163,5 cm nad ziemią (4)
Zycie snem pisane. Czysta abstrakcja.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
4
I znów się kłócimy. Nie wiem o co. Ale garnitur miał ładny. Wróciliśmy do domu. -Zaraz wychodzę... Tak dobrze znany mi ton. Dlaczego to mieszkanie jest stare? Idę do pokoju przez te drzwi, których nigdy nie lubiłam. (na szczęście juz ich nie ma) -To jak, idziemy? -Co...? Naprawdę nie wiedziałam o co chodzi. -No nad Wartę, na wydmy, przecież ławeczka jest czysta... Rzeczywiście, z tydzień temu ją czyścił. -Przecież mówiłeś.. przemyślałam -..dobrze. Wracając znów się kłóciliśmy. Nie wiem co robiły tam nasze rodziny, zupełnie inne, niż pamiętam. -Pożegnajcie się. Głupio było. Niezręcznie. Wszystkim podaliśmy rękę. Pocałunek w policzek. I tak szliśmy wszyscy razem, w końcu dzieliły nas tylko dwa piętra. Cały czas chodził mi po głowie jutrzejszy bal. Wchodziliśmy po schodach. Mama, tata i ja jako pierwsi. Zebraliśmy się w głównym hallu gdzieś na 20. piętrze. -Co będziemy czekać.. Poszłam za tatą do wielkich, ciężkich drzwi. Weszliśmy do środka, cała reszta została w hallu, jakby w ogóle nas nie widzieli. Sala była niewielka. Cała w drewnie. Na końcu wielkie lustro. Muzyka. I kurtyna. Zbliża się! Odkryłam w sobie odmianę klaustrofobii. -Alu.... ktoś ciągnął mnie za nogę. Wchodzi ona, Wyposzczona. Tak naprawdę powinnam powiedzieć, że najpierw wchodzi jej biust potem zęby i na końcu ona. Biust z racji wieku jego posiadaczki wygląda niesmacznie wystawiany na widok publiczny. Co innego tyczy się zębów, których tylko można zazdrościć. I ona. Wchodzi. Zdejmuje kurtkę. Tanią. Sztuczną. Z wyprzedaży. Nie patrzy na nią. Odwiesza jednak z szacunkiem na wieszak. Odwraca się od niej, wyciąga do tyłu rękę i przygładza. Zdejmuje buty. Tanie. Sztuczne. Z wyprzedaży. Odpinając suwak trzyma się ściany. Wsuwa klapki przyniesione z domu. Układa buty równo na gazecie. Krzyczy na syna. Cichego. Wysokiego. Z wpadki. Krzyczy z żalem w głosie. Wie, że jej nie słucha. Ojca słuchał. Ojca szanował. Ojca mylił z bankomatem. Ojca stracił. Siadają na krześle. Ona, jej zęby, jej biust. Jej żale. Jej pięćdziesiąt kilogramów. Brązowe spodnie, brązowa bluzka,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Perle
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…