Wróć do katalogu

Alkadia cz.8

Tylko nie mówicie mi, że Kryspin to straszny pechowiec! Ja to wiem! Z jednego zagrożenia pchać się w drugie...

Alkadia, opublikowano , 15 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Na wozie siedziało kilka osób. Śmiali się i żartowali. Starszy mężczyzna, ok. 50-tki siedział z przodu i prowadził dwoma burej maści końmi. Człowiek ten był nad wiek siwy. Siwe włosy, siwe wąsy, siwe brwi, siwe oczy. Ubranie miał stare, podniszczone, pocerowane i gdzieniegdzie dziurawe. Z tyłu kobieta, żona jegomościa, w otoczeniu dziesiątki ludzi. Najstarsza dziewczyna, 22-letnia Danna była z zaawansowanej ciąży. W tamtych czasach dziewczyny rodziły pierwsze dzieci mając po 17, 18 lat, ale ona już dwukrotnie była przy nadziei, lecz niestety za każdym razem poroniła. Siedziała na kolanach swego męża, starszego od niej o 4 lata Elrisa. Dalej siedział Kaldir, młodszy od Dann o dwa lata, Nadia; 18-letnia mama i od niedawna wdowa, Wandria, 15-letnia bliźniaczka Kestora, Alja trzymała 2-letnią Ziję na rękach, a Baldir bawił się drewnianymi klockami z Ducynem. Wszyscy oni byli zadowoleni, bo spłacili dziesięcinie dla króla, a że zbiory w tym roku były bardzo obfite, została im nadwyżka jęczmienia, którą z zyskiem sprzedali. Za zarobione pieniądze kupili lnu, którego na ich gospodarstwie nie można było uprawiać. Mandraja utka później materiał niezbędny do uszycia ubrań. Kobieta już myślała jakich barwników użyje, kiedy Klaus krzyknął i zatrzymał wóz. Mężczyzna wyszedł i stanął przy koniach, nie bardzo wiedząc co robić. Na drodze leżał chłopiec. Grot strzały wystawał ze zranionego ramienia. Obok niego dreptał śnieżnobiały koń, próbując obudzić swego pana. Bezskutecznie. - Tato, dlaczego stoimy? Co to za koń? – pytała Danna. Stanęła koło ojca i zrozumiała – Kto to? - Nie można go tak zostawić. – powiedziała Nadia tuląc swoją małą córeczkę, Ziję, która zaczęła płakać. Feniks z ufnością podszedł do Klausa i spojrzał na niego z nadzieją. - Tato? – Danna stała ze skrzyżowanymi rękami i spoglądała no ojca wyczekująco. Mężczyzna westchnął i powiedział: - Dobrze. Niech wam będzie. Zapakujcie go na wóz. Elris i Kaldir podnieśli Kryspina i ułożyli go wewnątrz wozu. Wandria spostrzegła na ziemi zakrwawiony grot strzały, wzięła go i wrzuciła do kieszeni. Odwróciła się i słuchała matki mówiącej coś głośno. Wreszcie po jakimś czasie wszyscy zapakowali się do wozu a Nadii przypadła przyjemność prowadzenia konia. Wandria usiadła na drewnianej podłodze tuż obok nieprzytomnego chłopca i oparła łokieć przy jego głowie. Kosmyk włosów zasłaniał mu zamknięte powieki, więc go odsunęła. Wpatrywała się w jego spokojną twarz zastanawiając się kto zrobił mu coś takiego. I dlaczego.

Całą noc chłopak gorączkował. Jego rana krwawiła i zdawało się, że Kryspin umrze z upływu krwi. Jednak jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko ustąpiło. W uszach zebranych w izbie osób dźwięczały jego słowa. Bełkotliwa opowieść o spalonej wiosce i porwanej przyjaciółce. Po kilku dniach rana zasklepiła się a sam Kryspin zaczął powoli wracać do zdrowia.

Czuł, jakby z ciało wpijały mu się maleńkie igiełki. Czasem odzyskiwał świadomość i jedyne co czuł, to ból. Jeszcze więcej bólu. Chciał się od niego uwolnić, zapadał w niespokojny sen pełen obrazów, kompletnie nie mających ze sobą związku, pełen wspomnień o rodzinie, o wiosce, o Alkadii. Jej twarz non-stop tańczyła w jego głowie. Któregoś pięknego dnia wszystko się skończyło. Z ulgą poczuł, że jedyne co czuje, to przyjemne ciepło płynące z koca, którym był okryty. Wsłuchiwał się w błogą ciszę która panowała w pomieszczeniu w którym leżał. Właśnie zastanawiał się gdzie jest, kiedy zimna ręka zakryła jego czoło. Z wrażenia aż otworzył oczy. Kobieta pochylająca się nad nim krzyknęła cicho i odskoczyła. Chłopiec zamrugał kilka razy czekając, aż obraz przed jego oczyma stanie się wyraźny. Chciał podrapać się po głowie i gdy podniósł rękę piekielnie go zabolało. Syknął i z west-chnieniem ułożył ją wzdłuż boku. Tajemnicza postać mówiła do niego, ale jej głos słabnął z każdym słowem. W końcu to on odpłynął w czarną przestrzeń i po raz pierwszy od wielu dni zapadł w mocny, zdrowy sen.

- Czy dobrze się czujesz? Nic cię nie boli? – pytał kobiecy głos – Słyszysz mnie? Kryspin? Chłopak zmarszczył czoło, ale nie chciał otworzyć oczu. - Mamusiu, co z nim? – zapytał cieniutki, dziewczęcy głosik. - Już wszystko dobrze, kochanie. – odpowiedziała kobieta. Po izbie rozniósł się zapach zupy gotowanej w kotle na piecu. Chcąc, nie chcąc odetchnął głęboko i przypomniał sobie, że jest głodny jak wilk. Uchylił powieki. Miał złudną nadzieję, że zobaczy matkę pochylającą się nad nim. Mylił się. Zobaczył twarz obcej kobiety. - Obudził się mamo? – zapytała stojąca za nią dziewczyna. - Tak Nadia, w końcu. Wszyscy zebrali się wokół jego łóżka patrząc na niego. Chłopak podparł się na łokciach nie zważając na ból, który wybuchł w jego ramieniu. - Co, gdzie ja..... jestem? Co to za miejsce? – pytał z przestrachem. – Skąd wiecie, jak się nazywam? - Znaleźliśmy się wracając z Danmal, po spłaceniu dziesięciny. Byłeś w opłakanym stanie. Myśleliśmy, że umrzesz. Miałeś wysoką gorączkę i..... majaczyłeś. – powiedział mężczyzna stojący w drzwiach. – Stąd wiemy jak się nazywasz. Jesteś na naszej farmie, 2,5 mili od Elmar. - Znaleźliśmy cię miesiąc temu, na drodze do.... - Ile temu? – zawołał chłopak nagle. - Miesiąc – powtórzyła strapiona Nadia. - Ale ja nie mogę tu zostać, ja muszę iść! Ja muszę... – głos mu się załamał. - Wiemy. Ale jesteś jeszcze za słaby, musisz odpoczywać. - Ale jeśli nie ja.... to kto.... ja muszę... – do izby weszła dziewczyna. Była całkiem ładna, miała zielone oczy i przez chwile wydawało mu się, że ona to Alkadia, ale tylko przez króciutką chwilkę i kiedy ta chwila minęła nie pozostało mu nic tylko zapłakać. Co też zrobił. Dziewczyna nić nie mówiła. Usiadła na brzegu łóżka i popatrzyła na jego błyszczące łzy spływające po policzku. Chłopak pchany jakąś dziwną siłą, mimo bólu, wpadł w jej otwarte ramiona i zaszlochał przeraźliwie. W izbie zabrzmiało jego rozpaczliwe łkanie. Płacz człowieka, który stracił wszystko. Nadzieję, rodzinę, dzieciństwo. Ta myśl zawładnęła jego umysłem. Wdarła się w każdy zakamarek jego duszy. A teraz szlochała cała jego istota, każda jego cząsteczka. To było wołanie o pomoc. Spóźnione wołanie o pomoc.

Kryspin uspokoił się trochę. Usiadł ze wszystkimi przy stole i zjadł łapczywie zupę postawioną przed nim. Raz po raz patrzył na dziewczynę, która milczała cały czas. Wandria, kiedy tylko zjadła, pobiegła w stronę stajni. - Ja wiem. – powiedziała Madsylia – że zastanawiasz się czemu ona milczy. Ona tak od zawsze, od maleńkości. Nikt nic nie mógł na to poradzić. Znowu krępująca cisza. - Kiedy... – zaczął chłopak – mogę wyjść? - Nie jesteś zbyt słaby? – spytała Danna – Jeśli nie, to wyjdź. Aha – dodała kiedy stał już w drzwiach – ona nazywa się Wandria.

Zobaczył ją. Na pastwisku strzegła pasących się koni. Wśród nich stał śnieżnobiały wierzchowiec. Chłopak wspiął się nieśpiesznie na zielone wzgórze. Feniks od razu zauważył swego pana. Zarżał radośnie i puścił się kłusem w jego kierunku. - Mój przyjacielu – szeptał Kryspin cicho głaskając pysk Feniksa – mam teraz tylko ciebie... Podeszła do niego dziewczyna. Uśmiechnęła się, jak gdyby pragnąc powiedzieć mu: „Nie jesteś sam. Masz mnie, moją

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych