Alkadia cz.7
Czyżby przeznaczenie dopadło Alkadię i Kryspina wcześniej niż ktokolwiek się spodziewał? Hmm... Przekonajcie się!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kryspin obudził się zapewne o pierwszym pianiu koguta – tak mu się najwyżej wydawało, bo nie był wcale w swojej wiosce, nie spał na swoim posłaniu. To go zdziwiło, ale zaraz przypomniał sobie wydarzenia poprzedniego dnia i ogarnął go smutek. Jednak musiał wziąć się w garść i dać sobie na wstrzymanie. Zwłaszcza, że nie był sam. Kto wie, może, gdyby sytuacja była inne, siedziałby teraz na zgliszczach swego domu i płakałby w niebogłosy. Ale pod swoją opieką miał i Alkadię, i Feniksa. Musiał być silny. Było już prawie jasno. Chłopak wstał, by obudzić Alkadię. Spała z lekko otwartymi ustami, palce miała zaciśnięte na naszyjniku, oczy goniły jej pod powiekami jak oszalałe, oddychała szybko. Delikatnie położył jej dłoń na ramieniu a ona zerwała się z krzykiem. Miała taki przerażony i zagubiony wzrok...! - Jedźmy, jedźmy jak najszybciej! – powiedziała drżącym głosem – Mam złe przeczucia. Nie czekajmy, jedźmy! Feniks! – koń podszedł do niej i dmuchnął jej w szyję – Nie bój się. wszystko będzie dobrze. Pojadłeś sobie? Czeka nas długa droga. Dasz radę, tak? To dobrze. Kryspin wsiadł na wierzchowca i pomógł Alkadii. Tym razem usiadła przed nim, by uniknąć następnego, ewentualnego upadku. Potem ruszyli galopem, z głośnym chlupotem, bo na drodze pełno było błota. Deszcz już nie padał, ale za to przy ziemi plątała się biała mgła. Było bardzo zimno. A im, w ich ciężkich od wody ubraniach wcale nie było cieplej. Wręcz przeciwnie. Niebo cały czas pokryte było szczelną pokrywą z ciężkich, szarych chmur. Koło południa, niewiele różniącego się od poranka, znowu złapał ich deszcz, ponownie zalewając ich schnące powoli płaszcze. Feniks nie zwalniał ani na sekundę i biegł szybko cały dzień. Dlatego właśnie Alkadia – spięta cały czas – rozluźniła się powoli sądząc, że to wyimaginowane niebezpieczeństwo znikło zupełnie. Słońce za kotarą chmur już dawno minęło szczyt, kiedy postanowili zatrzymać się. ich nogi z drżeniem i ulgą przyjęły twardy grunt. Wiatr wiał ze wschodu, a nad widnokręgiem niebo rozpogodziło się, ukazując gdzieniegdzie strzępy błękitu. Koń rwał się do biegu, przytupując czasem kopytami, prychając i rżąc niezadowolony z postoju. Alkadia przystanęła na ten postój, aczkolwiek bez szczególnego entuzjazmu. Cały czas miała przed oczami jedną scenę ze swojego snu. Kilkunastu ludzi na koniach, miecze dyndające z boku, wszyscy oni podążający ich tropem. Zeszli z drogi w bok, prosto w las, gdzie zamierzali przeczekać noc i wyruszyć z samego rana. Zjedli trochę suszonego mięsa, upili wody z bukłaku i położyli się na trawie. Potem próbowali zasnąć, zapadali w lekką drzemkę, ale co z tego, skoro budzili się na każdy wyimaginowany szept tuż przy uchu (okazujący się zwykle szeptem – tyle że liści na drzewach), na każdy trzask łamiących się suchych gałęzi pod kopytami Feniksa, każde najcichsze nawet uderzenie dzięcioła czy pohukiwanie sowy. Alkadia obudziła się z głośnym krzykiem. Natychmiast wstała i zaczęła szarpać Kryspina, którego nie obudził jej wrzask. Przetarł oczy i zaspany zapytał: - Co się stało? – otrzeźwiał natychmiast, gdy tylko spostrzegł jej twarz. Wykrzywioną w przerażeniu, mokrą od łez, płynących jej po policzkach. Czuł, że dzieje się coś niedobrego. Wstał i wyrwał Feniksa z posiłku i bez ceregieli wsiadł na jego grzbiet i pomógł wejść dziewczynie. Podobno konie, zwłaszcza z okolic Swane (czyt. Słane) mają bardziej wyostrzony 6-ty zmysł niż człowiek. Zwykły człowiek. Swanejskie wierzchowce są też nadzwyczaj wytrzymałe. Mogłyby biec galopem cały dzień, a potem zatrzymać się i nawet nie dostać kolki. Te je wyróżnia ze wszystkich koni na całym Kontynencie i okolicznych wyspach. Ich sława powoli zaczyna roznosić się po caluśkim świecie. To sprawia, że są tak poszukiwane przez hodowców. Zwłaszcza z królewskich stajni. Tak czy inaczej, Feniks od dłuższego czasu zachowywał się niespokojnie. Prychał cicho i nasłuchiwał. Ale nie chciał budzić tych dziwnych dla niego istot, zwanych ludźmi, bo bał się, że nic złego się nie dzieje, a oni usnęli na dobre dopiero niedawno. Ale kiedy ona zerwała się nagle i kiedy oboje wepchali się na jego grzbiet znaczyło to, że zbliżają się kłopoty. Dlatego specjalnie nie trzeba było go namawiać do galopu. Wiał taki sam zimny wiatr jak wieczorem, tyle że mocniejszy. Na czarnym jak smoła niebie nie było nawet najmniejszej chmurki, za to miliardy gwiazd. Skrzyły się złotem, pulsowały nieznanym życiem. Oświetlały drogę zmęczonym, sfatygowanym wędrowcom. Wylecieli z lasu jak z procy wprost na drogę. Wiatr gwizdał im w
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Alkadia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…