Ab Initio / Rozdział 2 -Nadzieja-
Poszukiwania namiastki ludzkości przez samotnego człowieka w ogarniętej radioaktywną chmurą, postapokaliptycznej Moskwie. Z koszmaru zrujnowanych marzeń wstąpienie do świata podziemi- moskiewskiego metra. Inspiracja powieścią Głuchowskiego "Metr
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nieoczekiwanie monolog wewnętrzny Nestora przerwał dziwny stukot dochodzący z góry. Zaskoczony niewiadomym zjawiskiem zgasił knot świeczki, wspiął się po drabince i przyparł do klapy nasłuchując. Czyżby słyszał rozmowy na górze? Odgłosy kroków? Wiedział, że powinien poczekać i wyjść wtedy gdy potencjalne zagrożenie się oddali. Minęło kilka minut i niepokojące dźwięki ustały. Bohater spakował do plecaka kilka konserw, ogórków kiszonych i napojów po czym lekko uchylił właz i spojrzał przez małą lukę pomiędzy klapą a podłożem. Nie zauważył jednak niczego co mogłoby być ambarasujące. Oświetlił pomieszczenie latarką. Wszystko znajdowało się na swoim miejscu- stare rowery, puszki z farbą, zestawy narzędzi. Nawet szkielet siedział niewzruszony patrząc ślepo przed siebie. Może dzieje się to tylko i wyłącznie w mojej psychice- myślał Nestor. Zmienił jednak zdanie gdy ujrzał na podłodze odciśnięte w brudzie i kurzu ślady. Dokładnie zbadał wzrokiem znalezisko. W miejscu gdzie spodziewał się ujrzeć długie palce zakończone ostrymi pazurami nie znalazł niczego co mogłoby przypominać odciski łapów mutanta. Zamiast tego ślad układał się w dziwne wzorki przypominające odcisk podeszwy buta. Tak, to musiał być ludzki trop. Podróżnik jednak głowił się nad jednym- czy to nie są aby jego ślady? Znalazłszy nienaruszony skrawek brudnego pomieszczenia przycisnął doń podeszwę. Nie, zdecydowanie ślady butów nie należały do niego. A to oznaczało, że nie jest sam. Niesiony radością chciał już zostawić wszystko i rzucić się w pogoń za nieznanym gdy dotarła do niego rzeczywistość. Nie wiedział przecież czy „inny” jest przyjaźnie nastawiony, czy przyjmie go otwarcie i życzliwie, lub czy poczęstuje go ołowiem.
Długo rozmyślając i analizując wszystkie za i przeciw bohater zdecydował się w końcu działać. Postanowił odszukać nieznajomego a dalej co zrobi- nie miał pojęcia. Wiedział jedynie, że człowiek jest istotą społeczną i nawet w tak zdegenerowanym świecie potrzebuje drugiej osoby, chociażby do rozmowy by nie zwariować i totalnie nie zdziwaczeć. Popchnął drzwi od garażu i ruszył w podróż.
Nie mogą być daleko. Mam opóźnienie może 30 minutowe- monologował Nestor. Spojrzał na płaszczyznę ziemi i próbował doszukać się jakichś odcisków, wskazówek, które pomogłyby mu w obraniu właściwej drogi w poszukiwaniu nieznanych przybyszów. Poprzednio nie zbadał dokładnie całego pomieszczenia, dlatego też nie odnalazł żadnych innych śladów ludzkich oprócz jednych par butów, ale przecież słyszał rozmowy. Przytłumione dzięki szczelnej pokrywie odgradzającej piwnicę, w której się znajdował od głównego pomieszczenia ale tak, to musiały być głosy istoty ludzkiej. Przecież przez tak wiele lat wychodził na powierzchnię w skafandrze chroniącym przed radioaktywnym promieniowaniem, badał różne ulice Moskwy, widział a nawet słyszał nowe formy życia i wiedział, że nie wydają one dźwięków formujących się w słowa. Monstra z powierzchni porozumiewały się ze sobą, ale były to raczej odgłosy, pomrukiwania czy ryki a nie artykułowane słowa.
Po chwili wypatrywania śladów dostrzegł ledwo zauważalny odcisk, a właściwie jego cząstkę w pyle. Przestrzeń oddzielająca garaże od jezdni była zapewne kiedyś usłana trawą dlatego jeszcze gdzieniegdzie można było zostawić jakąś poszlakę w sypkim piasku. Na obecny moment Nestor zachodził w głowę i naprawdę nie wiedział gdzie dalej się skierować. W końcu jakieś kilka metrów dzieliło bohatera od asfaltu, a tam ślad raczej trudno byłoby zostawić. Nic nie zrobię. Straciłem chyba jedną, jedyną szansę na odnalezienie kogokolwiek w tym bajzlu. Cholera. Mogłem wtedy wyjść z ukrycia. Druga szansa może się nie przydarzyć już nigdy. Nigdy- rozpamiętywał Nestor.
Nagle myśli bohatera zostały błyskawicznie przerwane. Spomiędzy szkieletów blokowisk dotarły do niego dźwięki wystrzałów. Nie zważając na to co może go spotkać już po chwili pobiegł w stronę miejsca bitwy. Kilkadziesiąt metrów i był już u celu. Strzały ucichły. Wychylił się za rogu bloku i ujrzał grupę ludzi przyodzianych w skafandry i maski przeciwgazowe. Nie zauważyli go. Trzech z czterech nieznanych osób dzierżyło jakże pospolite przed nuklearną wojną AK-47, natomiast człowiek wyglądający na dowódcę oddziału dumnie trzymał Sajgę 410. Grupa stała w jednym szeregu i błądziła celownikami po ścianach. W odległości około 60 m za nimi stało niewielkie, ale potężnie wyglądające auto z opancerzoną obrotową wieżyczką strzelniczą. Cały wehikuł nie wyglądał jednak na model zachowany w oryginalnym stanie. Bardziej przypominał zlepek różnego rodzaju części niezbyt pasujących do siebie, ale można było doszukać się podobieństwa do pojazdu amerykańskiej armii- jeepa bojowego Humvee.
Zespół żołnierzy wnet rozproszył się kryjąc się za pobliskimi dziwnymi, karłowatymi drzewkami oraz pozostałościami po dawnym świecie. Nestor przeciął ulicę i po chwili znalazł się po jej drugiej stronie schowany za kupą blachy. Prześwit pomiędzy nią pozwalał dokładnie obserwować nieznajomych. Nie trzeba było długo czekać a wojskowi zaczęli ostrzeliwać gradem pocisków pobliskie ściany ruin budynków. Bohater początkowo nie zauważał niczego, jednak po chwili dostrzegł dziwne istoty chodzące po ścianach przypominające bardziej pijawki niż powierzchniowe mutanty. Mnóstwo kul przecinało powietrze i zatrzymywało się w robalach rozrywając je na tysiące kawałków. Zmutowanych stworzeń było multum i coraz dalej pełzły po ścianach starając się zbliżyć do oddziału. Nestor postanowił, że wesprze w walce nieznajomych, choć jego rewolwer wyglądał mizernie przy groźnie wyglądających automatach. Przeczołgał się między stertami blachy i gruzami po czym wszedł do jakiegoś budynku i zajął dogodną pozycję do oddawania strzałów. Przyparł do ściany przy oknie, wychylił się, przymierzył, po czym posłał pocisk dokładnie tam gdzie chciał. Robal rozbryzgał się na ścianie pozostawiając białą smugę jakiejś wydzieliny, najpewniej krwi. Walka nie trwała długo i po kilku minutach strzały karabinów ucichły. Stworów było co najmniej ze czterdzieści. Biała posoka pozostawiła wiele śladów na ścianach zagruzowanych budynków.
Nestor wyszedł z ukrycia i udał się za oddziałem. Doszedł do miejsc, które okupywali żołnierze. Na ich stanowiskach pozostały tylko dowody walki- łuski. Powietrze przepełnione było zapachem ołowiu. Nestor spojrzał na nieznajomych- wracali do swojej opancerzonej maszyny. Wojownicy kroczyli dumnie i nie zwracali uwagi nawet na siebie. Bohater lekko stąpał po ziemi, tuż za ich plecami by nie dać się zdemaskować. W końcu nie wiadomo jaka byłaby pierwsza reakcja wojaków widzących skradającego się za nimi nieznajomego. Nestor szedł więc zygzakiem i chował się raz po raz za wrakami aut i stosami kamieni. Grupę dzieliło zaledwie kilka kroków od auta. Nagle wszyscy otrząsnęli się i zajęli pozycje obronne. Za sobą usłyszeli strzał. To Nestor stał pośrodku placu z bronią wycelowaną w nieboskłon. Z lufy rewolweru ledwo zauważalnie uchodził ku chmurom dym. Bohater stał chwilę w miejscu po czym zrobił krok w stronę ludzi. W ułamku sekundy cztery lufy skierowały się na poszukiwacza.
Mijały minuty a grupa żołnierzy i podróżnik nie odezwali się do siebie ani słowem. Bronie wycelowane w Nestora posłusznie czekały na rozkaz swojego dowódcy z Sajgą.
Nestor opuścił rękę z rewolwerem i upuścił go na ziemię. Trzy automaty i samopowtarzalna strzelba nadal jednak groźnie patrzyły na wędrowca. Chwilę potem generał podniósł rękę do góry i opuścił broń w kierunku ziemi. Tak też zrobili pozostali podkomendni. Dowodzący był średniego wzrostu, ale budowa ciała świadczyła, że był nieprzeciętnym żołnierzem. Następnie wstał z pozycji kucającej i ruszył w stronę podróżnika. Ciężkie kroki zdawały się brzmieć jak stąpanie olbrzyma. Nestor aż wzdrygnął się widząc potężną postać zmierzającą wprost na niego.
- Akim Kazimirovsky, dowódca Pierwszej Wolnej Brygady Wyzwoleńczej- odezwał się przytłumionym przez maskę głosem nieznajomy, po czym uścisnął mocną dłonią rękę Nestora.
- Nestor Ivanenko, podróżnik- odezwał się bohater.
- Co pan tu robi, nie zna pan obecnej sytuacji? Za obecność tu, na górze można w najlepszym wypadku trochę posiedzieć w zamknięciu. Nikomu nie wolno tu przebywać- po wymienieniu uprzejmości wypalił Kazimirovsky.
- Proszę wybaczyć, ale nie wiem o czym pan mówi. Jestem totalnie zaskoczony widząc innych ludzi. W zamknięciu znajdowałem się już bardzo długo- odezwał się zaskoczony Nestor. Widząc jednak, że brygadier trzyma palec bardzo blisko cynglu dopowiedział- Nie, nie jestem kryminalistą.
- Skąd pan jest?- zmienił temat Kazimirovsky.
- Mieszkałem na przedmieściach Moskwy w piwnicy starej fabryki. Wyruszyłem na poszukiwania innych. Nie mogę uwierzyć, że nie jestem ostatni- w tym momencie Nestorowi pociekła łza po lewym policzku. Dowódca chyba jej nie zauważył, spojrzał tylko po swoich towarzyszach i powiedział:
- W porządku. Widać, że nie jesteś obeznany w tym co dzieje się we świecie. Wprowadziłbym Cię z chłopakami do metra, ale jest pewien szkopuł. Nie wiadomo czy nasze schronienie jeszcze istnieje- Nestor nic nie odpowiedział, więc Akim ciągnął dalej- Metro jest obecnie miejscem zamieszkania kilkudziesięciu tysięcy osób. Jeszcze do niedawna było podzielone na wiele państewek. Niestety do czasu gdy coraz więcej osób zaczął zrzeszać Julij Isevic twierdząc, że dzięki niemu ludzie zaczną godniej żyć. Brednie, totalne brednie- brygadier z wściekłością kopnął nogą w kamień- Samozwańczy bóg. Nawet spisał ołówkiem w zeszycie swoje religijne twierdzenia. A co lepsze- zaczął nauczać i ludzie zaczęli wierzyć w te jego słodkie pierdzenia.
- Ale co w tym złego- zapytał zaciekawiony Nestor- Jeszcze przed apokalipsą ludzie mieli swoich bogów, byli też tacy, którzy głosili swoje słowa jako te objawione. W waszej społeczności nie zdarzali się wcześniej tacy ludzie?
- A i owszem, zdarzali się. Ale to nie jest najgorsze. Zgromadził wokół siebie sporą grupę osób a nawet kilku stalkerów, którzy chodzą na powierzchnię po różnorakie towary, szukają w Moskwie, ba nawet poza nią ekskluzywnych towarów, broni. Popatrz na moją Sajgę- wskazał na swoją broń- tę strzelbę i kilka innych rzeczy ukradliśmy z jego magazynów na Wojkowskiej. Ponadto niegodziwiec hamuje dostawy towarów, nie on osobiście, ale jego podwładni, grabi karawany, morduje. Jeśli z nim nie przystajesz nie jesteś w metrze mile widzianą osobą. Dlatego jest wykonany spis julów- tak mianował ludzi mieszkających na obszarze ciągnącym się od Chimek po Białoruską. Obalić go nie sposób. W ogóle dostać się na którąkolwiek jego stację osobie z zewnątrz jest niemożliwe. Ale się rozgadałem. Musimy ruszać, idziesz z nami? – zapytał podróżnika.
- A mam inne wyjście? – odpowiedział pytaniem Nestor.
- Zawsze jest jakaś inna droga- głęboko westchnął Kaizmirovsky. Następnie odwrócił się i zwrócił do swoich żołnierzy- Następny przystanek- Tuszyńska.
Oddział Akima znał pobliskie tereny jak własną kieszeń. Droga na stację nie była długa, lecz bohater jak i Kazimirovsky ze swoimi trzema bezimiennymi wojownikami nie odezwali się do siebie ani razu jadąc samochodem. Zatrzymali się tuż przed wejściem w bezmiar tuneli i ludzkich osiedli. Brygadier odezwał się do Nestora z niewielką nutą ironii.
- A oto drzwi do naszego pięknego podziemnego świata.
Podróżnik nie odpowiedział nic, jedynie lekkie uniesienie wargi mogło symbolizować uśmiech. Chwila czekania, po czym właz na Tuszyńską stanął otworem. Tuż przy nim pełniło wartę dwóch strażników w maskach przeciwgazowych, z przewieszonymi przez ramię Galilami. Obaj w mgnieniu oka zasalutowali Akimowi. Następnie zamknęli hermetyczne wrota.
Nestor widział już kiedyś Tuszyńską. Przed wojną często jeździł metrem. Stacja ta była niegdyś jedną z najbardziej ruchliwych w metrze.
Ściągnęli maski. Podróżnik przyjrzał się dowódcy. Był to mężczyzna na oko lekko po 50 z kępką siwych, krótko ostrzyżonych, na jeża włosów. Jego twarz zdobiły liczne zmarszczki i bruzdy a usta przecinała średniej wielkości szrama.
Bohater nawet się nie zorientował a trzej żołnierze ich opuścili. Szedł właśnie sam z Akimem jeszcze ciemną stacją, choć budzącą się do życia. Gdzieniegdzie dało się słyszeć poranne pojękiwanie mieszkańców i ciche rozmowy. Według zegara wiszącego nad namiotem przemianowanym na bufet wskazówki pokazywały godzinę 6:30 rano.
- Zaraz wracam- oznajmił dowódca i zrobił kilka kroków w stronę mężczyzny śpiącego na krześle. Był to młody chłopak zatrudniony do zapalania głównego światła na stacji. Głowa młodzieńca bezwładnie zwisała ku ziemi, a z jego ust wyciekała ślina. Brygadier podszedł do kajtka i kopnął w krzesło. Ten zdezorientowany podskoczył na nim, po czym zaczął głupawo rozglądać się na wszystkie strony. Ujrzawszy jednak swojego przełożonego od razu się ocknął i powiedział praktycznie bezgłośnie przepraszam.
- Kornił, chłopie! Za co Ci płacę? Już, proszę zapalać- tu Akim klasnął w dłonie jak na swojego służącego.
- A, e, przepraszam.
- Nie a, e bo powinieneś był to zrobić piętnaście minut wcześniej. A i wytrzyj sobie mordę boś się poślinił przez sen.
Młodzieniec, cały czerwony na twarzy przekręcił włączniki po czym rzucił się pędem w stronę bufetu. Nestor mógł w końcu obejrzeć stację. Była dość sporych rozmiarów i podpierały ją szaro-niebieskie oraz białe marmurowe kolumny, ściany natomiast pokrywały mozaiki. Po prawej stronie peronu stał wagon sypialniany. Część z kabin została przekształcona na małe punkty wydawania broni i amunicji. Bohater porozglądał się chwilę po stacji i zauważył jeszcze, że na cały dworzec jest tylko jedna jadalnia. Był głodny i spragniony. Dowódca jakby czytał mu w myślach.
- Chodź, musisz być okropnie głodny. Jelena zaraz przygotuje Ci coś smacznego. Posłałem już tego gnojka by powiadomił o twoim przybyciu- powiedział Akim, po czym ogarnął ramieniem Nestora i obaj skierowali się w stronę stołówki.
Wchodząc do jadalni obu mężczyzn uderzyły przyjemne, kuchenne zapachy. W namiocie porozstawianych było sporo stolików, na niektórych z nich stały flakony ze sztucznymi kwiatami. Nowo poznani znajomi usiedli przy dwuosobowym, plastikowym stole. Obok nich rozwieszona była płachta przedstawiająca piramidy w Gizie. W ogóle cała garkuchnia przyozdobiona była plakatami prezentującymi najbardziej znane miejsca dawnego, już wymarłego świata. Po chwili za prowizorycznej lady wyjrzała Jelena i skierowała się w stronę
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Bartemiusz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…