Wróć do katalogu

Ab Initio / Rozdział 3 -Tajemnice-

Trzeci rozdział postapokaliptycznego opowiadania. Inspiracja powieścią Głuchowskiego "Metro 2033".

Bartemiusz, opublikowano , 30 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zrobili kilka, może najwyżej kilkanaście kroków, oddalając się od bezpiecznej stacji. Wkroczyli jakby w nowy świat, gdzie królowała ciemność, gdzie latarka zapewniając choć trochę światła i obecność drugiej osoby powodowały bardzo niewielkie ciepełko w sercu. Wędrowcy człapali wolnym, ostrożnym krokiem przed siebie. Młody raz po raz oglądał się za siebie. Początkowo gdy widział mały, jasny punkcik za sobą, zastanawiał się czy nie zawrócić, przecież tak naprawdę wiedział, że chojrak z niego był żaden. Zwykły chłopak, w zwykłym miejscu, którego jedyną robotą było usługiwanie Akimowi i włączanie oraz wyłączanie głównego, stacyjnego światła. Dotychczasowe milczenie przerwał Nestor.

- Ty, młody. Nie pękaj- powiedział opanowanym głosem widząc strach młodzieńca, ale tak naprawdę sam był podekscytowany i trochę się bał.

Chłopiec nie odpowiedział. Milczał razem z ciemnym tunelem. Jedynym dźwiękiem, który dał się słyszeć był cichy, głuchy plusk wody z rur o ziemię i lekko poddenerwowane oddechy jedynych osób błądzących w mrocznym korytarzu metra przed Szczukińską. Przystanęli chwilę na papierosa, by zerknąć na plan i orientacyjnie, na oko odmierzyć, ile czasu potrzebują na dojście do pierwszej z trzech stacji. Nestor włożył skręta do ust, chwycił obiema rękami plan i z miną mędrca zaczął coś mruczeć pod nosem. Zaciekawiony Kornił zbliżył się do podróżnika i zerknął mu przez ramię.

- Wiesz co, młody. Myślę, że takim tempem dotaszczymy się do Szczukińskiej za jakąś godzinę, może półtorej. Jeździłem kiedyś metrem i wiesz, łatwiej jest mi ocenić ile czasu potrzebuje zdrowy człowiek by dojść na tę stację.

Chłopak kiwnął ze zrozumieniem głową, choć bohater nie mógł tego gestu zauważyć. Podróżnik złożył plan i włożył go do wewnętrznej kieszeni marynarki, w którą został wyposażony przed wyprawą jeszcze na Tuszyńskiej. Mężczyzn znów otoczyła cisza mącona jak zwykle pluskaniem wody. Nestor pogmerał chwilę w kieszeni i wyciągnął dwa papierosy, jednego dla siebie, drugiego dla towarzysza podróży. Wyszperał z plecaka butlę wody i przyssał się do niej opróżniając ją do połowy, następnie podał ją Korniłowi. Chłopak wziął nieco skromniejszy łyczek niż jego starszy kolega i oddał butelkę Nestorowi. Po krótkiej chwili bohater odezwał się.

- I jak, przeszło ci trochę?

- Przeszło co?- odpowiedział pytaniem zdezorientowany chłopak.

- No wiesz. Stres, strach, jakkolwiek by to tam nazwać- nie uzyskując jednak odzewu, dopowiedział- Wiesz. To nic wstydliwego się bać. To ludzkie. Ja też się boję.

- Troszkę przechodzi- powiedział cichutko chłopak i dodał z nadzieją- Obyśmy dotarli niedługo na Biegową.

Nestor podrapał się po głowie. Wciągnął ostatnią papierosową chmurę do płuc i wypuścił zbite kłęby dymu. Następnie rzucił skręta na ziemię i przydeptał go butem.

Oddział żołnierzy wkroczył pewnym krokiem na Biegową. Już od progu uderzył ich mocny zapach dymu papierosowego, gdzieniegdzie słyszeli chciwie okrzyki sprzedawców oraz muzykę grajków, wokół których zbierały się gromady i młodszych i starszych osób. Stacyjny zegar pokazywał południe, więc uliczni handlarze zbierali się i rozstawiali swoje stragany z różnej maści przedmiotami, nawołując przy tym głośno do kupna swoich rzeczy. Samą stację podtrzymywały obłożone ze wszystkich stron płytkami ceramicznymi kolumny, natomiast podłogę zdobiły ciemne granitowe płyty. Czasem przed bezimiennymi przechodziły skąpo ubrane kobiety, które miały do zaoferowania tylko jedno w zamian za godziwe wynagrodzenie. Nie były to żadne kurtyzany z Polis, więc spokojnie kilkanaście nabojów wystarczało by zaspokoić swe żądze. Jednak oni nie przyszli tu by się bawić, mieli konkretne zadanie i wiedzieli, że spóźniają się znacząco z powrotem na Tuszyńską.

Grupa zbrojnych skierowała się w stronę obskurnie wyglądającej budy, o którą stał wsparty równie nieprzyjemnie wyglądający mężczyzna. Widząc zbliżających się do niego żołnierzy prędko wstał i szybkim krokiem zaczął oddalać się w najsłabiej oświetloną część stacji. Zniknął.

Zbliżali się powoli do Szeptuchowskiej. Nestor oszacował, że nie dalej jak za pół godziny będą już na pierwszej stacji. Szli już od dobrej godziny. Chłopak odezwał się zmęczonym głosem.

- Panie. Przystańmy na chwilę, proszę.

Podróżnik nie lubił odpoczywać, zwłaszcza gdy wiedział, że ma dociągnąć jedną sprawę do końca. Zawahał się chwilę i powiedział.

- W porządku. Ale tylko chwilę. Nie możemy się zatrzymywać.

Usiedli na chłodnym skrawku betonu. Wyciągnęli ze swych sfatygowanych plecaków po kawałku mięsa i zaczęli jeść. Było już zimne i za wszelką cenę nie chciało dać się odpowiednio pogryźć i przełknąć. Jak z gumy- pomyślał Nestor. Następnie wyciągnął kolejnego już papierosa w tym dniu i zapalił. Niebiesko- szary obłok zaczął wędrować i wypełniać przestrzeń otaczającą znajomych.

- Kornił. Gdzie są Twoi rodzice?- ni z tego ni z owego zapytał Nestor.

- Ojciec był stalkerem z Białoruskiej. Nie wiem gdzie jest teraz. Tak samo matka. Nie pamiętam ich. Tyle tylko wiem z opowieści generała Akima Kazimirovskiego. To on mnie wychowywał- dość smutno odpowiedział młodzian.

- Musiałeś być bardzo młody, skoro ich nie pamiętasz. Ja pamiętam ze swojego dzieciństwa tylko matkę. Mówiła mi sporo o ojcu nim umarła. Ponoć straszny sukinsyn był z niego. Wiesz? Zawsze mi powtarzała, że popełniając jeden z największych błędów w swoim życiu zdobyła jednocześnie wielkie szczęście- w zamyśleniu odparł Nestor.

- Nie bardzo rozumiem panie. Ale musiała Cię bardzo kochać.

- Skończ już z tym panie. Proszę. Nestor, po prostu Nestor ok?

- Dobrze- odparł lekko zmieszany chłopak i zapytał- Jak tam było? Na powierzchni.

- Jak było kiedyś, tak?- Nestor zakaszlał, po czym ciągnął dalej- Pola, łąki, wielkomiejski gwar, słońce, kwiaty- wymieniał z rozmarzeniem bohater- Tak. Tak właśnie było. A było naprawdę pięknie. Pamiętam bardzo dobrze jedną wycieczkę, gdy z matką pojechaliśmy na wieś. Dzień był piękny, pogoda nas rozpieszczała. Na niebie nie widać było praktycznie żadnej chmurki. I cudowne lasy. Najbardziej lubiłem drogę przez las. Jedziesz i końca nie widzisz, droga wydaje się być czymś nierealnym, uroku dodają drzewa, które tworzą nad tobą zielony baldachim a gdzieniegdzie przez liście przenika słabe światło. Wyobrażasz to sobie?

- Niestety nie- odpowiedział Kornił- To dla mnie nieosiągalne. Jestem w końcu dzieckiem metra, które nawet nie poznało swoich rodziców. Słyszałem, że na niektórych stacjach można kupić takie kolorowe książeczki, gdzie można przeczytać o cudach natury- z zaciekawieniem w głosie powiedział młodzian.

- Pewnie tak. Chcesz zobaczyć zdjęcie mojej matki?- niespodziewanie rzucił Nestor. Usłyszawszy twierdzącą odpowiedź pogmerał przez moment w plecaku i wyciągnął starą, lekko pogiętą fotografię przedstawiającą uśmiechniętą kobietę z małym dzieckiem w objęciach. Obrazek jednak był niekompletny, w jednym z rogów wyrwana była część zdjęcia.

Chłopak przysunął się bliżej podróżnika i poświecił latarką na fotografię. Kobieta była szczupła, miała zgrabną figurę i w ogóle nie przypominała wychudzonych, często chorych kobiet żyjących w metrze. Ale i w świecie tuneli żyły prawdziwe piękności, chociażby Jelena z Tuszyńskiej.

- Była bardzo piękna- powiedział młodzieniec.

- O tak, była. A przy tym miała naprawdę wielkie serce i wolę walki. Do ostatnich chwil nie poddawała się walcząc z rakiem- widząc zdziwienie chłopca dodał- rak to taka choroba. Ludzie żyjący tutaj, w metrze mogą również zachorować na ten nowotwór. Nie jestem znawcą medycyny, ale chociażby nawet przez palenie może dojść do mutacji. Chodź, musimy już ruszać.

Oddział pędem ruszył za uciekinierem. Minęli kilka ognisk, przy których siedzieli nędzarze odziani w łachmany i ogrzewali sobie dłonie. Tak, to niewątpliwie była Czarna Strefa, obszar mieszczący się na uboczach odcinka łączącego Biegową z Ulicą 1905 Roku. Cieszył się złą sławą, gdzie ponoć wskaźnik napaści i mordów był porównywalny nawet z miejscami, gdzie stacjonowały zorganizowane grupy przestępcze. Żołnierze znaleźli się pomiędzy sporymi namiotami a straganami wygłodniałych handlarzy, którzy pożerali spojrzeniami magazynki nowych przybyszów. Gdzie nie sięgnąć wzrokiem mieściły się kłębowiska ludzi i ich zmarnowane marzenia. Czarna Strefa była miejscem, gdzie nawet Hanza nie wysyłała swoich ludzi. Margines społeczeństwa żyjący tutaj i wszechobecny smród odpychały stąd praktycznie każdego.

- Paskudne miejsce- powiedział mężczyzna przypominający fizjonomią ciała kulę.

- Dokładnie- odparł inny wojak.

- Gdzie ten śmieć Chernov!- krzyknął na cały głos żołnierz stojący na przedzie oddziału, po czym zwrócił się do swoich towarzyszy- Trzeba go znaleźć. To cenny informator. Nie wiem co mu odpieprzyło.

Wydał rozkaz by, Shar, którego przezwisko dosłownie oznaczało kulę skierował się w namioty a Kossakowsky popytał ludzi w strefie. Sam udał się w miejsce, gdzie ludzie nie leżeli jeden na drugim, jak worki z odpadami i usiadł. Cień przeciął postać tymczasowego dowódcy w poprzek, na dwie połowy- oświetloną i ciemną. Przodownik zdjął z ramion swój automat i pieszczotliwie pogładził go mrucząc do siebie jakieś słowa po cichu.

Nestor i chłopak doszli w końcu na Szczukińską. W tym miejscu nie słyszeli niczego- kapnięć wody, świszczącego wiatru w rurach, pisków szczurów. Kompletna cisza, kompletna pustka. Czas widać zatrzymał się dla Szczukińskiej, wybijając jej ostatnie godziny wraz z zepsuciem się stacyjnego zegara. Podróżnik i młodzieniec wdrapali się na peron. Szary, kiedyś polerowany granit pokrywała teraz gruba warstwa jakiejś substancji. Wraz z każdym stąpnięciem przyjaciół podeszwy ich butów zatapiały się w dziwną maź i z oporem odchodziły od powierzchni. Nestor i Kornił świecąc trochę po ścianach ujrzeli porozwieszane stare plakaty, prezentujące dawne gwiazdy filmowe, reklamy notebooków i innych swojego czasu nowinek. Pozostałości po dawnym świecie. Stacja ta chyba nie była już odwiedzana od bardzo dawna, a mimo to podróżnik odczuwał pewien strach, czuł że nie są tu w cale sami. Cała Szczukińska, jak wydawało się bohaterowi nie była martwa, lecz uśpiona. Odczuwał coraz wyraźniejszą obecność kogoś innego.

- Kornił, ty też to czujesz, hm?- zapytał słabym głosem młodzieńca.

- Ona mnie woła- powiedział złowieszczym szeptem Kornił i biegiem rzucił się przez stację.

Nestor znieruchomiał na chwilę. Słowa uwięzły mu w gardle. Następnie pobiegł śladem swojego młodego towarzysza.

W Czarnej Strefie naraz nastał jakiś harmider. Skupisko gapiów zbiło się jakby w jeden organ, tworząc mocną ścianę nie do przebicia. Dowódca z ociąganiem wstał, przewiesił karabin przez ramię i poczłapał do miejsca powszechnego zainteresowania. Bójka? Nie, nie możliwe. Usłyszałby przecież odgłosy walki i krzyki zgromadzonych. Więc co tam się dzieje? Podszedł do grupy i zaczął torować sobie drogę rękami odpychając zebranych. Widok, który zobaczył przyprawił go o dreszcze i zdenerwowanie. Strużki potu spływały generałowi po policzkach. W kałuży krwi leżał Kossakowsky trzymając się za brzuch miotając przekleństwa na wszystkie strony. Dowódca rzucił się na kolana i wsunął ręce pod głowę umierającego. Z ust mężczyzny sączyła się wąskimi strużkami czerwona krew, gdy ten w drgawkach próbował wykrztusić z siebie pewnie jedne z ostatnich słów. W końcu z trudem wybełkotał nazwisko informatora. Po chwili oczy Kossakowskiego zaczęły błądzić, szukać ostatnich obrazów w tym podziemnym świecie i naraz zgasły, przykryły się mgłą wiecznego spoczynku. Dowódca początkowo klęczał, niewzruszonymi oczyma spoglądając na przyjaciela. Widział setki śmierci, część z nich sam przecież sprawiał lecz zaraz jego wargi zaczęły drżeć a spod przymkniętych oczu popłynęły łzy, które raz po raz skapywały na martwego żołnierza. Ostatkiem sił pożegnał się z denatem całując go w czoło, wysunął ręce spod głowy i lekko opuścił ją na ziemię. Ten nadal wpatrywał się w dowódcę zamglonym wzrokiem, a usta pozostały mu w grymasie, jak gdyby chciał wypowiedzieć ostatnie słowo, wyjawić ostatnią tajemnicę swojego życia.

Podróżnik przystanął na chwilę by złapać oddech. Jeszcze wyraźny stukot butów o granitową posadzkę kilka minut temu przemienił się teraz w totalną, złowrogą ciszę. Nestor w jednej chwili poczuł się jak ślepiec, otulony ciemnościami ze wszystkich stron. Poszukiwacz nerwowo złapał za kałasznikowa i przymocował latarkę do kasku, którego otrzymał przed wyprawą i następnie odbezpieczył broń. Ruszył ostrożnym krokiem w stronę, gdzie jeszcze niedawno uciekał Kornił. Ostatnim zdaniem, które wyrzucił z siebie chłopak przed tym opętańczym biegiem było, że ktoś go woła. Ona. Kim jest ona.

Do nozdrzy Nestora dotarł dziwny, nieprzyjemny zapach. Wręcz odór. Przez moment miał nawet ochotę sięgnąć do plecaka po maskę przeciwgazową. Co to jest? Podróżnik przełożył karabin do prawej ręki, natomiast lewą przysunął do nosa. Smród był nie do opisania. Postąpił kilka kroków naprzód zagłębiając się coraz bardziej w mdłym smrodliwym zapachu, który nasilał się. Podążał za cuchnącym pasmem. Po chwili usłyszał jakiś zniekształcony głos przypominający bardzo gulgot a po chwili doszedł do podróżnika głos mający swoje źródło gdzieś z naprzeciwka.

- Gdzie historia stała się, niebo roniło łzy spadające ciężko na ziemię zabijając tysiące istnień, zmieniając inne, a człowiek niczym nie różni się od bestii- ozwał się dziwny głos- Miał być ostatni, ale nie. Nie ma początku ani końca. Nędza. Ludzie utracili swe człowieczeństwo już przed dniem złości Pana. Nie powinno ich być. Nikogo. Boże przenajświętszy- zapłakał nieznajomy.

Nestor chwycił obiema rękami kałasznikowa. Kto to jest? Zgasił lampkę. Starał się oddychać jak najlżej by nikt go nie usłyszał. Jakieś dziesięć, piętnaście metrów od siebie usłyszał szuranie stóp. Dziwna istota wlokła za sobą nogi, ciężko oddychając z każdym krokiem.

- Robciu, to ty? – zapytała postać. Nie było jej nadal widać ale głos stał się coraz łatwiejszy do określenia. To musi być kobieta, kobieta w podeszłym wieku.

Bohater postanowił się odezwać. Przedstawił się, jednak starej nie zobaczył. Ta tylko burknęła pod nosem by poszedł za nią i wolnym krokiem ruszyła przed siebie. Zaprowadziła obieżyświata prawdopodobnie do miejsca swojego zamieszkania. Na ziemi siedziało odwrócone do podróżnika dziecko bawiąc się w wojnę bezkształtnymi kamieniami.

- Emilij, mamy gościa. Choć przywitaj się z panem.

Dopiero teraz Nestor ujrzał zarówno babkę jak i chłopaka. Przeszył go przeraźliwie lodowaty dreszcz, poczuł, że ma gęsią skórkę. Wydał jedynie praktycznie bezgłośne- dobry Boże i zaczął się wycofywać. Staruszka jak i dzieciak byli okropnie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych