Wróć do katalogu

A wszystko zaczęło się od róż...

Chciałam napisać coś obrzydliwego (idealnie oddaje to angielskie słowo: disgusting). Mam nadzieję, że mi się udało.

Sylwiana, opublikowano , 4 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Był 4 sierpnia, zwyczajny letni dzień. Żar lał się z nieba już od rana, powietrze duszne było od przyjemnych zapachów i dźwięków. Znęcona, pochyliłam się nad różowym kwiatem dzikiej róży. Nagle coś zabzyczało! Czarny, wielki bąk zajmował całe wnętrze kwiatu. Z przerażeniem odskoczyłam, było jednak za późno. Żądło wbiło się w nos, który zaczął puchnąć w zastraszającym tempie. Traciłam oddech, leżąc na ścieżce rowerowej ostatkiem sił wzywałam pomocy. Ktoś się zatrzymał, chyba jakiś rowerzysta…

***

Ocknęłam się we własnym mieszkaniu, leżąc w łóżku. Nie pamiętam zupełnie jak tu trafiłam. Przypomniałam sobie o całym zajściu, dotykając spuchniętego nosa. Cholernie bolał. Nagle usłyszałam krakanie. Kruk z różowym kapeluszem, plastikowa ozdoba balkonu ożył i zaczął wydawać donośne dźwięki. Spacerował po parapecie, dumnie unosząc głowę. Pomarańczowożółte aksamitki wyciągnęły swoje długie szyje z balkonowych doniczek i zaczęły ciekawie zaglądać do pokoju. Szyje wydłużały się, pogrubiały i niby zielone węże zaczęły oplatać moje osłabione ciało. „Dlaczego? – zdążyłam pomyśleć – „Podlewałam was często i obficie, nie byłyście nigdy zaniedbane”. Nie wiedzieć czemu palma zgubiła wszystkie liście, choć tak o nią dbałam i stała jak kikut, wpatrując się we mnie oskarżycielskim wzrokiem.

Łąkowe topole nawąchały się śmierdzących oparów z wysychającej rzeczki, która pełniła raczej rolę kanału ściekowego, i niebezpiecznie naginały w moim kierunku. Osaczona zielonymi wężami aksamitkowych szyj nie mogłam wstać, by zamknąć balkon. Kruk z narastającymi objawami ADHD krakał jak szalony, pewnie w swoim języku zapowiadał nadejście topoli. Ich czubki wnikały przez otwarty balkon, z ogromną siłą rozwierając uchylone okna. Bałam się! Unieruchomiona, panicznie bałam się tego co przyniesie wiatr. Biały puch, unoszący się w pokoju utrudniał widoczność i oddychanie. Co jeszcze miało nadejść? Kto miał zadać cios ostateczny? Dzień się jeszcze nie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych