Wróć do katalogu

Zima

Pierwsze opowiadanie z cyklu o Nienawistniku - człowieku,który umie manipulować neagytwnymi emocjami.

Jgbart, opublikowano , 16 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Weronika zatupała lekko by się rozgrzać. Śnieg pod butami zaskrzypiał cicho. Było około godziny dwudziestej trzeciej. Ciężko było liczyć na klientele o tej porze i do tego w tak odludnym miejscu, ale tak jej kazano. Łysek znowu skatowałby ją gdyby nic nie zarobiła. Nie chciała tego, nie takiego losu. Jej uwagę przykuły kroki. Ktoś się zbliżał. Może jakiś potencjalny klient. Mężczyzna, który się pojawił był młody. Wyglądał na dwadzieścia osiem lat. Kroczył zaśnieżonym chodnikiem spokojnie. Padający śnieg przyprószył mu bielą jego włosy koloru orzecha. Postanowiła spróbować. - Hej przystojniaku, nie chciałbyś się trochę rozgrzać w ten mroźny wieczór? Wyminął ją nie zaszczycając nawet spojrzeniem. Nie chciała dać za wygraną. Nie chciała kolejnych siniaków. - Poczekaj, a może... – próbując go dotknąć ręką poślizgnęła się i straciła równowagę. Upadła na śnieg zmieszany z błotem. Ku jej zdziwieniu , gdy chciała wstać zauważyła, że ktoś wyciąga do niej rękę. To był ten facet. - Nic Ci nie jest? – zapytał gdy wstała. - N..nie wszystko w porządku, dziękuję. Ja przepraszam... – zmieszała się. Wyglądał na spokojnego, ale gdy na nią patrzył czuła się dziwnie. Miał w oczach coś dziwnego. Coś bardzo złego. - A Ty co się kurwo obijasz? Zainkasowałaś już kasę? Bo mi się spieszy! – Łysek wysiadł z pobliskiego samochodu w asyście swojego przypakowanego kumpla. - Nie, poczekaj chwilkę... Uderzył ją na odlew w twarz. - Nie mów do mnie co mam robić suko. Nigdy. Gdy próbował ja kopnąć, kiedy leżała dziwny nieznajomy odepchnął go lekko. - Spokojnie chłopczyku. Nie bij jej. Jest od ciebie słabsza, to raz. Po drugie nie ma powodu by się złościć. - Nie pouczaj mnie łachu! – W ręce Łyska pojawił się nóż sprężynowy, a jego przypakowany koleś sięgnął do samochodu po kij bejsbolowy. To co nastąpiło potem Weronika wspominała ze strachem, ale także z ponurą satysfakcją. Nieznajomy wytrącił lekkim ruchem Łyskowi nóż z dłoni,a następnie uderzył go lekko w twarz. Łysek odleciał kilka metrów do tyłu i zatopił się w brudnej, śniegowej zaspie. Próbował niezdarnie wstać plując zębami oraz krwią, ale raz po raz znowu upadał. Ten przypakowany próbował uderzyć nieznajomego bejsbolem, ale ten złapał kij, po czym pchnął dużego tak, że tamten z donośnym hukiem uderzył w samochód, i osunął się nieprzytomny na ziemię. Weronika patrzyła jak jej wybawiciel podchodzi do Łyska i podnosi go do góry lekko, jak kociaka. - Nigdy nie baw się kata człowieczku bo ktoś się zabawi tak z Tobą. Rzucił przerażonym Łyskiem o ścianę pobliskiego budynku. Ten osunął się na ziemię jak szmaciana lalka. Z uszu pociekł mu cienki strumyczek krwi. - Nic Ci nie zrobił? Weronika spojrzała na swojego nieoczekiwanego wybawiciela. Wyglądał tak jakby nic się nie stało. - Nie, ale... jak się o tym dowiedzą ich przełożeni to będziesz miał kłopoty. Ja też będę miała... - Tylko nie płacz. Chodź opowiesz mi o wszystkim w samochodzie. Nie wiedziała dlaczego z nim poszła. Facet przed chwilą zmasakrował dwóch ludzi i nie sprawiał wrażenia, aby nim to specjalnie wstrząsnęło. Jednak...nie czuła z jego strony żadnego zagrożenia. Samochód był zwyczajny, nie rzucający się w oczy. W środku było ciepło i przytulnie. Pachniało, nie wiedzieć czemu, lasem. - Słuchaj, dziękuję, że chcesz mi pomóc, ale lepiej się nie mieszaj. Nie sądzę.... - Nie, to TY posłuchaj. Nienawidzę gdy ktoś pastwi się nad słabszym. Aby Ci pomóc dołożyłem tym dwóm alfonsom. - Ale...powiedz mi dlaczego? Dlaczego pomagasz dziwce? Nieznajomej? Zamilkł na chwilę. - Nie wiem. Sam nie wiem...ale, skoro już zacząłem... to skończę. A teraz opowiedz, jak w to wpadłaś. Bez kłamstw proszę, mnie nie da się okłamać. „Nie próbowałabym nawet” pomyślała Weronika. - Powiedz mi chociaż jak się nazywasz, tak dla ułatwienia rozmowy. Chyba, że wolisz pozostać anonimowym mścicielem. - Maciek – nie przejął się lekką ironią w jej głosie. – Teraz opowiadaj. Przez chwilę milczała próbując zebrać słowa i myśli. - Możesz zacząć od podania swojego imienia, potem przejdziesz do tego jak się tu znalazłaś i dlaczego – podsunął. - Jestem Weronika, przyjechałam tu parę miesięcy temu z siostrą. Jej chłopak obiecał, że załatwi nam w mieście pracę. Gdy tu przyjechałyśmy od razu nas dopadli. Zrobili z nas dziwki – po policzkach zaczęły cieknąć jej łzy. Otarła je lekko starając się zachować względny spokój. – Rozdzielili nas. Ja zostałam podopieczną Łyska, tego małego, którego przed chwilą załatwiłeś. Stałam na ulicy, jak zwykła tirówka. Łysek często mnie bił, mocno. Jak nie zarobiłam dużo to wpadał w szał. Ja..ja miałam już dość! Na chwilę zapadło milczenie przerywane tylko cichym szlochem Weroniki. - A Twoja siostra? Co z nią? - Nie wiem, nigdy nie odpowiadali na moje pytania, nie miałam z nią kontaktu. Wiem tylko, że zawieźli ją do jakiegoś klubu za miastem – „Róży Wieczoru” - W takim razie, pora odwiedzić ten klub... - Ale...teraz? Już? - Czemu nie? W końcu taki klub otwarty jest głównie w nocy - No dobrze... Przy akompaniamencie cichego szumu silnika pokonywali miasto. Patrzyła na pozornie uśpione miasto. Zasnęła. Nienawistnik prowadził w milczeniu. W myślach prowadził sam ze sobą gorączkowy dialog. Po co? To co niedawno zrobił nie przynosiło mu żadnych korzyści. Nie prowadziło do niczego. Dobra, pomógł biednej, skatowanej dziewczynie, wykazał się dobrocią, i wrażliwością. Mistrz byłby zadowolony, ale po co to ciągnąć? Nie wiedział w sumie. Dziewczyna...jakoś, nie mógł jej tam zostawić. Czuł się głupio, co wprawiało go w zły nastrój. Docierali do granic miasta. Spojrzał na nią. Spała...było w niej coś co go przyciągało, ale nie wiedział co. Może fakt, że nie bała się go jak inni ludzie? Ech... Dojeżdżali. Spory neon „Róży Wieczoru” widać było już z daleka. Delikatnie obudził Weronikę. - Wstawaj. Dojeżdżamy...ostrożnie! Nie machaj tak rękoma jak się przeciągasz bo się rozbijemy. - Przepraszam. Po wyjściu z ciepłego samochodu, dotkliwie odczuła panujące na zewnątrz zimno. Skierowali się do wejścia do klubu. Policja tu nie zaglądała. Bywalcy tego przybytku zapłacili wystarczająco dużo, by organy ścigania nie interesowały się tym co dzieje się w „Róży Wieczoru”. Przy wejściu zatrzymał ich bramkarz – wysoki, łysy i przypakowany mężczyzna. - Gdzie? To nie klub młodzieżowy. Maciek spojrzał łysemu głęboko w oczy. - Chcemy wejść. Tylko na chwilę. JUŻ. Bramkarz wyglądał jakby cos go zamoczyło. Zamrugał oczami. - Ja...ee..tak, oczywiście proszę wejść. Miłego wieczoru. - Dzięki. W środku było ciepło i przyjemnie. Zapach kobiecych i męskich perfum mieszał się z subtelnym zapachem alkoholu oraz papierosów. Weronika nie wiedział, gdzie znajdą szefa klubu. Nigdy tu nie była. Skierowali się do głównej sali. Tam wśród gorącej aprobaty publiczności tańczyła na rurze młoda dziewczyna o dość ponętnych kształtach. Maciek podszedł do baru i zaczepił skąpo odzianą dziewczynę. - Sory, gdzie znajdę kogos kto zarządza tym przybytkiem? - Co Ci do tego koleś? Drinka? - Nie dzięki, zapytam jeszcze raz – gdzie znajdę szefa? – Oczy nagle zrobiły mu się czarne jak smoła. Wokół nich pojawiły się czarne żyłki. Dziewczyna cofnęła się przestraszona. - Na drugim końcu tej sali. Za kotarą, ale tam nie wolno.... - Dzięki. Koło kotary siedział kolejny bramkarz. Potraktowany został tak samo jak tamten przy wejściu. W środku była grupa ludzi – dokładniej dwóch mężczyzn i kilkoro, skąpo ubranych dziewcząt. - A co wy tu kurwa robicie? Wypad? – jeden z nich wstał. - Spokojnie, przyszliśmy jedynie zapytać o siostrę pewnej panienki. Podobno tu pracuje. - Won! – facet rzucił się na Maćka. Ten zbił jego pięść, a drugą ręką chwycił go za gardło i podniósł do góry. - Któreś z was zacznie krzyczeć to zrobi się tu naprawdę nieprzyjemnie. Ostrzegam dla waszego dobra – wycedził Maciek. Drugi z mężczyzn wstał. Był spokojny. - Cos ty za jeden? Kogo właściwie szukasz? - Ty kierujesz tym klubem? - Ja. Puść proszę mojego przyjaciela. Dziękuję, a…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych