Alteruter
Historia pewnego miecza.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rycerz zjawił się jak zwykle u magika koło południa. Była to pora, kiedy obaj panowie spotykali się i rozmawiali to o tym, to o tamtym. Przeważnie czarodziej prezentował swoje najnowsze osiągnięcia w dziedzinie magii, na których temat dyskutowali. Peri, chociaż magikiem nie był, to tematem tym bardzo się interesował. Raz nawet udało mu się sprawić, że zniknął szczur, ale było to raczej dziełem przypadku niż wyćwiczona umiejętność.
Rycerz rozgościł się w chacie, w której jak zwykle unosiły się dziwne zapachy. - Były to efekty uboczne mikstur wytwarzanych przez czarodzieja. - Oparł swój miecz o stół i usadowił się wygodnie na długiej ławce.
-Jesteś głodny? – zapytał czarodziej.
-Więc dzisiejsze twoje odkrycie jest związane z jedzeniem? – domyślił się Peri.
-Nie. Po prostu zwyczajnie pytam, czy masz ochotę coś przekąsić. – odrzekł czarodziej.
-Z chęcią Gralfie. Twoje jedzenie jest tak magiczne, że nie sposób odmówić.
-Dzięki, ale dzisiaj bez efektów specjalnych. Zwyczajny rosół z kury… no może z odrobinką Bendiego.
Nie wiedział co to Bendiego, ale wiedział, że będzie pyszne. Po chwili czarodziej podał mu talerz gorącej zupy, która pachniała obficie czymś, co nie pozwalało dłużej opierać się jedzeniu. Ślinka naciekła mu do ust. Chwycił łyżkę w dłoń i zanurzył w zupie. Uniósł do góry i nagle… chlup, łyżka zamieniła się w wodę i wypłynęła z jego ręki wprost na stół. Przy okazji pochlapała spodnie, a część wpadło do rosołu.
-Ha! Ha! – zaśmiał się Gralf. Miał uśmiech od ucha do ucha.
-Co w tym takiego śmiesznego? – zapytał zdezorientowany rycerz. Ta sztuczka wcale mu nie przypadła do gustu.
-To właśnie chciałem ci pokazać i o tym z Tobą porozmawiać.
-O czym? O rozpływających się łyżkach?
-Ależ skąd. Chciałem porozmawiać z Tobą o źródle życia… o wodzie. – wyraził się jasno Magik.
-Hm… no ciekawe – odrzekł Peri, nie dokońca przekonany o do słów magika – Póki co, czy mógłbyś mi podać normalną łyżkę? – zapytał, bowiem apetyt wzrósł w nim niemożliwie.
-Oczywiście. Proszę. Ta jest prawdziwa.
Rycerz mógł teraz spokojnie zjeść, chociaż tak do końca spokojnie nie jadł, bo zupa była piekielnie ostra. Gralf siedział cicho z boku i nic nie mówił.
Kiedy Peri skończył, czarodziej doszedł do wniosku, że odtąd zawsze do zupy będzie dodawał szczyptę Bendiego. Rycerz był pod wrażeniem umiejętności magika, bez względu na to czy dotyczyły one magii, czy kulinarni. Oparł się plecami o ścianę, oblizał wargi, uderzył pięścią w stół i rzekł:
-To było mocne! Tzn. pyszne – poprawił się. – Skąd wziąłeś tak diabelsko ostrą przyprawę? – Na twarzy był cały czerwony.
-To nie przyprawa. – odrzekł Gralf. – To kura z podwórka samego diabła.
-A przyprawę Bendiego masz pewnie od jakiegoś anioła?
-Tak, ale to tajemnica.
-Wyśmienicie. Kto jak kto, ale Ty Gralfie, jesteś mistrzem w dochowywaniu tajemnic. – odrzekł rycerz i dodał szybko – Może dałbyś mi się teraz napić wody. Piekielnie pali mnie w gardle. Może być nawet woda święcona. - Peri robił się coraz bardziej czerwony. Rzeczywiście wyglądało na to, iż drób pochodzi z samego piekła.
-Nie boisz się, że spłoniesz?
-Spłonę, jak mi zaraz nie dasz czegoś do picia.
Po chwili rycerz ugasił pragnienie lodowatą wodą, przyniesioną niedawno ze studni.
-Wiesz co Gralfie. – rzekł Peri gdy doszedł do siebie – Nie obraź się, ale czułbym się pewniej, gdybyś mi dał do picia na przykład wodę z kwiatków. Jak już poruszyłeś dziś temat o wodzie, to straciłem zaufanie do wszelkich napojów znajdujących się w tym domu.
Czarodziej popatrzył na niego z ukosa.
-Woda jest źródłem życia. – odrzekł z poważną miną. – Ona nie zabija.
-Powiedz to tym, którzy utonęli. – uderzył prędki Peri.
-To nie woda im odebrała życie, to brak powietrza.
-W wodzie też jest powietrze. – znów odrzekł rycerz. – Jak nie wierzysz, to zapytaj ryb.
-Przestań się wymądrzać, bo zamienię Cię w jaszczurkę… albo w wodę.
Gawędzili tak sobie czas jakiś jeszcze, aż w końcu wodę zamieniono na butelkę dobrego wina. Mówiono trochę o tym i… o tamtym. Kiedy zaś poczuli że ich umysły są wystarczająco rozgrzane… czarodziej zaczął wygłaszać mowę, przedstawiającą jego ostatnie spostrzeżenia. Kiedy zakończył, podsumował wszystko w kilku zdaniach:
-Woda jest stwórcą wszystkiego. Cały świat jest jej obrazem. Wszystkie przedmioty, to tylko różne jej formy, kształty które obrała ta inteligentna istota.
-Woda nie jest istotą.
-To byt. Pewna forma istnienia. To idea. – wyjaśniał swój pogląd czarodziej.
-Ale nie istota! – upierał się Peri.
-Jest inteligentna, czyli myśli. Rzeczy nie potrafią myśleć. Woda potrafi, więc jest istotą.
-Daj spokój Gralfie! Skąd u Ciebie to przekonanie, że woda potrafi myśleć?
Czarodziej wstał, podszedł do dzbanka z wodą i postawił go na stole. Usiadł, przechylił lekko naczynie. Kilka kropel upadło na stół. Następnie magik uniósł swe ręce nad mokrym obszarem i po chwili woda zaczęła się ruszać, zmieniać kształt, aż w końcu stała się łyżką.
-I tak mi chcesz udowodnić, że woda myśli?. – skomentował Peri, na którym tego typu wybryki nie robiły już najmniejszego wrażenia. Był do niech przyzwyczajony. – To nie dowód na to, to magia. – Kontynuował - Gdyby to coś pomyślało, nie wykonywało by bez namysłu każdej twojej zachcianki. Brak namysłu oznacza brak myślenia. Woda nie myśli.
-No dobrze. Przyznam się, że trochę magii jest do tego potrzebne. Ale uważam – kontynuował, - że ta magia to nic innego jak forma przekazu. Rozumiesz? Ja nie każę tej wodzie zamienić się w łyżkę, ja ją o to proszę, mówię do niej – wodo, stań się łyżką – poprzez zaklęcie które wyrażam. Ona je rozumie i następuje przeistoczenie.
Peri zastanawiał się.
-Gdybyśmy znali mowę zwierząt, potrafilibyśmy się z nimi porozumieć. – mówił dalej Gralf, widząc, że jego słowa zaczynają padać na podatny grunt.
-Czyli ze zwierzętami nie umiesz rozmawiać, ale z łyżką tak?
-Z wodą. – poprawił czarodziej.
-Zawsze uważałem, że łatwiej będzie nam nawiązać kontakt ze zwierzętami niż z wodą. Są one nieco bliższe człowiekowi w swym sposobie bycia.
Peri był zawsze w opozycji. Mało kiedy popierał poglądy Magika. Trzeba jednak powiedzieć, że obaj bardzo się różnili i stąd właśnie mogła wynikać ich różnica zdań. Peri był rycerzem. Wierzył w honor, odwagę, męstwo, w swój miecz.
Gralf nie zawsze stąpał twardo po ziemi. Przez wszystkie lata swojego życia spotkał się z przedmiotami, istotami, wydarzeniami, które już na zawsze oderwały go od twardego stąpania po ziemi. Po wielu podróżach i doświadczeniach z magią, zdał sobie sprawę, że nie wszystko na świecie jest takie, jak się wydaje. Dla tego wciąż spierali się, spierali bez końca, wierząc głęboko w swoje przekonania.
-Pokażę Ci coś. – rzekł czarodziej.
Postawił na stole duże korytko i wypełnił je po brzegi wodą. Włożył ręce do błękitnej cieczy i trzymał je w niej, jakby czegoś tam szukał. Po chwili z wody wyfrunął biały gołąb. Wyfrunął to złe określenie. Biały gołąb wystrzelił niczym z procy i uderzył o sufit. Potem, niczym szalony zaczął latać po całej izbie, uderzając we wszystko co się dało. Strącał przy okazji z półek szklane naczynia i różnego rodzaju eliksiry.
-A to ci bydle! – skomentował Gralf i chwycił miotłę. – Podłe ptaszysko! – krzycząc wymachiwał za skrzydlatym zwierzęciem, które niszczyło mu dom. – A masz! Wynocha i nigdy tu nie wracaj! – krzyknął, kiedy udało mu się wypędzić zwierzę z domu.
-No jeśli woda myśli tak samo jak ten ptak, to rzeczywiście… miałeś rację – powiedział z grymasem na twarzy Peri.
-Woda myślała, kiedy ja wypowiadałem w pamięci zaklęcie. Pokażę ci coś jeszcze, odsuń się.
I tak by się odsunął, czarodziej bowiem wykazywał już pewne oznaki zdenerwowania, a wtedy trzeba było zwiększyć czujność i najlepiej nie stać za blisko. Gralf przechylił korytko. Cała woda rozlała się na stole, ale ani jedna kropla nie spłynęła na podłogę. Dotknął ją dłońmi. Była zimna. Powoli, wypowiadając w myśli zaklęcia, zaczął przesuwać ręce od siebie do zewnątrz i znów łączył je z powrotem.
Z początku nie działo się nic szczególnego. Wkrótce jednak woda zaczęła przybierać jakiś kształt. Najpierw wytworzyło się coś podłużnego, co przypominało nogi, później coś podobnego do kształtu brzucha, aż w końcu ukazały się niezgrabne ręce i głowa. Po kilku poprawkach, czarodziejowi udało się z rozlanej wody, stworzyć piękną, żywą kobietę. Jedynym mankamentem było to, że Gralf zupełnie zapomniał o ubraniu.
-Niezła – skomentował Peri. – Nie rozleje się? – zapytał dotykając ciała palcem.
W tej chwili poczuł potężne uderzenie w rękę, które zarazem było tak delikatne, jak muśnięcie motyla. - To młoda dama zareagowała, na wybryk rycerza.
-Daj spokój. Nie wierzę, że jest prawdziwa. Ale ubierz ją. W tym stanie trudno mi jest się skoncentrować na dalszej rozmowie.
-Uwierzysz. – odrzekł czarodziej i z dużego kufra stojącego pod szafą wyciągnął jakieś ubranie. Kobieta okryła się szybko i jakby nigdy nic, zasiadła przy stole.
-Kim jestem? – zapytała.
Czarodziej i rycerz popatrzyli na siebie bezradnie.
Minęło trochę czasu. Gralf starał się za wszelką cenę udowodnić nie tylko to, że woda jest źródłem wszystkiego, ale także to iż ta materia potrafi wykazywać przejawy inteligencji. Pozwolił więc na rozwinięcie swobodnej konwersacji między dziewczyną, której dał tymczasowo na imię Nefre, a Perim, który z kolei za wszelką cenę starał się udowodnić, że kobieta ta nie jest w stanie samodzielnie myśleć.
Aby ułatwić obu osobom nawiązanie dialogu, czarodziej postawił na stole butelkę dobrego wina. Sam jednak nic nie pił. Uważnie przysłuchiwał się rozmowie, która wraz ze znikaniem zawartości napoju, przechodziła w tematy wcale niebanalne. Peri był coraz bardziej zaskoczony inteligencją kobiety. Kilkakrotnie złapał się na tym, że nie potrafił udzielić odpowiedzi na pytania, które ona mu zadała.
Dziewczynie szło całkiem nieźle i rycerz musiał stwierdzić, że czarodziej miał nieco racji. Sam Peri lubił dyskutować na wiele tematów, toteż rozmowy prowadzono jeszcze długo. Może trwały by i one do rana, gdyby nie to, że w butelce nie pozostało ani kropli trunku, a gardła wyschły zupełnie od ciągłego mówienia.
Peri odrywając z największym trudem wzrok od pięknej kobiety, zaczął wodzić oczyma po pokoju- może w poszukiwaniu kolejnej butelki alkoholu – lecz po chwili zamiast niej, na ścianie dostrzegł coś czego wcześniej tu nie widział. Przedmiot ten przypominał miecz. Przypominał, bo rozpity wzrok rycerza nie był w tej chwili na tyle ostry, aby wyraźnie określić rodzaj znajdującego się tam przedmiotu.
-Co to takiego? – wskazał palcem na podłużny przedmiot wiszący na ścianie.
Czarodziej wyrwał się jakby z amoku. Potrząsnął głową, przetarł lekko oczy i zapytał:
-Przepraszam, co mówiłeś?
-Pytałem co to za miecz wisi u ciebie na ścianie. Wcześniej go tutaj nie widziałem.
Teraz dopiero mag zauważył przedmiot o którym mówił Peri.
-Ach to… To dowód uznania dla mnie i mojej magii.
-No ślicznie. A od kogo ten dowód uznania?
-Od samego króla.
-Byłeś u króla? – zapytał zaskoczony rycerz
-Tak, byłem.
-Nic mi nie powiedziałeś, a wiesz dobrze, że ja zawsze z chęcią oglądam twoje występy.
Czarodziej nic nie odrzekł, tylko wstał od stołu, podszedł do kredensu i wrócił z drugą butelką wina.
-No to pochwal się, czegoś tam dokonał – rzekł rycerz otwierając trunek i znów nabierając ochoty do rozmowy.
-Eee tam… To nic szczególnego. Parę popisów, które już widziałeś… zimne ognie, znikająca prawa ręka i lewa noga i kopiowanie. A ten miecz pewnie zalegał gdzieś w zamku i król nie bardzo wiedział co z nim zrobić, toteż podarował go mi.
-Mógłbym go zobaczyć?
-Ależ proszę.
Peri wstał chwiejąc się lekko na nogach.
-Może ci go podać? – zapytał zaniepokojony czarodziej.
-Dam sobie radę.
Dał sobie radę. Po prostu się zasiedział. Peri rzadko nadużywał alkoholu. Zawsze zachowywał umiar, a dziś kołysał się tylko nieznacznie. Jednak gdyby nie wypił ani krzty, zauważyłby pewnie, że dziewczyna nie odezwała się ani słowem, od czasu, gdy czarodziej prowadził z nim dialog.
Podszedł do ściany, zdjął miecz z haka na którym był zawieszony i ujął w dłoń. Uważnie przyjrzał mu się i ze zdziwieniem spojrzał na maga.
-Toż to alteruter
-W rzeczy samej. – odrzekł najzwyczajniej w świecie czarodziej.
-I mówisz, że podarował Ci go król?
-Dokładnie.
-Nie wierzę. To zbyt cenna nagroda, nie dla takiego kogoś jak ty… bez urazy oczywiście.
-Ja też nie wierzę – odrzekł czarodziej – w te wszystkie legendy które o nim krążą. – dodał po chwili. - Jakieś mity, bajki powstałe w wyobraźniach chorych ludzi nie robią na mnie większego wrażenia. Sądzę, że na królu też nie robiły i miecz po prostu, zapomniany spoczywał gdzieś w jednej z komnat zamku. A jakiś miecznik, nie bardzo znający się na swym rzemiośle, stwierdził, że to prezent w sam raz dla mnie.
Peri zbytnio nie przykładał uwagi do słów czarodzieja. Był pod wielkim wrażeniem przedmiotu, który trzymał w dłoniach, a okoliczności w jakich on się tu znalazł nie bardzo go teraz obchodziły.
Alteruter był sławnym orężem. Został wykonany w zamierzchłych czasach, a już o jego narodzinach krążyło mnóstwo legend. Wiele z tych legend wrosło w historię, a o historii powoli zapominano, lub tworzono ją na nowo.
-Więc to naprawdę on? – spytał Peri.
-W rzeczy samej. Ten sam… jeden z dwóch… Zapomniana legenda królestwa. Trzymasz ją teraz w dłoniach.
-Niesamowite.
-Nie bardziej niż rozpływające się łyżki… - zadrwił mag.
-Daj spokój. Teraz trzymam w dłoniach cząstkę historii.
Czarodziej nie mógł się nadziwić tym, jak bardzo jego przyjaciel fascynował się mieczem. Sam zaś skrywał pewną tajemnicę, która w tej chwili zrodziła mu pewien pomysł.
-Wiesz… - odezwał się do Periego – skoro tak ci zależy na tym mieczu, to dam Ci go. Na mnie legendy nie robią takiego wrażenia, a sam miecz zarósłby tylko u mnie pajęczynami. Ty jak widzę, będziesz miał z niego większy pożytek.
-Poważnie? – rycerz nie mógł uwierzyć w to co słyszy.
-Tak… ale jest jeden warunek.
-No tak… Dobroć czarodzieja jest powszechnie znana i ceniona…
-Daj spokój. To będzie dla Ciebie rzecz banalnie prosta. Przynajmniej tak mi się wydaje po dzisiejszej rozmowie i twoich poglądach jakie raczyłeś mi zaprezentować na temat wody jako źródła życia i wszelkich rzeczy.
-Hm… - Peri znał Gralfa dość długo i bynajmniej nie spodziewał się łatwego zadania. – Więc co to takiego ma być? – spytał, chcąc czym prędzej się dowiedzieć, czy ma chociaż odrobinę szansy na zdobycie miecza.
-Podaj mi przykład chociaż jednej rzeczy, której nie da się stworzyć z wody, a miecz będzie twój.
-Tylko jednej?
-Tak. Masz na to trzy dni.
Nefre zachichotała, a na twarzy czarodzieja pojawił się kapryśny uśmiech. Peri westchnął.
Wkrótce zaczęło się ściemniać. Rycerz postanowił, że wróci do domu, gdyż tam w spokoju już teraz będzie mógł wymyślać tysiące rzeczy – jak zapewniał czarodzieja – których ten nie da rady uczynić z wody.
Za pozwoleniem Gralfa zabrał też ze sobą Nefre, by przedstawić ją swemu dziadkowi z którym mieszkał i opowiedzieć, co za cuda…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil marlodz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…