Zmysły i żywioły
J.w. bez zbędnych słów
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zmysły i żywioły (liryka medytacyjno-eksperymentalna)
Krągłości jej wysokości
- „Zgrrrrruuuubła” potwornie! – zamruczał Głupol na dobre wciągnąwszy się w internetową pogawędkę. – Masz rację, „kolo” – zawtórował mu Fliper i łapczywie dopił filiżankę małej czarnej, która od ponad godziny była zimna. - Jest z lekka puszysta, a już na pewno, kiedy cielskiem „zwisa na boku”... i nie mówcie, że nie! – Prawda, prawda – oznajmiła Żabcia i ochoczo rozpoczęła trzecią godzinę pożywiania się. - Nie zaszkodziłoby jej trochę pracy nad własną figurą – dodała, wpychając w siebie n-tą kanapkę z żółtym serem. – Po pierwsze: ciekawe, jak TY wyglądasz; po drugie: nie pisze się „zgrubła”, ty analfabeto! – „zabzyczała” Muszka (choć wcale nie umiała latać). – „Sorki”, jak to nie „zgrubła”? A jak: „pogrubła”? „Ugrubła”? – dociekał Głupol. - Pogrubiła się? Stężała (od słowa tęga)? – Może - po prostu - „przytyła”... albo „przybrała na wadze”. „Zgrubła”, ha, ha, co to za słowo? To po rusku? A tak na marginesie – ciągnęła nieprzerwanie Muszka - to tobie chyba mały móżdżek „zeszczupł”, „jełopku”... – Noooo! Za parę lat to dopiero będzie się z niej wylewało! Już jest zaokrąglona i korpulentna... istny rogal – jęczał Fliper, czym raz to mocniej uderzając w klawiaturę komputera. – Ona jest normalna! – wykrzyknęła Muszka. - A wy pewnie wolicie wychudłe anorektyczki... – A tak! – potwierdził Fliper (który poprzednio używał w Internecie ksywy „Czarek-Owczarek”). - Wolimy! „Wolska dla Wolaków”! ... Ona to taki mały, świńsko-podobny tłuścioszek, chodząca pyza, rozdęta buła z grubym dupskiem. Powinna bardziej się pilnować – kontynuował bez końca. – Widać: nie stać cię na drewniany wieszak. Pilnować się, po co? Żebyście wy, wielcy esteci, mieli podnietę? Wy jesteście jacyś chorzy wszyscy! – „buchnęła” ewidentnie już poirytowana Muszka. – „Hejah” „Ziomki”! „Odbija wam”? – pytał Nowy, wyraźnie czymś zdziwiony. - Ta laska jest naprawdę ekstra: ubrana w super kolory, wesoła, gorąca, ładna, ... roziskrzona... Ludzie, czego wy od niej chcecie? Pies nie jestem; na kości nie lecę (w przeciwieństwie do kilku facecików, którym smakują gnaty). Wy, niby co, piękni jesteście? – Ona nie jest za gruba, tylko bardzo dobrze odżywiona (wręcz... za bardzo) – drwił Fliper. - Słuchaj, ty – Czarek, Owczarek i jemu podobni – za mąż za ciebie nie wychodzi, więc nie musi ci się podobać. Myślę – publicznie zastanawiała się Muszka – myślę, że zazdrość was zżera, zwykła „polska bezinteresowna złośliwość” (w skrócie: PBZ). To jej ciało i jej sprawa. A zresztą... o wiele, wiele ładniej wygląda... niż jakieś chude szkapy, na których widać samą skórę i kości. Szkoda, że oprócz tego jest za bardzo zapatrzona w siebie... i w swoją nieziemską... czy też – poprawiła się Muszka - nadziemską sławę... – Aleście się nagadali! – zadrwił Nowy, zadrwił, gdy tymczasem zaszło słońce i... tęcza zdechła, niedożywiona.
List otwarty do Biurokraty
XXX, 00.00.0000r. Na wstępie pragnę podziękować za cierpliwość w lekturze. Pozwolę sobie rozpocząć list cytatem. „Ludzie, każdy z was mógłby, samotny, więziony, Myślą i wiarą zwalić i podźwignąć trony” – z tą mickiewiczowską refleksją na ustach przyszło mi, autorowi wypowiedzi o jak najbardziej „interwencyjnym” charakterze, zmierzyć się w piątek, 13.13.1313 roku około godziny 13-stej, z kompletnym brakiem wyobraźni Biurokraty. Oto... kiedy usiłowałem, wyłącznie w celach zdrowotno-eksperymentalnych, puścić bąka, kiedy próbowałem wprowadzić w czyn arystotelesowskie twierdzenie: „Prawdziwa wiedza, to znajomość przyczyn” i sprawdzić, na ile „dźwięk łagodzi obyczaje”, stałem się ofiarą nikczemnej lustracji oraz obraźliwych ataków personalnych ze strony Biurokraty. Zwrócono na mnie uwagę i postawiono w jednym szeregu z politykami (z tymi politykami, którym społeczeństwo płaci za etatowe emitowanie – czytaj pieprzenie - głupot); zarzucono mi nader zaborcze podejście do medium, które to medium powszechnie zwie się „powietrzem”, a które przewodzi dźwięki. Tymczasem... to właśnie Biurokrata, w sposób nie dyskursywny, ustalił, które dźwięki są i być mogą. Wracając do kwestii – powiedzmy – wolności chciałbym dodać, iż proces generowania silnego, mało-smrodliwego bąka (i zresztą każdego innego dźwięku) jest procesem żmudnym i zasługującym na podziw - konstatacja ta dotyczy m.in. młodych, niedoświadczonych twórców listów otwartych. Wielu z tych twórców wpaja nam (prostym ludziom), że „Istotą działania jest wolność, a działania twórczego przede wszystkim” (Friedrich Schlegel), że „Zdaniem edukacji [zdrowotnej] jest dać umysłowi [i odbytowi] (...) niezależność (...) Tylko to jest dobrym wykształceniem, nie zaś wpajanie czci i szacunku dla pewnych dogmatów podawanych pod wątpliwą nazwą zasad (...) Taka jest [bowiem] natura ludzkiego umysłu [oraz ludzkiego... „siedzenia”] , że żadną przemocą zniewolić się nie da” (John Locke). Staramy się (my wszyscy staramy się) nakłonić prostego człowieka do przestrzegania zasad demokracji, do hołdowania postawom: tolerancji, życzliwości i praworządności. Tymczasem... w „przytulisku” rzeczonego Biurokraty – w instytucji konstytuującej swą politykę w oparciu o paradygmat „zatruwania ludziom życia” (nie powietrza!) – można było przekonać się: - w jaki sposób niszczy się cudzą prywatność... kwestionując tym samym aksjologiczny wymiar ludzkiej godności (Biurokrata przez 10 minut obwąchiwał salę po tym, jak puściłem „salwę”); - jak zaciekle broni się regulaminu, który - w moim przekonaniu – jest niezgodny z prawem, regulaminu, który nie odwołuje się do żadnego egzogenicznego arbitrażu (akt ten, akt jurystyczny, dopuszcza w szczególności możliwość bezprawnego wglądu w cudze dupsko, w dupsko, które akurat w moim przypadku służy do wymiany „czysto” audytywnych treści). W tym miejscu pozwolę sobie również na uniwersalistyczną negację indyferentyzmu wobec... eksperymentowania (z własnym ciałem w roli głównej): nie sposób nie oprzeć się wrażeniu, że Biurokrata uwikłał się w niechlubne – znane z przeszłości - praktyki lustracyjne i inwigilacyjne. Tymczasem, i to wszyscy wiemy, nie ma już zabronionych książek, filmów i gazet, nie „pali się” wiedzy wraz z puszczającą gazy... czarownicą... na stosie (przy czym odwołuję się tu do szerokiego ujęcia wiedzy, obejmującego wszelkie formy świadomości społecznej, tj.: religię, naukę, ideologię i magię, i... dziennikarsko-naukową prowokację). Pośpiesznie ciśnie się na usta nast. pytanie: - czy Biurokrata oraz inne osoby z nim współpracujące mogą śledzić prywatną, nie-smrodliwą, falę akustyczną w celu określenia jej szkodliwości?, a także... bardziej generalne kwestie: - na ile Biurokraci mogą lustrować i inwigilować obywateli?, - czy instytucje użyteczności publicznej rzeczywiście funkcjonują jako instytucje publiczne, czy też raczej jako „prywatne folwarki” „koryto-biorców”? Warto jeszcze dodać, że otaczający nas świat, otaczająca nas przyroda posiada szereg endogenicznych latencji, szereg narzędzi chroniących przed „zgubą i ostatecznym potępieniem” ze strony „zaburzenia falowego w ośrodku sprężystym” i naprawdę nie wypada angażować Biurokratów w działania policyjno-detektywistyczne... Proszę więc, bardzo proszę, nie odbierać hedonistom radości obcowania, tu i teraz, z żywym, pląsającym dźwiękiem (we wszystkich jego przejawach): „Carpe diem, quam minimum credula postero” (Horacy).
Z wyrazami szacunku, Nie-Biurokrata.
Do wiadomości: 1. Rzecznik Wolności 2. Gdzie-Ci-Kwiaty 3. Bąki-Zbij
Od strony morza
Pojawia się nagle, nieoczekiwanie; poczyna migotać w żarze zachodu niczym plamka wilgotnej farby na płótnie mistrza Cybisa. Jej woń wonią świeżości i - choć młodziuchna – płuco jej wieczności inkarnację ziszcza. Głęboko całością ziemskiego bytowania zadyszana, poczyna – wpierw zwolna, z mała, a po chwili agresywnie i cwaniacko – smagać mą twarz, usta pieścić me, kudły mego oblicza mierzwić do bólu! Jest wolna, choć sama zniewala; zawsze zniewalała: i ptactwo powietrzne, i piasek spalony słońcem, i „płynące lustro” (z refleksami świetlnymi), i człowiek wydymany zadymami śniegowymi – dane jej było wszystko i wszystko wraz z nią falowało. Falowało wraz z nią nawet to morze, co bezalkoholowe (ochoczo!) spija piany, co kradnie gwiazdy z firmamentu. To piekło zwilgotniałe, masami wód połączone, zastygło tylko na chwilę w czasie, jakby witało się z niebiosami, niezmienione od czasów zamierzchłych, kiedy po raz pierwszy powietrza poczęły falować atrybuty. Ach Ty, ośrodku sprężysty, dźwięku dysponencie! Czemuż pozwalasz wypowiadać jej „imię”, skoro znika wypowiedziane? ... Cisza Twój wróg! Przerwę więc ją tu i teraz: „Pozwól wyrazić się słowami; pozwól uwikłać się w los poety! Cóż masz do stracenia, bryzo niewysłowiona?”.
Dziewicza woń kwiecia
Zapach, przydomek woń (urodzony w chwili I; zginął wraz z nastaniem chwili II), artysta, mistrz medytacji ZEN, pochłaniacz czasu literata. Studium „Urody i Wdzięku: Gracja” na mokradłach i innych glebach żyznych. Początkowo związany z cyganerią kwiecia polnego, skupioną wokół Mleczy(sława). W noc Kupały wcielony w wir myśli słowiańskich neopogan [o wdzięcznej nazwie: Puszczo(się) wianki], jako afrodyzjak i stymulator orgazmu estetyczno-intelektualnego. Od ostatnich obchodów sobótkowych w nurtach wód powierzchniowych (nie tylko górskich!). Zasłynął jako intensywny i lepki miodo-lot, prowadzący nieustannie polemiki z czystą formą i z tym, co widzialne. Mickiewiczowi i Słowackiemu własno(z)ręcznie zapełnił kilkaset strof, składających się m.in. na opisy przyrody o znaczeniu estetyczno-historycznym (fragmenty dotyczące Polski i Żmudzi Litewskiej). Zginął, zignorowany przez umysł konsumpcyjny i mechanistyczno-pragmatyczny... Pozostawił po sobie szereg wspomnień, w których czytamy m.in.: „unoszę się na wietrze; jestem lekki i nietrwały; stanowię uwolnione i wypromieniowane na zewnątrz piękno kwiecia; karmię się krystalicznej toni wodą oraz lukrowanymi słońca promykami, co mienią się niczym paleta malarska, tańczą z wiatrem, co zawsze tu były i zawsze będą. Mam pewną własność niezbywalną (póki pachnę!): jestem świeży, lekki, i przykuwam uwagę otoczenia... choć niewidzialny, radośnie błyszczę dokoła... nie gryziony na śniadanie, a niby kropelka miodu: kleisty, smakowity, roso-podobny. Zachodzę wszędy i nigdzie zarazem; tu stoję, a tam płynę (choć wód strumienia nie stanowię); pomykam między zieleńcami - poprzez pola, łąki i lasy – tak niemożebnie „przewitalizowany”. Mam coś z dziewicy. Co? – Nie umiem powiedzieć. Jam jest niemowa.
C (jak ciecz) V (jak vacatio)
NAZWISKO: WODA-CIECZ; IMIONA: Krystaliczna, Słodka, Smakowita, Winna, Piwna, Pienista, Ulotna, Miękka, Orzeźwiająca, Czysta, Błyszcząca, Ciepła, Lejąca się; DATA URODZENIA: bardzo odległa przeszłość (tego
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kingmasterbeat
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…