Wróć do katalogu

Anima Damnata

Kolejne naiwne opowiadanie, którego nie mam czasu poprawić. Wiem, że łatwo zwalić na lenistwo, ale jeżeli chodzi o sam sens opowiadania to biorę pełną odpowiedzialność za jego głupotę. Coś w końcu trzeba dodać...

Silvermmer, opublikowano , 44 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Drogi czytelniku, chcę tobie przedstawić historię, która miała miejsce wiele, wiele lat temu, historię, która może wydawać ci się niesamowita, nierealna, sprzeczna z twoimi zasadami postrzegania świata. Jako, że wiele aspektów może być dla ciebie niezrozumiałych, postaram się je przekazać w jak najprostszy sposób. Wybacz, jeżeli niektóre fakty trochę pozmieniam, ale było to już tak dawno i na dodatek nie mogłem być świadkiem wszystkich wydarzeń, znam je z relacji opowiedzianych przez innych. Na ile tylko będę mógł, przetłumaczę kwestie postaci pojawiających się tutaj, gdyż możesz nie wiedzieć, ale społeczeństwo, z którego się wywodzę, nie porozumiewało się tak jak ludzie na Ziemi, lecz potrafili przekazać kilka zdań w ciągu jeden sekundy. Wiem, może ci się to wydawać niemożliwe, ale postaraj się choć na chwilę oderwać od standardów dzisiejszych realiów. Urodziłem się na planecie o nazwie RX-721, która powstała 44,736,271,889,256,629 unitów temu. Dziwisz się pewnie widząc tak niezrozumiałą miarę czasu. Tam gdzie się wychowałem nie liczono czasu w dniach, minutach, sekundach. Nie liczono nawet dni, miesięcy, czy lat, były po prostu unity. Nie chcę się wdawać w szczegóły, dlatego przyjmijmy, iż jeden ziemski dzień trwał około tysiąc unitów. Śmiało możesz policzyć, iż moja planeta powstała około 122 miliardy lat temu. Nawet ówczesnym ludziom (dla uproszczenia tak ich nazwijmy) uciążliwe było podawanie czasu w tak dużych liczbach, więc nowy czas zaczęto odliczać od powstania „Jądra” – superkomputera, który zarządzał całą cywilizacją - całą siecią, komunikacją, polityką itd. Historia, którą opiszę, dzieje się w 77380345 unicie czasu Jądra. Mówiąc pokrótce cywilizacja była bardzo rozwinięta, na tyle, iż zdołano wprowadzić wiele innowacyjnych rozwiązań w dziedzinie codziennego życia. Po pierwsze stworzono Dezintegrator Grawitacji, i nie, nie jest to urządzenie, które pozwalało na swobodne oderwanie się od powierzchni i dryfowanie niczym w kosmosie. Otóż urządzenie to pozwoliło na wstrzymanie i kontrolowanie ruchu obrotowego planety wokół własnej osi i tym sposobem jej połowa zawsze była skierowana w stronę słońca. Dało to możliwość zrezygnowania ze starych metod wytwarzania energii i całkowicie skupiono się na pobieraniu energii z promieni UV. Oczywiście nie odbyło się to bez większych odstępstw. Cała planeta musiała skupić się na jednej półkuli, co wbrew pozorom nie było takie proste. Aby promienie UV cały czas zasilały utopię trzeba było zrezygnować z jakichkolwiek wariacji pogodowych, a niebo musiało być pozbawione chmur. Było gorzej, niż wszyscy się spodziewali, Dezintegrator powstał na kilkaset tysięcy unitów przed Jądrem, więc niemożliwym było poleganie na wskazówkach komputera, ludziom ciężko wiodło się życie w takiej ciasnocie. Zamiast więc poszerzać się na płaszczyźnie, czy też piąć w górę, zaczęto tworzyć podziemne metropolie, które potem połączono w jedno państwo. Oczywiście na zewnątrz również istniało życie, lecz było dużo mniej dogodne i bogate niż to niżej. Ludzie wychowani na powierzchni nie mieli tyle unowocześnień, ale potrafili docenić walory życia, nie byli uwięzieni w pułapce technologii, potrafili się cieszyć z tego, co mają. Zastanawiasz się pewnie, co działo się na drugiej półkuli, niestety nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, gdyż sam nie wiem. Po exodusie nikt nie interesował się życiem po drugiej stronie, z resztą nikt nie uważał, aby ktokolwiek mógł tam żyć, w wiecznej ciemności i warunkach pozbawionych jakiejkolwiek technologii. Nigdy nie poruszano tego tematu, dla społeczeństwa, RX-721 było tylko tą jedną, świetlistą połową. Undergroundowcy byli całkowicie podporządkowani komputerowi, nie było żadnego ustroju politycznego, za wszystko odpowiadała maszyna. Jak działała? Powiedzmy, że komputer to jeden wielki mózg, który posiada trzy różne osobowości, które na wzajem się ze sobą komunikują i „omawiają” daną sytuację. Na początku wielu było przeciwnym działalności Jądra, pojawiały się sporadyczne bunty, ale po jakimś czasie uzależnili się od niego. Dzięki niemu powstało również wiele innowacji, ludzka krew została zastąpiona przez nanoorganizmy – wynalazek biotechnologii. Pomogło to rozwiązać wiele problemów, głównie związanych z chorobami, jak np. REX-T2, która atakowała układ limfatyczny, mutowała w ciągu 150 unitów i zabijała na miejscu. Przyczyna choroby nie była jasna, ale po wprowadzeniu nowej „krwi” ludzie przestali się tym interesować. Jądro wytoczyło również nowe kierunki w dziedzinie transplantacji – chore organy były zastąpione nowymi – mechanicznymi. Pozwoliło to na wydłużenie życia przeciętnego obywatela z 54750000 unitów do 182500000, czyli aż pięciokrotnie. Komputer był genialny, ale nie wszechwiedzący, nie udało mu się uporać ze wszystkimi chorobami, jego pomoc ograniczyła się do powyższych działań. Gdy jakaś inna, śmiertelna choroba (biologiczna, czy też mechaniczna) atakowała organizm, obywatel umierał i ani komputer, ani społeczeństwo się tym nie przejmowało, nie było miejsca na sentymenty. O miłości również nie było mowy, dzieci rodziły się przy pomocy Jądra, które selekcjonowało najważniejsze komórki, genetycznie modyfikowało i zapładniało rodzica. Poczęte dziecko od urodzenia było uczone posłuszeństwa, integracji z siecią i użytku technologii. Po osiągnięciu wystarczającej wiedzy opuszczało dom i szukało swojego miejsca w cywilizacji. Mieszkańcy podziemia stracili poczucie prawdziwej rzeczywistości, podłączeni bez przerwy do sieci zatracali swoje prawdziwe ja – swoją personę. Nikt już nie był tym, kim w rzeczywistości, w sieci każdy mógł przybrać nową postać. Metropolia wydawała się być pusta, gdyż nikt nie opuszczał swojego lokum, nie było potrzeby, sieć dostarczała wszystko, co potrzebne. Powyższych parę zdań jest oczywiście o ludziach „z wewnątrz”. Tak jak już pisałem ludzie na powierzchni żyli inaczej, co prawda nie tak długo i nie polegali na Jądrze, ale znali takie wartości jak miłość, przyjaźń, honor, rodzina. Problem niestety polegał na tym, iż było ich coraz mniej, stali się zagrożonym gatunkiem. Pośród nich wychowałem się ja, oraz moich czterech przyjaciół, którzy są główną przyczyną tej historii. Ja, Ver i Autumnus wychowaliśmy się w jednej dzielnicy, znaliśmy się od dzieciństwa, od początku czuliśmy do siebie sympatię, rodzinną więź (choć nie byliśmy spokrewnieni), z kolei Aestas przeprowadziła się nieco później w nasze okolice, ale zaakceptowaliśmy ją i stała się członkiem „rodziny”. Największą zagadką był dla nas Hiems, którego poznaliśmy, gdy mieliśmy już ponad 6935000 unitów. Był od nas dużo starszy, zawsze poważny i ponury, twierdził, iż wychował się na ciemnej stronie planety. Uznalibyśmy go za wariata, ale było coś, co zwróciło naszą uwagę, otóż był blady jak zwłoki podczas księżycowej nocy, gdy wszyscy na powierzchni mieli śniadą cerę. Nienawidził przebywać na słońcu, zawsze musiał poszukać skrawka cienia, aby w nim usiąść i schować przed rażącymi promieniami. Pytany o drugą półkulę zawsze odpowiadał z niesmakiem – „Tajemnica” i milczał. Nie pamiętam, aby choć raz się uśmiechnął. Czasami nas przerażał, zwłaszcza, gdy siedział z zamkniętymi oczami, a jego długie, białe włosy smagały mu twarz. Z czasem się przyzwyczailiśmy, ale respekt pozostał do końca. Ver była najmłodsza i z nas wszystkich najbardziej radosna, jak dziecko. Jej duże, zielone oczy i nigdy niegasnący uśmiech sprawiały, iż na sercu zawsze robiło się ciepło. Nawet głos miała dziecięcy i często nie potrafiła poprawnie się wyrażać, więc wołaliśmy na nią po prostu „dzieciuch” (w oryginale brzmiało to „vexio”), dzięki niej przetrwaliśmy najsmutniejsze chwile naszego życia. Autumnus był najbardziej rozważny i odpowiedzialny, co niestety oznaczało, że nie miał poczucia humoru. Często zdarzały mu się momenty melancholii, chodził ze smutną twarzą, ale mimo wszystko zawsze był zwiastunem nadziei. Czuł głęboką antypatię do mieszkańców podziemia, uważał, że społeczeństwo ich wyklęło, że nie mieliśmy wyjścia, jak tylko mieszkać na powierzchni. Ten temat był często poruszany w naszym gronie. Aestas, mimo, iż nie wychowała się razem z nami, posiadała coś z każdego, raz wesoła jak dziecko, raz pochmurna, a raz tajemnicza. Charakteryzowała się wielką dobrocią i nigdy nie opowiadała się za żadną ze stron. Miałem zaszczyt wychować się z tymi wielkimi ludźmi i wcale nie przesadzam z użyciem tych słów. Żałuję jednak, iż nie mogłem im towarzyszyć w podróży, która zmieniła bieg wydarzeń miliardów istnień. Jądro rozpoczęło projekt badania przestrzeni międzygwiezdnej i potrzebowało do niego ochotników. Oczywiście ludzie podziemnej metropolii byli zbyt pochłonięci swoimi pustymi życiami w sieci, więc najodpowiedniejszymi kandydatami byli ludzie z powierzchni. Mogłoby się wydawać, iż nikt nie był zainteresowany, chociażby z czystej niechęci do Undergroundu, lecz właśnie ciekawość świata sprawiła, iż ludzie chcieli wziąć udział w tym przedsięwzięciu, w tym właśnie ja. Oczywiście czwórka moich przyjaciół odradzała mi ten pomysł, ale głód przygód był większy. Wyruszyłem w podróż, która uratowała mi życie i dała możliwość zobaczenia niesamowitych rzeczy, ale o tym potem. Teraz skupię się na najważniejszym punkcie tej przygody, ale miej na uwadze, iż od tej pory nie byłem świadkiem zaistniałych wydarzeń, co wcale nie umniejsza dokonaniom powyższej czwórki. Aby wszystko było dla ciebie bardziej barwne, wcielę się w rolę obserwatora.

***

- Autumnusie, Autumnusie! – wydobył się głos z oddali. W stronę Autumnusa biegła niska dziewczyna, cała zadyszana, jej długie brązowe włosy rozwiewały się na lewo, to na prawo, a pot sprawił, iż grzywka przykleiła się do czoła. - Ver, co się dzieje? – zapytał wysoki, brązowooki osobnik. Minę jak zwykle miał ponurą i ospałą. Krótkie, rozczochrane, czarne włosy pokryte brudem i pyłem mówiły o jego wyczerpaniu. - Autumnusie, szyb kochodź zob aczcoś ię stao! – wybełkotała piskliwym głosem. - Powooooooli, po-wo-li! Nie rozumiem kompletnie co do mnie mówisz, ej? Jeszcze raz, o co chodzi? Dziewczynka wskazała palcem na północny wschód i powiedziała: - Tam! Hiems! Szybko! – i zanim Autumnus zdołał cokolwiek odpowiedzieć Ver już biegła w tamtą stronę. - Co za vexio... Chyba nie mam wyjścia, ej? – zaciągnął końcówkę, wzdychnął, położył próbówkę na blat i zrezygnowany pobiegł. Biegli tak chwilę przez zaśmiecone uliczki, słońce dawało się we znaki, z każdą przebiegniętą chwilą Autumnus coraz bardziej się męczył. Ludzie patrzyli na nich z zaciekawieniem, a po chwili wracali do swoich zajęć, czyli głównie uprawiania warzyw i roślin potrzebnych do przeżycia, co nie było łatwe, gdyż zanieczyszczenia sprawę utrudniały. Dotarli do zaciemnionego placu, otaczanym przez stare, nieużywane już budynki, niegdyś należące do koncernu Med-Tech, badającego choroby biotechnologiczne. Pod ścianą siedział Hiems, nawet nie zareagował na przybycie kompanów, oczy miał zamknięte. Koło niego stała Aestas, wyglądała na zmartwioną, na wargach można było zauważyć liczne zaczerwienienia, co najprawdopodobniej oznaczało, iż intensywnie je obgryzała. - Dobrze, że w końcu jesteście, już myślałam, że Ver jak zwykle się zagubiła – powiedziała nieco ironicznym głosem blond kobieta. - Nieprawda! Ja się nigdy nie gubię – oburzyła się Ver i tupnęła nóżką. - Co się dzieje, ej? Jestem w środku ważnych badań nad roślinami, nie mogliście z tym poczekać? - Autumnusie, nie bądź samolubny! Sprawa dotyczy jednego z nas, nie sądzisz, ze odrobina szacunku się należy? – Aestas podniosła głos i przeszyła wzrokiem Autumnusa. - Ech... Skoro tak mówisz, ej? – wzruszył ramionami, i pozwolił reszcie kontynuować. - Hi ems, pok ażmu – zająknęła się dziewczynka. Stali przez chwilę czekając niecierpliwie na reakcję Hiemsa, ale ten nie dawał oznak życia. Gdy jedno z nich miało się już odezwać, białowłosy podniósł powieki i wprawił w zdziwienie Autumnusa. Dziewczyny miały okazję zapoznać się z tym obrazem już wcześniej, lecz ponowne spotkanie się z tym fenomenem przyprawił je o dreszcze. - Ej? Co to jest? – spojrzał na prawe oko Hiemsa, był kompletnie zdezorientowany. W miejscu, gdzie niegdyś było normalne, niebieskie oko, pokrywała czarna substancja ze złotą źrenicą pośrodku. Drugie oko wydawało się normalne. - Dlaczego nic nie mówicie, ej? Co mu się stało? Czy to sprawka tych technomaniaków z podziemia? – na samą myśl o nich przeszywała go nienawiść. Znużony Hiems nie mogący pojąć fascynacji na temat jego osoby zamknął oczy i oddał się rozkoszy ciszy, a przynajmniej próbował. - Autumnusie, uspokój się proszę, wiemy na ten temat dokładnie tyle co i ty, czyli zero. Hiems twierdzi, że nie zauważył niczego niepokojącego, dopiero Ver spostrzegła to – przerwała i przełknęła ślinę – dziwactwo. Wiesz jaki jest, nie powie ci, co dokładnie robił przez cały dzień. Mówi, że siedział i rozmyślał, nic więcej od niego nie wyciągnęłyśmy, więc posłałam po ciebie. - Um-um! – przytaknęła Ver. - Z nas wszystkich zawsze byłeś najbardziej inteligentny, jeśli chodzi o rzeczy biologiczne, zatem miałyśmy nadzieję, że może uda ci się go zbadać. Podszedł nieśmiałym krokiem do Hiemsa, a mijając Aestas spojrzał w jej ciepłe oczy, które teraz okazywały zmartwienie, nie chciał wypaść na gbura, nie mógł pozwolić na kryzys w grupie. - No to teraz otwieramy oczęta śpiąca królowo – żart ten najwyraźniej wcale nie przypadł do gustu Hiemsowi, który nie zareagował. Autumnus nie miał cierpliwości, obniżył głos i powiedział coś szeptem do jego ucha, dziewczyny nie zrozumiały o co chodziło, ale najwyraźniej pomogło, gdyż ten otworzył oczy i dał się zbadać. Autumnus poświęcił większość życia na naukę, chciał pomagać ludziom na powierzchni, musiał się poświecić, gdyż duża część wiedzy była oparta o technologię z podziemia – jego wroga. Czarna substancja wydawała się być właściwie samym okiem, czymś nowym dla młodego naukowca. Posiadał za mało informacji, musiał poradzić się kogoś z doświadczeniem, kogoś z wnętrza planety. - Nie ma rady, to musi być sprawka tych ćwoków tam z kanalizacji. - Autumnusie, wyrażaj się! – poprawiła go Aestas, a jej mina pokryła się zmarszczkami niesmaku. - No i cio teraz? – zapytała smutnym głosem Ver spoglądając z litością na opierającego ścianę towarzysza. - Nio... no i teraz mamy bolce w odbycie, bo musimy zejść na dół, ej? - Na dół? Nie poradzisz sobie tutaj? - Jak niby? Przy pomocy paru próbówek, integratora cząstek i zwykłego AKC-4? Mówię wam, że maczali w tym palce undergroundowcy i nie mów, że tak nie jest, ej? Pomysł oddalania się od domu nie podobał się Aestas, spuściła wzrok w dół i nie wiedziała co odpowiedzieć. W tym czasie Hiems wstał z miejsca, poprawił swój długi, szary płaszcz i skierował się w stronę wyjścia z placu. - Hiemsiku, dzie idziesz? – spojrzała swoim czułym wzrokiem, lecz jedyne na co mogła liczyć, to odbicie własnej twarzy w jego licach. - Hiems, dokąd to, ej? - Jądro. Nie czujecie tego? – przeszył ich lodowatym wzrokiem i ruszył dalej nie czekając na ich reakcję. Po wymienieniu porozumiewawczego wzroku poszli za jego śladem.

Słońce dawało się wszystkim we znaki, unit za unitem ta sama temperatura, ten sam gorąc. Ludzie podziemia mogli liczyć na klimatyzację, gdzie tutaj trzeba było się chłodzić za pomocą siły woli. Wszechobecny piasek pod nogami tylko pogarszał sprawę. Próbowali zadawać kolejne pytania Hiemsowi, lecz bezskutecznie, jego natura jak zwykle mu na to nie pozwalała. Szli tak paręnaście unitów, mijając budynki-baterie, które pobierały energię i wysyłały do podziemnej metropolii, jak i również w mniejszych ilościach była używana przez tych z powierzchni, ale tylko dzięki włamaniu się do centralnego układu komunikacji i podłączeniu elektronicznych cewek doprowadzających zasilanie mieszkańcom. Hiems zatrzymał się przy straganie z fioletowo-niebieskimi warzywami, które sprzedawał starszy mężczyzna z siwymi włosami i małą łysinką pośrodku głowy. - Ach, to ty Hiems. Dawno nie widziałem cię w okolicach marketu. Chcesz troszkę moich pysznych, soczystych owoców? – przemówił bardzo powoli ochrypłym głosem. - Owoce? Przecież to zwykłe warzywa jakieś są, ej? Na twoim miejscu starcze radziłbym – w tym miejscu przerwał, gdyż oślepił go cios z jakiegoś tępego narzędzia i upadł na ziemię. Po kilku unitach otrząsnął się i zobaczył, iż owy starzec trzyma metalową laskę. - Młodzieńcze, nie wypada zwracać uwagi starszym osobom. I nie powinno się komuś wchodzić w rozmowę, ej? – starzec zaśmiał się, a Autumnus zdenerwowany wstał i prychnął z niesmakiem, nie podobało mu się przedrzeźnianie jego stylu mowy. Aestas obserwowała całe wydarzenie z zażenowaniem, a Ver, jak to miała w zwyczaju, po prostu się uśmiechała. Hiems zignorował całe zajście, spojrzał na starca, a potem skierował wzrok w dół. - Więc po to do mnie przychodzisz. No cóż, rzadko się zdarza, żeby ktoś przychodził do mnie z taką prośbą. Kiedy byłem młody, kilkaset tysięcy unitów temu przybył do mnie pewien – Autumnus odkaszlnął wydając ironiczne dźwięki. - A tak tak. O czym to ja miałem? Aha, jak sobie życzysz, chodźcie zaprowadzę was, a Ty mój drogi, powinieneś to założyć, jeśli nie chcesz zwrócić na siebie uwagi mieszkańców – staruszek wręczył mu opaskę na oko. Hiems natychmiast ją założył, co wprawiło w zdumienie kompanów, którzy nie mieli pojęcia, że może być taki posłuszny. - Dziadku, a dzie się podziały wszyskie dzieci? - Najprawdopodobniej ty jesteś ostatnim z nich moja droga – odparł i obdarzył ją uśmiechem, a po chwili na jego twarzy pojawił się smutek. Bezimienny starzec zaprowadził ich na zaplecze swojej starej chatki, która niczym nie przypominała nowoczesnego lokum, wręcz przeciwnie, drewniane meble, ręcznie zasuwane rolety, materac na środku pokoju, bardzo skromne wyposażenie. Na szczęście cała budowla jakoś się trzymała, choć na pierwszy rzut oka z zewnątrz wyglądała jakby zaraz miała się rozwalić. Pokazał im mały, okrągły głaz w podłodze, który szybko otworzył, po czym uśmiechnął się sympatycznie. Ver spojrzała w dziurę, która wydała się nie mieć końca. Natychmiast odskoczyła ze strachu i schowała się za Autumnusem. - No to żegnam i życzę miłej podróży – zaśmiał się. - Moment! Że niby mamy tam wskoczyć? To jakaś kpina jest – oburzyła się Aestas. - Chcecie się dostać do Jądra, prawda? To jest stary właz kanalizacyjny, a właściwie rura, która kiedyś służyła do doprowadzania jedzenie robotnikom budującym podziemie. Macie do wyboru zejść tu i teraz, albo dojść do najbliższego transportera, który znajduje się kilkaset unitów stąd i czekać na pozwolenie wejścia od samego komputera. Nie powinno wam się nic stać. - Nie pwino... stać? Autumnusie, boję się – Ver ścisnęła mocniej strudzonego kompana. - Nie bój się, nic nam nie będzie, skoczymy i w kilka unitów będziemy na miejscu, przyrzekam, ej? – uśmiechnął się i pogłaskał ją po głowie. – Aestas, gotowa? Im szybciej to załatwimy, tym lepiej. Na samą myśl o spotkaniu z nimi przechodzą mnie dreszcze. - Gotowa, czy nie, skaczmy – jak powiedziała, tak zrobili, zaczynając od najmężniejszego z nich, czyli Hiemsa. Zrobił krok do przodu i znikł, Ver próbowała coś wykrzyczeć, ale tamten już się nie odezwał, był daleko poza ich zasięgiem. Za nim skoczył Autumnus, Aestas, a na końcu Ver, którą musiał popchnąć staruszek, bo inaczej stała by tam jeszcze z kilkadziesiąt unitów. Przez cały zjazd miała zamknięte oczy i od czasu do czasu coś wykrzykiwała, gdy po chwili zorientowała się, że przestała się poruszać, leżała na czymś miękkim. Otworzyła oczy i ujrzała małe światełko na końcu tunelu, doczołgała się tam i ujrzała pozostałych, poczuła ulgę. Autumnus pomógł jej wyjść z rury, a jej oczom ukazały się obrazy nie z tego świata, nie mogła uwierzyć, że pod nimi toczyło się tak rozwinięte życie. Ze sklepienia wydobywały się budynki, które sprawiały wrażenie lewitujących w powietrzu. Małe, migające światełka wydobywające się co rusz z innego miejsca, przypominały małe gwiazdeczki, o których tyle czytała. Między ogromnymi budowlami dryfowały długie maszyny, które coś transportowały, lecz ich prędkość sprawiała, iż nie wiadomo było co dokładnie. Poniżej znajdowały się oświetlone uliczki, po których nikt nie chodził, gdyby nie odgłosy pracujących maszyn i światła budynków, można by było stwierdzić, iż nikt tu nie mieszka. - Witamy w technosyfie – powitał ironicznie Autumnus. Gwałtownie obrócił się, gdyż usłyszał krzyk Aestas, która upadła na kolana i rękami trzymała się za głowę. Jak najszybciej tylko mógł podbiegł do niej, a za nim Ver. Chwycił ją delikatnie za głowę i odsunął jej dłoń od twarzy. Spod zamkniętej powieki prawego oka wydzielał się czarny śluz, kazał je szybko otworzyć. Oko miała całe czarne, poza złotą źrenicą – tak samo jak u Hiemsa. Przeraził się na samą myśl o najgorszym. - To cholerstwo zaczyna atakować nas wszystkich! Hiems! Hiems, do cholery, natychmiast mów co to jest, ej! Hiems podszedł do blondynki, zdjął swoją opaskę i wręczył jej mówiąc: - To powinno ci pomóc – po czym skierował się w przeciwny kierunek i zaczął maszerować. - Wszystko jest w porządku, dam sobie radę, chodźmy już – wstała i założyła opaskę przeplatając ją przez głowę, po czym dała znak kompanom, iż mogą kontynuować. Autumnus próbował ją wspomóc, ale ta wyraźnie nie chciała pomocy, starała się iść o własnych siłach, gdzie z każdą chwilą ból przemijał i dawało się do niego przyzwyczaić. Schodzili przez krętą, skalną górę, która jako jedna z niewielu obiektów znajdujących się w okolicy, nie była użytkowana przez mieszkańców, ani maszyny. Czasami udało im się dostrzec stare przewody sieciowe, czy inne technologiczne śmieci, lecz śladu życia nie było tu widać, najwyraźniej Jądro nie potrzebowało spożytkować tego miejsca. Kilkaset unitów później udało się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych