Agencja Pracy
Opowiadanie o poszukiwaniu pracy i swojego miejsca w zyciu na emigracji
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Szukając pracy w Anglii trzeba pamiętać o 3 rzeczach: po pierwsze potencjalni pracodawcy będą dla ciebie uprzejmi, wezmą twoje CV lub aplikację, grzecznie Ci odpowiedzą jeśli nie mają obecnie żadnej pracy i na koniec będą życzyli powodzenia w twoich dalszych poszukiwaniach. Wychodzisz wtedy zadowolony z takiej firmy lub agencji pracy, ucieszony samym faktem tak miłego potraktowania. Zaczynasz wierzyć w powodzenie swoich wysiłków nawet jeśli miałeś wcześniej doła. Wychodząc, spoglądasz jeszcze raz na tą osobę która wzięłą twoje papiery przed chwilą i... widzisz jak twoje CV lub aplikacja ląduje w koszu. Można wtedy zawrócić, i zrobić aferę ale najczęściej nic to nie daje. Pracownicy takich firm lub agencji są wyuczeni jak radzić sobie z takimi osobnikami i bez problemu znajdą jakąś wymówkę dlaczego tak postąpili. Nie można się wtedy poddawać jeśli poważnie myślisz o znalezieniu pracy w Anglii. Trzeba iść dalej do przodu i liczyć na to, że może to właśnie w następnej firmie lub agencji którą odwiedzimy znajdzie się jakaś praca. Po drugie, trzeba starać się uzyskać pomoc w znalezieniu pracy od rodziny, przyjaciół i znajomych, pracujących w miejscu do którego przyjechaliśmy. Dzięki nim można uzyskać cenne informacje odnośnie agencjii, fabryk, restauracji lub sklepów które potrzebują pracowników. Pozwala to oszczędzić dużo czasu i kieruje nas od razu na właściwe tory, bez chaotycznego chodzenia po mieście, wypytywania się nieznajomych, czy wielogodzinnego siedzenia przed komputerem. Jeśli mamy naprawdę dobrych znajomych lub rodzinę na której można polegać, to można zostać przez nich „wkręconym” do firmy w której oni pracują. W wielu fabrykach w Anglii można spotkać całe rodziny lub osoby wywodzące się nawet z jednego osiedla. Od pierwszej generacji emigrantów do ostatniej tworzy się łańcuszek zależności. Osoby z ostatniej generacji najczęściej nie mają pojęcia od kogo zaczęła się tworzyć owa „kolonia” w danym zakładzie pracy. Gdyby jednak prześledzić łańcuszek wstecz, to okazałoby się, że wszystko zaczęło się od kilku osób sprowadzających swoich znajomych i rodzinę do pracy w tym zakładzie. Lokalne układy wyniesione z Polski są cały czas kontynuowane na angielskiej ziemi. Po trzecie musimy pamiętać, że emigracja z Polski do Anglii wiąże się najczęściej z przyczynami materialnymi. Ogromna większość ludzi wyemigrowała po prostu „za chlebem”. Dlatego Polacy mają trochę inne podejście do pieniędzy niż Anglicy. Najczęściej są bardziej rozważni w wydawaniu i konsumowaniu owoców swojej pracy. Nie wszyscy jednak emigranci przywożą dobre przyzwyczajenia; są tacy którzy wyjechali bo nie mieli nic do stracenia. Kłopoty i problemy w kraju ojczystym sprawiły, że pozostało im tylko jedno: spróbować zacząć od nowa. W miejscu, gdzie prawie nikt nas nie zna pokusa żeby przemliczeć albo po prostu kłamać jak było naprawdę w Polsce jest ogromna i mało kto z niej nie korzystał. Trzeba bardzo uważać, żeby nie dać się oplątać siecią kłamstw przez ludzi, których dopiero poznajemy. Zwłaszcza jeśli chodzi o pieniądze nie można nikomu ufać. Pożyczać należy tylko zaufanym osobom i nie dać się zapraszać na piwo gdzie naszemu znajomemu kończą się pieniądze i nagle to my musimy stawiać. Z dala od domu i rodziny własne przeżycie staje się priorytetem i czlowiek zrobi wszystko żeby tylko przetrwać – nawet kosztem innych rodaków. Łukasz znał wszystkie te reguły doskonale; to był jego trzeci pobyt w Anglii w ciągu 4 lat. Jego angielski był biegły, wiedział gdzie i jak pytać się o pracę, jak rozmawiać z ludżmi i jak się zaprezentować żeby sprawić dobre wrażenie. Oczekiwał, że tym razem znajdzie pracę w miarę szybko, tak jak podczas poprzednich pobytów w Anglii. Po powrocie z ostatniego wyjazdu 2 lata temu, nie spodziewał się, że powróci jeszcze na angielską ziemię. Chciał się ustakować i wieść normalne i spokojne życie w swoim ojczystym kraju. Czasami wspominał z sentymentem pobyt w Anglii i planował powrócić tam ale jako turysta a nie jeden z milionowej rzeszy wschodnio-europejskich imigrantów, szukających lepszego życia. Życie jednak pisze różne scenariusze. Wraz z nadejściem globalnego kryzysu finansowego w 2008 roku życie zmieniło się na gorsze dla wielu osób. Większość ludzi nie miała pojęcia skąd się wziął ten kryzys, dlaczego akurat teraz i dlaczego rządy nie mogą go opanować. Błędy i pomyłki popełnione przez bankierów na szczycie drabiny finansowej wydawały się nie dotyczyć zwykłych, szarych ludzi. Na początku nikt nie przypuszczał, że kłopoty finansowe kilku banków dotkną tak wielkie masy społeczeństwa na całym świecie. Gdy jednak kolejne instytucje finansowe zgłaszały problemy, wniosek był jeden: nadchodzi finansowe tsunami które dotknie cały świat. Po powrocie z Anglii znalezienie pracy zajęło Łukaszowi 4 miesiące. Wysyłał CV wszędzie gdzie tylko widział szansę. Nie ograniczał się tylko do swojego miejscowości; był zdeterminowany i gotów wyprowadzić się z rodzinnego miasta za pracą. Chciał zostać w Polsce, zapuścić korzenie i założyć rodzinę. Do tego potrzebował stałej pracy i to był jedyny cel w jego życiu. Jego wysiłki w końcu się opłaciły; pewnego dnia otrzymał telefon ze znanej w jego mieście, firmy HYDRO-MAR, zapraszający go na rozmowę kwalifikacyjną. Firma ta produkowała części zamienne do samochodów. Wyszukał w internecie garść faktów na temat firmy, i rynku części zamiennych, chcąc sprawić jak najlepsze wrażenie swoją wiedzą i profesjonalizmem. Ta strategia się opłaciła; po przejściu ogólnej rozmowy, testów logicznych i sprawdzających znajomość angielskiego szef biura oznajmił mu, że dostaje pracę jako pracownik biura logistyki. Łukasz był po prostu wniebowzięty; czuł, że wreszcie życie zaczyna układać się po jego myśli. Chociaż praca w logistyce nie należała do najłatwiejszych i najlepiej płatnych, to mimo trudów był z niej zadowolony. Podobało mu się, że cały czas coś się dzieje, że musi improwizować, kombinować, używać angielskiego, dzwonić po całym świecie i upewniać się co do terminu dostawy określonych towarów. Podobała mu się też ekipa z którą pracował. W większości byli to młodzi ludzie niewiele starsi albo młodsi od niego. Czuć było w biurze porozumienie pokoleniowe i panowała tam lużna atmosfera. Łukasz miał nadzieję zostać w tej pracy do końca życia. Zaczął nawet zbierać informacje na temat kredytów hipotecznych; chciał mieć swoje mieszkanie najpóżniej za trzy lata i w następnym roku miał nadzieję dostać kredyt. Wszystkie te plany poszły w rozsypkę wraz z nadejściem kryzysu. Złożył się on w czasie akurat z terminem kiedy kończyła się jego pierwsza umowa na czas określony. Zarząd firmy kazał wszystkim departamentom wprowadzić w życie oszczędności. Łukasz i jego dwóch kolegów przyjętych w tym samym czasie zostało mailowo powiadomionych przez szefa, że niestety ale firma nie może przedłużyć z nimi umów. Szef zapewnił ich, że jeśli firma będzie poszukiwała w przyszłości nowych pracowników to na pewno się do nich odezwie, ale w chwili obecnej nie mógł nic zrobić. Łukasz był bardzo przygnębiony. Wszystkie jego plany zostały przekreślone akurat w czasie gdy myślał o ustatkowaniu się i stabilizacji. Nie mógł nic na to poradzić; nie zamierzał jednak poddawać się. Tego samego dnia gdy dostał maila od szefa będąc jeszcze w pracy, zaczął wysyłać CV do innych firm. Łukaszowi i jego dwóch kolegów dostali miesięczne wypowiedzenie. Łukasz był przekonany, że tak jak poprzednio wkładając w poszukiwanie pracy całą energię i zapał, uda mu się ją w końcu znależć. W ciągu miesiąca wysłał więcej niż 300 CV, odwiedził każdą możliwą stronę z pracą, co kilka dni chodził do urzędu pracy, podpytywał się znajomych czy nie wiedzą jakie firmy poszukują pracowników, i... czekał. Po zakończeniu pracy w HYDRO-MARZE wysyłał jeszcze więcej CV spędzając przed komputerem prawie cały wolny czas. Pozostały czas spędzał w samochodzie rozwożąć CV nawet do małych, lokalnych firm, które nie miały nawet swojej strony internetowej. Sytuacja na rynku pracy nie napawała optymizmem; była zdecydowanie gorsza niż po jego ostatnim powrocie z Anglii. W ciągu 2 miesięcy od momentu otrzymania wypowiedzenia, dostał tylko jeden telefon związany z jego poszukiwaniem pracy. Sekretarka z frimy TECHNOP prosiła go o podesłanie CV w języku angielskim. Łukasz niezwłocznie to uczynił mając nadzieję, że wkrótce dostanie telefon zapraszający go na rozmowę. Po tym telefonie zapadła jednak kompletna cisza; Łukasz starał się nie poddawać ale po prostu zaczynało mu braknąć sił. Ciągłe siedzenie przed komputerem, myślenie, i przede wszystkim nuda zaczynały mu mocno doskwierać. Po okresie maksymalnego skupienia musi przyjść moment rozlużnienia. Po upływie 3 miesięcy Łukasz miał już dosyć całej tej sytuacji. Zamiast siedzieć przed komputerem zaczął częściej przebywać poza domem racząc się chmielowym nektarem. Nie podobało się to jego rodzicom ale nie mogli nic zrobić oprócz prawienia ciągle tych samych tekstów, że nie może się poddawać, że musi się jeszcze bardziej skupić itp. Itd. Czuł się żle nic nie robiąc. Picie browarów z tymi samymi znajomymi z osiedla też go nudziło ale tak jak pozostali bezrobotni, nie miał za dużo innych perspektyw. Miał nadzieję, że może w końcu ktoś zadzwoni, zapraszając go na rozmowę kwalifikacyjną i powróci w końcu do życia takiego jakie chciał prowadzić a nie do którego był przymuszony przez nudę i brak perspektyw. Po upływie 4 miesięcy porzucił wszelką nadzieję o znalezieniu pracy. Nie otrzymał żadnego telefonu w tym czasie i nie zanosiło się na to, że otrzyma jakikolwiek. Firmy zwalniały pracowników i nikt nie rekrutował nowych. Zdecydował się więc na krok który chodził mu po głowie od pewnego czasu; zdecydował się na kolejny wyjazd do Anglii, żeby tam przeczekać kryzys. Był przygotowany na pracę poniżej swoich kwalifikacji i umiejętności ale w tym momencie swojego życia godził się na to całkowicie. Planował zostać w Anglii od kilku miesięcy, do roku czasu jeśli udałoby mu się znależć dobrą pracę. Od momentu podjęcia decyzji do wyjazdu minęły dwa tygodnie. Łukasz szybko się zorganizował, korzystając z doświadczenia jakie miał z poprzednich wyjazdów. Dużym atutem było to, że nie jechał w ciemno do Anglii. Jego dobry kolega, Michał, z którym był cały czas w kontakcie mieszkał w mieście Lynpool na północy Anglii, od dwóch lat i od dawna zapraszał go żeby przyjechał w odwiedziny. Łukasz opowiedział mu całą sytuację i poprosił o pomoc w znalezieniu mieszkania i pracy. Michał zapewnił go, że na pewno pomoże i kazał jak najszybciej przyjeżdzać. Po wylądowaniu na lotnisku w Liverpoolu, Łukasz nie mógł uwierzyć, że jest znowu w Anglii. Minęły dwa lata od ostatniego wyjazdu który miał być końcem jego przygody z tym krajem. Tymczasem po raz kolejny znalazł się tutaj ... Gdy znalazł się w samochodzie z Michałem, od razu zaczął się pytać o sytuację na rynku pracy. Michał odpowiedział mu grzecznie, że nie jest najlepiej ale jak się będzie bardzo chciało to zawsze się coś znajdzie. Potem kazał Łukaszowi nie mówić już o pracy w jego wolny dzień i się wyluzować. Była przecież niedziela i dzisiaj nie mógł nic załatwić. Łukasz postanowił ruszyć od jutra z samego rana w poszukiwaniu pracy. Po przyjeżdzie do domu nie mógł jednak odmówić kilku piwek z Michałem i powspominania starych dobrych czasów gdy jeszcze byli „licealnymi dziećmi” i nie myśleli o przyszłości. Michał chciał wypić jeszcze flaszkę ale Łukasz zdecydowanie odmówił. Nie zamierzał marnować poniedziałku na kaca. Zapewnił Michała, że na pewno się jeszcze napiją ale wtedy gdy Łukasz znajdzie pracę i będzie co świętować. Tak jak sobie postanowił wyruszył w poniedziałek rano szukać pracy. Wziął od Michała kilka adresów agencji pracy i w pierwszej kolejności właśnie tam zostawiał swoje CV i wypełniał aplikacje. Po odwiedzeniu agencji przyszła kolej na fabryki. Na koniec zostawił sobie sklepy, kawiarnie, restauracje i jobcentre plus. Ze wszystkich odwiedzonych miejsc liczył najbardziej, na pracę przez agencję pracy w jakiejś fabryce. Znał dobrze angielskie realia i wiedział, że dzięki agencji można najłatwiej i najszybciej dostać pracę. W fabrykach były też najwyższe stawki godzinowe i można było zarobić najwięcej hajsu. Będąc jeszcze w Polsce zakładał, że znalezienie pracy zajmie mu maksymalnie trzy tygodnie. Gdy minęły jednak dwa tygodnie bez żadnego odzewu zaczął się niepokoić. Przyzwyczajony przez poprzednie wyjazdy, kiedy znalezienie pracy zajmowało mu najwyżej kilka dni, nie spodziewał się, że nawet tutaj jest tak żle z pracą. Całe rzesze, najczęściej młodych anglików, w jobcentre plus potwierdzały tylko jego wnioski. Nie zamierzał się poddawać bo tak naprawdę nie miał wyboru. Wyjazd pochłonął sporą część jego oszczędności i nie dopuszczał do siebie myśli, że po raz pierwszy może wrócić do Polski, mając mniej pieniędzy na koncie niż przed wyjazdem. Myśl o porażce była nieznośna i dlatego aby ją zagłuszyć szukał pracy jeszcze intensywniej powtarzając schemat z Polski. Michał uruchomił wszystkie swoje kontakty, wszystkich znajomych żeby tylko pomóc Łukaszowi znależć pracę ale nie przyniosło to żadnych efektów. Wszysycy powtarzali tylko jak mantrę, że jest bardzo kiepsko z pracą. Łukasz powoli zaczynał powątpiewać w słuszność swojego pomysłu o przeczekaniu kryzysu w Anglii. Z tygodnia na tydzień zostawało mu coraz mniej pieniędzy i coraz bardziej zbliżał się do granicy rezerwy za którą miał sobie kupić bilet powrotny w przypadku niepowodzenia. W czwartym tygodniu pobytu w Lynpool był już pewien, że poniósł porażkę. Ciągle szukał pracy ale robił to bardziej z nudów niż z rzeczywistej chęci. Nie miał już żadnej nadziei; widział oczyma wyobrażni powrót do Polski i dalszą wegetację w domu... Chodząc bez celu po centrum Lynpool planował w myślach powrót. Zamierzał kupić bilet powrotny jeszcze dzisiaj. „Nie ma na co czekać – powtarzał sobie – nie ma pracy, pieniądze się rozchodzą a ja dalej nic nie robię.” Pogrążony w myślach, nie zauważył, że wszedł w uliczkę która tylko z pozoru wyglądała jak ta prowadzącą do domu. Uliczka nazywała się Blake Road. Po kilkunastu minutach zorientował się, że popelnił błąd wchodząc w nią. Szedł przed siebie ale wciąż nie widział wyjścia. Blake Road wiła się tylko co chwila w lewo i prawo niczym wąż. Zaczynało się ściemniać i Łukasz zaczynał się niepokoić. Nigdzie też nie było widać żadnych ludzi, nie mógł się więc zapytać o drogę wyjścia z tego labiryntu. Zastanawiał się czy zawrócić ale zdecydował się iść dalej naprzód. Przez te kilka tygodni poszukiwania pracy, poznał Lynwood całkiem dobrze i wiedział, że nie jest to duże miasto. Był przekonany, że idąc do przodu, siłą rzeczy, musi wreszcie wyjść na jakąś ulicę gdzie będą ludzie, których będzie się mógł zapytać jak wrócić do domu. Jego pewność zaczęła się jednak zmniejszać gdy po kolejnych kilku minutach ciągle nie widział wyjścia. Zaczynał się obawiać, że zgubił się na dobre. W pewnym momencie przystanął nagle jak wryty i zaczął wpatrywać się w tabliczkę na drzwiach mijanego budynku. Podszedł bliżej i aż przetarł oczy ze zdumienia. Na tabliczce było napisane Forever Recruitment Agency. Obok drzwi znajdowało się wielkie okno przez które nie dało się nic zobaczyć ponieważ zaklejone było plakatem z usmiechniętym pracownikiem budowlanym. Nie mógł uwierzyć w to co widzi. Oto przed jego oczami znajdowała się agencja pracy o której nigdy nie słyszał. Był przekonany, że znał wszystkie agencje pracy jakie znajdowaly się w Lynpool; poswięcił przecież tyle czasu żeby je znalezć i wydawało mu się, że zaaplikował do wszystkich możliwych. Otrząsnął się szybko ze zdumienia i wszedł do agencji Forever. Za drzwiami znajdował się szeroki ale krótki korytarz z krzesełkami rozstawionymi po bokach. Na końcu korytarza, za biurkiem siedziała sekretarka. Nie spojrzała się nawet w jego stronę, była całkowicie pochłonięta piłowaniem paznokci. Z radia ustawionego na szafce pod ścianą dobiegała cicha muzyka. Łukasz powoli podszedł do sekretarki i ustał naprzeciwko niej. Ona dalej piłowała paznokcie jakby był powietrzem. Łukasz zastanawiał się co zrobić w tej sytuacji. Zanim jednak zdecydował czy ma wyjść czy zostać, sekretarka odezwała się do niego pierwsza. - Drzwi z numerem 6 po lewo; on już na ciebie czeka – powiedziała, nie odrywając jednak ani na moment wzroku od paznokci. - Przepraszam, ale kto na mnie czeka ? Nie rozumiem co Pani przez to rozumie... - Czeka na ciebie Jan który jest szefem tej agencji. Przeprowadzi z tobą interview odnośnie pracy; szukasz przecież pracy nieprawdaż ? - Tak, ale... - Jeśli szukasz to proszę nie przedłużaj; mamy innych klentów i nie możemy każdemu z osobna wyjaśniać, że jesteśmy agencją pracy. Jeśli interesuje cię praca to wejdziesz przez te drzwi i odbędziesz interview; jeśli nie, to widocznie nie chcesz naprawdę znależć pracy. Łukasz popatrzył na sekretarkę z niedowierzaniem i oburzeniem; wykonał krok do tyłu ale nagle zmienił kierunek i ruszył w stronę drzwi z numerem 6. Nacisnął klamkę i przekroczył próg drzwi. W pokoju panował blask. Łukasz musiał przymknąć oczy na chwilę zanim się do niego przyzwyczaił. W środku znajdował się tylko krótki stół za którym siedział rosły mężczyzna. Miał krótko przystrzyżone blond włosy i kozią bródkę. Usmiechał się tajemniczo do Łukasza ale jego czarne oczy były jakby nieruchome, zachowujące odrębną świadomość od reszty uśmiechniętej twarzy. Był wygodnie rozparty na plastikowym krześle jakby spędził w tym pokoju dużo czasu. - Witaj Łukaszu, proszę uśiądz. Nazywam się Jan. Jestem szefem agencji Forever i chciałbym Ci zaoferowac pracę. Łukasz usiadł posłusznie na krześle. - Szukasz pracy, zgadza się ? – powiedział Jan zmieniając pozycję i splatając ręce na stole. - Tak. - Mam dla ciebie ofertę, która powinna cię zainteresować – zaczął mężczyzna przechodząc prosto do sedna bez jakiejkolwiek próby wprowadzenia w temat. – Musisz stawić się jutro o 16 na ulicy... - Zaraz, zaraz; najpierw chciałbym usłyszeć skąd wiesz, że poszukuję pracy i jak się nazywam – powiedział Łukasz pochylając się zdecydowanie do przodu i patrząc się mężczyżnie prosto w oczy. To jednak nie speszyło Jana w żadnym stopniu. - Z twojego CV. Otrzymaliśmy je przez maila jakiś czas temu. Nic się nie zmieniło od tamtego czasu wnioskuję, ponieważ w końcu zawitałeś do naszej agencji. Jeśli jest inaczej to nic tu po tobie, nie ma co tracić czasu. Poszukujesz więc pracy czy nie ? - Poszukuję, poszukuję. Nie pamiętam tylko żebym wysyłał CV do waszej agencji. - Dużo osób które zatrudniamy w naszej agencji ma podobnie; trafiają do nas chociaż nie pamiętają, że wysyłali CV. Ale już się do tego przyzwyczaiłem. Poszukując pracy wysyła się CV gdzie popadnie i nie sposób zapamiętać wszystkich firm i adresów mailowych. Każdy jednak kto do nas trafił nie żałował, że tak się stało, o tym mogę cię zapewnić. - Dobra,ok, teraz rozumiem. Nie zrozum mnie żle ale chyba nikt nie lubi gdy ludzie wiedzą o tobie więcej niż powinni. A więc jaką pracę chcesz mi zaproponować ? - Jeśli chcesz podjąć pracę przez naszą agencję musisz się stawić jutro o godzinie 16 w tym miejscu. Jan przesunął w stronę Łukasza kartkę. Łukasz podniósł ją i przeczytał nazwę ulicy. - Nie możesz się spóżnić, jeśli to zrobisz nie dostaniesz tej pracy. A teraz muszę cię przeprosić, zaraz zamykamy i musimy jeszcze uporządkować pewne sprawy w biurze. Jeśli będziesz miał jakiekolwiek pytania dzwoń na numer podany na kartce... – zakończył Jan wkładając swoje papiery do walizki i wyrażnie przygotowując się do wyjścia. - To wszystko ? - Tak. Wszystkiego dowiesz się na miejscu; nasza agencja jest tylko pośrednikiem i często sami nie wiemy jakie zadanie zostanie przydzielone naszemu pracownikowi. Jeszcze raz przepraszam, ale naprawdę musimy już zamykać – powiedział Jan wstając z krzesła. - Ok, rozumiem. Zanim jednak wyjdę muszę się spytać o drogę. Prawdę mówiąc to znalazłem się tutaj przez przypadek, pobłądziłem i nie wiem jak wyjść z tego labiryntu uliczek. - Idż w lewo, póżniej w prawo, a potem tam gdzie uznasz za słuszne – odparł Jan bez chwili wachania. Postawił swoją walizkę na biurko wyrażnie zniecierpliwiony koniecznością przebywania w tym pomieszczeniu dłużej niż było to konieczne. Łukasz choć ponownie zdziwiony nie powiedział już nic. Podniósł się ze swojego krzesła i wyszedł z pokoju rzucając tylko wątłe „dzięki” na odchodne. Sekretarka dalej piłowała paznokcie jak w transie, nie zwracając na niego uwagi. Łukasz poczuł nagle, że musi się stąd wydostać jak najszybciej. Wyszedł na zewnątrz i skierował się najpierw w lewo a potem w prawo zgodnie ze wskazówkami Jana. Po przejściu dwóch przecznic trafił na rozwidlenie. Miał teraz do wyboru skręcić w lewo lub w prawo. Po krótkim wachaniu Łukasz skręcił w lewo. Ku jego zaskoczeniu po przejściu kilkudziesięciu kroków znalazł się na głównej ulicy Lynpool. Nie miał pojęcia jak mu się to udało, biorąc pod uwagę, że wcześniej krążył tak długo nie mogąc znaleźć drogi wyjścia. Nie rozkminiał jednak długo tej zagadki; był głodny, zmęczony i musiał w końcu odpocząć. Po dotarciu do domu zjadł na szybko kanapki i położył się na łóżku z zamiarem zrobienia sobie krótkiej, najwyżej godzinnej drzemki. Gdy się obudził poczuł od razu głód. Był zaskoczony tym faktem ponieważ jadł całkiem niedawno. Jednak gdy spojrzał na zegarek wszystko było jasne ;na komórce widniały cyfry 6:07. Przespał prawie 14 godzin. Przebrał się i postanowił zrobić sobie kawę. Zanim wyszedł do kuchni spostrzegł kartkę leżącą na laptopie. Wziął ją do ręki i w momencie przypomniał sobie wizytę w agencji, jana, sekretarkę i umówione spotkanie w firmie o 16. Zastanawiał się przez chwilę czy to nie był sen, czy krążenie po mieście i tajemnicza agencja Forever Recruitment to nie wytwór jego umysłu. Jednak kartka którą trzymał w ręku nie była iluzją; to wszystko musiało się zdarzyć naprawdę. Z kawą w dloni czuł się już lepiej i był gotowy do działania. Wpisał adres z kartki w google maps. Okazało się, że firma do której ma się dzisiaj stawić znajduje się tylko kilka ulic od jego domu. Targały nim wątpliwości czy udać się pod wskazany adres. Nie wiedział czy może zaufać agencji Forever, czy to nie jest jakiś żart. Około 15:30 zaczął się jednak zbierać do wyjścia; zdecydował, że nawet jeśli to jest jakiś żart to i tak nie ma nic do stracenia w swojej sytuacji. Firma znajdowała się w wąskiej uliczce obok której przechodził wiele razy nie przypuszczając nawet przez sekundę, żeby w nią wejść poszukując pracy. Prawdziwe zaskoczenie przeżył jednak, widząc napis na drzwiach. Dużymi literami napisane na nich było Fenix Recruitment Agency. Zaczął się śmiać sam do siebie, żałując, że nie ma z nim nikogo kto pojąłby komizm tej sytuacji. Jedna agencja pracy wysłała go do drugiej agencji pracy. Był już pewien, że to jest jakis żart ale mimo to zdecydował się dalej brać w nim udział i wszedł do środka. Na lewo od drzwi, przed rzędem biurek siedzieli ludzie na krzesłach; wszyscy spojrzeli się w jego stronę jakby przygważdzając go swymi spojrzeniami. Łukasz ustał za drzwiami i przez myśl przemknęło mu, że chyba lepiej będzie jednak zakończyć jego udział w tym żarcie. Z zawieszenia wyrwał go głos kobiety siedzącej przy pierwszym biurku. - Witam, w czym mogę pomóc ? - Agencja Forever przysłała mnie tutaj, Jan powiedział, że mam się tu stawić o 16 i... - Ach ty musisz być Łukasz, zgadza się ? – odparła kobieta wstając z miejsca. - Tak, to ja, zgadza się. - Wreszcie jesteś, już myślałam, że nie przyjdziesz. Ale dotarłeś jednak. To znaczy, że mogę wreszcie iść na urlop. Jak dobrze, jak dobrze, wreszcie wolne. Ale do rzeczy, proszę zajmij swoje stanowisko pracy – powiedziała kobieta wskazując na fotel, na którym sama przed chwilą siedziała. - Mam tam uśiąść ? - Tak, dokładnie tam. - Ale co mam niby robić ? - Usiądz a wszystko ci wyjaśnię. Łukasz usiadł posłusznie w fotelu spodziewając się, że zaraz wystrzeli mu w twarz konfetti. Nic takiego się jednak nie stało. - Twoim zadaniem będzie odpowiadanie na zapytania o pracę. Tylko tyle i nic więcej. To prosta praca, poradzisz sobie, jestem pewna. Tym ludziom którzy są tutaj zgromadzeni musisz powiedzieć – ale każdemu z osobna – że nie mamy jeszcze dla nich żadnej pracy i żeby zadzwonili jutro o 16. Ta praca…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil TomaszDeyn
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…