Wróć do katalogu

Alkadia cz.15

No cóż, niestety nie cierpię na nadmiar czasu i nie mam nawet kiedy spokojnie siąść na kompa, a co dopiero pisać opowiadanko. Wszyskich, którzy choć troszkę stęsknili się za "Alkadią" przepraszam za tak długą przerwę i zapraszam do lektury!

Alkadia, opublikowano , 17 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jasmin krzątała się po domu w porannych obowiązkach. Rozpaliła ogień, wyszła zaczerpnąć wody ze studni… A wszystko to ze zdwojoną energią. Kobieta nuciła pod nosem radosną melodię i tanecznym krokiem przechadzała się po kuchni. Na dworze było już całkiem jasno. Zielarka otworzyła drzwi i stanęła na progu. Oglądała miasto budzące się do życia. Pozdrawiała sąsiadów którzy wybierali się do pracy. W jej stronę szła stara babcia. Na głowię miała chustę i przepasała się fartuchem. Mimo swojego wieku z oczu biła jej radość. - Jasmin! - zawołała - Jasmin pomóż mi, bo rozleję całe mleko, które mam dla ciebie! - Och! – zielarka otrząsnęła się z zamyślenia – Pani Eliza! Już biegnę, już! Kobieta chwyciła garnek z mlekiem i weszła do domu. Przy stole siedziała Stokrotka. Pani Eliza weszła za gospodynią i uśmiechnęła się do dziewczynki. - Dzień dobry, kochanie! – powiedziała, głaszcząc dziecko po głowie – Jakie ty masz piękne dzieci, moja droga. Wszystkie! I chłopców masz pięknych, i dziewczynki śliczne jak z obrazka. - Dzień dobry, pani Elizo. – przywitała się Stokrotka. - I jakie wychowane! Zawsze mi Stokrotka pomoże, Jasmin. Zawsze. To takie uczynne dziecko! Jasmin zaśmiała się. - Dziękuję pani. Przelała mleko do swojego garnka, przykryła je, a naczynie pani Elizy opłukała w wodzie i oddała właścicielce. - Właściwie Jasmin, to ja mam coś dla ciebie. Piekłam wczoraj ciasteczka i pomyślałam... Z kieszeni fartucha wyjęła małe zawiniątko. Były to kruche ciastka z orzechami owinięte czystą, błękitną ściereczką. - Jeszcze gorące! – zawołała Jasmin kiedy chwyciła jedno do ręki. Upuściła ciastko na ziemię, gdzie pokruszyło się ono na kawałki. - Hmm... - staruszka zaczerwieniła się – Właściwie to ja piekłam te ciasteczka dziś... - Ale przecież jest wczesny ranek! – zauważyła Stokrotka próbując wziąć jeden wypiek do ręki. - No tak... - pani Eliza zamyśliła się – Wiem, że jest wczesny ranek, pewnie dopiero szósta za niedługo wybije, ale ja obudziłam się w nocy i... i nie mogłam spać. - Trzeba było przyjść do mnie! Dałabym pani ziół na sen! – wykrzyknęła kobieta. - Nie chciałam cię budzić. A poza tym, wcale nie chciało mi się spać. Obudziłam się... szczęśliwa jak nigdy! To było z dwie godziny temu. Poczułam, że nie mogę tak leżeć bezczynnie, więc upiekłam ciasteczka. A i tak czuję przez skórę, że coś się stało, droga Jasmin. Nie mogę tylko pojąć co. Śnił mi się mój nieboszczyk mąż – świeć Dail nad jego zbolałą duszą – roześmiany i piękny jak w dniu naszego ślubu. Obudziłam się, a w uszach dalej dźwięczał mi jego radosny śmiech. Och, Jasmin, czuję, że mogę góry przenosić! Taka jestem szczęśliwa! A najdziwniejsze jest to, że nie wiem właściwie dlaczego. Słyszysz moja droga jak dziś ptaki radośnie świergotają? Jakie dziś słońce wydaje się inne? Jaśniejsze? Pewnie długo by jeszcze wymieniała zmiany wywołane ową "radością", ale Stokrotka zawołała: - Jakie pyszne są te ciasteczka! Takich wyśmienitych jeszcze nie jadłam! Ta uwaga rozśmieszyła obie kobiety tak, że wybuchły szaleńczym śmiechem. Staruszka powiedziała ocierając łzy i próbując opanować śmiech, od którego już bolał ją brzuch: - Nawet ciastka... wyszły mi dobre jak nigdy, a... a przecież słynę z najsmaczniejszych wypieków w.. w okolicy! – następny wybuch chichotu. Stokrotka patrzyła ze zdziwieniem na mamę i panią Elizę jakby właśnie obie wpadły do domu przez sufit. - Och… - wydusiła z siebie Jasmin, chwytając się za brzuch – Uciszmy się już, bo postawimy na nogi cały dom! Co ja mówię, całe miasto! I wszystkich śpiących sobie smacznie mieszkańców. Och… jak dobrze czasami się tak pośmiać właściwie z niczego… - Taa... - westchnęła pani Eliza – Dawno się tak nie uśmiałam. Dziękuję Jasmin. No, to ja już pójdę. Smacznych ciasteczek, kochane dziecko! I odwiedź mnie czasem, dobrze? Stokrotko? - Dobrze pani Elizo. Obiecuję. - Dziękujemy za słodycze! – krzyknęła jeszcze Jasmin za oddalającą się kobietą. Ta podniosła rękę w geście pozdrowienia, nawet nie odwracając się. Zielarka uśmiechnęła się i pogłaskała córkę po włosach. Stokrotka wstała, podeszła do matki i przytuliła się do niej. - Kocham cię mamusiu... - wyszeptała w maminy fartuch. - Też cię kocham, mała. – odpowiedziała Jasmin. Westchnęła głęboko – A teraz chodź, pomożesz mi.

Ciemność. Ból. Paląca samotność. Wszechogarniająca pustka. Kręcił się w kółko i nie wiedział gdzie jest. Machał wokół siebie rękami, ale natrafiał na powietrze, które... hmm, nie było nawet do końca powietrzem. Tam, gdzie się znalazł, nic nie było tym, na co wyglądało... Chociaż i tak niewiele było widać w tych ciemnościach... Nagle okropny ból wykręcił jego ciało. Upadł na ziemię. Zupełnie jakby leżał na mgle... Wił się w parkosyzmach, niezdolny do niczego. Chciał umrzeć. Tam, gdzie leżał. Wszystko, byleby tylko uwolnić się od tego okropnego bólu! Jednocześnie miał świadomość ze nie może umrzeć, że nie może się uwolnić, że takie męczarnie będą trwać wiecznie… - Nie!!!! – krzyczał trzymając się za głowę i szamocąc się na boki. - Nie, nie, nie, nie... – szeptał cicho bliski omdlenia. Nagle poczuł coś dziwnego. Jakąś kojącą obecność. Już nie czuł bólu. Zastąpiła go pewność, że nic złego nie może go spotkać. - Czy ty koniecznie musisz pakować się w kłopoty? – spytał jakiś cierpliwy głos. Czy aby jednak na pewno cierpliwy? Czuło się z jego brzmieniu nutkę złości, czy rozżalenia. Chłopak zerwał się i rozejrzał na wszystkie strony. Nie zobaczył nic oprócz ciemności. Głos dochodził jakby zewsząd. Z góry, z boku, z dołu... Rozlegał się we wnętrzu jego głowy i gdzieś daleko za nim... - Co krok pakujesz się w kłopoty! Gdyby nie ja, już dawno byłbyś martwy. Już w waszej nieszczęsnej wiosce. Nie możesz się uspokoić? - głos w końcu "ukazał się" a raczej jego właściciel. Albo właścicielka. Ta sama kobieta, którą widział... "umierając" w wąwozie. Jednak nie otwierała ust. Jej głos nadal dochodził zewsząd. Ukazała się nagle. Po błysku, który na krótką chwilę oślepił chłopca. Stała tam, przed nim, a ciemności ustąpiły szarości, jakby sama noc się jej bała. - Wiedz Kryspinie, że masz wielkich opiekunów. Ja też do nich należę. Nie pozwolimy, by stało ci się coś złego. Po pierwsze, twój czas nadal nie nadszedł, więc nie próbuj się tu do nas pchać, a po drugie masz misję, której nie wykonasz jako zimny trup, gdyby nawet udała ci się podróż na drugą stronę. A wierz mi, czego byś nie robił, nie uda się! Twarz kobiety rozjaśniła się w uśmiechu, a w oku zatańczyła figlarna iskierka. - Twe ciało jest teraz bezpieczne. Trafiłeś na swej drodze najlepiej jak tylko mogłeś! Jasmin i Blik zaopiekują się tobą tak dobrze, jak tylko będą mogli. Zobaczysz. - Nie wiem jak się odwdzięczę. – wyszeptał cicho Kryspin. - Zaopiekuj się Kestorem. On jest bardzo zagubionych chłopcem. I bardzo przeżył twoją chorobę. Na szczęście trafił na tego małego aniołka, Różyczkę… Poznasz ją. Urocza czterolatka! – roześmiała się. Ale jej delikatna, ulotna twarz pozostała nieruchoma. To jej głos, brzmiący dookoła i otulający chłopaka jak ciepły płaszcz, zaśmiał się dźwięcznie. Kryspin padł zmęczony na ziemię. Wydała się mu ona nagle ciepła i miękka jak puch. Zamknął oczy. Ogarnęło go wielkie zmęczenie. Ale nie chciał spać, chciał patrzeć na tą piękną istotę, na jego "Niebiańskiego Opiekuna" jak zaczął mówić na kobietę. Nagle ujrzał nad sobą jej twarz. Uśmiechała się kojąco. Tym razem usłyszał jej głos tuż przy uchu, szepczący cicho: - Nie pakuj się już więcej w kłopoty, dobrze? Ileż twoja najdroższa przyjaciółka ma czekać, aż ją uratujesz? Postaraj się... My ci pomagamy, jak tylko możemy najlepiej... Śpij słodko… I w tym momencie powieki Kryspina opadły, a on sam zasnął, ukojony i spokojny o jutro… Jakiekolwiek ono miałoby być…

Kestor obudził się. Miał piękny sen! Śnił, że Kryspin wyzdrowiał, że siedzieli razem przy stole, wraz z Wandrią, która śmiała się radośnie i trajkotała bez przerwy. Obok nich była piękna dziewczyna, trzymająca Kryspina za rękę, patrząca na niego z uwielbieniem. Aż miło było na nich patrzeć! Nagle świat wokół nich zacząć blednąć, osoby przy stole…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych