A rzeka płynie
Czytanie to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
wrzesień 1985, piątek, Andora
Dotarłam na miejsce późnym popołudniem. Stroma, wąska droga zakręcała jak ręka zgięta w łokciu. Na jej końcu, z mgły wyłonił się drewniany budynek, oparty plecami o szare zbocze góry. Ostrożnie otworzyłam drzwi wejściowe. To, co ujrzałam za nimi, nie przypominało atmosfery mojego dawnego domu. Wyjazd w Pireneje planowałam od miesiąca, cieszyłam się, tęskniłam, tak bardzo chciałam ojcu sprawić przyjemność, pobyć z nim przez cały tydzień. Gdy stawiałam w sieni walizkę, poczułam, że jestem w miejscu, z którego wszyscy się wyprowadzili. Zamknięte żaluzje w salonie, zasłonięte przeszklone drzwi do ogrodu – ciemno i duszno. Wnętrze robiło wrażenie samotni o zapachu więdnących róż. Nie spodobał mi się ten widok, drażnił. Ojciec stał w progu gabinetu. Z bliska wyglądał, jak zjawa w niezasznurowanych butach. Podniósł ręce w serdecznym geście powitania, przytulił mnie mocno.
- Moje serce ciągle bije - powiedział.
Tym mnie rozśmieszył, rozluźniłam się.
Nie minęła godzina, jak się zorientowałam, że traci humor. Miał podenerwowany głos, jego oczy wędrowały od moich butów do twarzy, nastrój do żartów zniknął bez śladu. Nie mogłam zrozumieć, co się stało, ściskało gardło, herbata parowała w filiżankach, ptysie kapały śmietaną na zakurzony dywan. Już chciałam wyjść, gdy powiedział:
- Szukam, kogoś, z kim mógłbym podzielić się swoimi przemyśleniami. Moich bliskich porwał wiatr życia, zostałem sam.
Wolałam ogłuchnąć, niż to usłyszeć. Tym stwierdzeniem zmroził mnie, brzmiało jak skarga. Dziwne, niepokojące myśli zaczęły zbierać się wokół tego zdania. Wstrząsnęło mną, wzięłam głęboki oddech i zajrzałam mu w oczy. Spostrzegłam w nich jakąś bezbrzeżną tęsknotę, jakieś trudne do opanowania błaganie.
- Czujesz się samotny tato? Co się stało? – Zapytałam zaniepokojona, palce wsunęłam w jego dłoń.
Spuścił wzrok.
- To nie tak. Przeżyłem życie, nie żyjąc. Musiało być jakieś wyjście. Jakieś inne wyjście. – powiedział z przekonaniem i zamilkł.
Nic nie zrozumiałam, uśmiech zawisł mi na ustach. Czułam, że chce zakończyć rozmowę. Było już zbyt późno, żeby drążyć, pytać. Zrobiło mi się smutno, nie mogłam wyjść ze zdumienia. Ziewnęłam, nie mogłam się opanować, zmęczenie podróżą brało górę. Byłam spragniona odpoczynku.
- Tato, jutro czeka nas długi dzień. Pójdziemy w góry, tak jak lubisz, będzie na wszystko czas, to porozmawiamy.
Położyłam rękę na jego kolanie i zaczęłam je gładzić. Liczyłam, że to go uspokoi.
- O czym? Zapomnij o tym! - Był cały czas wyraźnie podirytowany. - To naprawdę niezbyt dobry moment. O ile się nie mylę, przyjechałaś w góry odpocząć.
Uraził mnie tym sarkazmem. To wprawiło mnie we wściekłość, do poważnych rozmów trzeba mieć nastrój - sam mnie tego nauczył.
- W ten sposób do niczego nie dojdziemy - warknęłam.
Wstałam i podeszłam do okna, ale nie mogłam przez nie wyjrzeć, było zaparowane. Poczułam, że się czerwienię. Ojciec obrócił swoją twarz ku mojej i uśmiechnął się przepraszająco. Jego uśmiech nie miał szans przekształcić się w beztroski śmiech. Przez chwilę nikt się nie odzywał. Nadeszła noc, nic się nie wydarzyło, ale nadal czułam się podle. Księżyc nie pomógł, bo go nie było. Świtało, a ja tłukłam się po pokoju, przekładając swoje rzeczy z miejsca na miejsce, niewesołe myśli ciągle kłębiły się w głowie. Pociekły łzy. Czułam się bezradna, zażenowana zaistniałą sytuacją. Zdałam sobie sprawę, że przechodzę przez życie, zaprzątam sobie głowę głupstwami, nie zwracając uwagi na kluczowe momenty. To, co, mówił ojciec, było dla niego niewątpliwie ważne, powiało smutkiem. Czyżby potrzebował mojej rady?- Nie zareagowałam, nie znałam go takim. Chyba nie ma patentu, by być dobrym córką – pomyślałam.
****
wrzesień 1985, sobota, Andora
Nazajutrz wczesnym rankiem, byliśmy tylko my i Pireneje. Ruszyliśmy przed siebie rozradowani. Zapowiadał się piękny dzień. Wydawało się, że wszystko będzie jak należy. Patrzyłam na czerwieniami poplamione zbocza i nie widziałam jak zacząć. Wiedziałam, nie można się bać rozmowy, która i tak nastąpi. Przed nami były dwie drogi, wybraliśmy mniej uczęszczaną. Miałam wrażenie, że jestem w raju, a nad nami tylko rozpostarte, jak wielki żagiel, czyste niebo. Mchy wspinały się na skały, kuliła się paproć pod gradem żołędzi, tylko kosodrzewiny, stały jak zawsze. Zrudziały anioł wrześniowy przysiadł na gałęzi srebrnego świerku. Ogarniała mnie radość, ekstaza, wdzięczność za to żyję, że doświadczam niezapomnianej chwili. Na ogół ta świadomość docierała do mnie dopiero, gdy mijał magiczny moment.Tamtego dnia zanurzałam się w nim bez reszty, nie było przyszłości nie ma przeszłości, był tylko ten poranek w górach, tamta muzyka, błogość. Małe, górskie jeziorko otaczały skały, wyglądały bezpiecznie i można było po nich chodzić do woli. Mój ojciec zdawał się rozumieć, co działo się w moim sercu - milczał. Wiedziałam, że chodził tam codziennie. Był moim niezastąpionym przewodnikiem. Zawsze go podziwiałam, kochałam. Gdy byłam małą dziewczynką godzinami przesiadywałam w jego gabinecie. Uwielbiałam na niego patrzeć, gdy rankiem pochylał się z troską nad stertą papierów, by znaleźć kartkę, którą zapisał nocą. Tworzył przeszło czterdzieści lat, cały swój czas poświęcał tej pracy. Od przeszło roku nie napisał żadnej książki, ani jednego artykułu, oprócz kilku krótkich listów. Mijały miesiące, miał tyle czasu ile zapragnął, a zachowywał się jakby chciał go zaoszczędzić. Czytał gazety i książki, był osobą dobrze zorientowaną, oglądał wiadomości telewizyjne, można z nim dyskutować o wszystkim. To, że nie pisał niezmiernie mnie dziwiło i niepokoiło.
Schodziliśmy ze szlaku w dolinę, górski krajobraz nagle się zmienił. W powietrzu unosił się cudowny zapach liści i trawy, dochodził śpiew ptaków. Zatrzymaliśmy się na moment, by posłuchać.
- Czy te góry nie jest wspaniałe? - Głos ojca przerwał ciszę.
- Co miałeś na myśli wczoraj mówiąc” Przeżyłem życie, nie żyjąc”?
- Nie wiem córeczko, jak ci to wyjaśnić. Nie ważne czy ktoś mnie wspierał, krytykował - pisałem, bo takie było moje powołanie, potrzeba. Pisanie pomagało mi zachować równowagę. Minęło sporo lat, stałem się uznanym pisarzem, tłumaczą moje książki na wiele języków, ale dopiero teraz zacząłem się zastanawiać, jaki był prawdziwy sens mego życia. Co w nim było najważniejsze? Chciałbym jak najlepiej wykorzystać dany mi jeszcze czas, gdyż nikt go za mnie nie przeżyje. Ostatnio długo nad tym myślałem, żeby wiedzieć, w którą stronę mam kierować wysiłki.
Doznałam nagłego skurczu serca. Słucham, patrzę i nie wierzę - mój kochający, zdolny do poświęceń ojciec, szanowany i uznany literat mówiąc to sprawia wrażenie zagubionego chłopca. Szuka u mnie pociechy? Dostrzegłam w jego twarzy panikę. To nie tak! To on był zawsze moim autorytetem, opoką - pomyślałam ze smutkiem. Poczułam, że coś go gnębi - tyle potrafiłam odgadnąć.
- Co się dzieje, tato?
Wyrwało się z moich ust, czułam ogarniającą mnie falę gorąca, nogi się pode mną uginały, ściągnęłam nerwowo kurtkę.
- Jesteś wolnym człowiekiem, masz ustabilizowaną sytuację materialną, wie, co dzieje się w świecie ma pewną przyszłość. I pytasz, co dalej? - Chciałam to wykrzyczeć, ale mnie ubiegł.
- Zapomniałem, że są marzenia, zapomniałem, że je kiedykolwiek miałem, że byłem szczęśliwy. Nigdy wcześniej nie zadawałem sobie pytania, czy to, co robię ma sens. Moje życie składało się głównie z powinności, byłem zajęty tylko „ ważnymi sprawami”. W moich książkach próbowałem pouczać innych, wydawało mi się, że w ten sposób służę światu. Żałuję tego, co ci powiedziałem na powitanie. To, co wydusiłem z siebie to bolesna prawda. Może nie jest za późno?
Przysiedliśmy na wielkim, płaskim głazie, pod sklepieniem z drzew. Straciłam ochotę na dalszą wędrówkę. Jestem kobietą, a kobiety mają oczy w mokrym miejscu. Odwróciłam głowę, wiedziałam, że nie znosi łez. Zastygł w swoich gestach przez dłuższą chwilę, po czym zaczął mówić dalej:
- Dziecko, nie szukam u ciebie pociechy. Masz swoje życie. Nasza rozmowa, powinna być jedynie przestrogą. Nie rezygnuj nigdy z marzeń i miłości. Bez nich, będzie bez znaczenia, w co wierzyłaś i czego dokonałaś. Na odchodne będziemy rozliczać się tylko z miłości, w niepamięć pójdą nasze błędy. Mówiąc, ci to wszystko, idę za głosem serca. Dopiero odwaga, by ruszyć w drogę, ukazuje nam jej cel. Jesteś, jeszcze bardzo młoda, dopiero zaczynasz swój marsz przez życie. Ja ocknąłem, tu w moich górach. Każdego ranka rzucam wszystko, co nie sprawia mi radości i idę przed siebie skalistą ścieżką, tak jak
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil jolsokolowska079sok
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…