Alkaria - Kraina skuta lodem. Pierwsze starcie
Alkaria to pełna przygód opowieść z dziedziny fantastyki o pokonywaniu zła i lęków, również tych, które skrywamy w głębi duszy. Odpowiada też na pytanie, czym tak naprawdę jest miłość oraz udowadnia, że owo uczucie może być silniejsze niż śmierć.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{font:impact}Kraina skuta lodem. Pierwsze starcie{/font}
{font:verdana} Szybkość i zwinność Jaspera była rzeczywiście imponująca. Pozostali ledwo za nim nadążali, chłopiec biegał jak zawodowy sprinter, nie przeszkadzała mu nawet ślizga nawierzchnia podłoża. Ornidosy dały się złapać w naszą zasadzkę, i już po kilku minutach większość stada mknęła za Jasperem. Larez siedział na Banhim i rzucał w ich kierunku kule ognia. Jasper miał rację: stwory panicznie się go bały. Omijały szerokim łukiem płonące ciało jednorożca i świstające we wszystkich kierunkach ogniste kule Lareza. Wydawały z siebie przeraźliwe piski strachu i szaleństwa, kiedy wiązka ognia zbliżała się ku ich ciałom. Niektóre z nich, ogarnięte lękiem, zaczynały zagryzać się nawzajem lub odgryzać sobie łapy. Kilka ornidosów, które nadal miały skrzydła, wzbiło się w powietrze i niczym jastrzębie z płynnością pikowały w dół. Jednak kule ognia skierowane ku górze szybko powalały je na ziemię. Ich czarne, pierzaste skrzydła zapłonęły pomarańczowym ogniem, rozświetlając ciemny krajobraz przytłumionym blaskiem. Czarny pas ropy ciągnął się aż po horyzont, po prawej stronie lodowego morza. Jednak jego odległość od zamku była duża. Chciałam ocenić, czy uda im się do nas dotrzeć, jednak czas ponaglał. Kanjri pociągnął mnie za rękę. Przykucnęliśmy obok lodowej bryły i wpatrywaliśmy się w ornidosy. Większość z nich, więcej niż połowa, podążyła za Jasperem, jednak kilkadziesiąt osobników nadal stało lub siedziało na swoich miejscach. – Dlaczego część z nich nie pobiegła Jasperem? – spytał Drumis i schował swoje okulary do kieszeni. Były pokryte parą i szronem. – Są dwie opcje: albo są poranione, chore i nie mają sił biec, albo nie są głodne – odparł Kanjri. – Ja bym tego nie powiedział. – Barez kurczowo złapał rękojeść swojego topora. Kilka ornidosów zauważyło nas i już biegło w naszym kierunku. – Dobra, to spadajmy stąd! – krzyknął krasnolud. Bieg po śliskiej tafli morza nie należał do prostych. tym bardziej, że nie było na nim żadnych wybrzuszeń, śniegu czy nierówności, które amortyzowałyby poślizg. Ornidosy biegły za nami, wydając z siebie warknięcia i piski, zdawało mi się, że czuję ich śmierdzące oddechy na karku; wiedziałam, że bez względu na wszystko nie wolno mi upaść. Kiedy Oren oddalił się, opuściła mnie cała odwaga i nadzieja. Strach powodował, że plątały mi się nogi, a serce dygotało. Jednak musiałam biec naprzód. Kilka ornidosów wzniosło się na swoich skrzydłach i wylądowało przed nami. Kanjri i Soness dopadli do nich i zaczęli je zabijać. Przypomniałam sobie lekcję Orena i zrozumiałam, że odcięcie trzech głów jednej kreatury to nie to samo, co jedna głowa do amputacji. – Nie zatrzymujcie się, w ruchu jesteśmy trudniejszym celem! – krzyknął Barez. Wziął rozbieg i opadł na kolana. Sunął po lodzie w szybkim tempie, a jego topór opadał na części ciała ornidosów. Kilka potworów już leżało za nim, zatapiając się w swojej własnej krwi, wijąc się w agonii bólu. Wszystko zaczęło się dziać w szaleńczym tempie. Biegliśmy zwartą grupą, ochraniając się nawzajem. Mój wzrok i umysł nie nadążały już za czynami ciała. Słyszałam tylko bojowe okrzyki Bareza, świst opadających mieczy i toporów oraz dobiegające zewsząd odgłosy konających ornidosów. Widziałam strzały pochodzące z łuku Sonessa, które przecinały ciemne niebo niczym błyskawice. Zabijaliśmy ich dosłownie w biegu, nie zatrzymując się, i nim się obejrzałam, lodowy zamek był już coraz bliżej nas. Zapatrzyłam się na jego piękno. Wysoka, rozłożysta budowla, wzniesiona na lodowym zboczu, skrzyła się w blasku słońca, które wysoko w górze przebijało się przez warstwę smolistych chmur. Zamek różnił się od pozostałych obiektów w Krainie Skutej Lodem. Był krystalicznie czysty i połyskujący, a spływająca woda, która skapywała z jego wierzchołka, natychmiast zamieniała się w przeźroczysty lód, tworząc niezwykłe kolaże wzorów, kształtów i zmrożonych spękań. Na moment zapomniałam o używaniu miecza i o tym, że ściga nas stado rozwścieczonych potworów. Poczułam silne zderzenie z twardym lodem. Krew z mojego czoła pokryła taflę. Nie zdążyłam się nawet odwrócić, gdyż moją nogę przeszył pałaszujący ból. Miałam wrażenie, że ktoś rozerwał mi skórę oraz ścięgna i wlewa do środka żrący kwas. Nie jestem pewna czy krzyknęłam, ale najwyraźniej tak, bo ostry wrzask bólu przebił się przez wszelkie inne dźwięki, przypominając ostrzegawczą syrenę wozu strażackiego. Chciałam wyciągnąć nogę z uścisku łap ornidosa, jednak jego zęby przygwoździły ją do podłoża. Dostrzegłam ciemny, gęsty płyn tłoczący się niczym piana wściekłego zwierzęta z jego rozdziawionych ust. Jednym szybkim ruchem wbiłam miecz w jedną z głów ornidosa, a on skonał w ułamku sekundy. Kiedy spojrzałam na ostrze, spostrzegłam, że pokrywa je czarna, połyskująca maź, podobna do tej, którą ujrzeliśmy podczas mojej walki z Sonessem. Kanjri dobiegł do mnie jednym susem, przykładając swoją wielką, włochatą dłoń do rany na nodze. – Drumisie! Pomóż! – krzyknął. Gnom dobiegł do nas. Kątem oka zobaczyłam jak
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil alkaria
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…