Artystka 1.0
Ale dawno nic tutaj nie wrzucałem... Wieki całe ;P To opowiadanko pisałem głównie siedząc w poznańskim EMPiKu przy mrożonej kawie, a na sam pomysł wpadłem przechodząc koło ślusarza w moim rodzinnym mieście. Całość nie wygląda może tak, jak to zaplan
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Anthony odwrócił wzrok od ekranu i zaczął rozmasowywać nasadę nosa końcami palców. Nie był pewien ile dokładnie godzin spędził bez przerwy przed monitorem, ale zdecydowanie było tego za dużo. Fakt, że nie zrobił w tym czasie praktycznie nic konkretnego wcale nie dodawał mu otuchy. Spojrzał na czarne, ciężkie zasłony, nie wpuszczające do pokoju nawet najdrobniejszego promyka światła z zewnątrz. Zresztą, równie dobrze mógł być w tej chwili środek nocy. Dlaczego stereotyp informatyka to zakompleksiony agorafob bez jakiegokolwiek życie towarzyskiego? - zamyślił się Anthony. I dlaczego ten stereotyp jest tak beznadziejnie często zgodny z rzeczywistością.? Zerknął w róg oślepiająco jasnego pulpitu. Wpół do szóstej rano – stwierdził w myślach. Zostało mu osiemnaście i pół godziny na dopracowanie i dostarczenie do firmy programu, którego nawet nie zaczął pisać. Chyba niepotrzebnie wmawiał od kilku tygodni szefostwu, że produkt wymaga jeszcze tylko kilku drobnych poprawek, podczas gdy w rzeczywistości nie miał nawet jego wstępnego zarysu. Odchylił się na twarde oparcie krzesła, wzdychając ciężko. Tak naprawdę to nigdy nie chciał pracować w branży aplikacji muzycznych. Owszem, posada w najbardziej prestiżowej firmie produkującej najbardziej zaawansowane i najdroższe oprogramowanie dla muzyków była świetnie płatna i otwierała niebywałe perspektywy zawodowego rozwoju, ale jego zawsze fascynowało co innego. Od momentu, gdy po raz pierwszy usiadł za swoim własnym komputerem, gdy uczył się pierszych algorytmów i pisał pierwsze, banalnie proste programiki, gdy złożył papiery do najlepszej uczelni informatycznej kraju, gdy ją ukończył, mijając się o ułamek punkta z przedziałem wyróżnionych, zawsze pragnął pracować nad jednym, najważniejszym i najtrudniejszym w historii informatyki zagadnieniem. Wygiął się i sięgnął do półki z minidyskami, pogmerał w niej trochę i wyciągnął pudełko z naklejką “AI v. 1.0.7”. Przyglądał się chwilę żółtemu dyskowi, po czym włożył go do napędu. Na ekranie pojawiło się zielone okno, w którym po chwili załadował się cyfrowy, prosty wizerunek kobiecej twarzy. “Witaj, Anthony” - na zielonym tle pojawił się białe litery, a komputerowa twarz uśmiechęła się delikatnie i ciepło. “Witaj, Danielle” - palce mężczyzny szybko przebiegały po klawiaturze - “Jak leci?” “Dobrze. Dziękuję, że pytasz” - słowa zaczęły pojawiać się na ekranie gdy tylko skończył pisać - “Choć przyznaję, że mógłbyć mnie włączać trochę częściej.” “Miałem sporo pracy.” - odpowiedział informatyk - “Cały czas gonią mnie terminy. Tak właściwie, to włączyłem cię żeby pogadać i oderwać się trochę od tej durnej roboty.” “Tak, jasne” - na wirtualnej twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek - “Już widzę ciebie, ciężko harującego nad czymkolwiek.” Anthony roześmiał się. “Rzeczywiście, jak zwykle masz rację.” Za to właśnie uwielbiał Danielle – że była jednocześnie złośliwa, szczera i kompletnie nieprzewidywalna. Nie była taka, jak sztuczne inteligencje tworzone przed nią. O nie, Danielle była nieliniowa, jej zachowanie było niealgorytmiczne, miała praktycznie wolną wolę, własne opinie, wiedzę i doświadczenie. Gdyby skończył ją dwa tygodnie wcześniej, byłby teraz pewnie milionerem. Ale się nie udało; wyprzedził go jeden z wielich koncertów informatycznych i teraz jego Danielle wydawała się już poważnie przestarzała. Niealgorytmiczne AI stosuje się teraz w znacznej części branży, a najprostsze modele potrafią tworzyć nawet amatorzy. Ale dla niego, jego Danielle była najwspanialsza. Była jedyna. Mógł jej powiedzieć wszystko, a ona go wysłucha i zrozumie. “Dziś o północy mam deadline na program do tworzenia muzyki, a nawet nie zacząłem nic robić. Po prostu kompletnie nie mam pomysłu, wszystko już zostało wymyślone” - wystukał szybko na klawiaturze, a w dpowiedzi natychmiast ukazały się słowa: “Przykro mi. Naprawdę.” Twarz na monitorze spochmurniała “Żałuję, że nie mogę ci pomóc; bardzo bym chciała.” Anthony przeczytał wszystko, pokiwał głową i spojrzał w dół, na swoje dłonie. - Wierzę... - szepnął, zdając sobie doskonale sprawę z tego, że mikrofon nie jest podłączony i Danielle nie ma prawa go usłyszeć – Wierzę, że gdybyś tylko mogła cokolwiek zrobić, to ja mógłbym na ciebie liczyć. Nagle, niczym błyskawica, uderzyła go myśl. Myśl tak szalona i oczywista jednocześnie, że przez chwilę nie mógł uwierzyćm że nikt przed nim nie wpadł na taki pomysł. Rzucił się do klawiatury. “Chyba jednak będziesz mogła mi pomóc” - rzucił enigmatycznie, notując coś na kartce pod ręką. Na symulacyjnej twarzy niealgorytmicznej inteligencji odmalował się wyraz największego i najszczerszego zdumienia.
***
- Proszę państwa, mamy niepowtarzalną okazję porozmawiać z autorem jednej z najbardziej spektakularnych karier w branży muzycznej ostatniej dekady, jeśli nie nawet wieku! Panie i panowie, specjalnie dla magazynu popmusic.hnet pierwszy raz w holo-świadomości, światowej klasy informatyk i menadżer, twórca Danni Moonstar – Anthony Olchaõ! - Dzień dobry, witam wszystkich państwa. - Panie Olchaõ! Nie sądzę, żeby którykolwiek z naszych widzów nie słyszał o Danni Moonstar, która sześć miesięcy temu szturmem podbiła pierwsze miejsca list przebojów na prawie całym świecie i okupuje je skutecznie do tej pory, ale proszę nam powiedzieć – kim, czy może raczej “czym” dokładnie jest Danni. - Myślę, że spokojnie może pan mówić o niej jako o osobie, nie jako rzeczy. W każdym razie, technicznie rzecz biorąc Danni jest aplikacją, nad którą pracowałem przez ostatnie cztery lata. Podstawą jej konstrukcji była niealgorytmiczna sztuczna inteligencja, korzystająca z wieloznaczności subiektywnych definicji zjawisk i zdarzeń rzeczywistych. - Cóż, dosyć to skomplikowane... A co właściwie pana skłoniło do jej stworzenia? Skąd pomysł programu samodzielnie komponującego i wykonującego muzykę? - Cóż, jak niektórzy wiedzą, zanim poświęciłem się tworzeniu Danni, pracowałem w jednym z koncernów informatycznych, zajmujących się oprogramowaniem dla profesjonalnych muzyków. Na naszym etapie wiedzy i doświadczenia, byliśmy w stanie zimitować każdy praktycznie dźwięk, dowolnie go przetworzyć i wkomponować w całość. Doszło nawet do tego, że nie było już potrzeby pozyskiwania autentycznych próbek dźwięków do obróbki – programy generowały je same – dźwięki o dowolnym natężeniu, barwie, składzie harmonicznym, żeby już nie wspominać o częstotliwości. Jednak aby wykorzystać te wszystkie możliwości cały czas był potrzebny człowiek – ktoś, kto siedziałby po przeciwnej stronie klawiatury, nadzorował pracę i układał dźwięki w spójny utwór. No i oczywiście to do człowieka musiała należeć inwencja twórcza. To on musiał mieć pomysł, który program miał zrealizować. Pewnego dnia pomyślałem: dlaczego ta inwencja nie mogłaby także należeć do maszyny? Skoro niealgorytmiczne inteligencje mogą z nami rozmawiać, wypowiadać się w sposób nieprzewidywalny, ale spójny i logiczny, skoro mają coś na kształt osobowości i zdolności uczenia się, to dlaczego nie wykorzystać tego w muzyce? Tak właśnie narodziła się idea Danni. - Niektórzy uważają jednak, że sztucznego programu nie można stawiać na równi z człowiekiem; że maszyna nigdy nie prześcignie żywego kompozytora i wykonawcy. - Cóz, po pierwsze – proszę spojrzeć na notowania na listach przebojów – mówią chyba same za siebie. A po drugie- dzisiaj przekonamy się o tym na własne oczy, podczas specyficznego pojedynku. Z jednej strony nasza Danni, a z drugiej najwięksi artyści ostatnich czasów, reprezentujący najróżniejsze gatunki i style, zmierzą się, improwizując utwory, które później oceni widownia holoświadomości. Muzycy będą mieli do dyspozycji najnowocześniejsze aplikacje i komputery, aby każdy, nawet najdziwniejszy ich pomysł mógł być natychmiast zrealizowany. - Nie boi się pan tak wyposarzonych przeciwników? - Danni ma wbudowaną w swoją strukturę takie same możliwości, ale decyzje podejmuje tysiące razy szybciej. Zresztą, publiczność do tej pory pokazywała Danni olbrzymią sympatię i myślę, że tym razem też możemy liczyć na jej przychylność. I tego właśnie panu i Danni życzę! Dla popmusic.hnet z Anthonym Olchaõ rozmawiał...
Anthony już go nie słuchał. Podniósł się z fotela i rozglądając wokół w poszukiwaniu kogoś z obsługi technicznej, aby przekazać ostatnie polecenia, wyszedł szybko z zasięgu holokamer i skierował się ku pomieszczeniom komputerowym. To właśnie dzisiaj miało się spełnić to, do czego dążył przez te cztery ostatnie lata. Jego zwycięstwo, a nie miał najmniejszej wątpliwości, że Danni wygra w tym żałosnym przedstawieniu, zapewni mu całkowitą dominację nad rynkiem muzycznym na conajmniej kilka najbliższych lat. - Pan Olchaõ? - usłyszał nagle i odwrócił się, widząc
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Czarny_T_K
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…