Żołnierz wyklęty
Opowieść o żołnierzu wyklętym
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zygmunt, jak większość kresowiaków, zaraz po wojnie szykował się do wyjazdu na ziemie odzyskane. To samo robili jego bracia z rodzinami i prawie cała wieś. Nie chciała wyjechać tylko jego siostra z trojgiem małych dzieci. Postanowiła zostać, bo zaraz po wejściu Ruskich jej męża Leona wzięto do wojska, a najstarszy syn Kostek jeszcze za Niemca poszedł do partyzantki. Obydwaj nie wracali, a ona czekała na nich i nie chciała wyjeżdżać. – Kobieto, to już prawie rok po wojnie – tłumaczyli jej krewni. – Ci, co poszli razem z twoim Leonem do wojska i przeżyli, już wrócili. Kostek też już dawno powinien wrócić. Nie masz, na co czekać. Masz jeszcze troje małych dzieci, nie poradzisz tu sobie sama. Pakuj się i jedź z nami. – Ale ja nie dostałam żadnego pisma, że Leon nie żyje – odpowiadała. – Jak wróci, to gdzie będzie mnie szukać? Tylko tutaj. I Kostek tak samo. Wszyscy bliscy wyjechali, a ona została. Nie doczekała się ani męża, ani syna. Leon przepadł bez wieści, a Kostka koniec wojny zastał w mazowieckich lasach. Jego oddział przeczekał tam przejście frontu i był gotowy do walki z nowym wrogiem, czyli Sowietami i komunistyczną władzą. Niektórym prostym żołnierzom strzelanie do Polaków – choćby i komunistów – nie było w smak i kilku z nich zdezerterowało. – Ci tchórze daleko nie ujdą – mówił dowódca, stojąc przed frontem oddziału. – Nasi ludzie są wszędzie. Schwytamy ich nawet za granicą i rozstrzelamy. Nie wolno wątpić – kontynuował ku pokrzepieniu serc swoich żołnierzy. – Trzeba poczekać rok lub dwa. Amerykanie trochę odsapną i ruszą na Ruskich. Wróci z Londynu prawowity rząd, zaprowadzimy w Polsce porządek i wrócimy do domów jak bohaterowie. Ludzie będą nas jeszcze po rękach całować. Tymczasem okoliczna ludność nie paliła się do całowania partyzanckich rąk. O ile za Niemca – choć z duszą na ramieniu – trochę im pomagała, to teraz zaczęła traktować ich wrogo. Po latach okupacji, rozstrzeliwań i wywózek do obozów ludzie chcieli żyć w spokoju. Nie chcieli nowej wojny i takim spóźnionym bojownikom o jakąś nieokreśloną inną Polskę, grunt zaczął się palić pod nogami. W Kostkowym oddziale brakowało wszystkiego i głód zaczął zaglądać w oczy. Wtedy dowódca postanowił zaopatrzyć się u nowego wroga. Na jego rozkaz oddział napadł na sowiecką ciężarówkę z żywnością i zabił żołnierzy obstawy. Wtedy rozpętało się piekło. W lasy ruszyło regularne wojsko i prędko dopadło napastników. Wywiązała się nierówna walka. Gdy pod przeważającym ogniem padł dowódca i kilku kolegów, Kostek postanowił uciekać. Rzucił karabin i czapkę z orzełkiem w koronie, i zanurkował w zarośla. Uciekał tak długo, aż dotarł pod Kielce, do ciotki, która mieszkała tam od przedwojny. Ciotka przechowała go przez kilka dni, oprała i odkarmiła. Potem dała cywilne ubranie i trochę grosza, i kazała się wynosić. Znała już adres Zygmunta na ziemiach odzyskanych i poradziła siostrzeńcowi, żeby tam pojechał. Kostek po kilku dniach dotarł do celu, odczekał w lesie do nocy i dopiero wtedy zapukał do wujkowych drzwi. Wujek nie widział go już kilka lat i z trudem poznał. Zaprosił do kuchni, a ciotka nalała mu kapuśniaku. – No, to gadaj, co cię tu przyniosło – powiedział Zygmunt, gdy gość skończył jedzenie. – Tylko jak na spowiedzi, bo kłamstwo poznam. Kostek opowiedział wszystko i ze spuszczoną głową czekał wujkowego wyroku. – A niech to smród ogarnie! – zaklął Zygmunt. – Wojaczki ci się zachciało! I jeszcze teraz, po wojnie! Mało ci było? Twój ojciec poszedł do wojska, bo musiał! A ty? On przepadł, ty się ukrywasz, a matka tam z trójką drobiazgu została na zatracenie. Jeszcze ją Ruscy przez ciebie do łagru wywiozą. Oni tam pewnie już wiedzą, w jakiej bandzie byłeś. Do dupy z taką polityką! Na razie możesz tu zostać, ale spać będziesz w stodole. I śpij w butach, żebyś nie musiał boso uciekać, jak po ciebie przyjdą – dodał na zakończenie. Kostek nie wiedział, jak wujkowi dziękować. Zaczął coś bąkać, chciał w
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Marian
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…