Zmień prędkość - cz. 1 - Justyna
Zmień prędkość to opowieść o tym, co wymarzyliśmy sobie za pięć lat. Ja i moi przyjaciele. I chcemy tego.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Słodkawa woń marichuany roznosi się już po przekroczeniu progów domu. Nasila się wraz z przybliżaniem się do drzwi salonu. Z korytarza wybiegają trzy psy: czarny kundelek, owczarek belgijski i siberian husky. Wszędzie stoją porozstawiane kartony. Wchodzę tam, skąd płynie energiczna muzyka, otwierając drzwi słyszę Pidżamę Porno. Salon jest dość duży, nowiutkie meble, dopiero co skończyła remont. Rozglądam się po pomieszczeniu, widzę kilka świeczek na stole i kadzidełka. To od nich ten zapach. Zapomniałabym, że kocha Cannabis'owe. Klęczy koło stojaka i układa płyty wyciągane z kartonu. Krótka, czarna sukienka zsunęła jej się z ramion ukazując ślady po podrapaniach. Czarne włosy z pasemkami w odcieniach fioletu i czerwieni przerzuca na przód. Odkaszlnięcie. - Widzę, że już się ładnie urządziłaś. Teraz tylko te kartony co przywiozłyśmy i będziesz miała wspaniały dom - mówię starając się by nie zabrzmiało to ani trochę ironicznie. Chce mi się śmiać. Dziewietnastolatka, która od kilku lat budowała dom na obrzeżach Warszawy teraz chciała zamieszkać w nim sama. Trzy piętra, piwnica, duży ogród, zagroda dla psa, wielki garaż. Ona odwraca wzrok i spogląda na mnie krzywo. Nie dziwię jej się. Po tym co przeszła, trudno byłoby się dziwić, dlaczego miała do mnie mieszane uczucia. Jestem policjantką, a ona... Cóż. Kilkanaście dni temu wyszła z dwumiesięcznej odsiadki w więzieniu. Ale nadal stanowi dla mnie przyjaciółkę. - Dobrze, że masz chociaż zwierzęta, bo bez nich czułabyś się pewnie bardzo samotnie - uśmiechnam się. - Och, doprawdy? - odpowiada znudzonym głosem. Mimo wszystko czai się w nim niebezpieczny ton - A ty to co? Masz zamiar dalej spędzać czas z rodzinką? - pyta, a ja kiwam głową. W sumie tak, co miam lepszego do roboty niż być na weekendy z rodzicami, a w tygodniu na studiach? - Nie, dziękuję. To nie dla mnie - dodaje po chwili i wraca do płyt. Wzdycham ciężko i opadam na obitą czarną skórą kanapę. Chcę jej pomóc choć trochę, ale nie zgadza się. Sama blokuje dostęp do swojej psychiki, a dopóki to robi dopóty musimy trzymać wszystko zdala od niej. Tym bardziej psychologów - nie otworzyliby jej nigdy. Nie dałoby rady. - I jakie masz plany? Co będziesz robić? Jak zarabiać?…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil alexei
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…