Antidotum - cz. 1
Są drapieżnikami, kiedyś ludźmi, dziś pozbawionymi ludzkich wartości myśliwymi. Przemierzają ulice w poszukiwaniu kolejnych zdobyczy. W blasku księżyca są władcami nocy. To jest ich wizja świata. Prawda, z której sami nie do końca zdają sobie sprawę
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zimno. Przeraźliwe zimno. To czuje się pierwsze, pomyślała zanim jego dotyk naznaczył jej ramiona, a ostre zęby wbiły się w jej tętnicę. Gdzie tu romantyzm, kolejna myśl przemknęła przez głowę, a usta wykrzywiły się w niewyraźnym uśmiechu. Przymknęła powieki opierając głowę o jego ramię, odsłaniając jeszcze bardziej nagą, smukłą szyję. Był wyższy i jak na jednego z nich przystało wabiąco przystojny.
Wypatrzył ją w tłumie na imprezie u Sam’a. Nie przychodziła tam zbyt często. Właściwie wolała za każdym razem nowy lokal, dyskotekę, nowe świeże miejsce. U Sama była trzeci raz. Kiedy do niej podszedł był taki pewny siebie. Czarne jak noc oczy wpatrywał się w nią niczym w najpyszniejszą przekąskę na świecie. Każda inna pomyślałaby, że to zauroczenie, ale czy naprawdę można zauroczyć się jedzeniem?
- Zatańczysz? – zapytał, uwodzicielsko się uśmiechając. Koleżanki, z którymi przyszła spojrzały po sobie i zaczęły coś szeptać. Chyba nie było takiej, która nie chciałaby się z nią zamienić. Uśmiechnęła się do niego i pozwoliła poprowadzić na parkiet. Był delikatny i szarmancki, zupełnie nieprzypominający jej kolegów. To całkiem normalne, że dziewczyny na takich lecą, pomyślała i przywarła do niego, by czuł jej zapach. Czuł i nie był to zapach jej perfum, ale słodkiej krwi.
Nie pozwoliła się pocałować, kiedy spróbował po raz pierwszy. Uśmiechnęła się za to tajemniczo, a on zrozumiał do czego zmierza. Pociągnął ją w stronę tylnego wyjścia. Wiedziała, że jest zamknięte, tak przynajmniej było podczas dwóch ostatnich razy, ale była świadoma, że dla nich nie stanowiło to problemu. Nawet nie uszkadzając drzwi otworzył je i obydwoje wymknęli się na zewnątrz. Mała, ciemna uliczka odstraszała i nie pasowała do ich urody. A jednak jak na ironię byli w swoich światach. Odrębnych, a za razem bardzo bliskich.
Otoczył ją ramionami i dopiero wtedy pocałował. Oddała pocałunek. Przed oczami zamajaczył jednak nie ten, z którym tu była, a serce zaczęło bić szybciej. Przez moment zawahała się. Chciała uciec, chciała zapomnieć, przestać być tym, kim była, ale nie mogła. Obiecała kiedyś komuś, że tego nie zrobi. Przysięgła. Ale czy On jej nie oszukał? Obiecał, że zawsze przy niej będzie, a przecież już od wielu lat jego pył spoczywał w grobie. Był tylko w myślach, tylko w sercu. Czy to mogło wystarczyć? Przeszedł ją dreszcz. Wróciła do teraźniejszości.
- Jak masz na imię? – spytała, gdy czarnowłosy przystojniak spojrzał jej w oczy. Ich czerń zlewała się z nocą. Wiedziała, co się zaraz stanie, ale chciała znać jego imię.
- Max.
- Witaj Max.
Rozchylił usta, a ona powoli odwróciła się odsłaniając szyję. Słyszała jego myśli, przenikające do jej umysłu polecenia i musiała ich posłuchać. Inaczej coś by podejrzewał. Nie mógł wiedzieć, że nie jest na nie podatna.
Kiedy poczuła jego usta na szyi uśmiechnęła się do siebie smutno, mówiąc;
- Żegnaj Max.
Nie zareagował, a ona poczuła jego kły przebijające skórę. Czuła jego radość z każdej kropli jej krwi. Skąd mógł wiedzieć, że z każdym kolejnym łykiem na nowo stawał się zwierzyną. Kiedyś lubiła ten stan. Tą chwilę, z której czerpała życie. Ich życie wieczne. Kierowała nią zemsta, a każdy „przemieniony” był krokiem do jej spełnienia. Jednak im dłużej to robiła, trwała w tym, coraz częściej nachodziły ją wątpliwości, czy to, co robi ma sens.
Kiedy wypuścił ją z ramion upadła na ziemię pośród starych przemokłych gazet. Nie otwierała oczu dopóki nie odszedł zadowolony z polowania. Gdy nie czuła już jego obecności, powoli podniosła się i otrzepała morelową sukienkę. Ślady krwi na prawym ramieniu tworzyły nowe wzory. Powiodła dłonią do miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą tkwiły jego zęby. Ślady nakłuć już zniknęły.
Musiała teraz wrócić szybko do domu, by nikt nie zobaczył jej w takim stanie. Chwyciła sweter, który upadł, gdy tylko ją tu przyprowadził i włożyła go, by zamaskować krwawe ślady. Poprawiła długie kasztanowe włosy i wyszła z ciemnej wąskiej uliczki na tętniącą życiem uliczną arterię miasta. Tak, to miasto żyło w najlepsze nie wiedząc nawet ilu z „nich” wysysa każdej nocy to życie.
Mknąc ulicą czuła ich zimno. Mijali ją wyczuwając krew na jej ubraniu. Ich oczy śmiały się i wiedziała, że jeszcze nie jednego z nich mogłaby przemienić, ale była zbyt zmęczona.
Znów Jego twarz pojawiła się jej przed oczami. Straciła go lata temu i nie umiała się z tym pogodzić. Przystanęła obserwując majak, który jak to majak, rozmył się w poruszanym przez pędzący tłum powietrzu. Przetarła dłonią twarz. Na dziś miała naprawdę dość. Od kilku dni nie czuła się za dobrze. Miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Bała się patrzeć w lustro, jakby to właśnie tam ukrywał się podglądacz. Nawiedzały ją dziwne sny. On do niej przychodził, a ona tak bardzo za nim tęskniła. Tak bardzo go kochała i sama przyczyniła się do jego śmierci. To bolało najbardziej. A jednak nie przestała tego robić. Obiecała mu to i chociaż coraz ciężej było jej dotrzymywać tej obietnicy, tylko ona trzymała ją jeszcze przy życiu.
Weszła do mieszkania i pierwsze co usłyszała to czyjeś kroki zbliżające się ku niej. Jej oczy, pobudzone świeżym jadem widziały o wiele lepiej niż ludzkie, jednak mrok mieszkania zdawał się stawiać jej czoła. Drgnęła gotowa na atak i w tym momencie zapaliło się światło latarki rażąc ją w oczy.
- No wreszcie jesteś! – Norma stała w kurtce i wpatrywała się w nią z rozżaleniem w oczach. Rose zmarszczyła czoło. Przyjaciółka nie mogła się o nią martwić. Stało się coś innego. I po co jej ta latarka?
- Uspokój się. Co się dzieje? – zapytała podchodząc bliżej, a pod nogami coś zaskrzypiało. Norma odsunęła się od niej i wskazała teatralnie dłonią na całe mieszkanie.
- Rozejrzyj się. – Snop światła omiótł korytarz, a Rose powiodła za nim wzrokiem, ale nie zauważyła niczego podejrzanego. Mały stolik stał tam gdzie zawsze. Rama lustra, kilka obrazów.
- No nie udawaj, że nie widzisz? – W głosie Normy słychać było poirytowanie i Rose rozejrzała się jeszcze raz, tym razem przejmując latarkę. Dopiero teraz dotarło do niej, że stolik wprawdzie stoi, ale ledwo i to tylko na trzech nogach. Czwarta, ułamana leżała na małych odłamkach szkła. Wzrokiem powłóczyła wyżej i zobaczyła, że lustro w pięknej ramie jest całkiem rozbite.
- Co tu się stało? – Czuła, że dreszcz ściąga jej skórę na plecach.
- Wróciłam dwie godziny temu. Drzwi były otwarte, a wszystko, co szklane rozbite w drobny mak. Nie mamy szyb w oknach, uwierzysz? – rzuciła rozkładając ręce.
- Muszę się napić – Rose wypuściła powietrze.
- A niby w czym i czego?
Sp
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil pawann
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…