Wróć do katalogu

Zmniejszenie, Rozdział 2

mikrokosmosu ciąg dalszy

worek kości, opublikowano , 23 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział II

1

Piotr usłyszał odgłos otwieranych drzwi na korytarzu. Ania, pomyślał. Anka postanowiła wtrącić się w zamieszanie. Agnieszka przestała pukać i dziewczyny wdały się w rozmowę, ale chłopak nie potrafił zrozumieć, o czym gadają. Przystawił ucho do miękkiego obicia, jakim powleczone były jego drzwi wejściowe, ale i to nie pomogło mu uszczknąć z rozmowy ani jednego słowa. Jedynie bełkotliwy szum zwielokrotniony echem korytarza. Chwilę stał w miejscu, rozważając swoje położenie. Nie może wiecznie udawać, że nikogo nie ma w domu. Był niemal pewny, że Anka czatowała pod jego mieszkaniem, gotowa rzucić się na niego, gdyby wyściubił chociaż nos poza próg. Musiał założyć, znając długi język sąsiadki, iż powie Agnieszce, że schował się w mieszkaniu. A wtedy, jeśli wciąż będzie milczał, Aga pomyśli najgorsze. A to z kolei oznacza jeszcze więcej zamieszania, którego wolał za wszelką cenę uniknąć. Westchnął. Popatrzył w okno. Na dworze zaczęło się ściemniać. Ze swojej perspektywy mógł jedynie obserwować niebo, które przybrało odcień głębokiej czerwieni. Wszedł do swojego pokoju i podniósł z podłogi komórkę. Dochodziła dwudziesta. Gdy odkładał telefon, podwinięte do tej pory rękawy poluzowały się i rozwinęły aż do samej ziemi, przemieniając bluzę w rozwiązany kaftan bezpieczeństwa. - Mam nadzieję, że oszalałem. – Mruknął Piotr i zdjął z siebie za duże ubranie. Teraz miał na sobie tylko bokserki ze zwężoną gumką i podkoszulek, który wyglądał na nim jak suknia balowa. Tak, przyjąłby obłęd z otwartymi ramionami. Na korytarzu ucichł szum rozmowy i Agnieszka znów podeszła pod jego drzwi. Tym razem nie zapukała. Przez moment tylko stała w milczeniu, po czym odezwała się, jednak znacznie spokojniej niż poprzednio, ale nie mniej stanowczo: - Jeśli nie otworzysz drzwi, zadzwonię po pogotowie. Piotr zdał sobie sprawę, że dłużej nie może już zwlekać. - Nie dzwoń. Za chwilę otworzę. – Odpowiedział a coś w jego głosie przebiło się przez maskowany spokój Agnieszki. - Jezu, Piotrze! – Krzyknęła dziewczyna. - Czy ty leżysz na ziemi? - Nie, dlaczego… - Dlaczego tak myślisz, miał zapytać, ale sprawa wydawała się jasna. Dla Agnieszki jego głos docierał z dołu. - Poczekaj, już otwieram. - Przestań mnie straszyć do cholery! Mam dość tych głupich gierek! Dlaczego nie odpowiadasz na moje smsy? Piotrek? Piotrek! - Cicho… - Agnieszce wydało się, że powiedział to przez zaciśnięte zęby, jakby robił coś, co wymagało od niego wielkiego wysiłku. - Ale za chwilę będziesz biedny… Rozległ się zgrzyt przekręcanego w zamku klucza. Agnieszka nie czekała na zaproszenie, lecz od razu nacisnęła klamkę, otwierając szeroko drzwi do mieszkania swojego chłopaka.

2

Mieszkanie tonęło w mroku. Przywodziło na myśl jaskinię lub nawiedzony dom, a złe przeczucia, które zawładnęły umysłem Agnieszki dały o sobie znać jeżąc jej włosy na karku. Dziewczyna sięgnęła ręką do włącznika. Chwilę szukała go dłonią, macając ścianę na lewo od wejścia. W końcu odnalazła kontakt i zapaliła światło. Rozżarzona żarówka oślepiła ją jak nagły błysk słońca po wyjściu z ciemnego tunelu. Agnieszka zakryła dłonią oczy, aby uporać się z zawrotem głowy i z mroczkami, które przesłoniły jej widoczność purpurową mgiełką. Po chwili wzrok powrócił do dawnej ostrości, a dziewczyna zobaczyła istotę, która wyszła jej na spotkanie. Przed nią stało małe dziecko w sięgającym mu do ziemi za dużym podkoszulku, jakby po starszym bracie. Wydawało się wychudzone. Niemal zasuszone i Agnieszka pomyślała o filmach, w których szamani voodoo kurczyli ludzkie głowy do rozmiaru grejpfruta. Bo dzieci mają przecież wielkie głowy, w porównaniu do reszty ciała, przyszło jej na myśl, a to tutaj… To nie było dziecko. To był… - Piotrze? – Zapytała, czując jak wszystkie kontrolki w jej umyśle zapalają się na czerwono. - Anka ci nie powiedziała? – Odparła istota. Agnieszka zamrugała oczami. Przed nią stał człowieczek o proporcjach ciała należących do młodego mężczyzny, ale jednak wzrostem przywodzącym na myśl czterolatka. - Piotrze? – Przełknęła ślinę. – Piotrek? Chłopak poczuł, że idiotyczne niedowierzanie malujące się na twarzy Agnieszki, zamiast wpędzać go w jeszcze gorsze przygnębienie, w jakiś niewytłumaczalny sposób sprawiało mu radość. - To ja. – Odparł. A gdy dziewczyna na miękkich nogach zaczęła się do niego zbliżać, pochylając się lekko, uniósł rękę, zatrzymując ją tym gestem. – Zamknij za sobą drzwi. – Powiedział. - Nie chcę, żeby ta wariatka zza ściany wparowała tu zaraz. I rozbierz się, do licha, zostawiasz ślady błota wielkie jak u słonia!

3

Piotr znów doznał uczucia dejavu, gdy stali z Agnieszką, w milczeniu przyglądając się sobie. Z tą różnicą, że w tym momencie Agę należałoby uznać, nie tyle za wysoką, co po prostu olbrzymią. Z jego perspektywy, wzrost dziewczyny wynosił na oko ze cztery metry. Ledwo sięgał jej do pasa. Jej szczupłe nogi, zakryte ciasnymi dżinsami, wyglądały jak napęczniałe kolumny, na których unosiła się szczupła, ale jednak potężna talia zwieńczona krągłościami piersi, i która przechodziła następnie w smukłość szyi oraz uroczą, spoglądającą z góry twarz Agnieszki. Jak Atena. Jak jego bogini, przeszło mu przez myśl, ale szybko przywołał się do porządku. Poprzez lęk, chłopak poczuł również iskrę pożądania. Postanowił przerwać milczenie. - Przepraszam, że nie dawałem znaku życia. – Powiedział i podrapał się w czubek nosa. - Jak widzisz, mam tutaj mały problem. Agnieszka nie odpowiedziała, lecz gwałtownie skoczyła do przodu, przykucnęła przed chłopakiem i złapała go za ramiona. Spróbował się wyrwać, ale jego ciało wydało się jej bardzo kruche i delikatne, a opór, ledwo wyczuwalny. Miała wrażenie, że bez wysiłku skruszyłaby jego kości. - Ej, Agnieszka! To boli! – Chłopak zrobił ogromne oczy. Wciąż tliło się w nim pożądanie, ale teraz wypierała je wzbierająca panika. Przypomniała mu się Anka i przeszło mu przez myśl, czy przypadkiem jego stan nie wywołuje u ludzi szaleństwa. Bał się, że to samo spotkało Agnieszkę, lecz tym razem czuł się bezradny. Jej ogromne dłonie miały miażdżącą siłę. Naprężył mięśnie, ale nie potrafił się wyswobodzić z uścisku. Poczuł, że za chwilę się rozpłacze. - Agnieszka! Agnieszka, puść mnie! Dziewczyna rozluźniła uchwyt. - Przepraszam. – Powiedziała. – Chciałam się upewnić, czy jesteś rzeczywisty. Czy to… Czy to wszystko jest prawdziwe. Chłopak odsunął się do tyłu o kilka kroków. Mimo, iż przykucnięta, dziewczyna wciąż była od niego większa i z góry przypatrywała się mu niewidzącym wzrokiem. Jej rozmiary zaczęły go przerażać. Nagle pożałował tego, że ją wpuścił. Zapragnął uciec. - Jak to się stało? – Zapytała. - Nie wiem. - Nie wiesz? - Nie. Wiem tylko tyle, że… - Że co? - Że kurczę się coraz bardziej. – Wymamrotał drewnianym głosem. Gdy wypowiedział na głos to, co od kilku godzin jedynie obijało się toksycznymi myślami po jego umyśle, poczuł realny strach. - Ja chyba umieram… - Nie umierasz, głupku. Dziewczyna zmarszczyła brwi. Usiadła na podłodze krzyżując nogi i oparła głowę na dłoni. Piotr stał przed nią, wyprostowany, ale pełen lęku, przed ogromem jej ciała, które z każdą chwilą wydawało się coraz bardziej go przytłaczać. Jej wyciągnięte do przodu kolana sięgały mu do połowy piszczeli. Dziewczyna przerwała milczenie. - Kiedy to się zaczęło? Chłopak opowiedział jej w skrócie o tym, że zaspał, i że na początku nie wydarzyło się nic niepokojącego. Nawet, gdy mu spadły klapki, nie zwrócił uwagi żeby działo się coś dziwnego. Pierwszym sygnałem było to, jak zauważył, że jego bluza zrobiła się o rozmiar za wielka, i komentarz sąsiadki, że strasznie schudł. Przemilczał tylko, jak salwował się potem ucieczką, przed dziewczyną, której nagle odbiła palma na jego punkcie. Zakończył na tym, że zaczął odmierzać postęp jego malejącego wzrostu na ścianie w przedpokoju. - Chodź, zobaczysz. – Powiedział, i zaprowadził dziewczynę do miejsca, gdzie dokonywał pomiarów. Agnieszka nie fatygowała się, żeby podnieść się na nogi, lecz poszła za Piotrem na czworakach. W tej pozycji lepiej go słyszała. Chłopak ustawił się pod ścianą. W ręce trzymał już czarny flamaster, ale jego palce były za krótkie by pewnie go utrzymać nad głową, nie wspominając już o manewrach. - Mogę? – Zapytała dziewczyna. Piotr bez słowa podał jej markera, ale Agnieszka nie potrzebowała zakreślać kolejnej poziomej linii, by stwierdzić, że od poprzedniego mierzenia chłopak zmniejszył się o jakieś… pół metra. I nie wiele się pomyliła. Mierzenie metrem krawieckim nie pozostawiało złudzeń. Piotr liczył sobie już tylko siedemdziesiąt jeden centymetrów wzrostu.

4

Siedzieli na kanapie w drugim pokoju mieszkania Piotra. Chłopak stanowczo odmówił, gdy Agnieszka chciała go podsadzić, i o własnych siłach wdrapał się na miękki mebel, jednak usadowił się w maksymalnej odległości od dziewczyny. Jej rozmiar go niepokoił. Nie rozmawiali wiele. To, co się przytrafiło Piotrowi było tak nienaturalne, że Agnieszka nawet nie protestowała, gdy ten zadeklarował całkowitą niechęć do wszelkiego kontaktu z lekarzami. „To głupie”, powiedział wtedy, „ale wydaje mi się, że to nie dzieje się przypadkiem. Po prostu poczekam na rozwój wydarzeń”. Poprosił, żeby została jakiś czas. Ona odparła, że chyba mózg mu się skurczył, jeśli myśli, że zostawi go teraz samego. Uśmiechnął się. Poczuł gwałtowny przypływ miłości do tej kobiety, które to uczucie gorącą falą rozeszło się po jego ciele, grożąc eksplozją klatki piersiowej i żołądka. Z przyjemnością oddał się tej emocji. Ale nie miał odwagi spojrzeć na Agnieszkę. Zamiast tego powiedział: - W tym tempie, do jutrzejszego wieczora pewnie przestanę istnieć. - Jeśli wierzysz, że to co się z tobą dzieje, ma jakiś cel, to trzymaj się tej myśli i będzie dobrze. - A może tym celem jest to, żebym zniknął, co? - A może powinnam cię zgnieść jak pomarańczę? – Odparła dziewczyna, i zbliżyła się do Piotra wyciągając w jego stronę dłonie z rozcapierzonymi palcami. – A wiesz jak niecierpię pomarańczy! Chłopak odruchowo spróbował się odsunąć, ale siedział przy samym oparciu kanapy, więc tylko się skulił. - Ojej, nie bój się, przecież ja tylko żartowałam. - To wcale nie było śmieszne. Popatrz na siebie. - A co jest ze mną nie tak? - Jesteś… Jesteś ogromna. – Wyjąkał. Dziewczyna roześmiała się. - To ty jesteś mały. – Stwierdziła. - I gadasz głupoty. - Ja po prostu mówię, jak jest. – Odparł chłopak i zrobił urażoną minę. - I nie nazywaj mnie małym. Siedząc ze skrzyżowanymi na piersi rękoma i skwaszoną miną, a stopami nie sięgając nawet poza krawędź kanapy, wyglądał tak rozkosznie, że Agnieszka znów wybuchnęła śmiechem. Tym razem nie powstrzymało jej przestraszone spojrzenie chłopaka. Przysunęła się do niego i wsunęła jedną dłoń pod jego uda, a drugą wsadziła za jego plecy, po czym uniosła go bez wysiłku w górę. Chłopak krzyknął, ale nie szarpał się, tylko złapał asekuracyjnie za materiał jej koszulki na piersi. Dziewczyna wstała i trzymając go w ramionach, zaczęła kręcić się wokół własnej osi zaśmiewając się do rozpuku. - Już ja ci wybije z głowy te głupoty! – Krzyczała. - Dobra, starczy! Starczy! – Darł się chłopak, ale Agnieszka wciąż się śmiała tańcząc po pokoju z Piotrem na rękach. - Dość, Agnieszka! Starczy! Mam dość! - Będzie dość, gdy ja o tym zadecyduję! – Wyszeptała, i podrzuciła chłopaka w powietrze. Złapała go, zakręciła jeszcze

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych