Żyrandol
Opowiadanie powstało jako ćwiczenie pisarskie. Razem z kolegami po piórze siedzieliśmy w knajpie. Postanowiliśmy zadać sobie napisanie opowiadania o przypadkowym tytule. Długo szukaliśmy odpowiedniego słowa. Czyjś wzrok padł na żyrandol...)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jim dobrze pamiętał, jak to się wszystko zaczęło. Będąc jeszcze dzieckiem, uwielbiał zwisać na swoim ćwiczeniowym drążku "do góry nogami" i oglądać odwrócony świat. Podłoga stawała się sufitem, a prawdziwy sufit pełnił rolę podłogi. Ileż tam było miejsca do zabawyt! Cała prawie powierzchnia mieszkania przemieniona w gładki plac, wymarzony dla niezliczonych "resorowców", kolejek elektrycznych, sklejanych samolotów, których Jim miał co niemiara. Jedyną przeszkodą mógł być żyrandol, wyglądający jak jakiś niesamowity, wyrastający z betonu, świecący kwiat. Ten żyrandol utkwił mu szczególnie w pamięci. Wiele, wiele lat później, już jako dorosły, żonaty mężczyzna, oglądał z dziwnym uczuciem swoją własną, stylizowaną natwczesny pop-art, trójżarówkową lampę, wiszącą w stołowym pokoju. Może przeczuwał, że wkrótce przyjdzie mu diametralnie zmienić swój p u n k t w i d z e n i a... Było to dokładnie rok temu. Zawieruszył się w Instytucie Wielkich Energii, gdzie dzięki pracującemu tam przyjacielowi mógł się poruszać o wiele swobodniej. Nikt do dzisiaj właściwie nie wie, jak to się stało. Jak zwykle w takich wypadkach bywa, musiało się złożyć wiele mało prawdopodobnych okoliczności, a więc to, że właśnie przeprowadzano rozruch nowego cyklotronu, że mimo doniosłości przedsięwzięcia strażnicy pozwolili sobie na fatalne niedopatrzenie i Jim mógł bezkarnie wałęsać się po pomieszczeniach znajdujących się nad urządzeniem, i że w chwili gwałtownego skoku potężnego pola, mającego utrzymać w ryzach rozpędzone cząstki, Jim znajdował się akurat na drodze strumienia magnetycznego. Suma owych kuriozalnych przypadków dała w rezultacie superprzypadek. Jim stał się anty-ważki. Można sobie wyobrazić miny dwóch asystentów i woźnego, którzy przybiegli zwabieni okrzykiem i zobaczyli go, jak zwijał się na suficie, rozcierając guza i nadwyrężony kark. Po paru minutach cały Instytut stanął na nogach, a cyklotron rzucono w diabły. Dzień i noc bez przerwy rozgorączkowane stado fizyków, począwszy od zdolniejszych studentów, a skończywszy na profesorach, łamało sobie głowy nad tym nieprawdopodobnym zjawiskiem, prześwietlało Jima wszystkimi możliwymi długościami wszystkich możliwych fal, wkładało do klatek Faradaya, do wnętrz gigagaussowych zwojnic, faszerowało nieliniowo zmiennymi prądami i Bóg wie czym jeszcze. Im większe czyniono wysiłki, tym dalsze było rozwiązanie. Jim działał na naukowców, jak płachta na byka, pokazując, że istnieje coś, co wymyka się ich możliwości poznania. Rozczochrani okularnicy w białych fartuchach rzucali co prawda od czasu do czasu mądrym bełkotem, jak "transwersja dipoli grawikwantowych", zrodziły się na tym trzy doktoraty i jedna habilitacja, ale dla wszystkich pozostało oczywiste, iż sprawa Jima to węzeł gordyjski, na którego nie ma nawet miecza. Ogólny entuzjazm badawczy zaczął się szybko przekształcać w zgorzknienie i marazm; gdy było już jasne, że nic nie przywróci Jimowi jego normalnego stanu, on sam stał się zgryźliwy i wrogo nastawiony do otoczenia. Na pewno miał na to wpływ fakt, iż tajemnicy oczywiście nie udało się utrzymać zbyt długo i wkrótce w Instytucie pojawiła się cała śmietanka naukowa fizyki jądrowej i stokroć liczniejsze tabuny dziennikarzy. Przedstawiciele obu tych profesji oblegali Jima dniem i nocą, aż w końcu Jim nie wytrzymał, wykrzyczał, że ma dość roli królika doświadczalnego i chce wrócić do swojego domu, gdzie łatwiej mu będzie podjąć niemały wysiłek unormalnienia swego anormalnego położenia. Ale tam dopiero zaczęły się prawdziwe kłopoty. Już w czasie transportu z Instytutu do domu Jim poczuł przedsmak swego przyszłego życia. Zapakowano go do podłużnej skrzyni, urządzonej wygodnie, z panoramicznymi oknami, lecz jednoznacznie kojarzącej się z trumną. W ten sposób Jim przekonał się, że wolna przestrzeń będzie dla niego absolutnie niedostępna, sam widok świata odwroconego do góry nogami był dla niego nie do przyjęcia - po paru minutach wywoływał mdłości, a po dłuższym czasie pojawiały się u Jima pierwsze oznaki obłędu. Uświadomił sobie, że nigdy ne będzie mu dane odetchnąć świeżym powietrzem, jakikolwiek spacer bez pomocy "trumny do zwiedzania" musiałby wymagać co najmniej czterech "tragarzy", niosących go na czymś w rodzaju uwięzi i Jim z brzuchem wypiętym do góry wyglądałby wtedy jak makabryczny balon na…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Boguc
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…