Wróć do katalogu

ZIMA część 2 poprawiona

po różnych wnioskach od znajomych, czytelników poprawiona wersja zimy cz2. mam nadzieję że teraz jest OK

SWasilewski, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Już od dwóch dni, dwaj mężczyźni przedzierali się przez zaśnieżone okolice Postąpina. Trzeba jednak powiedzieć, że nie było aż tak źle, jak się spodziewali. Zima w tym roku nie była najmroźniejsza, oczywiście za wyjątkiem tych kilku wcześniejszych dni. Śnieg pod nogami przyjemnie skrzypiał. Ośnieżone iglaste drzewa przypominały beztroskie dzieciństwo. Darren poczuł się niczym wędrowny rybałt i swoim nieco zdarty głosem zaczął się drzeć, bo nijak nie nazwać to śpiewem: „Pada śnieg, pada śnieg, Od samego rana, Kalia chodź, Lotar chodź, Dróżka zasypana, Pada śnieg, pada śnieg, Od samego rana, Kalia chodź, Lotar chodź, „Włócznia”, już gotowa, Kalia nie mów nic, Nie mów, że boli cię głowa…” - Zamknij ryj, debilu – warknął Jakert. - Na razie, podkreślam, na razie jest miło, ale to nie oznacza, że bezpiecznie. Po kij, tutaj jesteś? Co? - Oj tam, oj tam. Pośpiewać nie można? Już dawno nie byłem tak daleko od murów miasta. Spokojnie jest. Zobacz, jak tu ładnie. Rzeczywiście. Śnieg pokładał się wszędzie, niejeden malarz, a może nawet i poeta zachwyciłby się urokiem zimowej przyrody. Wprawdzie strugi zimnego powietrza chłostały twarze, ale tego można było się spodziewać. Uśpione zielone płuca Postąpina pokazywały niemalże baśniowy krajobraz. Niepokoiła tylko ta cisza. Jakert spojrzał na wiszące sople na sosnach, które przypominały mu brylanty w naszyjnikach niejednej kobiety. Zamyślił się. - Zaraz, kiedy miałem kobietę? - zaśmiał się w duchu Jakert, po czym znów zaczął napawać się przyrodą. Białe drzewa, niemalże w ślubnych sukienkach, zachęcały do dalszej wędrówki.- Niebawem dojdziemy do miejsca, gdzie zabiłem wietrzycę – pomyślał, po czym nieco oprzytomniał: - Dość tego. Darren, zmieniamy się, Ty ciągniesz teraz moje akii, a ja twoje. Dobra? - Dlaczego? Moje są mniejsze. - Przypomnę ci. To ja jestem szefem. Kto ci płaci? Darren się nie odezwał, wziął się za sanki w kształcie łódki. Z szerokim dnem, z nisko położonym środkiem ciężkości, dzięki czemu łatwiej jest przenosić cięższe rzeczy na dłuższym dystansie. Cholera wie, ile czasu trzeba będzie poświęcić, by rozwiązać zagadkę zniknięcia dziewczynki. Miało być przecież dwa, trzy dni. Po kilku godzinach Darren w końcu nie wytrzymał: - Ty, Jakert, a co wiesz o tej wietrzycy? - Wiem pewnie tyle co ty. To demon, ona wywołuje groźne wichury. Ze złości porywa różne przedmioty, kaleczy ludzi i odbiera im mowę. Jak byś zobaczył trąbę powietrzną, to uciekaj jak najdalej, jak to mówią: „Gdzie pieprz rośnie” - A co to jest, ten pieprz? I gdzie on rośnie? – zaciekawił się Darren - Nieważne, tam pewnie nigdy nie dotrzesz – zaśmiał się myśliwy. - Ale śmieszne, hehe – naburmuszył się lagatus. - Jakert, a gdzie, wtedy zabiłeś tą wietrzycę? - Już niedaleko, parę kilometrów. Nagle, ni stąd, ni zowąd, wiatr przybrał na sile, śnieg zaczął wirować niczym opętany tancerz. Wiatr zaczął smagać wędrowcom po twarzach, zaś płatki śniegu bezczelnie zaczęły wpadać do oczu. Gałęzie drzew kłaniając się nisko zaczęły utrudniać wędrówkę. Zrobiło się naprawdę zimno, dalsza podróż oznaczała kłopoty. Bezsensu, przedzierać się przez las, przy takiej pogodzie i o tej porze. Trzeba być naprawdę szalonym. - Dalej nie pójdziemy, rozbijamy obóz. Ja będę na pierwszej warcie - zakomunikował Jakert.

Noc była spokojna. Wędrowcy spodziewali się większych trudności. Jakert chciał obudzić Darrena, przecież czas na zmianę warty. Spostrzegł, że ktoś się do nich zbliża. Nie był to mężczyzna, nie była to kobieta, to było… dziecko. Trochę dziwne, blade, chude, rozpuszczone siwe długie włosy spadały z tyłu na plecy. Jej przydługie ubranie, nieco podarte wisiało na niej niczym przydługi sztandar. - „Ale brudasek” – pomyślał. - Jak masz na imię? – zapytał. - Nie wiem, nie pamiętam. Biała Pani mi nie powiedziała. - Jaka Biała Pani? Ona tu z tobą mieszka? - Nie. Już odeszła, jestem sama – załkało dziecko. - Uspokój się. Już wszystko będzie dobrze. Skąd się tu znalazłaś? - Nie pamiętam wszystkiego. Ona była tutaj, ze mną, ale zniknęła, obiecała mi wiele rzeczy. - To znaczy? - Że będę mogła rządzić, że ludzie będą się mnie bali, a wieczność to tylko przed mną. Będę długo żyła. To prawda? - O czym ty dziecko mówisz? - Gdy po raz pierwszy zaczęłam krwawić, bardzo się przeraziłam i wtedy chyba pobiegłam do lasu, a tam spotkałam Białą Panią. Ona była dla mnie dobra, wytłumaczyła mi, że nie mam się czego bać. Będę silna, będę mogła przywołać huragany, wiatry, a tym, którzy o mnie mówili źle, będę mogła zawiązać ich języki, by tak brzydko o mnie nie gadali. - Coś jeszcze pamiętasz? - Niewiele. Biała Pani dotykała mnie tu i tam, potem kazała mi wypić taki, niedobry, napój. Nie smakował mi. A potem zasnęłam. Jak się obudziłam, Białej Pani już nie było. Trochę jej szukałam, ale jej nie znalazłam. Potem zobaczyłam wasze ognisko… - Hej, co u licha? – zakrzyknął nieco zaspany Darren. Spojrzał raz na Jakerta, raz na dziewczynkę. Zdziwiony powiedział: - Kto to jest? - Uspokój się. Wszystko w porządku – powiedział myśliwy, zasłoniwszy plecami dziecko. Posłuchajcie, zaraz wam wszystko wytłumaczę. Usiądźmy spokojnie przy ognisku – mówiąc to zachęcił by wszyscy usiedli. Darren nieco ukradkiem wyjął nóż, który otrzymał od Trzebiemira, schował go za plecami. Dziewczynka niczego nie zauważyła, natomiast Jakert znacząco spojrzał na legatusa. Gdy wszyscy już usiedli, jakby nigdy nic, rozpoczął rozmowę z dzieckiem: - Bryluen. Pamiętasz, tak na ciebie wołali? - Może i tak, ale byłam słaba, bałam się. Teraz jestem silniejsza. Potrafię przywołać… - To ona! – zakrzyknął Darren, - Może nie brunetka, może brzydsza, ale to ONA! Wstał, nerwowo spojrzał się na Jakerta. A jego prawa ręka powędrowała za plecy, po nóż. - Spokojnie. Chłopie nie widzisz że dzieciak jest przerażony? – Jakert mówiąc to spojrzał na dziewczynkę, która w mgnieniu oka, niczym zefir, wstała i schowała się za jego plecami. „Kto by się spodziewał takiej szybkości w jej ruchach?” – pomyślał legatus. Chciał coś jeszcze powiedzieć, jednak…, nie mógł otworzyć ust. - „Trzeba działać, nim stanie się jakaś krzywda” – myśląc to, Jakert dał jedną ręką znak Darrenowi, by usiadł, a drugą, by mówiła dalej. - Ja nie chciałam…, ale ten pan…, on mnie przeraża…, dlatego za karę nie będzie on, źle mówił o mnie. Dobrze zrobiłam? Prawda? - Dziecko, posłuchaj, nic się nie bój. Porozmawiajmy, ale zrób coś jeszcze, tak jak wcześniej, by ten pan – mówiąc to spojrzał na Darrena – znów mógł mówić. Spojrzała na Jakerta, potem na Darrena. Lewą ręką zrobiła delikatny ruch, nad głową legatusa pojawiła się chłodna, lodowata, mgiełka i… znów na jego twarzy pojawiły się usta. - Mogę już mówić – powiedział ze strachem legatus. - Teraz zamknij się, Darren. Słuchaj o czym będę z dzieckiem rozmawiał. Dobrze? Bojąc się, że znów zamilknie Legatus tylko skinął głową. Dziecko się nieznacznie uśmiechnęło i jakby nigdy nic, zaczęło opowiadać swoją historię, a raczej o tym, co z niej pamięta. - Dobry panie, posłuchaj. Za dużo nie wiem, tylko tyle, że kiedyś…, mieszkałam w miejscu, gdzie były jakieś, takie duże mieszkania, było tam pełno takich jak ty ludzi. Potem…, nic już więcej nie powiem wstydzę się…, - Spokojnie, mów dalej - Krew. Ona, to znaczy krew pojawiła się między moimi nogami, uciekłam, bałam się że umieram. Wybiegłam do lasu. Strasznie się bałam. Nie pamiętam, ile to było godzin, dni. Pamiętam, że zjawiła się ona, to znaczy Biała Pani. Była dla mnie dobra, dużo mówiła, ja…, nie rozumiałam wszystkiego. Panie, za mała jestem. Parę rzeczy mnie nauczyła, a potem…, tak jak mówiłam,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych