Wróć do katalogu

A co, jeśli piekło istnieje? - Część II - ostatnia

A co, jeśli piekło istnieje? A co, jeśli piekło istnieje i znajduje się właśnie na ziemi? Stworzone przez ludzi dla ludzi.

AutorAnonimowy, opublikowano , 13 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Mamo, wróć…”

Zamknęłam oczy. Zawsze to robię, gdy tylko znajdę się w przydzielonym mi łóżku i próbuję zasnąć. Po chwili znowu je otwarłam, by ujrzeć nieprzeniknioną ciemność, której nawet jasne światło księżyca nie zdołało zakłócić, a wszystko przez ciężkie, grube kurtyny zawieszone w oknie. Przez moment wpatrywałam się w mrok, ale nic się nie zmieniło. Tu nigdy nic się nie zmienia. Byłam sama, niechciana, gorsza. Tyle, że już się do tego przyzwyczaiłam. Ponownie przymknęłam powieki. Może tym razem przyjdzie zbawienny sen i pozwoli mi choć na moment zapomnieć o tym, kim jestem. A raczej o tym, kim chciałabym być. Sen jednak nie był dla mnie łaskawy i wcale nie zamierzał mi pomagać. Tkwiłam więc w nieustannym zawieszeniu, dręczona przez rozmaite obrazy przewijające się w mojej głowie. Wspomnienia dnia minionego – o wcześniejszych nie ma już co myśleć; uczucie głodu, które w końcu daje o sobie znać i to nieprzyjemne drapanie starego koca służącego mi za okrycie. Myślałam o tym, co zawsze i również tym razem skończyło się w ten sam sposób. Jasna, promienna twarz z drobnymi zmarszczkami pojawiła się przed moimi oczami, ale po chwili zaczęła się oddalać; jej oblicze stawało się coraz bardziej niewyraźne, aż w końcu zniknęła na dobre. I zastygłam w bezruchu z cichutkim wołaniem na ustach: „Mamo, wróć…”.

***

Patrzyłam na nią jak odchodzi, trzymając się kurczowo zimnego ogrodzenia maleńkimi, dziecięcymi rączkami i głośno wołałam. Ale ona nie chciała mnie słuchać. Nawet się nie obejrzała. Szła wyprostowana naprzód i tylko podmuchy wiatru bawiły się jej długimi, brązowymi włosami falującymi w ich rytmie. Z każdym krokiem stawała się coraz mniejsza, a ja nie mogłam nic zrobić. Nic. Szarpanie za metalowe pręty było tak samo nieskuteczne, jak krzyk rozpaczy, który z siebie wydałam. Dlaczego ona mnie tu zostawia? Dlaczego na mnie nie patrzy? Dlaczego tak po prostu wręczyła mnie tej strasznej kobiecie i bez słowa opuściła budynek? Drobne łzy zaczęły spływać mi po policzkach, ale nie przestawałam wołać. Może jeszcze mnie usłyszy i wrócimy razem do naszego domu. Może mnie nie zostawi. Może. Nie pamiętam jak długo tak stałam i walczyłam o jej powrót, ale w końcu usłyszałam za sobą ostry, kobiecy głos: — Chodź dziecko – powiedziała kobieta, której zostałam przekazana. – Musimy znaleźć ci pokój. Pokręciłam stanowczo głową i małymi piąstkami wytarłam zapłakane oczy, odwracając się do niej tyłem. Patrzyłam z nadzieją w przestrzeń przed sobą, marząc, by ona wróciła. Ale jej nie było. Nie było tam już nikogo. Kobieta chwyciła mnie mocno za ramię i pociągnęła za sobą w kierunku brązowych drzwi. — Nie możesz tu wiecznie stać – upomniała mnie. – Poszukamy dla ciebie miejsca, znajdziemy ci jakieś koleżanki. — Nie – krzyknęłam obruszona i zatrzymałam się. – Ja mam swój pokój i koleżanki. W domu. Zaskoczona, schyliła się i wytarła silną ręką resztki łez z mojej twarzy, która musiała wyglądać tragicznie. Poprawiła mi rozwiane włosy i uśmiechnęła się delikatnie, mówiąc: — To jest teraz twój dom, dziecko. Nie przyjęłam tego do wiadomości; to nie mogła być prawda. Przecież ja mam swój dom, swój pokój, mam JĄ. Opuściłam głowę i bez słowa wpatrywałam się w swoje lekko ubłocone, czarne niegdyś buciki zdobiące dziecięce nóżki. Czekałam aż po mnie przyjdzie. Musi przyjść. Musi. — Dziecko – usłyszałam ponownie szorstki głos. – Chodź. Ona nie wróci. Chwyciła moją dłoń i władczo pociągnęła w stronę budynku. Co za głupia kobieta – pomyślałam. Nic nie wie. Nic nie rozumie. Ona na pewno wróci. Musi wrócić.

***

— Zostawiła ją wczoraj – usłyszałam dziewczęcy szept za swoimi plecami. — Wiem – zawtórował jej drugi głos. – Widziałam jak zamknęła jej bramę przed nosem i po prostu odeszła. — Nawet na nią nie spojrzała. — Nawet się nie odwróciła. Ścisnęłam mocniej trzymaną w ręce łyżeczkę od herbaty i próbowałam powstrzymać się od zrobienia czegoś złego. Miałam ochotę podejść do niej i sprawić, by żadne słowo nie wydostało się więcej z jej ust, by zamilkła na zawsze. Mogłam zakraść się od tyłu, zacisnąć ręce na jej szyi i sprawić, że przestanie. Tak przecież robił Karl mojej mamie, a ona mówiła, że to tylko zabawa, że nic złego się nie dzieje i za każdym razem kazała mi wychodzić z pokoju. Widocznie chcieli bawić się sami. Teraz moja kolej. Tylko, że ja nie pozwoliłabym jej oddychać przez długi czas, żeby nie zaczęła znowu mówić źle o mojej mamie. I nawet bym jej nie przeprosiła. Chociaż mama zawsze powtarzała, że bez słowa „przepraszam” nie możemy oczekiwać przebaczenia i to dlatego należy ofiarować je innym. Tyle, że ja nie chciałam, aby ona mi wybaczyła. Chciałam tylko, żeby przestała mówić. — Ciekawe jak długo wytrzyma. – Cichy śmiech wydobył się z jej gardła, na którym coraz bardziej miałam ochotę zacisnąć moje rączki. Może i była nieco starsza ode mnie, ale ja już dawno zostałam nauczona jak się bronić, jak używać siły. Karl być może chciał bawić się z moją mamą, ale mnie chyba nie lubił. Ciągle krzyczał i zostawiał sine ślady na moim ciele. Przestał być zabawny. Pewnie dlatego go zostawiłyśmy i znalazłyśmy nowy dom. Tylko mamy i mój. I niedługo razem do niego wrócimy, ale ona musi się tu znowu pojawić. Wiedziałam, że wciąż za mną siedzą i od kilku minut rozmawiają na mój temat, nieudolnie starając się to ukryć. Wszystko słyszałam, każde pojedyncze słowo docierało do moich uszu, ale czułam jak złość powoli opuszcza moje ciało. One nie były tego warte. Gdybym zrobiła coś złego, mama na pewno nie byłaby zadowolona. Przecież ona jest dobra i chciała żebym ja też taka była. I będę. Dla niej.

***

Przez długi czas zastanawiałam się jak przywrócić do życia kogoś, kto umarł. Nie dosłownie oczywiście. Czysto hipotetycznie. Godzinami leżałam na połamanej ławce przed znienawidzonym przez siebie budynkiem i wpatrywałam bez słowa w niebo. Ludzie przechodzili, głosy pojawiały się i znikały tak nagle, a ja nie ruszyłam się ani przez chwilę. Myślałam. I tak nic lepszego do robienia nie miałam. Leżąc tak pewnego dnia, zadałam sobie pytanie „Jak mogę znowu ją zobaczyć?”. Odnalezienie odpowiedzi…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych