierć Zachodu” brytyjskiego zespołu Death in June [YouTube, watch?v=JDBSEmTXJNs].

Antysyjonizm czy antysemityzm?

Jak już napisałam, nie popieram represjonowania ludzi za pochodzenie etniczne. Zdaje się, że Mieczysław Moczar był nie tylko antysyjonistą, ale również antysemitą. Skoro tak, to zdecydowanie potępiam jego uprzedzenie wobec Żydów. Podpisuję się pod słowami Władysława Gomułki: “Partia nasza przeciwstawia się z całą stanowczością wszelkim zjawiskom, które noszą cechy antysemityzmu. Syjonizm zwalczamy jako program polityczny, jako nacjonalizm żydowski, i to jest słuszne. Nie ma to nic wspólnego z antysemityzmem. Antysemityzm ma miejsce wówczas, jeśli ktoś występuje przeciwko Żydom dlatego, że są Żydami” [zobacz: “Władysław Gomułka - Antysyjonizm”, YouTube, watch?v=livaHrj2kg4]. Każdy prawy człowiek, niezależnie od narodowości, wyznania czy koloru skóry, zasługuje na godne traktowanie. Gdybym żyła w roku 1968 i spotkała kogoś prześladowanego wyłącznie za żydowskość, na pewno stanęłabym w jego obronie. Nie ma usprawiedliwienia dla rasizmu, szowinizmu, etnocentryzmu ani ksenofobii. Antysemityzm jest takim samym złem jak antypolonizm.

Natomiast antysyjonizm - rozumiany jako przeciwstawianie się pewnej doktrynie, zwłaszcza w jej aspektach zagrażających polskiej racji stanu - to zupełnie inna bajka. Syjonizm jest rodzajem nacjonalizmu, a tak się składa, że w Polsce tylko polski nacjonalizm może być zgodny z interesem państwa i społeczeństwa. Do innych nacjonalizmów (np. żydowskiego, ukraińskiego, białoruskiego, rosyjskiego, niemieckiego, no i śląskiego, jeśli uznamy Ślązaków za odrębny naród) należy podchodzić z dużą ostrożnością. Powyższe refleksje można również odnieść do islamu i islamizmu. Pierwszy z tych fenomenów jest religią monoteistyczną, drugi - niebezpieczną ideologią. Szanuję islam, odrzucam islamizm. Nie boję się muzułmanów, boję się dżihadystów. Pamiętajmy: nie każdy Żyd jest syjonistą, tak jak nie każdy Polak jest sympatykiem Młodzieży Wszechpolskiej (czy Wiktor Natanson, kombatant NSZ, to syjonista? W żadnym wypadku!). Nie każdy wyznawca islamu jest islamistą, tak jak nie każdy Francuz jest wyborcą Frontu Narodowego (czy Haifa Wehbe, Malala Yousafzai i Ameerah al-Taweel to islamistki? Ani trochę!). Bądźmy roztropni, rozróżniajmy zjawiska.

Bez przebaczenia

Gwoli jasności. Ktoś, kto zjadł obiad w restauracji, musi zapłacić rachunek, bez względu na wymówki. Tak samo jest z popełnionymi bestialstwami. Każda osoba, która dopuściła się zbrodni, musi za nią zapłacić, czy jej się to podoba, czy nie. Pewne uniwersalne zasady powinny obowiązywać. Nad czym tutaj debatować? Samo nawrócenie, rzecz subiektywna i abstrakcyjna, to trochę za mało. Potrzeba konkretnej - obiektywnej, zewnętrznej, arbitralnej - kary. Niestety, Mikołaj Diomko uniknął odpowiedzialności za swoje barbarzyństwa z lat 1945-1948. I to było złe, nawet pomimo faktu, że miał on

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych