Wróć do katalogu

Ahnenerbe rozdział 2

Dalsza część

Felix, opublikowano , 31 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział 2 04.07.1948 Chęciny- kościół - Boże w Niebiosach! Czy ogłuchłeś ty? Matylda Zawadzka wzniosła oczy ku górze. Sufit kościoła był pięknie ozdobiony podobiznami świętych-ewangelistów. Sama świątynia była znakomitym przykładem architektury neogotyckiej, całkowicie nie pasującym do Chęcin. - Na moim pasie, niemieckim, bo zdobycznym jest napisane „Gott mit uns”, ale to chyba nie prawda, czyż nie? Pozwoliłeś na wybuch wojny, która pochłonęła, bez mała 75 milionów ludzi. Jaki cel miała ta hekatomba? Co nam chcesz przez to przekazać? Czy uśmiercenie narodu wybranego ma jakiś sens? Czy Adolf Hitler był biczem bożym, czy może wręcz przeciwnie-narzędziem zła, szatana? Matylda stanęła przed głównym ołtarzem i wbiła wzrok w tabernakulum. - Wydaje mi się, że wszystko stracone- podjęła po chwili- że wszystko umarło, że nic nie ma już żadnego znaczenia. Myślę, że nawet Ty nie jesteś w stanie zmartwychwstać, a może po prostu nie chcesz? Bo jeśli prawdą jest to, co Ty i Twoi uczniowie mówili o zbawieniu, poświęceniu i umieraniu, to czy ludzkość jest godna, by zbawiał ją ktoś taki jak Ty? Matylda podeszła do wielkiego fresku przedstawiającego ukrzyżowanego Jezusa. - Czy to nie ironia? Że stworzyłeś człowieka swój wizerunek i podobieństwo? Czy nie wstyd Ci być podobnym do tak żałosnej istoty? Jezus milczał. - Czy oczekujesz ode mnie, że wybaczę Karen Sievers i nazistom? Ty to potrafiłeś, ale ja jestem tylko człowiekiem. I nie potrafię. Nie umiem... Przepraszam. Dziewczyna spuściła wzrok, czuła wstyd i złość na samą siebie. - Jest jeszcze inna kwestia- podjęła- czy mam moralny obowiązek bronić Sarze Zalmanowicz prawa do zemsty? W historii Kościoła, który bądź co bądź ustanowiłeś, funkcjonuje pojęcie wojny sprawiedliwej. Więc jak? Co mam zrobić? Czy jesteś w stanie mi pomóc? Czy możesz mnie oświecić? Fresk milczał. Matylda westchnęła ciężko i opadła na ławkę kościelną. Zamknęła oczy. - Oczywiście że nie.- Powiedziała cicho.- Nie możesz, nie umiesz, bądź nie chcesz mi pomóc. Przykre, ale prawdziwe. - Brawo!- Matylda usłyszała czyjś szyderczy głos i ciche, miarowe klaskanie. Otworzyła oczy i odwróciła się. Na podwyższeniu, tam gdzie było miejsce organisty siedziała ona. Wychudła, drobna i niska. O popielatych włosach i martwych, szkarłatnych oczach. Uśmiechała się krzywo. - Cudowna mowa, wzruszyłam się.- otarła niewidzialną łzę.- Zwłaszcza, że poświęciłaś w niej sporą część mej skromnej osobie. Dziękuje. - Sara... - A tak, powtarzaj moje imię, bo zapomnisz.- Sara Zalmanowicz pokiwała głową.- Interesuje mnie jedna kwestia. - Tak? - Odkąd Zakon świętego Jerzego, instytucja, bądź co bądź powołano, ku szerzeniu dobra i walki ze złem, ochrania hitlerowskich zbrodniarzy? Ty nie wiesz, że każdy dowód przemawiający na korzyść Karen Sievers, Gudrun Himmler cieszy? - Tłumaczyliśmy ci, że... - To tylko chwilowe.- Przerwała jej.- Ja wiem, ja rozumiem. Ale taki makiawelizm wysoce mi nie odpowiada. My tak nie możemy robić, nie możemy przyjąć zasady „cel uświęca środki”. To cynizm mieszany z hipokryzją. - Twoja obsesja na punkcie rodziny Sieversów jest niepokojąca. Sara milczała przez chwilę. - Wolfram Sievers zabił kogoś... Kogo zdążyłam polubić. Sam został powieszony miesiąc temu, Wilhelm Sievers popełnił samobójstwo, tuż po zakończeniu wojny. Została Karen... A wy roztaczacie nad nią parasol ochronny. Nie ładnie, tak się wypinać, na sojusznika. Bo widzisz Matyldo, jak wojna to Sara dobra, to Sarze przywileje i wszelka dostępna pomoc przekazana. Jednak po wojnie... Sama wiesz najlepiej. - Nie mogę ci na to pozwolić- Matylda spojrzała jej w oczy.- Wiesz o tym doskonale. - Wiem.- Sara smutno potrząsnęła głową.- Ale gdyby... Zeskoczyła z podwyższenia i miękko wylądowała na posadzce. Ruszyła w kierunku Zawadzkiej. - Zakładając hipotetycznie, że...- Lewa dłoń Sary przybrała kształt ostrza.- Że porozmawiam sobie z Karen. Sam na sam, w twarzą w twarz- co zrobisz, w przypadku takiej ewentualności? Matylda przygryzła wargi, myślała przez chwilę. - Zabiję cię.- Powiedziała cicho.- Mimo moich osobistych przekonań i sympatii zabiję cię. Sara zatrzymała się kilka metrów od niej, spochmurniała, wbiła wzrok w ziemię. - Więc możesz mnie zabić od razu, bo ja nie odpuszczę. Wiesz o tym. - Wiem. Obie milczały, dłoń Sary przybrała normalne kształty. Spojrzała na Matyldę wyzywająco. - Odważysz się?- Zapytała szyderczo.- Zabij czternastoletnie dziecko. Czemu nie? Jedno życie, cóż to znaczy, gdy dokoła śmierć, czyż nie? Zdaje się, że robiłaś już podobne rzeczy. Matylda podeszła do niej i objęła ją rękoma, po jej policzkach popłynęły łzy. - Co ty?- Zdziwiła się Sara.- Przestań ryczeć. Zalmanowicz gotowa była w każdej chwili pchnąć ostrzem, gdyby wyczuła ze strony Matyldy choćby cień zagrożenia. Nic takiego się jednak nie stało, ze strony jej nie dawnej przyjaciółki biło szczere współczucie i żal. Sara odepchnęła ją mimowolnie. - Przestań.- Powiedziała niepewnie. - Sara obiecaj mi coś. - Co? - Nie zbliżaj się przez pewien czas do Karen Sievers, proszę. - Nie mogę odpuścić... - Nie proszę cię żebyś odpuściła, tylko żebyś na pewien czas zrezygnowała z pościgu. Nasz zakon dostarczy ci ją na tacy. Sara prychnęła. - To co proponujesz jest zaprzeczeniem idei polowania. Chcesz mi dostarczyć Karen jak świnię, jak wieprza, związaną, czekającą tylko na litościwe żgnięcie nożem? Kpisz sobie? - Sara... - Kończymy te rozmowę. Mierzwi mnie. Ale nim odejdę proszę cię o jedno. - O co? - Nie wchodź mi w drogę. Wbrew temu co o mnie myślisz lubię cię i na swój, bardzo specyficzny sposób wysoce szanuję. A wiesz, że ze mną nie wygrasz. - Zobaczymy.- Matylda skinęła głową.- Zaraz wyruszam na teren ekshumacji, gdzie będę prowadziła przesłuchanie Karen Sievers. - Spotkamy się tam- Zalmanowicz pokiwała głową z zadumą.- Na nieco innej, już, prawda płaszczyźnie. Tak, więc żegnaj Matyldo Zawadzka, i oby twój Bóg, z którym prowadzisz takie dysputy sprzyjał ci, w starciu ze mną. - Nawzajem, żegnaj. Uścisnęły sobie dłonie, po czym Sara wyszła z kościoła. Matylda raz jeszcze wzniosła wzrok ku niebu. - Nie wiem czemu mi to robisz.- Powiedziała cicho.- Jednak, choć nie pojmuje twych wyroków, to nade wszystko miłuje.

04.07.1948 Chęciny Teren ekshumacji - Ja nie mówię, że należy ich uniewinniać.- Powiedział Maurycy Wasilewski po skończonej kolacji.- Tylko, że należy traktować ich sprawiedliwie. Stara biblijna, zresztą zasada mówi: „Zło dobrem zwyciężaj”. Musimy pokazać nazistom, że nas stać na sprawiedliwy proces. Że zwycięzcy, w sposób sprawiedliwy mogą sądzić zwyciężonych. - Ja uważam, za niedopuszczalne.- Anna Zielińska skrzywiła się lekko.- Że ludzie pokroju von Papena, czy Kruppa są uniewinniani. A taki Speer?- Wyciągnęła spod stołu butelkę wina i nalała obojgu.- Przecież to główny architekt Hitlera, minister do spraw zbrojeniowych. Odpowiadał za niewolniczy system pracy na terenach okupowanych. No i co? 20 lat więzienia, za zabójstwo jednego człowieka można dostać więcej. - Z drugiej strony patrząc- Wasilewski wypił całą lampkę wina jednym haustem.- Taki Ribbentrop. Kara śmierci. Wydaje się słuszna, bo to on podpisał protokół, który doprowadził do wybuchu wojny. Ale nie zapominajmy, że jego radziecki odpowiednik- towarzysz Mołotow, tego samego dnia, którego zaczynał się proces, podpisywał akt o utworzeniu ONZ. Czy to jest sprawiedliwe? - Mołotow, też powinien wisieć.- Powiedziała ponuro Zielińska patrząc w niebo. - Ciszej na Boga.- Syknął Wasilewski patrząc z niepokojem na ubeka siedzącego nieopodal.- Usłyszą jeszcze. Mimowolnie Wasilewski poczuł doń sympatię, nie była tak twardogłową komunistką jak sądził. Anna nalała jeszcze po lampce. - Jutro rano ma przyjechać prokurator z Warszawy i przesłuchać Karen.- Poinformowała Maurycego. Ten nic nie powiedział tylko opróżnił naczynie. - Co o niej sądzisz? - O Karen?- Wasilewski zamyślił się.- Cyniczna, bezwzględna, okrutna, bezczelna. Dodatkowo córka zbrodniarza wojennego, nic dobrego, jednym słowem. - Wiesz, że miesiąc temu powiesili jej ojca? - Obiło mi się o uszy.

02.03.1947 Norymberga Proces Lekarzy - Oskarżony Wolfram Sievers?- Prokurator Jackson spojrzał na wysokiego, szczupłego mężczyznę, z długą spiczastą brodą. Stał w miejscu, przeznaczonym dla oskarżonych, ręce miał splecione i zimno patrzył na komitet prokuratorów. - Pan pyta, czy stwierdza fakt?- Zapytał Sievers uśmiechając się przy tym kpiąco. Przez salę przeszedł szmer, prokurator ZSRR zachichotał, a brytyjski prokurator westchnął ciężko. - Proszę zanotować, że świadek pyskuję.- Jackson spokojnie zwrócił się do protokolanta. - Panie Sievers napisał pan...- francuski prokurator przerzucił kilka kartek.- W oświadczeniu dla doktora Gibbsona: „Proces norymberski jest jedną wielką farsą, winien zniknąć w pomroce dziejów i zostać zapomniany. Jest to proces zwycięzców nad zwyciężonymi, upokarzający dla każdego prawdziwego Niemca. Powiększenie prawdziwych bohaterów rasy aryjskiej takich jak: Kaltenbrunner, Goering, czy Ribbentrop było prawdziwą zbrodnią. Z mojej strony nie mam sobie nic do zarzucenia, uważam siebie za prekursora europejskiej medycyny. Moje Ahnenerbe dokonało wielu przełomowych odkryć w dziedzinie archeologii. Niczego nie żałuję i nie czuje się winny.” Czy nadal podtrzymuje pan te słowa? - Tak.- Powiedział Sievers szybko i bez wahania.- Niczego bym nie zmienił. Przez salę ponownie przeszedł szmer, tym razem nieco głośniejszy. Główny sędzia zastukał młotkiem, o blat biurka, chcąc uspokoić zgromadzonych. - Oto powód, dla którego proces jest potrzebny.- powiedział Jackson tryumfalnie.- Oskarżony Sievers nie tylko nie czuje się winnym popełnionych zbrodni, ale także kompletnie ich nie zauważa. Jest to przykład niemieckiej buty i arogancji, która musi zostać wyplewiona przez denazyfikacje. - Czy oskarżony Sievers zna akt oskarżenia?- Zapytał radziecki prokurator. - Nie chciałem marnować czasu na czytanie podobnych bzdur. - Jest pan oskarżony o liczne zbrodnie wojenne popełnione na ludności cywilnej Czechosłowacji, Polski i Holandii. Dodatkowo o śmierć kilkudziesięciu tysięcy więźniów obozu koncentracyjnego w Dachau, oraz o przeprowadzanie eksperymentów medycznych na dzieciach, w skutkiem czego zginęło 300 osób. Te liczby pana nie przerażają?- Jackson spojrzał nań pytająco. Wolfram wzruszył ramionami. - Liczby są w ogóle zbyt wielkie, by naprawdę kimkolwiek wstrząsnęły. Zwykły człowiek nie będzie w stanie ich pojąć. - Co pan przez to rozumie?- Jackson spojrzał na niego z zainteresowaniem. - W Kijowie w ciągu dwóch dni zastrzeliliśmy trzydzieści cztery tysiące cyganów i Żydów. W Polsce zabijaliśmy od czterech do sześciu tysięcy ludzi dziennie. W Oświęcimiu zlikwidowaliśmy dziewięćset tysięcy, w Brzezince pół miliona. Pozbyliśmy się sześciu milionów Żydów. Gdybyśmy mieli więcej czasu zabilibyśmy dziesięć, dwadzieścia, dwadzieścia pięć milionów. Świat usłyszał te przerażające liczby dawno temu. Dla przeciętnego człowieka dziennikarze, którzy o tym pisali to kłamcy. Ale gdybyśmy zamiast tego zabili osiemset dzieci, a nie sto trzydzieści pięć tysięcy, świat podniósłby wrzask, ponieważ osiemset to cyfra, którą ludzie mogą pojąć, mogą sobie wyobrazić. Zapadło milczenie. - Po to jest proces...- Wydukał Jackson cały blady- po to by panu podobni nie chodzili po tym świecie.

05.07.1948 Chęciny Teren Ekshumacji Pułkownik Urzędu Bezpieczeństwa Tomasz Jankowski rozsiadł się wygodnie na leżaku, rozpiął mundur i ziewnął przeciągle. - Przynieś coś do picia.- Zwrócił się do jednego z milicjantów. Funkcjonariusz MO posłusznie ruszył w kierunku najbliższego posterunku. - Oby tylko źle nie zrozumiał i wódki nie przyniósł.- Pułkownik zwrócił się do Wasilewskiego.- Przy takim upale było by to wysoce nie wskazane. Maurycy Wasilewski uśmiechnął się mimowolnie. Wolał nie drażnić ubeka. - Siadajcie towarzyszu.- Jankowski wskazał na drewniany stołek stojący nieopodal. - Jak ręka? - W dalszym ciągu napierdala.- Skrzywił się strażnik socjalizmu.- Ale da się wytrzymać. - Naziści nawet pokonani są groźni.- Wasilewski uśmiechnął się ironicznie. - Otóż to.- Pułkownik wyraźnie poweselał widząc, że ktoś go rozumie.- Słyszeliście towarzyszu o Werwolfie? - Partyzantka himmlerowska? - Tak jest. Na naszych ziemiach odzyskanych, na zachodzie utworzono konspiracyjne grupy hitlerowskie. To pogrobowcy, czekają na wybuch kolejnej wojny światowej, by w momencie wkroczenia Amerykanów do naszego kraju wywołać rewolucję hitlerowską. - Są aż tak groźni? - To raczej wszy. Fakt, mocno drażniące, mogące wywołać różnorakie choroby, ale to w dalszym ciągu zwykłe wszy.- Pułkownik zgniótł niewidzialnego owada palcami.- To tylko kwestia czasu nim wyplewimy tą faszystowską zarazę. Milicjant przyniósł im manierkę napełnioną wodą. Jankowski spojrzał nań z politowaniem, ale wziął bukłak i upił zeń tęgi łyk. Podsunął go Wasilewskiemu, ale ten pokręcił przecząco głową. - Jak pracę ekshumacyjne? - Odnaleźliśmy dziewięć rozczłonkowanych ciał żołnierzy niemieckich... - W gruncie rzeczy.- Pułkownik UB przerwał mu.- To by było nawet dobrze, gdyby okazało się, że faszystowskie, bądź co bądź, AK zmasakrowała innych faszystów, niemieckich dla odmiany. Moglibyśmy pokazać, że w gruncie rzeczy Hitler i Piłsudski to postaci symetryczne do siebie. Rozumiecie towarzyszu? Maurycy Wasilewski rozumiał, aż za dobrze. Z jednej strony miał, dość fanatyczną Zielińską, pragnącą udowodnić, że za całe zło świata odpowiadają Niemcy. Z drugiej zaś, znajdował się bezwzględny karierowicz i pachołek Moskwy, pragnący zdyskredytować przedwojenny system polityczny. I tak źle, i tak niedobrze. Może lepiej byłoby zrezygnować?

Wasilewski poczuł nieoczekiwanie stal na gardle, Jankowski pobladł i natychmiast powstał z leżaka. Stojący obok milicjant odbezpieczył broń. Maurycy przełknął głośno ślinkę i ostrożnie spojrzał ku górze. Nóż trzymany był przez dość uroczą szatynkę, ubraną w mundur majora Armii Czerwonej. Uśmiechała się patrząc na reakcje Jankowskiego i funkcjonariusza MO. - Kim jesteś?- Zapytał drżącym głosem pułkownik. - Wy tu dowodzicie towarzyszu?- Bardziej stwierdziła, niż zapytała dziewczyna.- Macie beznadziejną ochronę Karen Sievers. Zdajecie sobie sprawę, że ona może być w każdej chwili odbita, przez wrogów Polski Ludowej, socjalizmu i ludu pracującego miast i wsi? Pułkownik patrzył na nią z mieszaniną grozy i strachu, głośno przełknął ślinkę. - Puść go!- Polecił, aczkolwiek bez przekonania. - Jasne.- Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie i schowała nóż. - Każcie odprawić tego idiotę.- Wskazała na milicjanta, który cały czas celował doń, z pistoletu. - Kim jesteś?- Ponowił pytanie Jankowski wycierając krople potu, spływające po skroni chusteczką. - Nazywam się Matylda Zawadzka, prokurator wojskowy, doradca z ZSRR, dla naszych młodszych braci, w socjalizmie- Polaków. Pułkownik opadł ciężko na leżak i gestem odprawił funkcjonariusza MO. - Towarzyszu Wasilewski, wracajcie do grobów, zajmijcie się... No tym czym się tam zajmujecie. Idźcie już.- Powiedział cicho. Maurycy posłusznie odszedł w kierunku stanowiska ekshumacyjnego. - Siadajcie towarzyszko... - Zakładam, że Karen Sievers jest już na miejscu? Ilu ludźmi dysponujecie?- Zawadzka wbiła w niego przenikliwe spojrzenie. - Mam dwóch funkcjonariuszy UB i dziesięciu

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych