Złoty Dom
{font:times}Tajemnicze miejsce, brak wspomnień i siła nakazująca Wiktorii iść. Co spotka po drugiej stronie ścieżki?{/font}
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{font:times}W powietrzu roznosił się zapach wanilii. I czegoś jeszcze, ale bardzo subtelnie, prawie niewyczuwalnie. Czegoś co było dla Wiktorii znajome, ale jednocześnie oddalone w jej pamięci na tyle, by nie mogła sobie przypomnieć co to. Wiedziała, że leży na czymś miękkim, co delikatnie łaskotało ją w odsłonięte części ciała, wywołując delikatny, błogi uśmiech na jej ustach. Na twarzy czuła ciepłe promienie porannego słońca. Czuła się tak cudownie, tak bezpiecznie i tak świeżo. Nie miała najmniejszej ochoty wstawać, choć wiedziała, że powinna. Nie wiedziała tylko, skąd miała w sobie te naglące uczucie. Dziewczyna otworzyła oczy i natychmiast oślepiło ją ruszające w swoją podniebną wędrówkę słońce. Roześmiała się i przesłoniła oczy dłonią, by odzyskać jeden ze zmysłów. W tym czasie starała się przypomnieć sobie cokolwiek przydatnego. Nic. Nie pamiętała skąd się tu wzięła, ani ile już tu jest, choć wiedziała, że bardzo długo. Swoje imię znała tylko dlatego, że miała je wygrawerowane na medalionie zawieszonym na szyi, który otworzyła od razu po przebudzeniu. Jednak nic w otaczającym ją świecie nie było jej obce. Dokładnie wiedziała, że jeżeli się odwróci, zobaczy za sobą wyrośnięty dąb stojący w pełnym słońcu, chociaż zupełnie nie wiedziała skąd to wie. Dokładnie tak jak wiedziała, że najwyższy czas wstać i ruszyć przed siebie drogą schowaną za krzewami, chociaż nie wiedziała ani czemu musi wstać, ani skąd wie, gdzie jest ścieżka. Po głębszym namyśle nie obchodziło jej to nawet. Ważne było tylko to, co znajdowało się na drugim końcu dróżki. Cóż to było? Znów brak odpowiedzi w jej głowie. Wiktoria powoli odsłoniła oczy i uważając, by nie spojrzeć w stronę słońca, rozejrzała się dookoła, utwierdzając się w przekonaniu, że zna to miejsce. Wszystko znajdowało się tam, gdzie było to w jej głowie. Dziewczyna powoli podniosła się z ziemi i zauważyła, że jedną z rzeczy której nie kojarzy jest biała, lekka sukienka, którą miała na sobie. Miała tylko ją i medalion, nic więcej. Żadnych butów, spinki czy gumki na włosach. Kosmyki luźno opadały jej na plecy i twarz. Część z nich, tę, która wchodziła jej na oczy, Wiktoria wsunęła sobie za uszy. Ruszyła przed siebie, aż doszła do krzewów, za którymi - oczywiście - znajdowała się ścieżka, po czym nie odwracając się ani razu, nie mając najmniejszych złych przeczuć, poszła dalej. Wiktoria szła przed siebie podziwiając piękno mijanej przez nią natury, co jakiś czas zatrzymując się, by czemuś przyjrzeć się bliżej, lecz nigdy nie stawała na długo. Wiedziała, że musi iść, lecz nie mogła się powstrzymać, by nie przystanąć choć na moment, krótką chwilę. Widoki, które ukazywały się jej oczom, były wprost powalające. Kwiaty miały intensywniejszą barwę, niż kiedykolwiek, drzewa były bardziej wyniosłe i potężne, a zwierzęta mniej płochliwe - część z nich nawet podchodziła powąchać dziewczynę, jeżeli ta, stanęła w bezruchu. Choć Wiktoria nie pamiętała, by wcześniej widziała rośliny czy zwierzęta, wiedziała, że tak być musiało. Przecież znała fakturę, tych zwierząt i roślin, ich przyzwyczajenia. Wiedziała nawet, gdzie jakie mieszkało, co było irracjonalne, biorąc pod uwagę, że nie znała nawet własnego imienia. Jedyną rzecz, której w tym obrazku brakowało, to zapachy. Im bardziej starała się coś wywęszyć, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że nie czuje niczego, prócz wanilii. Pomijając oczywiście ten tajemniczy zapach, którego nie mogła rozszyfrować. Czując narastającą frustrację, Wiktoria podążała ścieżką, starając się rozwiązać zagadkę zapachu. Miała przeczucie, że jeżeli dowie się czym on jest, przypomni sobie o wiele więcej rzeczy, więc powoli, na spokojnie, starała się rozróżnić odczucia, jakie w niej budził ów tajemniczy zapach. Był znajomy, to pewne, ale miała też wrażenie, że musiała go czuć nieprzerwanie, przez szereg dni. Tak jakby non stop ją otaczał, nie tak jak perfumy, czy kwiaty. To czujesz przez chwilę, potem perfumy wietrzeją, kwiaty więdną. Ponad to, czuła w środku, że go nie lubi, że powoduje w niej nieprzyjemne odczucia. Nie drażnił jej w nozdrza, ale jeżeli by mogła, to by od niego uciekła i zapewniła siebie, że już nigdy nie będzie go musiała czuć. I na sam koniec, w niewytłumaczalny i irracjonalny sposób przerażał ją. Nie to, że kojarzył jej się źle, chociaż to też. Po prostu przerażał ją w sposób, w który przerażają jedynie najbardziej skryte lęki. Był subtelny, ledwie wyczuwalny, a przyprawiał ją o ciarki na karku. Dopiero po chwili zorientowała się, że to przerażenie było jej obce na polanie, a zaczęła je odczuwać, choć ledwo dostrzegalnie, gdy weszła na ścieżkę. Jednocześnie pogłębiało się z każdym krokiem bliżej celu i końca ścieżki. Uczucie to było tak intensywne, że Wiktoria zaczęła rozważać powrót na polane, na której czuła się - o ironio - tak bezpiecznie, jednak po pierwszej próbie powrotu, jej przerażenie przeszło w atak prawdziwej paniki. Dziewczyna nie była w stanie zmusić się do postoju, a co dopiero do powrotu. Ze wszystkich sił starała się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil alexandra
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…