Anomalia
Dość krótkie opowiadanie science-fiction o pewnym naukowcu z innej planety. Celowałem tu w prawdziwe sci-fi. Zapraszam do czytania.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Szkoda, że wyjeżdżasz – powiedziałem, drapiąc się przy tym po uchu. - Wiesz, że muszę. Nie miałem wystarczająco dobrych argumentów - odpowiedział. Westchnąłem. Niedługo zostanę bez przyjaciół, jeśli to ma w ogóle jakieś znaczenie. Odprowadziłem go do drzwi. Były to typowe drzwi jak setki innych na Prugii, ale mimo wszystko lubiłem je. Wolałem myśleć o drzwiach niż o tym, co z nim będzie albo co gorsza ze mną, jeśli zaraz nie wezmę się do roboty. Aby nie tracić czasu, skierowałem się do laboratorium. Na jutro zostało mi jeszcze pięć niewielkich odkryć i jedno przełomowe do końca tygodnia. „Niedobrze” – pomyślałem. – „Już raz zawaliłem, druga wpadka będzie traktowana jak recydywa. Zbliża się koniec semestru rozliczeniowego, a te badania są moją ostatnią nadzieją. Bez nich mogę się pożegnać z głową”. W takich chwilach zazdrościłem „robolom”. Oni mieli dwie ręce i nie musieli martwić się o myślenie. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk miernika sygnalizujący koniec pomiarów. Przyjrzałem się dokładnie wynikom. Były kluczowe dla moich badań nad optycznym kamuflażem bojowym. - Armia dostanie swoje nowe zabawki, a ja będę miał z głowy przełomowe odkrycie – mówiłem do siebie. - Może nawet darują mi cały semestr. Każdy naukowiec miał skłonność do myślenia na głos, rzadko była okazja do normalnej rozmowy. Wszyscy byli zabiegani i zajęci swoimi odkryciami. O niektórych mówiło się nawet, że stracili głowę. Kiedyś bawiła mnie myśl, że głowę można stracić na dwa sposoby, ale teraz nie było mi już do śmiechu. Niewielkie odkrycia nie były problemem, miały tę zaletę, że można było po prostu poszatkować co większe i podawać Komisji w kawałkach. Każdy naukowiec miał to opanowane do perfekcji. Wyniki były obiecujące, więc uznałem, że należy mi się odpoczynek. Tym razem nie chciało mi się ruszać z miejsca. Fotel był dość wygodny. Słońce obudziło mnie, świecąc wprost w nieosłoniętą twarz. Nigdy tego nie lubiłem, ale przynajmniej odechciało mi się spać. Wziąłem wyniki badań nad nowym gatunkiem kukurydzy i parę innych niewielkich odkryć i wrzuciłem do „Oficjalnego Automatu Weryfikacyjnego Badań i Odkryć Komisji Nadzoru Nauki na Prugii”. Oczywiście nikt normalny nie używał tej nazwy, niektórzy nawet o niej zapomnieli, gdyż starł im się napis na płycie czołowej urządzenia. Teraz mogłem zająć się już tylko moim przełomowym odkryciem. W swojej karierze miałem dopiero dwa od czasu, gdy wprowadzono nowe zasady. Wyciągnąłem rękę po miernik i wtedy kątem oka zobaczyłem to. Było niewielkie, jasnobłękitne i rytmicznie pulsowało. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Nie mogłem oderwać od tego wzroku. To musiała być jakaś anomalia. Nie byłem pewny czy unosi się ona delikatnie nad ziemią czy to tylko złudzenie. Wiedziałem, że nierozsądnie byłoby dotykać jej, dopóki nie będę pewny, czy jest to bezpieczne. Rozejrzałem się po laboratorium w poszukiwaniu czegoś, czym mógłbym w jakiś sposób zbadać obiekt. Pierwszy rzucił mi się w oczy analizator widma promieniowania elektromagnetycznego „Przecież to może być radioaktywne!” – Uderzyła mnie myśl. Od razu ustawiłem analizator na odpowiedni zakres. - Uff – odetchnąłem z ulgą. - „Gdyby to było promieniotwórcze, musiałbym mieć już niezłą dawkę. Nie wiadomo, jak długo to tutaj jest. Przydałoby się sprawdzić zakres światła widzialnego, ultrafiolet i podczerwień” – pomyślałem i szybko wziąłem się za zasłanianie okien, żeby promienie słoneczne nie zaburzały pomiaru. Po tym w pomieszczeniu tlił się jedynie blady błękit anomalii. Włączyłem miernik. Wskazywał duży poziom w obszarze barwy niebieskiej i ultrafioletu. Dopiero teraz zauważyłem, że nie wytwarza ciepła. Na mierniku nie było również widać niczego w zakresie podczerwieni. Gdy zastanawiałem się, w jaki sposób jeszcze zbadać anomalię, zorientowałem się, że słyszę od dłuższego czasu dźwięk o dość niskiej częstotliwości, musiało to być jakieś trzydzieści herców. Gdy sobie to uświadomiłem, zacząłem czuć to wyraźniej. Czuć to dobre słowo. Delikatnie wprawiał moje ciało w wibracje. Przebywanie w pobliżu anomalii było dość przyjemne. Nie mogłem określić dokładnie, skąd pochodzi ten dźwięk, ale byłem pewny, że jego źródłem jest anomalia. Rozejrzałem się za analizatorem widma akustycznego. Pomiar potwierdził moje przypuszczenia. Wytwarzała częstotliwość podstawową trzydzieści trzy herce i trzy pierwsze parzyste harmoniczne z dość znacznym poziomem. Usiadłem na chwilę. Musiałem przemyśleć dane i zastanowić się nad kolejnymi eksperymentami. Po chwili miałem już w planach parę i nie mogłem zdecydować się, który wykonać jako pierwszy. W końcu postanowiłem zacząć od tych najmniej inwazyjnych. Logiczne postępowanie przy badaniu nieznanego obiektu. W oczy rzucił mi się stary wskaźnik laserowy. Tego, co zobaczyłem, kierując laser w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Wozniax1
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…