Wróć do katalogu

2012

Sukces na miarę całego kraju. Oceniali: Joanna Kołaczkowska,Andrzej Poniedzielski,Stanisław Zygmunt,Andrzej Zakrzewski

remi, opublikowano , 7 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Sen mi się śnił. Z tych strasznych, co to całym swoim ciężarem pierś przygniatają, do zimnych potów doprowadzając. Śniła mi się Ojczyzna. Nie ta, którą moje oczy co dzień oglądają, ale taka ze starych historii, za dawnych czasów, malowana pędzlami defetystów pod zaborami obcych mocarstw. Rzadkie trakty kamieniem utwardzane na swych grzbietach siermiężne wozy nosiły, ciągnione przez styrane ciężką pracą woły. Dziadowizna w poszarganych łachmanach na żebry włóczona przez łasą grosza biedę, przewalała się przez błotniste dukty. Bosa dziatwa niczym rój kąsających pszczół czepiała się kraja płaszcza o choćby drobinę słodyczy. Miasto ku któremu z niemałym trudem powłóczyłem zbolałymi nogami, zdawało się jawić jedną ruiną. Zapadłe pogorzelisko przedmieścia zionęło gdzieniegdzie osmolonymi oczodołami wybałuszonych w niemym przerażeniu okiennic. Bezdache chałupy wołały o pomstę za krzywdę uczynioną łupieżczymi łapami żądnych krwi podpalaczy. Przygarbione baby za koślawymi straganami tuż przy pierwszym rzędzie obskurnych kamienic na mój widok jeszcze bardziej skurczyły się w sobie. Odzieniem mocno nie pasowałem do ich krajobrazu, z gruntu rzeczy, na pierwszy rzut oka, sprawiając wrażenie obcego. Wtedy uszu dobiegł głęboko basowy pomruk nieprzyjemnego dudnienia. Zza węgła wytoczył się wielki, stalowy potwór, na widok którego kto żyw pierzchał w popłochu, gdzie tylko mógł. Kątem oka dostrzegłem, jak ktoś wychylił się na skraju dachu pobliskiego domu, ciskając czymś w zielono zgniłą powłokę jadącej, kilku osiowej maszyny. Za nią podążała wielka ciężarówka wyładowana po brzegi żołnierzami. – Na pohybel Angolom! Śmierć Espaniolom! – wrzasnął ktoś ochryple. Niesiony instynktem, rzuciłem się pod najbliższą ścianę. Na stali pojawiły się żółte, okraszone białymi skorupkami plamy. Jaja na szczęście nie eksplodowały, ale smród zgnilizny porażał wyostrzone zmysły. W tym momencie w oczy rzucił mi się ogromny napis na odrapanej ścianie: EURO 2012 POMŚCIMY! – Przeklęci kibole! – usłyszałem nieopodal. – Gdyby burd z przyjezdnymi nie wszczynali, okupacji by nie było… Przekupka przemknęła obok do najbliższej bramy. Na burcie transportera widniały znaki armii brytyjskiej. Ciężarówka okazała się hiszpańska. Za nią kolejna, grecka. Z ostatniej, niczym potop, wylali się szwedzcy piechurzy w kapeluszach z wielkimi, okraszonymi piórami rondami oraz długimi muszkietami.. Strach zajrzał w moje gasnące oczy. Przede mną zamajaczył ogolony na łyso, o skrytej pod chustą pół-twarzą, kibol z wielkimi, wytatuowanymi, nagimi bicepsami, który rzucił się na szwedzkich wojaków z dzikim okrzykiem pełnym przekleństw. W panice rozrzuciłem na boki ramiona i zjawa prysła. Przytomność wyrwała mnie z koszmaru gwałtownym dzwonieniem. Przez moment orientowałem się, co łomocze o mój słuch. Drżącą ręką dorwałem budzik. Piąta dwadzieścia! Zaspałem… Niech to szlag! Zaspałem! Ochlapanie pomarszczonej nocną eskapadą twarzy, wzburzenie piany w ustach i pomachanie szczoteczką zajęło nie więcej niż jakieś trzy minuty. Wbiłem się we wczorajsze ciuchy i pokonując kilka schodków naraz, przedostałem się na parking. Wóz otworzył drzwi i przywitał mnie miłym, kobiecym głosem. Kazałem „odpalić” silnik, który przyjemnie zamruczał stonowanym, choć sztucznym, basem. Elektryczny motor żwawo pociągnął pojazd i ruszyłem ku autostradzie. Szansa, że zdążę na wodowanie lotniskowca nadal istniała. Jeśli się spóźnię, włodarze…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych