Zdradzieckie uczucie
Miłość,dobro i zło...nierówna walka
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nad miastem zawisły gęste, burzowe chmury. Pioruny raz po raz, wściekle przecinały niebo. Silne podmuchy wiatru szarpały jej płaszczem, a zacinające krople deszczu boleśnie smagał po twarzy. Czuła narastający gniew Boga. Bała się że za swoją chwilę szczęścia, inni przypłacą życiem. Poza lękiem czuła, złość i żal do Boga o to kogo z niej uczynił. Zmęczona walką z rozwścieczonym żywiołem, przylgnęła do murów kamienicy. Narastało w niej uczucie niesprawiedliwości i okrucieństwa. - Dlaczego...dlaczego ja?- szeptała. Szept zamienił się w krzyk. Nie umiała juz dłużej tłumić swojej nienawiści. - Dlaczego mi to uczyniłeś Boże?! Odpowiedz mi! Dlaczego?!- jej rozdzierający szloch, niósł się po mieście, docierając do zakamarków najodleglejszych miejsc. Na drugim końcu miasta w małym mieszkaniu na parterze, starszy mężczyzna zadrżał siedząc w swoim fotelu. Jego siwe, krzaczaste brwi zmarszczyły się, wyrażając troskę i ubolewanie. Westchnął cicho i tylko mała łza, który szybko spłynęła po jego czerstwej twarzy ,ginąc w siwej brodzie, zdradzała jego prawdziwe uczucia. - Moja droga Toniu...a jednak to zrobiłaś- powiedział spoglądając na zdjęcie młodej dziewczyny, które trzymał w dłoniach. Burza przybierała na gwałtowności, wiatr wzmagał się a pojedyncze krople deszczu zamieniły się w prawdziwy potok wody. - Już wystarczy! Błagam cię Boże ocal innych. Ja jestem przyczyna twojego gniewu i to ja zapłacę za swój występek!. Piorun przeszył niebo, uderzając w drzewo obok którego stała. Ciężka gałąź zwaliła się na nią, przytwierdzając do chodnika. Próbowała się wydostać lecz gałąź wydawała się trzymać ją w swoim objęciach, pozbawiając tchu. Wszelkie odgłosy zaczęły słabnąć, traciła świadomość tego co działo się w około. Miała wrażenie że wiruje w powietrzu, że widzi znów zdarzenia i sytuacje, jak gdyby cofała się w czasie. - A więc tak umrę...- to była jej ostatnia myśl.
Dwa tygodnie wcześniej
Kolejna nie przespana noc. Już czwarty raz z rzędu słyszała dziwne głosy które dobiegałby nie wiadomo skąd. Odstawiła leki uspokajające w obawie że mogą być powodem jej złego samopoczucia i tych dziwnych odgłosów. Od czasu wypadku w którym straciła rodziców, siostrę i babcię narastał w niej paraliżujący lęk. Teraz bała się że dziadkowi i cioci, jedynym ludziom jacy jej pozostali też może przydarzyć się coś złego. Po śmierci rodziny, dzięki wsparciu tych dwojga ludzi zaczęła żyć na nowo. Dostała się na studia i ciasno zapełniała swój czas, wiedząc że pustki po stracie bliskich nie zapełni nic i nikt. Przez całe życie dziadek i ciocia stanowili jedność. Oboje stale byli blisko niej, chronili przed niebezpieczeństwami. Tamtego dnia dziadek siłą wyciągnął ją za samochodu, kiedy upierała się że też pojedzie. Czyżby wiedział co się wydarzy? Często zastanawiała się nad tym. Wówczas wydawało się to takie naturalne, lecz z czasem dostrzegła w całej sytuacji dziwne zachowanie dziadka i smutne spojrzenie cioci. Do tego wszystkiego doszły te niepokojące odgłosy i lęk którego nie mogła stłumić lekami. Z trudem zgramoliła się z łóżka, podeszła do lustra i powtórzyła słowa, które codziennie powtarzała od 8 lat - Nie mogę zobojętnieć na życie, nie mogę- wycedziła przez zaciśnięte zęby. Przyglądała się chwilę swojemu odbiciu w lustrze. Dziecięca, pulchna buzia zmieniała się w twarz młodej kobiety, z wyraźnymi kośćmi policzkowymi. Jedynie oczy pozostały tak samo ciemne i smutne. Z długich niegdyś, orzechowych włosów, zostały krótkie, sięgające ramion. Nie była piękna, nawet ładną nie nazwałby się, ale było w niej coś co przyciągało ludzi. - Toniu! Toniu wstałaś już?- ciocia krzyczała z dołu swoim potężnym głosem. Dziewczyna przewróciła oczami. Złapała z szafy stary szlafrok i poczłapała na dół, do kuchni. - O jest mój aniołek- ciocia klasnęła dłońmi na widok ukochanej bratanicy. - Jak minęła noc? Znów dręczyły cię te…te głosy? Tonia lubiła widok cioci krzątającej się po kuchni. To było jej królestwo, choć panował w nim całodobowy rozgardiasz, a mała, pulchna kobietka wciąż nie mogła czegoś znaleźć, emanował z tego miejsca jakiś nadludzki spokój. - Znów słyszałam głosy- powiedziała głośno i stanowczo, bacznie przyglądając się reakcji swojej krewniaczki. Stało się tak jak za poprzednim razem. Ciocia drgnęła i wymamrotała z wściekła mina jakieś niezrozumiałe dla niej słowa. Po chwili odwróciła się i z czarującym uśmiechem na talerz dziewczyny wyłożyła dwie ciepłe grzanki. Tonia nie czuła potrzeby zadawania zbędnych pytań które i tak pozostaną bez odpowiedzi. Zabrała talerz z grzankami i usadowiwszy się na szerokim parapecie okna w salonie, przyglądała się dziadkowi. Porządkował ogród, przygotowywał ziemię do sadzenia kwiatów. Był odwrócony do niej plecami, ale wystarczyło żeby mocniej skupiła na nim swój wzrok, a odwracał się z uśmiechem. - Kim jesteś dziadku?- szepnęła do siebie. Kim jestem ja?- dodała jeszcze ciszej. Zamachała do niego i żeby nie wzbudzać podejrzeń zaczęła jeść śniadanie. Tego dnia miała zajęcia dopiero popołudniu, w wolnej chwili najczęściej odwiedzała bezdomne psy w schronisku. Zwierzęta za nią przepadały, nawet te agresywne były w stosunku do niej łagodne i radośnie merdały ogonami. - Witajcie moje pieszczochy- tuliła każdego psa po kolei. Wszystkie były jej bliskie, ale szczególną uwagą darzyła młodego berneńczyka. Pies umiał przykuwać jej spojrzenie. Wydawał się że rozumie więcej od niej samej. Był jej najwierniejszym przyjacielem. Tego dnia wzięła go na spacer do parku. Pogoda była piękna, wiosenna. Rozkwitły pierwsze kwiaty i zazieleniły się drzewa. Usiadła na ławce blisko stawu. Otulał ją spokój i cudowna atmosfera tego miejsca. Nagle Kado zerwał się ze smyczy i głośno szczekając przeskoczył żywopłot. Tonia zerwała się na równe nogi. Pies był pod jej opieką, jeśli komuś zrobi krzywdę to ona poniesie za to odpowiedzialność. Pobiegła za psem, minęła ogrodzenie i zobaczyła go jak usiłuje dosięgnąć mężczyzny który desperacko stara się wspiąć na drzewo. - Kado! Kado! Nie wolno!- krzyczała. Złapała pas za obrożę i odciągnęła od ofiary. - Nie grzeczny pies, nie wezmę ciebie więcej na spacer- była przestraszona i zła. Pies spuścił głowę ale nie przestał warczeć na mężczyznę, który zszedł już z drzewa i okazał się bardzo młody i krępująco przystojny. - Co za bestia!- fuknął na dziewczynę, która drgnęła przestraszona. Kado wyczuł niepokój i ponowił próbę ataku. - O nie, nie Kado- odciągnęła go, błagając aby przestał. Zwierze uspokoiło się. - Bardzo pana przepraszam. Nie wiem co go napadło, zazwyczaj jest spokojny . - Powinna pani go zamknąć, albo uwiązać na łańcuchu a najlepiej uśpić- głos mężczyzny był nadal podniesiony i nieprzyjemny. - Nie zrobił panu krzywdy i nie ma powodu aby oddawać go do uśpienia- zaczęła odzyskiwać równowagę. Zawsze działo się tak, gdy ktoś usiłował skrzywdzić, lub zniszczyć to co kochała. - Być może, ale niech będzie pani ostrożna- syknął przez zaciśnięte zęby i poszedł. Tonia potrząsnęła głową. - Cóż za gbur. Rozumiem że go przestraszyłeś ale ta agresja jak od niego emanowała, coś okropnego. Wracajmy Kado, nic tu po nas. Wydarzenie w parku sprawiło że przez resztę dnia była niespokojna i rozdrażniona. Zajęcia wydawały jej się okropnie nudne. Z trudem dotrwała do końca. Z uśmiechem opuściła mury uczelni, w towarzystwie dwójki swoich przyjaciół. Klaudie znała od liceum, razem siedziały w ławce, razem szykowały się na studniówkę. Nie było między nimi rywalizacji którą dało się wyczuć w innych damskich przyjaźniach. Tomka poznały na pierwszym roku, dopasował się do nich idealnie. Tak samo lubił imprezować, jak i uczyć się tylko tyle aby zdać. Pod koniec roku Klaudia i Tomek zaczęli spotykać się częściej i zakochali się w sobie. Tonia przyglądała się dwojgu ludzi którzy absolutnie nie pasowali do siebie. Mała blondynka z wydatnym biustem, o cukierkowej urodzie ale temperamencie latynoski i wysoki były koszykarz z kręconymi włosami i okularami na nosie. Sama wiedziała że jednak nie to się liczy. Wiedziała jak silne uczucie łączy tych dwoje i zazdrościła im tego. Nie narzekała na brak powodzenia ale nikt nigdy nie była w prawdziwym związku. Zastanawiała się jak to jest budzić się i zasypiać mając przed oczyma tylko jedną osobę. Mimochodem pomyślała o przystojnym nieznajomym z parku i o jego chabrowych oczach. Te oczy z powodowały że nie była sobą w tamtej chwili. Odegnała myśli tym człowieku i przysłuchiwała się niewinnej sprzeczce zakochanych. - Tośka może wybierzemy się jutro do Laguny? - Nie masz jeszcze dość imprez Klaudio?- odpowiedziała pytaniem na pytanie - Phiiii chyba żartujesz. Ja? Dość imprez?- Klaudia roześmiała się na cały głos. W jej śmiechu było zawsze coś zaraźliwego, coś co powodowało że wszyscy w około śmiali się razem z nią. - A więc dobrze, jutro o dwudziestej u mnie- mówiła Tonia próbując złapać oddech po ataku śmiechu. Po uzgodnieniu jeszcze kilku szczegółów rozeszli się, każde w swoją stronę. Tonia miała pełno absurdalnych myśli które zaprzątały jej umysł od owego spotkania w parku. Denerwowała ją jej dziecinna natura. - Uspokój się, głupia! – szeptała do siebie. Tak pochłonęła ją walka z własnymi myślami że o mały włos nie minęła furtki własnego domu. Coś się działo. Dziadek krzyczał, a ciocia mówiła zimnym, stanowczym głosem, wychwyciła jeszcze jedne głos. Męski, lekko chropowaty ale kuszący. Nasłuchiwała jeszcze chwilę, kiedy usłyszała kroki na schodach, umknęła za garaż. Chciała zobaczyć kto naruszył spokój w jej domu. Na widok osoby wsiadającej do czarnego mercedesa ugięły się pod nią nogi. To był mężczyzna z parku. Co on tu robi? Zadała sobie pytanie i kiedy tylko odjechał poszła do domu oczekując wyjaśnień. - Kim on jest? Czego chciał?- krzyczała od progu. Ciotka szybko schowała się w kuchni, dziadek podnosząc się z fotela, drżał ze zdenerwowania. - Uspokój się, jesteś zdenerwowana- próbował załagodzić sytuacje - Nie! Tym razem nie spławicie mnie byle czym, nie dam sobie wmówić że jest dobrze i że coś sobie wmawiam. Ja wiem, ja czuje ze ukrywacie coś przede mną i że jest coś czego bardzo się boicie. Koniec Tych sekretów, chce poznać prawdę i to już!- nie umiała ukryć emocji. Dziadek westchnął ciężko i przywołał skinięciem ciotkę, która wyglądała zza kuchennych drzwi. - A więc, nadszedł czas abyś dowiedziała się tego, przed czym tak bardzo chciałem cie chronić. - Przed czym chciałeś mnie chronić? Dziadku powiedz- łzy napłynęły do jej oczu - Chciałem cię chronić przed sobą samą…-odparł, głos mu się łamał i nie mógł mówić dalej. - Nie jesteś zwykłym człowiekiem- dokończyła ciocia - Jak to? To kim jestem? Kosmitką?…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil NotAngel16
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…