Żelazna Łowca - horror psychologiczny
Przez Łącznik osnuty ponurym światłem przesuwały się tajemnicze postaci. Liczne osoby poprzylepiane do rozgrzanych kaloryferów głośno rozmawiały i krzyczały. Nagle łącznik ucichł...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Makropheagein (Około Maja 2008)
ŻelaznaŁowca - horror psychologiczny.
xxx EP.1 "Wielki quest"
Przez Łącznik osnuty ponurym światłem przsuwały się tajemnicze postaci. Liczne osoby poprzylepiane do rozgrzanych kaloryferów głośno rozmawiały i krzyczały. Nagle łącznik ucichł. Wszyscy jak w grze w krzesełka zajeli miejsca na niewygodnych łącznikowych ławeczkach, bo to przez masywne, szklane wrota był wszedł ŻelaznaŁowca. Ten szesnasto metrowy kolos o czarnych i pokręconych włosach dumnie kroczył, a z jego gębiszcza wydobywały się kłęby pary. Był on wracał właśnie z polowania bo z jego pleców zwisał brutalnie ubity pirszoroczny jaki z drapieżnikiem nie miał najmniejszych nawet szans. Z owych zwłok na i tak brudną posadzke łącznika skapywały krople krwi i malinowego kału. - Znów kogoś upolował! - Syknął Sekwi gdy tylko tamten zniknął w drzwiach po drugiej stronie. - Taka jest kolej rzeczy - odparł na to Sajmon drapiąc się w śledzione. Sekwi - był to chłopak średniego wzrostu o krótkich czarnych włosach i nieco wysuniętej szczence. Jego zaokrąglone kształty sprawiały że troche przypominał pingwina. Nikt jednak tak na niego nie wołał, ale nie wiem dlaczego bo nie moge rozczytać własnego pisma. Zwany był więc poprostu Sekwim albo Grubaskiem. Jego klasowym przyjacielem był Sajmon i mimo że mieli takie same imiona to byli swą odwrotnością. Drobny i niski Saj był od Sekwiego mniej krągły ale za to mądrzejszy. To napewno. Teraz, jak inni, siedzieli przyklejeni do ciepłych rur dających ciepło bez którego uczniowie zapadliby w sen zimowy. Po tym jak tylko monstrum przelazło, w łączniku znów rozpętał się trudny do zniesienia harmider. Dziesiątki osób różnej płci, rasy, wyznania i koloru skóry przekrzykiwało się wzajemnie. W 14 miejscach odtwarzana była różnego typu muzyka, a w kącie pomieszczenia kilku śmiałków grało żywo w pokemony. Jednymi słowy teren ten był czysty od belfrów. Gdy zabrzmiał dzwonek obaj koledzy wstali z ławki i wraz z śliniącym się tłumem podążyli do budynku A na biologie. Po drodze spojżeli z pogardą na Złotego jaki bezczelnie coś o nich pisał. Kiedy znaleźli sie w budynku A szybko zorientowali się że cosik nie gra. Spojżeli na wielkie kły, na kłębiącą się na podłodze sterte ciał i dopiero wtedy zrozumieli. - ZABIĆ! - Warknął ŻelaznaŁowca patrząc na nich z podełba. - Słucham? - Zapytał grzecznie Sekwi. ŻelaznaŁowca pajemiując iż jego komunikat nie został zkąsany podbiegł do niego i kopnął go w brzuch przez co Sekwi z prędkością 300m/s poleciał na koniec korytarza i uderzył z gruchotem w ścianę. Gruz posypał się z chrzęstem. Zrozpaczony Sajmon pobiegł ratować companiona, lecz ŻŁ ruszył za nim. Ziemia trzęsła się pod stopami przerażonego Saja gdy spocony biegł przez długi i ciemny korytarz. Nigdzie nie było żywej duszy. Kiedy wreszcie reachnął cel okazało się że tyłek Sekwiego zamortyzował całe uderzenie. - Dupa cię uratował - stwierdził drobny. Sekwi uśmiechnął się krzywo (coś w tym stylu :] ) i patrząc nad ramieniem przyjaciela nagle krzyknął. Żelazna wychodząc z cienia porwał ich ze sobą, a belfry dopiero teraz przybyłe na miejsce masakry obstrzelały mu plecy z bazooki pociskami odłamkowymi co nie zrobiło mu nawet najmniejszej ranki. Spokojnie przetramplował przez korytarz by zniknąć w swej jaskini pod schodami koło męskiej toalety niosąc ze sobą zakładników.
xxx
Jaskinie ŻŁ cechował jeden szczegół. Wszystko tu wykonane było z zebranych w całej szkole gum do żucia. Sekwi i Sajmon spoglądali z niesmakiem na miliony szarych, zielonych i różowych plamek tworzących ściany, podłoge i sufit. Na licznych pułkach leżały czaszki, skóry i kości pochodzące z 1szo rocznych jacy podpadli bestji. W kąciku, przy kaloryferze, stał fotel i portal przyzwania 4go poziomu.. - SIADAĆ! - Wrzasnął Żelazna rzucając ich brutalnie na podłogę. Sajmon i Sekwi fioletowi z braku powietrza upadli i zaczeli łapczywie łapać dech. ŻelaznaŁowca natomiast za pomocą portalu przyzwał 3y Kenigery. Dwa z nich ćpnął szymonom, a trzeciego połknął wraz z puszką. Chłopacy patrzyli na bromki ze zdziwieniem, ale wreszcie zgodnym ruchem otworzyli je i zaczeli sączyć znajdujący się w nich nektar patrząc jednocześnie na stwora jaki zaklejał w tym momencie drzwi śluzem ze specjalnego gruczołu na plecach. Przyjaciół zastanawiał fakt dlaczego nie zostali przez niego brutalnie pożarci, ale nie śmieli głośno o tym dyskutować. Byli bowiem na łasce potwora gotowego na wszystko... jak baby z tego dennego amerykańskiego seriala ^^' - Przepr, stary - zagadnął nieśmiało Saj. - CZYGO?! - Warknął agresywnie Łowca patrząc na niego jak na worek zgnitych pomidorów. - MILCZ! - Dodał mało grzecznie. Nie mieli więc innego wyjścia jak zaczekać, co w sumie im się uśmiechało bo uciekała im kolejna masakratyczna biola. Przez kolejny kwadrans maszkara obierała ze skóry świeżo upolowanego pierwszoklasiste. Gdy tylko ten garbarski proces skończył, resztki zwłok połknął a skóre na sznurze od prania był powiesił obok swego jaskiniowego stroju. Wreszcie usiadł na tronie na przeciwko nich i soczyście wiuknął sobie. - MUSICIE MI POMÓC BOROKI! - Syknął poważnie, a siedząc był od nich jeno ośmiokrotnie wyższy. - TRZA MI DZIEWICY! -Dodał rozpłakując się. Sekwi bez żadnych skrupułów itp. itd. przytulił śmierdzącego kolosa jaki następnie wysmarkał mu się w rękaw omal go nie topiąc we własnych smarach. - Rozumiem - rzekł natomiast racjonalnie Sajmon - lecz jak znaleźć dziewice w liceum?! W jednej chwili wyraz twarzy stwora zmienił się na skrajnie niebezpieczny. - NIE OBCHODZI MNIE TO! - Zawołał. - MACIE MI ZNALEŹĆ DZIEWICE!!! - Albo? - Zapytał Sekwi drżącym głosem. - ALBO WAS ŻYWCEM OBEDRE ZE SKÓRY!
xxx
Tak rozpoczyna się wielki quest. Dwóch skrajnie nieatrakcyjnych szczunów w boodzie miało dla okropnej besti znaleźć dziewice. Zadanie to okazało się równie nierealne jak pokonanie w Cartmansie Sheli samym kijem. Ponad wszystko mieli na to jedynie tydzień. TY - DZIEŃ, albo brutalna śmierć...
xxx Koniec
xxx EP.2 "W liceum brak dziewicy"
- A dlaczego? - Bo Godzilla! - ARGH!
PanKaktus niewiele wiedział na temat dziewic w szkole. Sajmon przesłuchiwał go przez bite trzy godziny i dowiedział się jedynie: "Mają delikatne ręce, burk! Daj ogórka!" Niewiele im to dawało. Już drugi dzień prowadzili paniczne poszukiwania dziewicy, ale jak narazie nie zapytali się żadnej dziewczyny. Załamani usiedli na schodach koło toalety i schowali twarze w dłoniach. Była długa przerwa a wiara przechodząca obok nich pierdziała straszliwie. Słońce cudem tylko nikle przebijało się przez zarośnięte grzybami i porostami szyby okien wychodzących na świat pozbawiony niewolnictwa i płatnego seksu. Po 5iu minutach usłyszeli nagle znajomy głos wyciągający ich z otchłani załamania. - Elo, ziomy! Warum sind Sie traurig? Spojżeli leniwie na Pływaka. - Szukamy dziewicy - odparł Sajmon zupełnie bez entuzjazmu. - Was? - z rozbawionego Pływaka trysnęło ślinom i resztkami pokarmu. - Co to za problem?! Zapytajcie się verlorenery! - Eeee... - odparli tylko niewerbalnie. - Ale jesteście placki! - Odparł Pływak lachając się z nich po niemiecku. - Onhe seht was machst das! - Dodał szelmowsko. Następnie sprężystym krokiem zbliżył się do grupki rozchichotanych dziołch. - Endschul bejbe, jesteś może dziewicą? - Zapytał grzecznie. Szymony patrzyły strapione jak jest brutalnie bity i kopany przez owe dziołchy. Po otrzymaniu 375ciu ciosów brocząc krwią podpełzł do nich i warknął tylko: - Pieprzcie się! Doświadczenie to miast im pomóc jeszcze bardziej im przeszkodziło. Postanowili więc poszukać szczęścia na łączniku. Łącznik był taki jak zwykle. Panowały tu 3y główne czynniki: zimno, chałas i smród. Dziesiątki osób obsiadło łącznikowe ławki pomijając kąty pomieszczenia. Prócz jednej. W kąciku bowiem przy rurze o temperaturze przekraczającej 2000 stopni Celsjusza przyklejony do niej siedział Złoty skrupulatnie coś pisząc. Sekwi i Sajmon podeszli do niego. Chłopak ten był niechlujny, wiecznie nieuczesany i odpychał od siebie wszelkie istnienie. W prawej ręce dzierżył tanie, strasznie zdezylowane pióro szybko się nim posługując. Trza wspomnieć że był najszybciej piszącą osobą w szkole, ale jego styl pisma był przeto trudny do rozczytania czasem i dla niego samego. Stali nad nim z jakąś minute obserwując szybko pojawiające się koślawe znaki na kartce, po chwili nie przerywając pisania spojżał na nich z zaciekawieniem. - Co piszesz? - Zapytał Sekwi czując dziwne napięcie. - Passkaz - odparł Złoty tak luźnym tonem jakby gadał o rozwolnieniu. - Po co? - Pytał tamten dalej. Chłopak wzruszył ramionami i skrzywił się jakby ktoś zdzielił go w twarz mokrą szmatą. - Takoj siebie - skonfabulował wreszcie. - Aha - przytaknął Grubasek bez przekonania i rzucił mu spojrzenie fullne współczucia - a o czym? - O was - odparł Złoty spokojnie - Kakoje chociet okonszenie? Spojżeli po sobie zkonsternowani. - Happy end - rzekł wreszcie Sajmon - tylko żeby Sekwi okazał się gejem - dodał cicho. - Co? - Jęknął Sekwi przybliżając k'nim czerepisko. - Nic, nic - odpowiedział szybko Sajmon. Złoty przez dłuższą chwile z wulgarnym uśmiechem na paskudnej gymbie przyglądał im się, wreszcie zza pazuchy od kerej bił odór rozkładającego się kociego mięsiwa wyciągnął pomiętą karteczke i im ją wręczył. - Mata - jęknął - pagadijcie z etym szczunem. Na karteczce było imię i nazwisko jakiegoś uczniaka z IIHb. - Po co? - zdziwił się mądrzejszy z szymonów. Złoty natomiast zlachał go tak paskudnie że omal nie zwymiotował, po czym z dezaprobatą wrócił się był do pisania co oznaczało że rozmowa jest zakończona.
xxx
Postanowili jeszcze tego dnia zerwać się z matmy i poszli do Zygmunta Ławicy który nader często spędzał dzień szkolny w Melince za salą od historii gdzie działkował sobie ostro. Działkował? Hm... Znaczy się że za pomocą swej magicznej, śnieżnobiałej motyki (+2k6 przeciwko nieumarłym!) rozgrzebywał ziemię gęsto usianą przez pety i inne odpadki tego typu. Saj skrzywił się patrząc na ochydnego niby-człowieka. Ta prehistoryczna istota (o liczbie kostek 35!) przypominała z wyglądu ośmiołaka z parą ludzkich oczu i o kolorze zimnej purpury. Kiedy się zbliżyli Zygmunt spojżał na nich niechętnie tylko jednym okiem, gdy w tym czasie drugie doglądało zajęcia od jakiego nie potrafił sie oderwać. - Ty jesteś Zygmunt Ławica? - Zapytał Sekwi grzecznie, bo był zbyt mało szprytny by emanować niegrzecznością. Było to raczej pytanie retoryczne bo pomylenie takiej gęby byłoby raczej trudne. Sam głównie zainteresowany uważał podobnie bo jedynie kiwnął baloniastym łbem. - Czegoś wam trza odemnie, kawalery? - Zapytał i zamachał mackami co oznaczało że cieszy się z zainteresowania kogokolwiek innego jak weterynarza i teściowej. - Taaaa... - rozpoczął nieśmiało Sajmon wstydliwy temat - szukamy... Stwór zlookał go badawczo, a chłopak przełknął ślinę i dokończył: - Dziewicy... Przez trzewia tamtego przetoczył się głuchy pomruk jaki zapewne miał być jego śmiechem. Splótł on macki na plecach i splunął na odległość 130 metrów. - Znaczy się... wiesz? - Sajmon miał bardzo urażoną mine. "Przecież to nie jest wcale śmieszne!" - pomyślał. Zygmunt zmróżył lekko oczy i usiadł na kontenerze od plastiku w jakim w zeszłym to roku żywcem spłonęło 76 i 3/5 osoby. - Cóż - zasępił się jak rasowy sęp jadący w autobusie na sępa w czapce "I'm sęp!" - znam jedną dziewice... Oczy chłopaków rozbłysły jak głowa Kojaka w deszczowy dzień pod latarnią. - Ale - stwór uniósł jedną z macek k'górze - jest dość nieświeża. Spojżeli po sobie skwaszeni jak ogórki. - Jak to... nieświeża? - Zapytał Saj. Ławica zpełzł z kontenera i bujając się na prawo i lewo wyprowadził ich poza teren szkoły. Słońce jakie nabrało krwisto czerwonej barwy prażyło z entuzjazmem ich czerepy. Mocherowe drzewa jak na nie przypadło pokryte były napuchniętymi mocherowymi liśćmi, a zmutowane HydroKruki (HK) uganiały się za bezbronnymi niedźwiedziami grizzli pasącymi się spokojnie w uroczych matecznikach. Przemieżali las przez jakieś 10 minut. Liście ponad ich głowami utworzyły nieprzenikalny kocyk. Tu było miło ciepło i duszno, gdy tym czasem ponad lasem szalała dzika śnieżyca. Wreszcie dotarli do...
xxx
I co się stanie dalej? Czy Sekwi i Sajmon odnajdą dziewice, czy też może Zygmunt brutalnie ich wykorzysta i pożre? Następny epek już w przygotowaniach!
xxx Koniec
xxx EP.3 "Książka od historii i nowa nadzieja"
Gdzie to dotarli? Szymony były mało doświadczonymi uczniami i nie mogły się spodziewać gdzie może ich zaprowadzić taki stwór jak Ławica. Musicie więc wiedzieć że doprowadził ich w pobliże MrocznegoTuneliszcza gdzie przy tytanowych wrotach był siedział Damian robiący za strażnika tychże wrót w każdy czwartek od 13 do 15:17. Na twarzy Damiana zaświecił uśmiech wypełnionej zębami gęby i zlachał ich, a gdy wreszcie podniósł się z ziemi ziewnął, jęknął i niczym prawdziwy bramkarz (ho, ho, ho) zasłonił drzwi. - Hrasło! - Zawołał. Zygmunt spojżał nań z dezaprobatą i zamachał mackami w geście rozbawienia. - Can you repeat? - zaangielszczył. Znający to pytanie na pamięć, lepiej niż własne imię, Damian odchrząknął, splunął plwociną o wadze 30 kilogramów i poprawiając napiętą klate rzekł: - Hasło! - Ślimaczki, kaczki, maczki, robaczki, ssaczki, flaczki, padaczki, baczki, koraczki, blash! - Odparł ZŁ jednym tchem na co Różowiusi (bo i tak Damian był zwany) odstąpił. - Masz zadanie z fizy? - Zapytał jeszcze strażnik gdy Saj wkraczał w czerń. - No mam - jęknął tamten - ale ona się pozna! - Nie pozna się! - Zawołał Damian. - Pozna się! - krzyknęły Szymony zusammen. Damian zrobił mine jak zbity pies, a nie mogący się oprzeć tej presji Sekwi wydobył z torby Sajmona pękaty zeszyt od Fizyki i mu wręczył. - Dźdźdźdźiękkkkki! - Syknął Różowiusi i oblizał jego okładke. Szymony nie zgorszone jego ekscesami pobiegli za ZŁ w głąb ciemnego tunelu. MroczneTuneliszcze było tak mroczne że nie widzieli nawet tego czego nie widzieli. Wiedzieli jedynie że wciąż schodzą w dół i że robi się coraz cieplej. Wreszcie dotarli pod jakieś jasne, różowe włosy w głębi. - Ja tam nie moga wejść - wydobyło się z gębiszcza przewodnika - jestem stworem nie czystym, nie moge przekroczyć tych wrót. - Czyli my jesteśmy czyści? - Zapytał Sekwi wąchając przyjaciela jakby upewniając się czy seryjnie (straszne słowo) jest clean. - Masakra - syknął tylko Zygmunt. - Wyście są Mugolami, wam nic nie grozi - dodał sycząc. Następnie też pomachał im mackami i oddalił sie w strone widocznego w górze światła. - Idziemy tam? - Jęknął Sekwi do swego przyjaciela będącego jak jego fizyczna analogia. - Sekw - odparł Saj luźno jakby zaraził się tym ścierwem od Złotego - nie mamy innego wyboru. Musimy robić co nam przygotowało przeznaczenie. I tak nie przerwiemy biegu jego wypadków... - Wystarczyło żebyś jęknął "tak" - zbeształ go Grubasek i nacisnął klamke.
xxx
Drzwi bezgłośnie rozwarły się bo obito je futerkiem tłumiącym wszelkie dźwięki. Wkroczywszy do pomieszczenia zostali oślepieni przez niewyobrażalnie jasne światło a wrota za nim równie bezgłośnie zamknęły się. Gdy wreszcie odzyskali dobre widzenie zorientowali się że są w niewielkiej komnacie 2x2x2 o ścianach z oczoebnego materiału i że na środku jej na podłodze siedzi drobnej postury dziewczynka. Dziewczynka ta mogła mieć ze 12 lat i przyglądała im się z fascynacją parą błękitnych oczu. - Czego?! - Warknęła nagle. - Zabujaliście się patafiany że tak mnie szpicujecie!? Naprostować wam te krzywe facjaty?! Zamurowało ich, więc nie specjalnie byli w stanie odpowiedzieć na postawione im mało grzecznie pytanie. - Gadać czego chcecie bo wam jajka poukręcam! - Syknęła tamta nie zmieniając tonu. - Szukamy dziewicy - wydobył z siebie wreszcie Saj. - Ja jestem dziewicą! - Odparła tamta. - Nie widać?! Co za głupie pytanie! Czego odemnie chcecie! - Jesteś dziewicą - oczy szymonów zaświeciły się jak lampka na ganku. - Ale wy jesteście ćwoki i zboki! - Odparła tamta. - Nie wyglądam?! - No nie... - zasępił się Sajmon - tylko że chcieliśmy się upewnić... - Imbecyle... - jęknęła tamta do siebie - gadajcie czego chcecie odemnie bo nie mam czasu na bawienie się z parą półgłówków. Wyłożyli więc kawe na ławe. Znaczy się, nie było tam żadnej ławy, ani oni nie mieli kawy, tak się tylko mówi. - Chyba was powaliło! - Krzyknęła. - Co ci szkodzi? -Zapytał Sajmon. - Co ty masz za życie w tej ciupie? - Nie twoja sprawa karłowaty wacku mamuta! - Oburczyła go. - Nie uśmiecha mi się schadzać się z tym śmierdzielem ŻŁ! - On ciebie potrzebuje! - Zawołał Sekwi. - Twojego ciepła - poparł go drugi. - Twoich uczuć - rzucił znów tamten. - Twojej kobiecej ręki! - Nie wychodził z transu Sajmon. Dziewczynka splunęła im wulgarnie pod nogi i nim skończyli wyliczać polazła w drugi kąt pomieszczenia. - 5 tysi - powiedziała biznesowym tonem. - CO?! - Krzykneli gromko. - 5 tysi albo z tąd nie wyłażę - w jej lewym oku pojawił się błysk. - 3,5! - Odparł Saj. - 5 i ni cipki mniej - pokręciła głową - albo dalej sobie dziewicy szukajcie boroki. - Toż to rozbój! - Syknął Sekw. Po krótkiej jednak biznesowej konwersacji postanowili zgodzić się na te rygorystyczne warunki.
xxx
Kiedy tylko byli spisali umowę, w trójkę pomareszowali spowrotem ku wyjściu. Przy wrotach spotkali znów Damiana bawiącego się telefonem i robiącego ściąge na biole. - Spisałeś tą fize? - Syknął Saj. - Nie chciało mi się - odparł tamten. - Spisze na fizie! Zkonsternowani jak diabli prędko się oddalili. - Cwel! - skomentowała dziewczynka. - Z jednym się zgadzamy - zauważył Sajmon. - Zamknij ryj i nie społfalaj się cwelu - odparła tamta i dalsza część marszu zeszła im w ciszy. Do szkoły dostali się przez wrota łącznika (kiedyś je otwierano ^^) gdzie znów spotkali Złotego. Nic się nie zmienił od czasu jak wydobyli od niego poprzednią informacje. Nawet siedział w takiej samej pozycji. O dziwo nie był sam ale stała ponad nim Karolina obkładając go po głowie książką od histori, a niedaleko dalej kilka osób grało w koci-koci-łapki. - Nie ma religi! Bwahahahah! - Poinformowała ich Angelika jakby to że książe został porwany przez Aiwasha było śmieszne. - Bencwał! Bencwał! Bencwał! - Krzyczała Karolina. - Klask-klask! - słychać było od grupki zapalonych kociłapkowiczów. Szymony wraz z małą wredzizną podpłyneli do Złotego. - Wiżu... au! szto... au! udati... au! wam... au! sie... au! - Rzekł tamten. - Dat mnie dziołszko spokoistie! - Syknął do Karoli. - Nie! - Zawołała. - Póki mi nie obiecasz że koniec z dżołkami! Złoty spojżał na nią z dezaprobatą. - Szto... au! eto... au! nie... au! Nagle zaczął usilnie wąchać, a zgromadzona naokoło wiara spojżała nań jakby przypaliły mu się plecy. - Co niuchasz jak kejter, świnio ruda?! - Warknęła mała. Zloty zignorował ją. - Eta małoja pyrda was wkrencajeti - zaśmiał się do szymonów. - Jak ty na dziecko mówisz, hamie?! - Krzyknęła Karciasta i zdzieliła go książką przez gembe z takim impetem że spadł z ławeczki i wraz z wuchtą krwi wypluł dwie szóstki. Następnie przykucła przy małej. - Nie przejmuj się nim - jęknęła do niej słodko. - Zabierz tę księżycową mordę! - Odparła mała i pokazała jej język. Krew w dziewczynie zawrzała jak magma w ognisku lawowym tuż przed erupcją. Złoty pozbierał się i stając wciąż troche niezgrabnie wyszczerzył przerażającą paszczęke. - Chybik dziecka nie zdielisz? - Zadrwił. - Masz racje - odparła z uśmiechem i nagle oczki zaświeciły u niej jak u diablicy. - Ale tobie moge przywalić za nią! - Wrzasnęła i nim Złoty zdążył zrobić unik książka wybiła mu wsie pozostałe uzębienie. Jednak mimo zamroczenia i bólu mógł jeszcze mówić. - Etsa dzsiołszksa nsie jsest dzsiwicsą - wymamlał siadając ciężko na ławce. Szymony spojżały na małą. - Będziecie tego smroda słuchać boroki!? - Warknęła. - No... on jest jakby takie nasze guru - odparł Sekwi. - No i co, cwele?! - Zrywamy umowe - warknął Sajmon. - Śmierdzicie wszyscy! - Zawołała mała i z rykiem opóściła łącznik. Karola nie przejmując się stanem Złotego napowrót uposażyła się w knige od histy i dalej biła go po głowie. Pryszedł Pływak i widząc to zarechotał. - Złoty, verlorer zarywa! - Wydusił czerwony jak burak. Sekwi prychnął. - Ja myślałem że on jest aseksualny - odparł. - Hah?! So warum hast er das machen?! - Zaniemczył. Szymony wzruszyły ramionami wpatrzeni w tę przeklętą postać brutalnie maltretowaną za swe poglądy. - Ah! Właśnie! - Zawołał nagle Pływak - Wiem jak wam hilfen! I...
xxx
I co dalej?! Czy Pływak pomoże szymonom? Czy laski zamordują wreszcie Złotego że ich nie adoruje? Napisze i czwarty epek ale mam mature... nie... olać mature. Napewno napisze - wkrótce!
xxx Koniec
xxx EP.4 "Telefon"
Pływak był dziwnym uczniem. Uczył się w miare, znacznie lepiej niż laski, a każdy wie jak laski się uczą, ale mimo to oceny miał przerażająco kiepskie. Dlaczego? - Zapytacie. Odpowiedź jest bardzo prosta. Najzwyczajniej bowiem w świecie nauczyciele nienawidzili Pływaka za jego niewypażony język. Naprawdę! Nie był belfra w boodzie jakiemu Żyleta by nie pojechał! Trudno się dziwić że jedyną osobą w klasie jaka go trawiła był Złoty. Razem na lekcjach nieśli postrach dla belfrów! Złoty potrafił momentami wymyślać tak obrzydliwe dżołki że każdy nauczyciel niezbyt chętnie przychodził na lekcje z nim, a jeśli już musiał to uzbrajał się w cierpliwość jakiej nawet na polityczne gadki z ruskimi nie trza. Pływak natomiast atakował w najbardziej niespodziewanych momentach i kłuł w samo sedno. Nic dziwnego że lekcje z ich udziałem bardzo często kończyły się Wpisem jaki był jedyną bronią belfrow. Złoty i Pływak mówili o sobie że są parą... Parą skurwysynów. Pływak sprężystym krokiem poprowadził ich pokracznymi schodami na drugie piętro budynku B i razem wkroczyli przez niskie drzwi do męskiej. Tam też otworzył wysokie okno i sięgając z kieszeni francuskiego ćmika z błyskiem w oku zaczął go wsysać. Szymony czekały cierpliwie wiedząc że niegrzecznie byłoby mu teraz przerywać, jednocześnie też wiedzieli że Żyleta zachwile iqkentnie ku nim zagai. - Sie wissen czego dokładnie suchen? - wydobył wreszcie z siebie. Saj spojżał nań krzywo. - Tak nam się mniej więcej wydaje - odparł. - Mniej więcej ist nich zu viel - jęknął Pływak tworząc z dymu kółko jakie zatańczyło brekdensa i wyskoczył przez okno na błonia szkoły - ażeby gesucht dziewice powinniście wpierw dokładnie poznac co przyszło wam poszukiwać, verstehen? - Wielka mi filozofia - zaśmiał się Sekwi - każdy chyba wie jak odróżnić dziewice od niedziewicy! - Zum Beispiel? - Żyleta splunął na ściane i obserwował skomplikowaną droge śliny pomiędzy kafelkami. - No... - Sekwi spojżał nań jakby ów był kosmitom przybyłym na ziemie przed dwiema godzinami - taka dziewczyna z nikim się jeszcze nie przebarłożyła... Pływak zlachał go wulgarnie. - Siehst du das kiedy spotkasz jakąś madchen? Sekw zmieszał się. - Ale ist na to sposób - uśmiechnął się Pływ. Zaskoczeni spojżeli nań wyczekując na kolejne słowa jak Złoty na kolejną dawkę niki - cierpliwie i z językami wywalonymi na wierzch. - Sie must sami stać się wyznawcami bogini-dziewicy, patronki wszystkich dziewic! Przez chwile nie odpowiadali myśląc że żartuje, lecz wreszcie doszli do wspólnego wniosku że chyba jednak nie bo w jego oczach błyszczała uśmiechnęta powaga. Dręczyło ich jedno... - Pływak... ty jesteś wierzący? - Jęknął Sekw. Ten zmarszczył brwi jakie zusammen przypominały teraz włochatą gąsienice. - Warum du fragst mich? - Przecież jest jeden Bóg - odparł mało wylewnie. - Das zależy od punktu widzenia - jęknął Pływ - Gott ist taki jakim go will człowiek - dodał z usmiechem. - Co masz na myśli - Saj zmierzył go we wszystkich możliwych kierunkach. - Hah... - syknął tamten - żeby stać się wyznawcą jakiejś religii wystarczy uwierzyć w jej Gotta, verstehen? Pływak wytłumaczył im że jeśli uwierzą w istnienie bogini-dziewicy wtedy bedą mogli zobaczyć dziewice z odległości kilku set metrów. Był tego pewien i uśmiechał się jak głupi. Wreszcie gdy zadzwonił dzwonek na lekcyje pobiegł do budynku A na geografie, zostawiając ich z dzikimi myślami. Gdy zeszli do łącznika spotkali tam Złotego siedzącego jak zwykle na swoim miejsu i piszącego z zafascynowaniem. Zakrzepła krew widniała na jego twarzy i włosach, ale ruch jego ręki wcale nie zwolnił. Nie był jednak w stanie mówić bo rany po zębach nie chciały się goić. - Złoty? - zagadnął Sekwi patrząc na niego z politowaniem - czy ty czasem nie specjalnie opowiadasz te dżołki? Chłopak wyglądał na zaskoczonego tym pytaniem. Przestał pisać i rzucił w Grubaska przenikliwym spojrzeniem, ale wreszcie uśmiechnął się krzywo i pokręcił powoli głową. - A nie męczy cię to że wszyscy cie mają za... dziwoląga? - odezwał się Sajmon. Złoty wzruszył ramionami i wyszczerzył bezzębną paszczęke. Chcieli się oddalić zawiedzeni że nie udało nic im się z niego wyciągnąć gdy nagle ten sięgnął do tylniej kieszeni spodni i dał im kluczyk do szatni. Sajmon troche niepewnie wziął go bo Złoty nie odpowiedział co jest w szatni na ten kluczyk. Zamiast tego podciął sobie żyłę w lewej ręce i maczając w niej gęsie pióro na kartce napisał trzy litery: PLN po czym podał ją Sekwiemu. Glapili się nań jakby ktoś ich zapertyfikował (tak zapertyfikował, a nie jak w HP zapetryfikował... bleh!) - niemi i oszołomieni. Złoty zlachał ich i zaczął pisać dalej.
xxx
Zwykle nikt nie chadzał do szatni. Owszem. W dawnych czasach ludzie bywali tu często, ale kiedy jedyna sympatyczna szatniarka została porwana przez zombiaki postanowili unikać tego miejsca jak ognia. Do szatni schodziło się długimi krętymi schodami na jakich łatwo się można było poślizgnąć i spaś w otchłań co bynajmniej nie byłoby najprzyjemniejszym doświadczeniem. W szatni przez 24 godziny na dobe siedziała pokraczna dziewczynka o imieniu Zosia przezywana przez pirszorocznych ZosiaPokracznaShataniara. Jej imię, choć może bardzo dziwne, dobrze ją opisywało. Przydomek Shataniara bowiem zawdzięczała wyznawaniu shataniaryzmu co każdy dobrze wie co oznacza. Zwykle spała wciśnięta w kąt pomiędzy kratami a jedną ze ścian albo malowała akty śliniąc się i prychając. Tu na dole było strasznie ciemno bo jedynym źródłm światła był drobna świeczka o niepewnym knocie kołyszącym się jak 13ka po trzech solidnych bromkach. Szymony powoli i ze strachem podeszli do kraty oddzielającej szatnie od korytarza za którą ZPS intensywnie rysowała tak jak Złoty intensywnie był pisał. Dziewcze (które wcale nie wyglądało tak paskudnie jak chłopak z łącznika) nie zwracało na nich uwagi chociaż dobrze wiedziało że są tu o czym świadczył grymas poirytowania malujący się na jej twarzy. Sekwi delikatnie chrząknął, bowiem miał zbyt niski statut w szkole by zrobić coś mniej grzecznego. Zosia przewróciła oczami i z zdenerwowaniem ćpnęła swe niedokończone dzieło w kąt. - Czego... panowie sobie życzą?! - zagadnęła z trudem opanowując erekcje gniewu. Sajmon w odpowiedzi położył kluczyk opatrzony cyfrą Z99 i kartke popisaną krwią Złotego na blacie. Ku ich zdziwieniu dziewczyna uśmiechnęła się wesoło i zaśmiała perliście. Nastepnie wzięła kartkę i zlookała ją dokładnie co trwało dobrych parę chwil. - Rozumiem... - szepnęła wreszcie. - Ale ja nie rozumiem - palnął Sekw - nie może nam pani wydać tej kurtki? - Boroczku - zlachała go tamta - na tym kluczu nie ma żadnej kurtki. Szymony spojżały po sobie. - Jest to ostatni numerek jaki nie wrócił do szatni - kontynuwała tamta rozbawiona ich niewiedzą - i przez to musze zadać wam zagadkę by się upewnić czy Złoty naprawde chce wam to dać! Saj prychnął jak kociamber. - Czy gdyby nie chciał dałby nam go!? Shataniara splunęła sobie pod nogi. - Kto tam go wie - odparła. Chwile trwali w ciszy. ZPS wciąż rozbawiona patrzyła na nich tępym wzrokiem. Sekwi i Sajmon natomiast próbowali rozgryźć postępowanie dziwoląga skrobiącego o nich tą dziwną historie. Jednak nie mieli innego wyjścia. Sposób Pływaka wydał im się bowiem troche niedorzeczny i nie kwapili się by go spróbować. - Mów - jęknął wreszcie Saj. - Gdy żyje to niewiedze cię, lecz jeśli umre ty mnie nie zobaczysz - powiedziała dziewczyna poważnym tonem nie specjalnie pasującym do jej pokraczności. Sekw już chwile po tym jak ostatni dźwięk potoczył się echem po pomieszczeniu chwycił się za głowę i poczerwieniał. Sajmon jednak przymknął oczy i chwyciwszy się za kluk intensywnie myślał. Zagadka w gruncie rzeczy nie była wcale trudna, lecz dopiero po jakimś kwadransie gdy Zosia chciała ich już odprawić w pyry i zlachać Sajmon pokumał o co biega. - Niewidomy - odparł dumny z siebie. - Nareszcie - odparła ZPS - długo wam to zajęło - dodała kierując się do odpowiednie boksu. Cierpliwie czekali aż przyniesie im to coś. Nie wiedzieli jednak do końca co też Złoty chce im dać. Wreszcie po jakiejś minucie Zosia przyniosła im zawiniątko z brudnej, szarej szmaty spokojnie mieszczące się w ich dłoni. Grzecznie jej podziękowali i wrócili sie na łącznik. Byli jednak tak ciekawi co to może być że rozpakowali je jeszcze na korytarzu.
xxx
Wielkie było ich zdziwienie gdy znaleźli w nim stary telefon komórkowy kilkakrotnie większy od tych jakie normalnie mieli przy sobie uczniowie. Mobajl był porysany i potłuczony, a w pamięci miał tylko jeden numer zapisany jako "SOS". - To pewnie numer do dziewicy! - zawołał zafascynowany Saj - jesteśmy uratowani! Podczłapali się do łącznika lecz Złotego już tam nie spotkali. Troche się tym zawiedli ale nie ugasiło to ich entuzjazmu i postanowili natychmiast zadzwonić czego też dokonał Sajmon, jako iqkentniejszy z ich dwójki. Nikt jednak nie odebrał ale spróbowali jeszcze raz i dopiero za trzecim razem chłopak usłyszał w słuchawce zaspany głos. Głos ten był zimny i obojętny, jakby dziewczynie do której należał było wszystko jedno. - Przepraszam że budzę - powiedział Sajmon - ale mam delikatnie pytanie. - Aha? - odparła tamta. - Czy jest pani dziewicą? - zapytał Saj niepewnie. - Aha... - usłyszał odpowiedź. - Czy moglibyśmy sie spotkać? - kontynuował Szymon podekscytowany. - No... - odparła tamta - ale dopiero jutro - dodała - dziśiaj nie specjalnie mam czas... - Nie szkodzi - rzekł szybko chłopak - to gdzie i o której godzinie by pani pasowało? Dziewczyna zasępiła się. - Tak koło 14... na EngelsStrasse w Berlinie - odparła. - Dziękuje do jutra - odparł szubko Saj i rozłączył się. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do niego i packnął się w czoło. - Co się stało!? - krzyknął Sekw. - Czeka nas podróż - jęknął Sajmon - musimy być jutro w Berlinie przed 14tą! - Bardzo śmieszne - odparł Sekwi - a tak na serio. Sajmon zdzielił go. - Serio! - krzyknął. Popadli w lekką handre co jakiś czas krzycząc na siebie gdy w tem przez łącznik wtoczył się Badzin trzymając za głowę i pojękując. - Nicht schreit... gulump! - jęknął na ich widok po czym dodał - gulump! Nicht sie siehen dann ich habe Kopfschmerzen nach gestern?! Gulump! - Badzin verlorer! - wyśmiał go Pływak wracający z Geografi z jakiej urwał się przed czasem. - Du trinkst zu viel! - dodał bezczelnie. - Seiht ruchrig du gewalen... gulump! - odszczeknął się Badzin - ferfluchte- syknął - ich habe keine ahnung was ist "gulump" in Deutsch! Pływak potarł mało kształtną łepetyne. - Może gulump? - Eben! - krzyknął Badź - Du hast grosse Gehirn! Gulump! - Danke - kiwnął mu Żyleta - Dann du hast suss Harn! Badzin zaśmiał się. - Harn... gulump! bedeute mocz, verlorer! - Ich weiss das - odparł mu Pływ. - Du... - Przestańcie wkońu niemczyć! - krzyknął Sajmon - łep mnie przez wasze durne gdakanie pęka! Niemcy umilkli. - Mamy takiego questa - jęknął Sekw - musimy sie jutro przed 14 znaleźć w Berlinie, pomożecie nam? - Tylko mówcie po ludzku - przestrzegł ich drugi Szymon. - Was... - zasępił się Badź - Ich... Das heisst, ja... gulump! ja niewiedziec czy ja ka... - zwrócił się do Pływa - was ist kann po gulump! polsku? - Móc - pomógł mu tamten. - Eben! - zawołal Badzin - Ja niewiedzieć czy ja móc. - A ty? - zapytali Pływa. - Ja móc - odparł tamten - ja nie jestem ciota jak Badź! - Du bist furchterlich! Gulump! - oburczył go gulumpujący. - Deine Mutter! - Deine Mutter hast... gulump! Schwanz! - Dann deine hort Betonplatte! - Spokój! - krzyknął Sekwi - Czyli jedziecie z nami czy nie?! Zgodzili się że pojadą "zusammen" ale wciąż poszukiwali środka transportu, gdy wtem napatoczył się...
xxx
Spotkali Chocolate'a idąc ku wyjściu ze szkoły. Wymachiwał kluczem od fury wesoło pogwizdując i uśmiechnął się widząc jak idą w jego kierunku. - Hej, tej! Gdzie idziecie, tej? - zawołał. Szymonom zaświeciły się oczki czego jednak Chocolate niedostrzegł. - Szukamy jeszcze jednego mężnego męża na mężnego questa! - zaczarował Saj czarowniej niż sam Lord Voldemort. - Hahaha, tej! - zaśmiał się brązowy - Nie szukajcie dalej, tej! Jade z wami, tej! Razem zatańczyli poloneza jaki opanował ich kulasy od czasów szalonej studniówkowej pochlejawy i byli się wybyli na dwór. Tam spotkali Złotego jakiego grono liczące ze 30ci dziewczyn biło po nerkach co też nie przeszkadzało mu w bezwstydnym odlewaniu się na jakiś samochód. - Ej Złoty, tej! - krzyknął zdenerwowany i podbiegł ku chłopakowi a zgraja dziołch uciekła momentalnie przed jego ciacho-aurą. - Spasiba starij - chłopak splunął krwią - ty spasti maja żyzij! Chocolate odepchnął go tylko i zaczął głaskać fure. - Nie, tej! Moje dziecko, tej! Nie, tej! Wiara znająca jego stosunek do swojego maluszka, nie skomentowała. Chocolate próbował odpalić go ale mocz Złotego przeżarł silnik na wylot. - Złoty, tej! Patrz gdzie lejesz, tej! - uniósł się brązowy. - Prostite - jęknął tamten tylko - ja nie smostrieti kakoj ja lejeti... - No i co teraz - jęknął Sekw - nie mamy czym pojechać! - Nicht so schnell! - krzyknął Żyleta - ist jeszcze kaczor księcia! Wdarcie się do żółtego mercka księcia wcale nie było trudno bo zawsze był on otwarty. Chocolate zajął miejsce za kierownicą a pilotem był mu Badź dobrze znający droge do Berlina jak i sam Berlin. Na pokład wleźli jeszcze: Saj, Sekw, Pływak, Złoty i Angelika jaka nie chciała za żadne skarby (nawet za ząb Złotego!) póścić Chocolate'a samego.
xxx
Co będzie dalej? Czy dotrą do Berlina na spotkanie z dziewicą? Czy może Złoty zrobił im tylko głupi żart. Może nawet jeszcze dziś zacznę kolejny epek! Sayonara!
xxx Koniec
xxx EP.5 "Berlin"
Chocolate zwykle prowadził mniejsze maszyny ale kierowanie kaczorem nie okazało się wcale aż takie trudne. Brneli po krzywych ulicach pełnych dziur i wybrzuszeń a księciowy samochód rzucał się po niej jak kinder-niespodzianka w sokowirówce. Szymony wraz z Pływakiem siekali w karciochy o zapałki. Angelika co rusz komuś podpowiadała i wybuchała niekontrolowanym rechotem. Złoty natomiast skupił sie wyłącznie na pisaniu. Jego pióro rozgrzało sie do czerwoności i parzyło go w dłoń, czego zdawał się nie zauważać. - Złoty, verlorer! - zawołał nagle do niego Żyleta - Ich bin głodny! Schreibt jakieś Essen! Złoty pokazał mu język. - Ssij! - odparł. - Ej... złociusi! - zaśmiała się Andzia - ja też jestem głodna, napisz że coś się pojawia! Złoty zaśmiał się głucho. - Senias objazatilio nie napisu - odparł. - Co?! - dziewczyna wytrzeszczyła oczy jak zwykle gdy czegoś nie kąsała. - Er sagt dass er sicher nicht Gulum! schreibt das - rzekł Badź wychylając się z przedniego siedzenia. - Co?!!! - zawołała Andźelika. - On powiedział że teraz napewno tego nie napisze - rzekł wreszcie Sajmon. - Ale dlaczego? Nie lubisz mnie? - jęknęła Angelika do Złotego. Chłopak z poirytowaniem odparł. - Da, ja tiebia nie lublu! - Er sagt dass er nicht Gulum! lieb hast dich - przetłumaczył natychmiast Badzin. - Tak, on ciebie nie lubi - skończył wreszcie Saj rzucając kolejne zapałki na kupkę. - Dlaczego mnie nie lubisz? Co ja ci zrobiłam?! - zawołała dziewczyna. Chłopak wpił w nią nienawistne spojrzenie. - Potomi szto ty mnie nerwitowati! - syknął. - Er sagt dass du aufregt er. Gulum!- rzekl Badź automatycznie. - Bo go denerwujesz - sapnął Sajmon. - Jak cię denerwuje... Ta rozmowa trwała przez kolejne dwie godziny. Złoty nie stworzył dla nich jedzenia ale wszyscy czuli jakby przez całą droge żuli. W grze w karty Pływak szachrował i został zlinczowany przymusem wylizania podłogi. Sekwi usnął, a Andźelika ukręciła mu warkoczyki z włosów na nogach. Gdy przekraczali granice Badź uciął sobie pogaduche z celnikami natemat techno, a Sajmon kupił wuchte bezcłowych drożdżówke. Niestety okazało się że mają drobny mankament gdyż na piekarnik było cło i szneki były surowe. Nie zraziło to Saja i ze smakeim był je zszamał. Krótko po przekroczeniu granicy Chocolate jęknął nagle i paćknął się w czoło. - Was ist denn los? Gulum!? - zapytał Badź. - Po polskiemu mi gadaj, tej! - obmurszył się kierowca. - On się pyta co się stało - rzekł Sajmon po raz 36ty grający z Andźeliką w koci-koci łapki. - Benka się skończyła, tej! - jęknął brązowy - Złoty, ciulu, tej! Zrób coś, tej! - Pociemu? - brzydał spojżał na niego z wyższością - Eto twoja problema. - Uż ty, tej! - warknął tamten - To twoja wina że zaraz nas czeka spacerek, tej! Zrób coś, tej! - Gulum! - przytaknął mu Badź. - No właśnie - jęknęła Andzia - czy nie możemy tam pojechać jakims luksusową limuzyną - rozmażyła się. - Możesz to zrobić? - sapnął na koniec Saj. - Nie, ja nie mogu - rzekł luźno PLN. - Warum?! - zdziwłił się Pływ bo dotychczas nie znał rzeczy na jaką Złoty by się nie zdobył. Złoty zrobił kwaśną mine ale wiara nalegała by odpowiedział. - Nie tożko ja eto pisatije - sapnął od niehcenia brzydal, a widząc ich pytające spojrzenia dokończył - któ-to ecze. - Kto?! - zawołała Andzia (gdy Sajmon przetłumaczył jego słowa) chwytając się z zafascynowniem za twarz. Złoty wzruszył wulgarnie ramionami. - Nie znati - jęknął tylko i wrócił do pisania. Wiara nie wiedziała że pisząc ratuje im życie. Kaczor przejechał jeszcze kilka kilosów i padł. Męska część ludku, prócz Złotego nie odrywającego się od swojich kartek, zapchała go na pobocze i ulokowała się wewnątrz trzęsąc z zimna. - Złoty, verlorer - syknął Pływak - du bist unsere Fuhrer. Was du vorschlagt? - Niciewo - odparł tamten leniwie działając wszystkim na nerwy - szto-to sie sluszitisja. I faktycznie. Nim by ktokolwiek zdążył powiedzieć "włochatenogizmutowanegohydrobelfrazmoskwy" usłyszeli z zewnątrz wesoły rechot i krzyki. To Damian jadący na zlot fanów VWgenów zauważył że ichnia maszyna stoi na poboczu. - Witam! - zawołał z trudem wciskając swój łep przez jedno z okien. - Tej! - krzyknął brązowy - Pierwszy raz się ciesze że cię widzę, tej! - Blash! - zaśmiał się Różowiusi - maszyna wam nie pali? - Ja! Gulump! - zawołał Badzin - Wir habe nicht mehr Benzin! Różowiusi jednak mimo swego apetytu nie skąsał bryłki. - Skończyła nam się benzyna - wytłumaczył Sekw. - Jedziesz może przez Berlin? Damian zafalował jak pudding i kiwnął był głową. - Wskakujcie - zawołał upychając ich w swym samochodzie - wszyscy się zmieścimy.
xxx
W furze Damiana z trudem mieściło się 5 osób, a ulokowanie w niej 8miu było naprawde cudem nad cuda. Za kółkiem siadł Damian, obok niego Andzia na kolanach u Chocolate'a, a na tylniej kanapie Badź, Pływak i szymony. Złoty musiał się zadowolić miejscem na dachu do którego go przywiązano. - Czy to nie jest aby brutalne? - zauważyła Angelika. - Ruhige! - zawołał Pływak - Złoty da sobie rade. Er ist unsterblich! Damian klnąc jak szewc ruszył z piskiem opon. Prędkość i tłok panujący w samochodzie sprawił że wytworzyła się atmosfera jak przed maturą i wszyscy zaczeli się pocić jak świniaki. Pruli dobre 20km/h i prędkość powciskała ich w fotele. Był już wieczór i zrobiło się ciemno. Do Berlina została im jakaś godzina drogi po autostradzie płaskiej jak głowa ich nauczyciela od PO. Sami nie wiedzieli jak im się udało dostać do stolicy. Gdy wreszcie opuścili pojazd padli na ziemie i zaczęli ją usilnie całować składając dzięki Bogu że dotarli na miejsce żywi. - Dzięki, tej! - rzekł grzecznie Chocolate do Damiana widząc że pozostali nie są zdolni by cokolwiek z siebie wydobyć. - Spoko - odparł niedbale Różowiusi - Do zobaczenia w boooooodzie! Whihuhiuhu! - zawołał i ruszył z piskiem opon by po krótkiej chwili zniknąć im z oczu. - Verlorer - skomentował tylko Badź i zwymiotował. - Ej! - zawołał nagle Sajmon mimo wszystko wciąż trzeźwo myślący - gdzie jest Złoty?! - Ich habe er nicht geseht! Gulump! - odparł Badzin. - Faktycznie - dodał Sekwi - nie było go na dachu gdy się tu zatrzymaliśmy! Wtem (bowiem po tym słowie dzieje się baaaaardzo wiele dziwnych rzeczy) ich uszu doszły okropne dźwięki a do ich nosów dotarł typowy Złotemu smrodek. Obejżeli się i spostrzegli jak idzie poboczem nie odrywając się od swojej kartki i pióra. - A ty co, tej? Złoty, tej? - zawołał rozbawiony brązowy. Chłopak zmieżył go wulgarnie. - Spierdoliłem sie - odparł nie spoglądając nań wogóle. - Nie klnij! - krzyknęła zgorszona Angelika Złoty zlachał ją, wyminął i ruszył ulicom w kierunku parkowej ławeczki na której usiadł po swojemu i nie zwracając uwagi na manifestacje faszystowską walczącą z manifestacją antyfaszystowską wrócił do pisania. Sajmon i cała reszta usiadła obok niego z fascynacją patrząc na brutalne starcie. Badzin chciał żucić się na faszystów lecze powstrzymał go Puyw. - Nein! - krzyknął - Das ist nicht unsere geschaft! Gulumpujący prychnął z niezadowolenia, ale nie wskoczył w tumult. - Co teraz, tej? - zapytał nagle Chocolate - Gdzie my się umyjemy, tej? Gdzie my będziemy spać, tej? Złoty z rozbawieniem spojżał na niego. - My nie bytiemy sie mystisja ni spatisja - odparł. - Co?! - zawołała Angelika gdy Sajmon przetłumaczył jej jego słowa - ja musze się popluskać! Ja się musze kimnąć! - Ja też... - jęknął Sekwi cierpientniczo. - No i ja - dodał Chocolate. - Mi też by się przydało - Saj kiwnął głową rozumiejąc ich. - Und wir! - krzykneli niemcy zusammen. Złoty splunął, odchrząknął i znów splunął, a wreszcie z poitytowaniem syknął: - Choroszo! Choroszo! Eszcze minuta! Chwycił pióro i postawił na kartce długi szlaczek pokrętnych znaków. Wreszcie obrócił się na pięcie i machając na nich wlazł do pierwszej lepszej kamienicy, wspiął się po schodach na 4te piętro, a tam otworzył ostatnie drzwi i wszedł do mieszkania. Troche niechętnie wszedli za nim zamykając za sobą drzwi. Nie długo im zajęło domyślenie się że mieszkanko jest dziełem Złotego. Miało idealnie sześć pokoi, kuchnie, salonik i przestronną łazienke.W lodówce była wuchta bromków i różnego sortu szamki, w łazience prysznic, wanna, dwie umywalki i klozet, a przedewszystkim ciepła woda. Łóżka były wygodne i ciepłe, a szafy wypchane markowymi ciuchami.W saloniku stał ponadto telewizor. - Super, tej! - zawołał Chocolate - Nieźle Złoty, tej! Złoty prychnął leniwie. - Dajtie mnie spokoistje - odparł niegrzecznie i napowrót zanurzył się w swe zapiski, lecz po chwili podniósł głowę - Iditie spatisja 23 tomu nazad! - syknął. Pływak zaśmiał się. - Warum Złoty? - zapytał. Chłopak jednak nie raczył mu odpowiedzieć. Ponadto gdy rano się obudzili go już z nimi nie było, nie zostawił im kartki gdzie też się udał. Nie przejeli się tym i wyruszyli na spotkanie. - Wo wir mussen sein? Gulump! - zapytał Badź gdy staneli przed kamienicą. Sajmon zrobił kwaśną mine. - Er hast keine Ahnung! - zlachał go Żyleta. - Zadzwoń może, tej - poradził Chocolate. Sajmon zadzwonił z telefonu jaki dostał od Złotego. Wielkie było jego zdziwienie gdy odebrał go właśnie on. Powiedział mu że spotkał już "dziewice" i że idzie już w ich kierunku, radząc jednocześnie by się z tamtąd nie oddalali. Nie było to jednak łatwe bo na ulicy rozpętała się kolejna wojna pomiędzy antyfaszystami i faszystami. Schowali się w bramie gdyż tamci dobyli karabinów maszynowych, czołgów i artylerii. Z nieba pikowały samoloty, a pociski rozrywały budynki i asfalt z ogromnym hukiem. - Ist nicht gulump! gut! - zauważył delikatnie Badź. - Serio, tej? - parsknął brązowy - Będzie źle jak nas trzepną, tej! I jak na rzyczenie odłamek trafił go w twarz. Krew trysnęła strumieniem. Angelika krzyknęła ale grupka masochistów porwała ją i zniknęła za rogiem. Chocolate ruszył w pościg. - Sekwi! Uciekajmy! - krzyknął zrozpaczony Sajmon siłując się z bandą uzbrojonych w norzyczki młodzian. - Mieliśmy zaczekać na Złotego - odparł tamten obkładając gazetą po głowie jakąś mocherbist - sami nie znajdziemy tej "dziewicy"! W tym momencie Badzin wyciągnął z kieszeni parę desert eaglów i skoczył na napastników z krzykiem: - Sterbt skórwysyny! Gulump! Zniknął w tłumie i tylko gulganie świadczyło o tym że wciąż żyje, jednak strzały z RKMów i CKMów wkrótce zagłuszyły i to. Pływak wodział strój karate i pobiegł mu pomóc. Sekwi i Sajmon z przerażenie czuli że słabną i niedługo opadną z sił. Masochiści jacy wykorzystali okazje by zaatakować rośli w siłę i uzbrojeni w knypy próbiowali ich poszatkować. Wtem zza rogu wyczłapał się Złoty prowadząc przed sobą kobiete w kwiecie wieku wearniętą w garniak i pare butów na obcasach. - Złoty uważaj! - krzyknął Sekw. Było jednak za późno bo Erika S. stała się celem zarówno antyfaszystów jak i faszystów mordujących się na ulicy. Nie minęło kilka sekund jak dosłownie rozerwali ją na strzępy po czym uściskali sie i rozeszli do domów. Na pokruszonym asfalcie zostałty tylko strasznie rozczłonkowane zwłoki, krew i niewypały. Złoty stał jak wryty a złość kumulowała się w nim i wreszcie wylała się na masochistów jakich wymordował do nogi. Potem odsapnął dobył ćmika i zajarał go głośno wzdychając. - Niech mnie huj... - jęknął tylko.
xxx
- Kuda ostatok? - zagadnął brzydal uspakajając się wreszcie. Szymony opowiedziały mu co się wydarzyło gdy nań czekali. - Niechoroszo - skomentował - massakra! - dodał biorąc się za pisanie. Kiedy tylko skończył pisać Puyw, Badź, Choc i Andzia razem przyszli z trudem omijając trupy. - Co teraz? - jęknął Sajmon. - Nie mamy dziewicy! - Mamy jeszcze sposób Pływaka - odparł Sekwi niechętnie. Wreszcie zgodzili się by powrócić do szkoły i spróbować jak im wcześniej poradził Puyw. - Złoty! Gehen wir zu schule? - zapytał Pływ drapiąc się po łbie z takim zapałem jakby chciał sobie dziure wydrapać. - Szto? Pociemu? - odparł tamten pytaniem. - Zostały nam tylko 4ry dni by zdobyc dziewice! - jeknął Sekwi. - Musimy wrócić do szkoły. Złoty zrobił cierpką mine i splunął. - Choroszo, choroszo, pajemaju... - rzekł i znów zaczął gryzmolić. Wtem (...) zanim zdążylibyście powiedzieć "warumsinddukrankheutemeinehund" przed nimi stał kaczor. Wskoczyli do niego i ruszyli w droge powrotną. Po masie dziwnych perypetii związanych z korkami na drogach i strajkami przeciwko srajkom koło godziny 14 byli na miejscu. - Kurde, tej! - krzyknął Chocolate wychodząc z maszyny. - Nigdy więcej nie jade do Berlina, tej! - Gulump, gulump! - przytaknął mu Badź mało werbalnie. Wiara udała się na lekcje chemi. Szymony smętnie podązyły za Złotym i wraz z nim spoczęły na niewygodnych (co wiem z autopsji) łącznikowych ławeczkach. Nie minęło więcej jak kilka minut gdy do łącznika wpadł zdyszany Lidziu i siadł obok nich nie mogąc złapać tchu. - Prospatisja? - zapytał Złoty z wulgarnym usmiechem. - Yes... I... do... - odparł Lidzia należący do tych co kąsali co mówi Złoty. - I worked all yesterdey night... - Człowieku - Saj pokręcił głową - ty się kiedyś tak zabijesz! - Easy! - zaśmiał się dryngolasty Lidź - I'm immortal like Goldy! - Właśnie! - krzyknął nagle Sekwi - wiesz jak znaleźć dziewice? Lidzia zaśmiał się i spojżał na nich z konsternacją. Złoty znów pisał. - Well... - wysoki chłopak zawiesił głos - May... - Jak to "may"?! - syknął mądrzejszy z szymonów - Wiesz czy nie?! - I know how to make a virgin! - odparł tamten. - Zdielati? - Złoty uniósł nieumyty łep - Kak?! Lidzia był dobry z chemii i nietrudno było się domyślić że kaman mu o jakąś skomplikowana reakcje alchemiczną. Udali się wsie do podziemnej sali pod budynkiem B gdzie przechowywano wiele chemicznych odczynników. Co ciekawe zastali tam Szalonego jaki beztrosko sobie chrypał w szafce z odczynnikami. - Szary! - krzyknął Lidzia wyciągając go z tamtąd - Wake up you bitch! - Ueueu?! - ten niezbyt był wyspany i mraszcząc na nich wypełzł leniwie. - Co teraz mamy za leje?! - zawołał. Saj pomyslał chwile i odparł: - Matme. - Gdzie? - kontynuował Szary. - Szary... - Sekwi zawiesił głos - ty nie wiesz gdzie jest sala od matmy? - A po co niby?! - zaśmiał
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Makropheagein
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…