Wróć do katalogu

ZGNILCY

w wojsku mi sie nudziło to trochę pisłem oto jeden z dwóch efektów. krótka historia o ucieczce przed nieuniknionym

vanGordon, opublikowano , 17 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ZGNILCY

„Non Omnis Moriar”

Ocknął się w wysokiej trawie. Grudki wilgotnej ziemi, na której leżał przykleiły mu się do prawego policzka. Był blady i wycieńczony, jego twarz porastała gęsta czarna szczecina krótkiego zarostu. Dotkną twarzy drżącą dłonią i przeciągnął nią po kilkudniowym zaroście. Starł z ust martwy złuszczony naskórek. Swój mętny, zamglony wzrok utkwił na moment na swych dłoniach, one także były blade, nie licząc paznokci. Palce pod paznokciami były sine to one przyciągnęły jego uwagę. (Wilgotna ziemia, zimno) Podniósł się na giętkich nogach. Gęsta mgła spowijała całą okolicę. Poprawił wysoki kołnierz okalający dokładnie szyję aż po żuchwę, wyciągnął z niego kaptur i założył go na swe potargane, czarne jak smoła włosy. Otrzepał z ziemi skórzaną kurtę i drelichowe spodnie. Buty na twardej podeszwie były wygodne, ale zdawały mu się cięższe niż zazwyczaj (Zapewne są przemoczone). Nie czuł tego, tak samo jak nie czuł zimna. W sumie czuł tylko osłabienie i gorąco, chyba gorąco, tak mu się wydawało (chyba). Przetarł oczy i ruszył przed siebie chwiejnym krokiem. Ile czasu podróżował, ile walk stoczył, ile stworzeń wysłał na tamten świat? Dawno stracił rachubę. Do tej pory to on ścigał teraz sam jest ścigany. Już raz spotkał łowcę, który na niego poluje, (kiedy to było?? Kilka minut? Kilka dni? Lat? Wieków temu?) o mało nie przypłacił tego głową. Stracił cały swój dobytek prócz ubrań, które miał na sobie. Gdyby nie to, że przez te lata nauczył się wykorzystywać spryt i oceniać swe szanse jego kości bielałyby teraz w słońcu pustyni gdzie przyszedł po niego najlepszy ze stąpających po ziemi łowców – Niezawodny morderca. Dobrze wiedział, że teraz też nie zawiedzie i dorwie go, ale póki mógł chciał żyć. Może uda mu się oddalić tę chwile na tyle by móc jeszcze spokojnie odpocząć przed śmiercią. O zachodzie słońca dotarł na wzgórze gdzie zapewne dawno temu stał kościół. Pozostały po nim tylko resztki murów i olbrzymi czarny krzyż rzucający swym okopconym kształtem złowrogi cień wskazując drogę do gigantycznej nekropolii rozciągającej się aż po horyzont tuż za lekko falującym morzem wysokiej trawy skąpanej w pomarańczowej barwie zachodzącego słońca. Lekko wiejący wiatr wzbudzał na niej delikatne fale połyskujące refleksami zmierzchu. Zrobiło mu się niedobrze. Zachwiał się i upadł na kolano, zwymiotował. Jego ciałem wstrząsnęło kilka spazmów (nie czuł bólu) wyciskając z niego brudną krew, która wypływała ustami. Otarł wargi i podniósł się. Nadal był blady, ale poczuł się lepiej. Dotknął kołnierza, był lekko wilgotny od krwi. Głęboko wciągnął powietrze i ruszył nieco pewniej w kierunku cmentarza. Zanim zgasły ostatnie promienie słońca zauważył kilka postaci poruszających się pomiędzy mogiłami. Niebo nabiegło chmurami. Zrobiło się naprawdę ciemno. Przeskoczył przez niewielki kamienny murek i ruszył niezwłocznie naprzód. Księżyc coraz wyglądał zza chmur oświetlając trupim światłem pomniki, płyty i krzyże. Powietrze było wilgotne i miało nieprzyjemna bagienną woń, a ziemia miejscami była bardzo grząska. Nagle wyczuł w powietrzu coś jeszcze, szczyptę czegoś, czego się tak obawiał. Zapach ten kuł go nieprzyjemnie a w jego głowie wykuwała się okropna myśl (Śmierć), znał ten zapach doskonale (śmierć), nieraz się ni m napawał (zostawiał go za sobą, na polach walki, obcował z nim) (śmierć), bał się. Księżyc wyjrzał zza chmur, dopiero teraz przyjrzał mu się dokładniej. Był nieprzyjemny, jakby brudny (ktoś na nim roztarł krew, brudną krew), przeszedł go dreszcz (nie czuł czy był on zimny). Kiedy mijał spora płytę coś go uderzyło w skroń. Zachwiał się. Kolejny cios był mocniejszy, zatoczył się do tyłu i padł na wilgotną trawę. W głowie lekko mu szumiało. (Nic nie bolało) Stała nad nim postać o sporych gabarytach a wokół unosił się ten nieprzyjemny odór (śmierć). Stercząca nad nim postać ruszyła w jego kierunku, dosyć niezgrabnie, jednak ze sporą szybkością. W ostatniej chwili przeturlał się na lewo unikając przygniecenia cielskiem swego napastnika, które runęło na ziemię z głośnym plaśnięciem. Fala odoru (śmierć) znowu uderzyła go w nozdrza. Podniósł się szybko i napiął mięśnie, był gotów do ataku, lub jego odparcia. Otaczał go mrok nocy, adrenalina w nim buzowała. Niezależnie od kroczącego za nim łowcy po raz pierwszy od dawna przestał myśleć o ucieczce, chciał walczyć, łaknął krwi. Znowu poczuł się wojownikiem. Księżyc, któremu wreszcie udało się ponownie z pomiędzy chmur wystawić swe zakrwawione oblicze rozrzedził ciemności. W miejscu gdzie powinno leżeć cielsko jego napastnika, połyskiwała tylko wilgotna ukopana w kopczyk ziemia. Iskierki, które się na niej świeciły zgasły, gdy chmury znowu przykryły swą kołdrą księżyc. Nieprzyjemny zapach (śmierci) też powoli rozpływał się w coraz chłodniejszym powietrzu nocy. Był pewien, że tej nocy nie powinien spać. Miał pewne wątpliwości, co do natury swego napastnika, ale obawiał się, że wie, kim był. Tacy jak on nigdy nie przebywają samotnie. Księżyc wreszcie na dobre wydostał się zza chmur, był otoczony setkami gwiazd. Było nieco jaśniej, ale wcale nie czuł się lepiej. Umazane, krwawe oblicze księżyca, które łypało na niego z góry wcale nie dodawało mu otuchy. Postanowił rozejrzeć się za czymś, co posłużyłoby mu do obrony. Powoli i dokładnie przeszukiwał cmentarz błądząc pomiędzy krzyżami i nagrobkami, popękanymi i porośniętymi mchem oraz grzybem pomnikami. Poruszał się powoli i delikatnie, nie chciał na siebie ściągnąć uwagi, nie budzić zła. Nie był pewien czy ono tu śpi, ale lepiej dmuchać na zimne. Za jego plecami wisiał obrzydliwy pomarańczowy księżyc. Kilka leżących spróchniałych drewnianych krzyży, odłupane fragmenty kamiennych tablic, krzyży i posągów. Nic z tego nie nadawało się do upolowania chociażby zająca a co dopiero do walki z kimś tak wielkim jak ten, kto go zaatakował kilka godzin temu. W pewnym momencie dostrzegł niewielką drewnianą budkę. Podbiegł do niej nie zważając na niebezpieczeństwo, które być może czekało na niego gdzieś w pobliżu (zapewne pod ziemią, jeżeli jego domysły były prawdziwe). Pociągnął za wilgotny skobel, spróchniałe drzwi otworzyły się z nieprzyjemnym skrzypieniem. Szopa była niewielka i całkowicie zagracona różnymi raczej niezdatnymi do użytku narzędziami. Nagle usłyszał za sobą odgłos odsypywanej ziemi. Chłodne nocne powietrze wypełniło się natychmiast zapachem (śmierci), który wpełzł w jego nozdrza i płuca. Błyskawicznie sięgną ręka do szopy chwytając pierwszy lepszy kij, który okazał się łopatą. Zauważył to, gdy przyciągnął go do siebie a następnie wyprowadził nim cios z półobrotu, prosto w łeb tyczkowatej postaci, która stała za nim. Równocześnie ze szczękiem żelaza i trzaskiem wilgotnego łamiącego się drewna na jego twarz spadło kilka kropel śmierdzącej mazi. Stalowa część łopaty, która odłamała się przy uderzeniu wbiła się w ziemie kilka metrów dalej. Stał jak wryty trzymając w dłoni kawałek wilgotnego gnijącego drzewca. Przed nim zaś stała tyczkowata ludzka postać, wyższa od niego o dwie głowy, ubrana w poszarpane łachy. Zwracała w jego stronę swoją twarz (czaszkę oblepioną skrawkami gnijącego mięsa), lśniącą zgnilizną w świetle księżyca. Smród (śmierci) rozkładającego się ciała był nieznośny. Zęby (a raczej to, co z nich zostało) oraz fragmenty czaszki wyrastające spod zdartych lub odpadniętych płatów skóry bielały pod zgniłą maską, która kiedyś była twarzą. - Zgnilec – krzyknął (powiedział? Pomyślał?) i zaraz potem poczuł wbijające się w jego policzek kości palców oraz delikatne zgniłe i śmierdzące (śmiercią) mięso rozsmarowujące się w miejscu uderzenia. Upadł w błoto (policzek wcale nie bolał) i dostał kopniaka w brzuch, który posłał go w kierunku wbitej w ziemię stalowej części łopaty (to też nie bolało). Chodzący trup już nad nim stał, gdy chwycił łopatę i wstając rozpruł nią brzuch nadchodzącego potwora. Z jego trzewi wypłynęła smrodliwa maź, której odór był nie do wytrzymania. Zgnilec rozdziawił gębę, z której nie wydobyło się nic prócz śmierdzącej pary unoszącej się także z rozkładających się wnętrzności potwora. Ożywieniec zaczął już wyciągać swe łapy w kierunku bladego jak śnieg uciekiniera, gdy rozległ się głuchy szczęk stali i odgłos…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych