Wróć do katalogu

Zdarzenie.

To pierwsze moje "poważniejsze" opowiadanie. Gimnazjum, prawie cztery lata temu. Nic specjalnego, ale jest dla mnie dość ważne.

Dziecko Indygo., opublikowano , 35 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Kolejny raz w ciągu ostatniej godziny sprawdził pocztę. Śmiał się sam z siebie. On - racjonalista, przeciwnik poznawania ludzi za pośrednictwem Internetu założył konto na portalu randkowym. Toż to śmieszne. Nie mógł się nadziwić, do czego samotność zmusza ludzi. Szczególnie tych z IQ na debecie. Dopiero przeglądając profile zrozumiał, jak wielu jest ich dookoła i jak chętnie powtarzają pseudo oryginalne slogany. Niczym kandydatki na Miss World. Choć nie wszyscy tak ładni, jak one. Jedna nowa wiadomość. Wiadomo, Aga. "Widzimy się dziś o siedemnastej pod pomnikiem, pozderko.".

Był dość staroświecki, jeżeli chodzi o formę kontaktu. Nie używał żadnego z dostępnych komunikatorów, nie przepadał szczególnie za rozmowami telefonicznymi, choć niedawno pogodził się z faktem, że żyjąc w XXI wieku nie da się bez niego żyć i został posiadaczem nowiutkiej, świeżutkiej Nokii. Nadal smuciło go jednak, że w tym cholernym wyścigu szczurów żal było czasu na spotkania w cztery oczy.

W porządku, nie był typem ziomala. Nie kręciły go szybkie samochody, ostre imprezy ani łatwe dziewczyny. Dotychczas nigdy nie pił alkoholu, stronił też od innych używek. Przyzwyczaił się do durnych komentarzy, że jest inny od innych. Zupełnie inny. Ale wciąż był optymistą. Wierzył w świat i ludzi.

Agnieszka - jego najlepsza przyjaciółka. Spędzali razem mnóstwo czasu, mimo że oboje byli dość zabiegani. Łączyły ich zainteresowania, marzenia, poczucie humoru, więc doskonale się razem bawili. Ponadto łączyło ich jeszcze jedno - oboje woleli mężczyzn. Byli idealnym potwierdzeniem stwierdzenia, że gej jest najlepszym przyjacielem kobiety.

***

Układała w myślach najbardziej wyrafinowany plan zbrodni doskonałej. W wyobraźni kroiła ciało i polewała fragmenty odpowiednią dawką benzyny. Właśnie zajęła się podpalaniem lewej ręki, gdy zza zakrętu wyłonił się Remiś. Wyfiokowany niczym Pusia pana Dańca, szczęśliwy, roześmiany. Broń Boże nie przejął się faktem, że od dwudziestu minut jest spóźniony. Mogła się założyć, że nawet tego nie zauważył. Któżby się przejmował takimi szczegółami?!

Musnął jej policzek i odsłonił szereg równych, bielusieńkich ząbków. Dokuczała mu, że wygląda, jak mister z reklamy nici dentystycznej.

- No co, Aguś? Czekałaś?

Wizja morderstwa wróciła ze zdwojoną siłą. Teraz podpalała nogi. Z uśmiechem wyjaśniła mu, co sądzi o nim, o spóźnianiu się, używając słownictwa, lekko mówiąc, uznawanego powszechnie za wulgarne. Roześmiał się i przycisnął ją do siebie. Marudzenie Agnieszki znał na pamięć i już nie próbował udawać, że się nim przejmuje.

- Dokąd idziemy, szanowna koleżanko?

- Na zakupy!

***

Trzy godziny później odprowadził dziewczynę do domu. Był przekonany, że coś jest nie tak. Aga zachowywała się zupełnie normalnie, zaczęły się jego trzymiesięczne wakacje, dostał się na wymarzony kierunek a rodzice postanowili dać sobie jeszcze jedną szansę. Mimo to czuł, że w powietrzu wisi coś niedobrego. Czasami miewał takie wrażenie, jakby ktoś trzymał topór nad jego głową i zastanawiał się kiedy i z jaką siłą uderzyć.

Wszedł do domu pełen złych przeczuć. Gdzieś z głębi docierały do niego odgłosy włączonego telewizora. Wziął z lodówki mleko i, jak zwykle, sięgnął po laptop. Standardowo sprawdził pocztę, gdzie oprócz planu na kolejny dzień wykreowanego przez Agnieszkę, nie znalazł nic innego. Niecierpliwił go ten brak odzewu. Nie przyznawał się do tego, ale w głębi duszy miał nadzieję, że pozna kogoś podobnego do siebie.

Czekał.

***

{i}Zdecydowanie uwielbiam zakupy z Remigiuszem! Nie ma nic lepszego, serio! Zero zrzędzenia znudzonego wyczekiwaniem ukochanego lub niezadowolonej z zakupu koleżanki. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam. Potrzykroć uwielbiam.

Pokazał mi profil, który założył. Zweryfikowałam dane tam umieszczone i skrytykowałam idiotyczną nazwę. Pff. Jak można wybrać pseudonim, którego własna, prywatna, najukochańsza przyjaciółka nie jest w stanie zapamiętać? Chamstwo, bezczelność i w ogóle. No.

Prawdę mówiąc, mam nadzieję, że pozna jakiegoś kolesia. No, i że będzie w porządku, miły, przyjemny, polubię go i inne takie. To będzie całkiem śmieszne. Poznać chłopaka swojego przyjaciela. Bo Remikowi życzę, jak najlepiej. W końcu każdy zasługuje na szczęście. Rzecz w tym, w czym je odnajdujemy. Od dawna nie mam pojęcia w czym ja je odnajduję…

Nie wiem czy o tym pisałam, ale zakupy z Remigiuszem są cudowne również dlatego, że wszystkie panienki myślą, że on jest ze mną. A mając obok siebie kogoś TAKIEGO i wiedząc, że dookoła biorą was za parę. Hm, naprawdę, całkiem przyjemne.

God damn it. Miałam do niego napisać. Skleroza. Zaraz dokończę!{/i}

***

Leżała na łóżku z książką i zastanawiała się nad tym, co zrobić dalej. Dostała się na wyśnioną uczelnię, znalazła całkiem tanie, jak na krakowskie warunki, mieszkanko a do tego rodzicielka zgodziła się na to, żeby Remigiusz został współlokatorem. Oboje byli szczęśliwi, gdy w końcu przełamali jej opory. Z jego mamą było znacznie łatwiej. Zachwycona dziewczyną, jak przypuszczała, ukochanego jedynaka, nie miała oporów, żeby pomagać im w najbardziej szalonych pomysłach. Remigiusz - jedyny mężczyzna jej życia. jej duma.

Aga była szczęśliwa, bez wątpienia. Wszystko zdawało się układać po jej myśli, zupełnie tak, jakby Bóg zdecydował, że kolejne linijki jej historii zapisze złotym tuszem. Marzenia zaczęły się spełniać, miała szansę się stąd wyrwać, w końcu! Chciała w to wierzyć.

Jednak z tyłu głowy jakiś chochlik podpowiadał jej, że ten stan nie może potrwać zbyt długo. Wiedziała, że musi przygotować się na każdą ewentualność. Bardzo chciałaby myśleć, że nic się nie zmieni, ale wychowana w domu, w którym przemijanie było tematem równie częstym, jak bieżące problemy, trudno nie zaglądać w przyszłość.

Postanowiła, że napisze wiadomość do Remigiusza. Sięgnęła po telefon i dopiero, gdy nie wyczuła go pod dłonią, spojrzała na stolik.

- Młody, skoczyłbyś do mnie po komórkę?

Chłopak siedzący na fotelu na chwilę oderwał wzrok od odbiornika i spojrzał z politowaniem na siostrę.

- No co? Obok telefonu leży połowa czekolady, możesz wziąć, pasożycie skończony.

Wstał.

***

Remigiusz wyszedł z domu piętnaście minut przed umówioną godziną. Obiecał sobie, że wyjątkowo dziś się nie spóźni. W drzwiach zderzył się z ojcem Agnieszki wychodzącym właśnie do pracy. Był całkiem przyjemnym człowiekiem, ale jego poglądy przerażały chłopaka. Ilekroć poruszany był temat tolerancji, ojciec dziewczyny stwierdzał, że holocaust jest jedyną odpowiedzią na pojawienie się wszelkich pedałów i zboczeńców. Trudno było dziwić się zachowaniu mężczyzny. Ciężko przekonać do zmiany poglądów kogoś, kto od czterdziestu lat uważa, że wszystko, co inne jest gorsze i powinno się to usunąć. Nigdy nie podejrzewałby, że przyjaciel jego córki jest homoseksualistą.

- Moja córka zmusiła cię do zwleczenia się z łóżka w środku nocy?! Do czego to doszło… niedługo uwierzę w UFO.

Roześmiał się.

- Sam pan wie, prawdziwy mężczyzna wiele zrobi dla kobiety.

Miał ochotę uderzyć się w twarz. Spojrzał na swoje odbicie w okularach mężczyzny. KŁAMCA.

- Święte słowa. Ja dla mojej żony…

- T-A-T-O!

Z domu wyłoniła się głowa Agi. Spojrzała na ojca z naganą, a ten z uśmiechem uciekł do garażu. Z daleka życzył im miłego dnia, mrugając porozumiewawczo do Remika.

- Piękna kobieto moja, dokąd idziemy?

Zrobiła tajemniczą minę.

- Zobaczysz. Chodź, spóźnimy się na autobus, prawdziwy mężczyzno.

Podniósł lekko brew i pociągnął ją za rękę w stronę przystanku. Szli szybko, gdy nagle spojrzała na niego podejrzliwie.

- O co chodzi, Aguśko?

- Nie spóźniłeś się.

***

- Gadasz?!

Siedzieli w lasku. W miejscu, gdzie zawsze się spotykali, którego największym plusem było to, że ludzie omijają je z daleka.

- Serio. Ale mam pewien pomysł.

***

Przechodzili wśród rzędów klatek, w powietrzu unosił się dziki jazgot. Delikatnie ściskał jej dłoń powstrzymując się od płaczu. Nie mógł obojętnie przechodzić obok cierpiących zwierząt, przyglądać się ich oczom, w których zapisał się cały ból. Chciał pomóc wszystkim. Od razu. Teraz.

Zatrzymali się przed klatką z dwoma psami. Młode mieszańce dalmatyńczyka z czymś tam gryzły gumową kość.

- Remik, co sądzisz?

- Cudne!

Skinęła dłonią w stronę mężczyzny stojącego przy innym boksie. Poprosiła go o wyprowadzenie psiaków, nakazując chłopakowi, aby został przed budynkiem i czekał na nią. Odwrócił się od klatek, aby nie widzieć wpatrzonych w niego z nadzieją oczu.

Po trzydziestu minutach wyszła.

- Nie patrz.

Czarna smycz powoli została wsunięta w dłoń chłopaka. Pocałowała go w policzek i wyszeptała do ucha życzenia urodzinowe.

Spojrzał na nią z rozbrajającym uśmiechem.

- O do diabła, zapomniałem o własnych urodzinach!

***

Jedenasty lipca był zdecydowanie najsympatyczniejszym dniem od początku wakacji. Część spędzili w pizzerii, gdzie płoszyli ludzi, tańcząc do muzyki puszczanej w radio. Gdy znudziło im się to zajęcie, zdecydowali się pójść na spacer.

Od dawna nie czuł się tak szczęśliwy. Przez cały dzień w jego głowie nie pojawiła się żadna myśl, która zniszczyłaby w jakikolwiek sposób tę sielankę. Nie zastanawiał się nad przyszłością wdychając głęboko powietrze. Przypomniał sobie słowa zapisane na biurku Agnieszki. „Szczęście polega na tym, aby z prostych rzeczy nie tworzyć intelektualnych labiryntów.”

***

Schowali się w wysokich krzakach i obserwowali jasnowłosą dziewczynę rozmawiającą przez telefon. Obok na trawie leżał całkiem przyjemny chłopak wpatrzony w postać a na jego ustach błąkał się nonszalancki uśmiech.

- Dlaczego twoja siostra zadaje się z tym… z tym czymś? Nie brzydzi się?

***

{i}Rozmawiałam dziś z mamą. Opowiedziałam jej o swoich planach na przyszłość. Chyba po raz pierwszy od bardzo dawna naprawdę mnie słuchała. Mówiłam o tym, jak bardzo chcę pomagać ludziom. Przypomniałam jej, jak kiedyś z Remikiem udzielaliśmy się, jako wolontariusze. Wspomnienia. Zapytała mnie czy jestem w nim zakochana. W przypływie nagłej szczerości powiedziałam jej prawdę o Remigiuszu. Nie od razu uwierzyła. Nic dziwnego. Też nie chciałam w to uwierzyć. Bogu dzięki, nie mówiła, że to chore i nienormalne. Setki pytań. Od jak dawna wiem, czy ma kogoś, czy coś z tym robi. Widzę, że jest lekko zdruzgotana i nie jest pewna czy powiedzieć ojcu. Ja na pewno tego nie zrobię.

Remik dziś chwalił mi się, że ktoś mu odpisał. Nie chciałam czytać wiadomości, ale po czterech godzinach rozmowy z nim, streścił mi całą kilka razy. Z tego, co mówił, chłopak jest chyba całkiem w porządku. Opisał siebie, jako miłego, romantycznego i nieco ekscentrycznego osobnika, wrażliwego na cierpienie innych i kochającego psy. W dodatku dołączył zdjęcia. Z ręką na sercu muszę przyznać, że zasługuje na nazwanie go cudem, bez wątpienia. Michał. Całkiem ładne imię.

I tu rodzi się pytanie egzystencjalne. Dlaczego mężczyzna, który nadaje się na mojego potencjalnego partnera, okazuje się albo gejem, albo przyszłym księdzem, albo chłopakiem najlepszej koleżanki? No dzień dobry. {/i}

***

Od: [e-mail]

Do: [e-mail]

Cześć.

Muszę przyznać, że zaskoczył mnie Twój email. Założyłem konto na początku wakacji i, wierz mi lub nie, jesteś pierwszą osobą, która się do mnie odezwała. Prawdę mówiąc, powoli traciłem nadzieję na to, że ktokolwiek zainteresuje się moim profilem.

Zapytałeś czego tu szukam. Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Wiem za to z pewnością, czego nie szukam. Niepotrzebna mi osoba, która zabije moją samotność. W końcu nie jestem pustelnikiem. Mam wspaniałą Mamę, cudowną Przyjaciółkę i przezabawnego psiaka, który właśnie leży obok mnie. Nie szukam też krótkiej znajomości zakończonej po kilku spotkaniach. Żal mi na to czasu i energii. Czy czegoś wymagam od ludzi, których tu poznam? Nie. Wiem, jak łatwo stawiać warunki, a przecież nie o to chodzi w przyjaźniach, znajomościach, itp.

Ciężko stwierdzić czy jestem optymistą, czy pesymistą. Myślę, że to zależy od sytuacji. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że staram się być przygotowany na wszystko.

Czy planuję? Oczywiście! Całą moją przyszłość mam zaplanowaną w najdrobniejszym szczególe, ale liczę się z tym, że wszystko może podupaść. Chciałbym ukończyć filologię angielską w pięknym Krakowie, znaleźć dobrą pracę, która da mi satysfakcję (i, nie ukrywajmy, porządne pieniądze) i przede wszystkim chcę pomagać ludziom. Głęboko wierzę w myśl Tennysona, że na szukanie lepszego świata wciąż nie jest za późno. Planuję odnaleźć taki.

Hm, z okna mojego pokoju widzę kolorowy budynek. Jeżeli znasz nasze miasteczko, powinieneś bez problemu zlokalizować mój dom. Mieszkam tu z Mamą od urodzenia. Ojciec odszedł od nas, gdy miałem dwanaście lat, postanowił ułożyć sobie życie od nowa. Z tego, co mi wiadomo, ma teraz nowego, lepszego, syna i to jemu poświęca całą uwagę. Natomiast moją Mamę kocham nad życie. Podziwiam to, co dla mnie robi i staram się pomagać Jej tak, jak mogę. Cóż mogę o Niej powiedzieć? Wspaniała, ciepła kobieta, która wierzy we mnie, jak nikt. Jestem Jej oczkiem w głowie i ciągle mam nadzieję, że Ona też wie, jak ważna jest w moim świecie.

Drugą osobą, dla której gotów bym zrobił być wszystko jest Agnieszka. Najwspanialsza osoba wśród moich rówieśników. Inteligentna, wrażliwa, z klasą. Nigdy nie przeszła obojętnie obok cudzego nieszczęścia. Jakby to określić… po prostu będąc z nią czujesz wewnętrzny przymus bycia kimś lepszym. To od niej dostałem psiaka, o którym już pisałem. Wabi się Sara. Wiem, że niezbyt oryginalnie, ale nie my je wymyślaliśmy. Aga zaprowadziła mnie w dzień urodzin do schroniska, gdzie wybraliśmy dwa psiaki. Musisz przyznać, że to dość niespotykany prezent.

Znów napisałem zbyt dużo. Jestem straszną gadułą. I okropnie się spóźniam. No cóż, nikt nie jest idealny. W załącznikach znajdziesz moje dwa zdjęcia. Dziewczyna siedząca obok mnie to właśnie Agnieszka. Musisz przyznać, że piękna.

Serdecznie pozdrawiam,

Remigiusz

***

- Chłopaki to chyba nie jest najlepszy z pomysłów. Czytaliście. Może on jest całkiem normalny?

- Nie jest!

- W sumie macie rację...

Dopił resztkę piwa i rzucił puszkę w trawę. Rozległ się głuchy łoskot. W końcu tamten nie jest jednym z nich.

***

- Remigiuszu! Albo natychmiast podzielisz się ze mną informacją dokąd idziemy o pierwszej w nocy, albo usiądę na chodniku i nie ruszę się ani o krok, dotarło?! I przestań mnie tak ciągnąć, no. Niedługo mi tę rękę wyrwiesz.

- A ja ostrzegam, że zaraz zakleję ci usta i będę się delektował ciszą. Sprawdźmy, jak długo możesz wytrzymać bez marudzenia. No proooszę!

- Znalazł się ten małomówny. Pff.

Noc była wyjątkowo jasna. Szli ulicami pogrążonego we śnie miasta. Rzadko zdarzają się w życiu takie chwile, więc postanowił czerpać z niej pełnymi garściami. I udałoby mu się to, gdyby nie gadanie Agi. Sięgnął po ostatecznie rozwiązanie i zasłonił usta przyjaciółki. Z cierpliwością mężczyzny czekającego na żonę znosił ból spowodowany wbitymi w skórę zębami.

W ciągu kilkunastu minut dotarli do wzgórza. Zasłonił jej oczy i ostrożnie wprowadził na szczyt.

- Mojej najwspanialszej przyjaciółce z okazji Bez Okazji ten oto piękny widok. Od tej pory należy tylko do ciebie. Mam nadzieję, że zakochasz się w nim tak samo, jak ja.

Spojrzała na niego zaskoczona.

- Masz chłopaka?!

- Nie, nie kocham żadnego mężczyzny.

Mimo że panowała nad mimiką twarzy, dobry obserwator zauważyłby iskry nadziei, które zabłysły w jej oczach.

- No to kogo?

- W naszej przyjaźni się zakochałem.

Uśmiechnęła się, czując lekkie rozczarowanie. Poczuła, jak splata dłonie na jej brzuchu i odwraca plecami do siebie. Widok rozpostarty przed nimi, zaparł dech w piersiach.

W oddali widzieli oblane księżycowym światłem drewniane domki, sieci dróg, błękitną wstążkę rzeki i kamienny most. Miała ochotę pobiec w dół, dotknąć wszystkiego, co zobaczyła, ale sił starczyło jej jedynie na mocniejsze wtulenie się w Remigiusza. Poczuła się, jakby zabrał ją w świat baśni Andersena tudzież bajek Disneya. Żałowała, że nie zabrała ze sobą aparatu, aby uchwycić wszystko, co widziała. Ale z drugiej strony nie chciała się tym dzielić z nikim. W końcu to był tylko jej prezent. Dar od najlepszego przyjaciela.

***

Od: [e-mail]

Do: [e-mail]

Witaj, Remigiuszu!

Zaintrygowałeś mnie, wiesz? Twoja miłość do Mamy, do przyjaciółki i mam wrażenie, że do całego świata. Zaintrygowałeś mnie niewyobrażalnie. Czy jesteś skłonny spotkać się ze mną?

Proszę o szybką odpowiedź!

Michał.

***

Pies prowadzony na czerwonej smyczy obwąchiwał każdy spotkany krzak. Nie przeszkadzało mu to, musiał to wszystko przemyśleć. Minęło kilka dni od nocnego spaceru. Wymienił kolejne emaile z Michałem i sam nie wiedział, kiedy zgodził się na spotkanie. Trudno jednoznacznie stwierdzić czy się obawiał. Z pewnością, czuł jakąś niepewność, tym bardziej, że miał wrażenie, iż topór nad głową coraz mocniej ciąży.

Nie wierzył w głębię internetowych znajomości, dlatego zdecydował się na to spotkanie. Miał ochotę poznać Michała. Chciał zweryfikować swoje wyobrażenia, bo doskonale wiedział, że w sieci można być każdym. Co prawda, on starał się, jak najmocniej być sobą, ale nie miał pewności, jak widzi go Michał.

Ruszył w stronę lasu. Odpiął smycz od obroży Sary, pozwalając jej pobiec przed siebie. Prześliczna suczka wbiegła do lasu a on poszedł za nią.

Na polanie zobaczył brata Agnieszki z…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych