Źródło - Rozdział I
Pojmany elficki generał, zamach na cesarza Ilsaru... Wewnątrz całej intrygi próbujący ujść z życiem agent, wykonujący polecenia ze ślepym posłuszeństwem.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział 1 – Spisek
Oddział poruszał się teraz po mniej uczęszczanych odcinkach Wschodniego Traktu. Wojna z elfami była znacznie trudniejsza niż można by przypuszczać. Mimo ostatecznego zwycięstwa, kolejne bitwy na terenie wroga poważnie uszczupliły szeregi armii imperialnej tak bardzo że zadecydowano się na przesunięcie milicji patrolującej mniejsze szlaki handlowe, na linię frontu.
Zaczynało już zmierzchać. Eskorta zatrzymała się w pierwszym gościńcu jaki napotkali. Talros wolał nie rozbijać obozu w środku puszczy, podczas gdy granice państwa były praktycznie niepilnowane a elficki generał był łakomym kąskiem nie tylko dla bojówek Elfów ale i wszelkich gildii jako karta przetargowa w walce o wpływy. Jeden ze strażników szybko doskoczył do konia generała i pomógł dowódcy zejść ze zmęczonego podróżą wierzchowca. Talros spojrzał na uwięzionego elfa z niewysłowioną pogardą i skierował się ku drzwiom.
Wątłe światło lampy oliwnej oświetlało wejście tawerny „Zawodząca Eris”. Kiedy podchodzili do wejścia, wypadło stamtąd kilku pijanych tubylców, którzy wyszli na ulicę omal nie wpadając przy tym na żołnierzy. Wyśpiewując sprośne piosenki skierowali się w stronę maleńkich światełek w oddali. Prawdopodobnie szli do wsi. Talros obruszył się nieco i skierował ku drzwiom. Wnętrze prezentowało się nieszczególnie. Od wejścia nos gości atakowały zapachy dochodzące z kuchni. Nie wiadomo co tak naprawdę wchodziło w skład podawanych dań ale za tą cenę mógł posilić się niemal każdy, zatem nikt w to nie wnikał. Wewnątrz panował delikatny półmrok. Lampy dostatecznie oświetlały jedynie główną salę składającą się z kilku połączonych ze sobą stołów, skierowanych ku jej wewnętrznej części na której podskakiwała rytmicznie grupa wieśniaków, poszturchiwana czasem przez kloszardów próbujących wydostać się z tawerny. Natomiast dostęp do wewnętrznego pomieszczenia był zarezerwowany jedynie dla wybranych. Z reguły przesiadywali tam członkowie miejscowych band a także kupcy którzy handlowali niekoniecznie legalnymi towarami. Oczywiście przewijali się tam także ludzie którzy nie należeli do wyżej wymienionych grup ale mieli dość pieniędzy aby wynająć do „pracy” najemników, której żaden uczciwy człowiek by się nie podjął.
Drzwi otworzył jeden ze strażników eskortujących Talrosa. Gdy tylko oficer przestąpił próg muzyka zamilkła, podobnie jak rozmowy na zapleczu. Każdy uważnie obserwował przybysza, próbując odgadnąć jego zamiary nim będzie za późno na wykonanie odpowiednich ruchów. Dla nich generał mógł być równie dobrze hersztem bandy, któremu nagle zabrakło złota i przypomniał sobie że pora pobrać „opłatę za ochronę” tawerny. Miejscowi widzieli w nim co prawda zagrożenie, jednak nikt o zdrowych zmysłach nie chciał zadzierać z armią. W interesach, szczególnie tych mniej legalnych, najlepiej pozostawać niewidocznym.
Żołnierz zapłacił służbie kilka srebrnych monet, aby w należyty sposób zajęła się dowódcą i pospiesznie oczyściła stół z resztek pozostawionych przez poprzednich klientów. Następnie nakazał zanieść jakieś resztki dla więźnia, najlepiej te które zwykle jedzą psy. Bowiem w jego mniemaniu Elf nie zasługiwał na nic lepszego.
Do wozu podszedł młody chłopiec, który pracował w karczmie w okresie jesienno-zimowym. Teraz gdy pola i drzewa były pokryte śniegiem mógł nieco odpocząć od pracy w rodzinnym gospodarstwie. Młodzieniec przeraził się gdy w ciemności, w klatce, zobaczył Elfa. Do tej pory znał je jedynie z bajek, które demonizowały je do granic możliwości. W ten sposób w nowych pokoleniach wytwarzano strach i wrogość przed odmiennymi istotami, dlatego władze nie musiały nikogo przekonywać do słuszności swych działań. Dziecko musiało jednak przemóc swój wewnętrzny opór i spełnić polecenie karczmarza. Trzęsącą się ręką położył miskę z kaszą na brzegu klatki i delikatnie wsunął ją nieco dalej, tak aby Anárion mógł ją sięgnąć.
Elf nie był stanie czegokolwiek przełknąć. Co prawda Ulliahal oczyścił jego pamięć z najnowszych wspomnień, jednak osobliwość tego wydarzenia i tak poważnie wpłynęła na śmiertelną istotę. Jakaś cząstka świadomości nadal zawierała fragmenty wydarzeń, jakie rozegrały się w innej rzeczywistości. Pomimo interwencji sił nadprzyrodzonych w jego duszy zostało odciśnięte piętno i musiał nauczyć się z nim zmierzyć lub oszaleć.
- Będziesz żarł to gównojadzie czy obić ci pysk za każdego mera wydanego na ciebie?! – odezwał się jeden z żołnierzy pełniących wartę przy wozie. Pachołek generała zaczął uderzać mieczem o klatkę. Anárion z ogromnym trudem dosięgnął miskę i zaczął powoli jeść. Żołnierz spojrzał na niego pogardliwie i szemrając coś pod nosem usiadł na schodach karczmy, utrzymując kontakt wzrokowy z więźniem. Elf nie dokończył nawet kolacji. Zasnął oparty o kraty z wylaną na ubranie kaszą.
Żołnierze wyszli z karczmy nad ranem z zakupionym na drogę jedzeniem. Gdy tylko strażnicy dostrzegli dowódcę wychodzącego z budynku, zaczęli pakować swoje rzeczy do plecaków aby jak najszybciej wyruszyć w dalszą drogę. Jeden z nich podszedł do wozu aby sprawdzić co z więźniem. Upokarzający obraz wycieńczonego, oblanego kaszą osobnika, wzbudził w nim politowanie. Bądź co bądź był to najwyższy dowódca wojska. Spojrzał przez ramię aby upewnić się że nikt go nie obserwuje i wyjął z plecaka ścierkę, którą wytarł dość dokładnie mundur Anáriona a także klatkę. Zabrał z niej także miskę i oddał karczmarzowi. Po pobieżnym przeglądzie Talros zezwolił na wyruszenie w dalszą drogę.
Mimo wczesnej pory na trakcie panował ogromny ruch. Przeważającą część stanowiły rodziny rolników, które zmierzały do miasta aby sprzedać to co udało im się zebrać poprzedniego dnia. Niestety zyski nie były tak duże jak w poprzednich latach. Kiedy młodzież poszła walczyć z „wrogiem”, kilka par rąk do pracy mniej wyraźnie dało o sobie znać. Mijali ich także pielgrzymujący zakonnicy oraz oddziały paramilitarne utrzymujące tutaj porządek pod nieobecność milicji.
W pewnym momencie dotarli do rzeki Riden za którą rozciągał się cesarski las. Talros odjechał kilka metrów od przeprawy, po czym zsiadł z wierzchowca, wyjął bukłak aby zaczerpnąć świeżej wody po czym usiadł nad brzegiem rzeki aby nieco odpocząć przed dalszą podróżą. W płytkim strumieniu bawiła się grupka dzieci, skacząc z kamienia na kamień. Co chwilę dał się słyszeć śmiech lub pisk gdy któreś z nich postanowiło ochlapać kolegów lodowatą wodą. Uspokajały się dopiero gdy ktoś obcy przechodził obok nich. Lustrowały podróżnika aby po chwili ponownie oddać zabawie. Talros spoglądając na nie raz po raz uśmiechał się. Przypominały mu jego samego sprzed lat, kiedy z o rok młodszą siostrą i trzy lata młodszym bratem, przesiadywali całe dnie nad brzegiem niewielkiego strumienia przepływającego w pobliżu ich domu. Rodzice musieli często siłą przyprowadzać ich do domu. Czasem poprzedzała to krótka ucieczka przed opiekunami w górę strumienia. Było to jego ostatnie pozytywne wspomnienie które zabrał ze sobą w domu. W wieku dwunastu lat musiał zderzyć się z brutalną rzeczywistością. Zgodnie z tradycją musiał wyjechać do szkoły wojskowej, podobnie jak jego ojciec, dziadek i pradziadek. Wtedy po raz ostatni widział swoje rodzeństwo. Późniejsze zawirowania polityczne wyniosły go wysoko w hierarchii wojskowej ale gdyby mógł, nie wybrałby dla siebie takiego losu. Nie wiedział nawet co dzieje się obecnie z jego młodszym bratem. W obliczu niedawnej wojny rozważał każdą możliwość, choć nie dopuszczał do siebie tej najtragiczniejszej.
W tym czasie przeprawiała się niewielka grupa mnichów odzianych w bladoniebieskie habity. Pech chciał że jedyny koń jakiego mieli zranił się dotkliwie gdy jego noga ześlizgnęła się i otarła o jeden z ostrych kamieni, którymi usłane było dno rzeki. Wóz z zapasami które ze sobą wieźli został unieruchomiony. Nie mieli innego wyboru, musieli zatrzymać się do czasu aż koń będzie w stanie iść dalej z ładunkiem. Żołnierze stojący na warcie widzieli całe zajście ale nie mieli najmniejszej ochoty zagłębiać się w ich problem. Niestety namolność była jedną z cech, z których słynęli zakonnicy. Bez wahania podeszli do oddziału Talrosa.
- A dokąd to panowie jadą jeśli można spytać?
- Sprawa wagi państwowej. To nie twój interes mnichu – jeden z żołnierzy spojrzał na niego stanowczo dając mu do zrozumienia, że jeśli nie chce kłopotów lepiej przestać drążyć temat.
- Ależ bracie dlaczego tak ostro? Ja tylko zapytałem z grzeczności. Nie miałem zamiaru cię denerwować – mnich mówiąc ostatnie zdanie zrobił to w tak drażniący sposób, że strażnik o mało nie zagotował się ze złości. Chciał dosadniej rozmówić się z nieproszonym gościem ale z drugiej strony nie mógł narazić się dowódcy. Zacisnął więc zęby i nie zareagował na tę zniewagę. Mnich dostrzegł jakąś sylwetkę w metalowej klatce, na którą co jakiś czas spoglądał wartownik i wreszcie się opanował. Wiedział że dalsze igranie z losem może mieć dla niego niezbyt optymistyczny finał. Perspektywa spędzenia w więzieniu kilku miesięcy nie była pociągająca. Awantura przywróciła Talrosa do rzeczywistości. Dowódca widząc całe zamieszanie podniósł się z ziemi i otrzepał zakurzony mundur, następnie przywiązał wierzchowca do pobliskiej brzozy i zbliżył się do oddziału.
- Mnichu czyż waszym obowiązkiem nie jest modlitwa i pomoc ubogim a może się mylę?
- Przebacz mi panie, nie chciałem się narzucać ale nasz koń jest ranny i nie możemy iść dalej z zapasami do naszych przytułków – skłonił głowę wiedząc iż każde nieprzemyślane słowo i ruch może go teraz drogo kosztować.
- Wobec tego zabijmy go! Rżenie tego konia słyszeli pewnie wszyscy w promieniu kilku kilometrów! To miała być tajna misja a niedługo zleci się tu połowa gildii imperium! Muszę jak najszybciej dostać się do stolicy i nie mogę sobie pozwolić na tego rodzaju opóźnienie.
- Ale panie, co będzie z nami? Sami nie pociągniemy wozu a do stolicy kilka godzin drogi.
- Nikt was nie zmusza do zabicia tego konia. Macie wybór, możecie pójść z nami bez obaw o ładunek albo zostaniecie tutaj do czasu aż ktoś inny wam pomoże lub zwierzę odzyska siły – Mnich tak naprawdę nie miał żadnego wyboru. Obaj doskonale wiedzieli że może się to skończyć jedynie kradzieżą całego transportu. Kilku kapłanów nie stanowiło żadnej przeszkody, dlatego musieli się zgodzić. Skinął głową z rezygnacją. Eskorta pobieżnie sprawdziła stan wozu. Nie stwierdzono większych uszkodzeń, bali się jednak o przednie koło po lewej stronie. Zaprzęgnięto jednego koni i wóz zaczął powoli toczyć się przez bród. Kilku żołnierzy szło przy feralnym kole aby w razie czego uratować ładunek. Mnisi niemal mdleli za każdym razem gdy wóz niebezpiecznie się przechylał ale na szczęście nic złego się nie wydarzyło. Gdy tylko bezpiecznie dotarli na drugi brzeg, generał skinął na pozostałych. Drugi wóz, na którym znajdowała się klatka z więźniem, przedostał się bez problemu. Po kilku minutach wszyscy znaleźli się po drugiej stronie Riden.
- Myślę że już teraz nie zdarzy się nic nieprzewidywanego. Do stolicy mamy kilka godzin drogi zatem ruszajmy – Talros zwrócił się do wszystkich tonem nieznoszącym sprzeciwu. Mnisi szybko usiedli na tyle wozu i już zdążyli sobie znaleźć temat do plotek. Ojciec Albert, który rozmawiał ze strażnikiem nad rzeką, ostatkiem sił wspiął się na wóz i ruszył za oddziałem.
***
Surowe kamienne ściany skąpane były w wątłym światle świec umocowanych co kilka metrów, na niewielkich podwyższeniach. Echo ciężkich, wojskowych butów rozlegało się po korytarzach. Średniego wzrostu mężczyzna miał na sobie długi, ciemnozielony płaszcz, zawiązany w okolicach ramion. Widniał na nim herb cesarstwa, przedstawiający ryczącego tryumfalnie lwa. Z zasępioną twarzą pokonywał kolejne metry dzielące go od komnaty jednego z cesarskich doradców. Zastanawiał się jak najlepiej przekazać wieści z którymi przychodzi. Była to jedna z najważniejszych umiejętności, jeśli nie najważniejsza, jaką musieli posiadać ludzie w bliskim otoczeniu cesarza. Nieumiejętne prowadzenie rozmowy, szczególnie w
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Sasquatch
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…