Wróć do katalogu

A co, jeśli piekło istnieje? - Część I

A co, jeśli piekło istnieje? A co, jeśli piekło istnieje i znajduje się właśnie na ziemi? Stworzone przez ludzi dla ludzi.

AutorAnonimowy, opublikowano , 15 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Ale to nie byłam ja”

Znowu ktoś się powiesił i nastało ogólne poruszenie. Tłumy na schodach, gapie na korytarzu, wszędzie te same wścibskie oczy wypatrujące sensacji lub odskoczni od monotonnego życia. Tym razem padło na dwunastkę. Nie pamiętam kto tam mieszkał, ale sądząc po gabarytach przykrytego białą płachtą trupa, był to nadzwyczaj rozbudowany chłopak. Może Mike, z którym siedziałam kiedyś na stołówce? Miał tak nienaturalnie duże ręce, kiedy sięgał po jedzenie. Albo Matthew. Tak, to zdecydowanie mógł być on. Przecież grał w futbol, a futboliści zawsze wyglądają jak wyrośnięte dzieci. Jedno jest pewne – ktoś nie wytrzymał i chciał się stąd wydostać za wszelką cenę. I chyba mu się udało. Nie żył. Nie było go już tutaj. Niedługo dowiemy się kto jest tym szczęściarzem, bo od dziś jeden cień mniej będzie poruszał się po tych korytarzach, jedna osoba nie zejdzie już więcej na wspólny posiłek, ale zapewne niedługo pojawi się ktoś nowy. W końcu zwolniło się jedno miejsce w pokoju, a kolejki oczekujących na przyjęcie tutaj nigdy się nie kończą. Ktoś odszedł, ktoś przyjdzie. Tak to zazwyczaj działa. Tylko, że ostatnio coraz więcej odchodzi. Zostają jedynie najsilniejsi. I siła nie oznacza tu wcale niezwykłych, wrodzonych zdolności ani ponadprzeciętnej wytrzymałości psychicznej. Silni są ci, którzy nic nie mają i którym na niczym już nie zależy. Wiedzą, że nikt na całym świecie o nich nie myśli i nikt nigdy się o nich nie zatroszczy. I ja do takich ludzi należę. Dlatego wciąż żyję. Bo po co mam umierać skoro i tak nikt za mną nie zatęskni?

***

Stałam przy oknie i obserwowałam to, co działo się na zewnątrz. Mała dziewczynka dreptała właśnie po wytartym trawniku, służącym obecnie za parking, trzymając w rączce maleńką walizkę. Drugą ręką chwyciła dłoń wysokiego mężczyzny, który prowadził ją do czarnego samochodu. Za nimi podążała niezwykle szczupła kobieta z jasnymi włosami, rozmawiająca cicho przez telefon. Dziecko szło niepewnym krokiem, jakby bało się, że coś złego może się zaraz przydarzyć. Odwróciła delikatnie główkę w stronę miejsca, które przed chwilą opuściła i przyglądała mu się przez moment. Do tej pory właśnie ten stary, niszczejący już budynek był jej domem. Jednego byłam pewna – to dziecko nie chciało tu wrócić tak bardzo, jak ja nie chciałam tu być. Dla małej nadeszło jednak błogosławieństwo – ktoś chciał przygarnąć ją do siebie. Mogła opuścić to miejsce na zawsze. Komuś nareszcie się udało. Ale to nie byłam ja. Znowu.

***

Zasłoniłam firankę szybkim ruchem ręki i odwróciłam się od okna. Teraz moim oczom ukazał się nędzny widok maleńkiego, ciemnego pokoju, który dzieliłam z trzema innymi dziewczynami. Odrapane ściany i podziurawiony dywan dopełniały żałosnego obrazu przestrzeni będącej moim codziennym koszmarem. Wyszłam z pomieszczenia, trzaskając głośno drzwiami. I tak nikt nie zwracał tu na nic uwagi. Zatłoczony korytarz pełen wałęsających się dzieci w każdym wieku, które wyglądały jak wyzute z życia cienie, znowu przywitał mnie swoim okropnym, duszącym zapachem. Smutne, przygnębione, chodzące ze spuszczonymi głowami istoty mijały się nawzajem i tylko nieliczne jednostki rozmawiały ze sobą. Pewnie przybyły tu niedawno. Z czasem przestaje się tu mówić, bo nie ma o czym. Później nie patrzy się już innym w oczy ze strachu przed tym, co może się w nich kryć. Ostatecznie nie zwraca się już uwagi na nikogo, bez względu na to jak blisko było się z nim wcześniej. Bowiem nadchodzi czas kiedy przestaje ci zależeć. Na kimkolwiek i czymkolwiek. Po prostu jesteś i to właśnie zaczyna być twoim największym osiągnięciem. Bo niektórych już tu nie ma. Odeszli. Ale ty trwasz. I nawet jeśli nie ma to najmniejszego sensu, ty zostajesz, by pokazać innym, że coś ocalało. Nadzieja — tylko ona pozostała. Bez względu na wszystko.

***

Przemierzałam ciasne korytarze przez kilkanaście dobrych minut, przyglądając się dokładnie czynnościom wykonywanym przez inne osoby, aż w końcu zabrzmiał długo wyczekiwany przez wszystkich przeraźliwy i zdecydowanie zbyt głośny dźwięk dzwonka. Była dwunasta. Czas zejść do wspólnej stołówki mieszczącej się na najniższym piętrze, by nie umrzeć z głodu. Chociaż prawdę mówiąc, nie wiem czy jest jakakolwiek różnica w śmierci głodowej, a tej spowodowanej serwowanymi nam posiłkami. Nikt o zdrowych zmysłach nie zdecydowałby się na spożycie choćby odrobiny tego, co każą nam tutaj jeść. Ale my nie mamy innego wyjścia. Więc jemy. Nie miałam zamiaru iść od razu za tłumem spieszących się dzieci, które chciały jak najszybciej dotrzeć na stołówkę, zająć miejsce i dostać upragniony posiłek. Lepsze przecież takie jedzenie, niż żadne. Podobno. Szłam więc dalej ciemnym korytarzem, nie zmieniając celu mojej dzisiejszej wędrówki. Zatrzymałam się dopiero wtedy, gdy moim oczom ukazał się widok ledwo utrzymujących się na zawiasach, kiedyś zapewne białych drzwi, które obecnie w żadnym stopniu nie przypominały przedmiotu o tej nazwie. Przecisnęłam się zwinnie pomiędzy wystającymi deskami i znalazłam się w dużym pomieszczeniu wyłożonym zabrudzonymi już płytkami. Nikt tu chyba nie sprzątał od wieków, chociaż co jakiś czas po naszych korytarzach przechadzają się starsze kobiety z miotłami i ścierkami w rękach. Ale chyba tylko się przechadzają. W końcu nikt ich przecież nie sprawdza. Łazienka była jednym z moich ulubionych miejsc, bo zazwyczaj nie było tu nikogo i mogłam zostać sam na sam z własnymi myślami. Pewnie kiedyś oszaleję od tego wszystkiego, co krąży w mojej głowie, ale nie stanowi to dla mnie problemu. Zawsze to jakaś odskocznia od codziennej monotonii życia w tym miejscu. Rozglądnęłam się dookoła i ujrzałam ten sam widok, który obserwuję od kilku lat – rząd starych, częściowo potłuczonych umywalek, a po drugiej stronie wiszące, brudne płachty materiału dające choć odrobinę prywatności podczas zimnego prysznica. Ciepłej wody nie było tu nigdy. No prawie nigdy; zdarzała się kiedyś w grudniowe wieczory przed świętami Bożego Narodzenia, ale o tym nie przekonałam się na własnej skórze. Chodziły tylko plotki, w których prawdopodobnie nie było ani krzty prawdy – chodziło tylko o to, by dać nam coś, na co wszyscy będziemy czekać. Nadzieję, że kiedyś spotka nas tu coś dobrego. Ale ja przestałam już w to wierzyć. Stanęłam przed ostatnią, maleńką umywalką, która jako jedyna nie była uszkodzona i spojrzałam w wiszące nad nią lustro. Moja twarz była okropna. Duże, czarne oczy były wiecznie podkrążone przez sine plamy mieszające się gdzieniegdzie z maleńkimi piegami. Za długi nos, za wąskie usta, odstające uszy – wszystko było ze mną nie tak. I jeszcze ten wieczny brud, którego za nic w świecie nie mogłam się pozbyć, chociaż przychodziłam tutaj codziennie. Ale tak to już jest z takimi jak ja. Zawsze będą inni, gorsi, brudni, wytykani palcami. Nienawidziłam swojego ciała, dlatego rzadko zmuszałam samą siebie do oglądania tego widoku. Długie brązowe włosy, nieczesane już od kilku dni sterczały na wszystkie strony i z pewnością nie dodawały mi uroku. Tylko czy ktoś w ogóle zwróci tu uwagę na mój wygląd? Zrzuciłam powoli…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych