Autobus pachno li
trochę dziwne, niemniej wreszcie się rozpędzam. mam nadzieję sprawić wam przyjemność czytania. i niech to będzie taki mały krok do następnego, jeszcze dłuższego. a potem, może wreszcie skończę książkę :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Trzy razy „b”, czyli podróż autobusem do „Ł” – po łacinie to będzie: „fata nolentem trahunt”
Czasem czuła się w sobie zupełnie pusta. Pustkę otaczała pergamino podobna materia, która pod wpływem nacisku poddawała się bez oporu. Miękka w dotyku, niekoniecznie przywodząca na myśl cokolwiek miłego. Raczej miało się wrażenie, że pergamin jest fałszywy w swojej naturze. Zewnętrzność tworzyła dysonans z przyklejonym doń łagodnym spojrzeniem i tożsamym uśmiechem.
Często śnił jej się las. Milczącej.
Szara i pusta, pozostawiona w głuszy, w kontraście do nabrzmiałych krajobrazem i napęczniałych od igliwia świerków. Zamarznięte kolory rozczaszały się nad jej głową. Trzeszczały złowieszczo, poruszane przez zefirek ledwie. Wietrzyk z nalotem żywicznym i szara pustka huraganu. Miotała się między omszałymi starodrzewami. Zasłaniała twarz w gęstwinie młodocianych zalesień, przerażona siłą, która rozpędzała się coraz bardziej w dzikim szale; we wsciekłości bez wyraźnego zródła. Brnęła coraz głębiej w niespójną maź torfowisk. Ściółka szarpała ją za nogawki. Chwytała za buty. Resetowała drogę... Resetowała drogę... Resetowała drogę... Było coraz zimniej i zimniej. Powietrze wbijało się w płuca. Resztki nadziei wupluwała z krwią, z trudem odzyskując swiadomość. Dusiła się. Teraz już całkiem na poważnie. Grzęzła w powtarzanym bez ustanku:
- Nie chcę! Nie chcę! Zostaw mnie, zostaw! Już tu byłam... już tu... tu byłam... am… byy…
- Yyy… - w tej właśnie chwili walczyła z bezdechem. Zakaszlała i nabrała gwałtownie powietrza w płuca. Ocknęła się i otworzyła oczy.
- O fuj! – wysyczała z nieskrywaną odrazą, kiedy odzyskała oddech. Zrobiła to jednak na tyle cicho, że nikt nie zwrócił uwagi. Żadna tam ściółka, – przemknęło jej przez myśl. Wybudziła się już całkiem z maligny.
- To ten zapaszek. Ale skąd się wziął? Jeszcze przed chwilą było tak komfortowo. Sterylnie cicho i pachnąco.
- Ha! No tak. - mruknęła. Za Jadźką miejsce zajęła starsza pani. Pani, z której aromatem było coś, bardzo wysoce coś, nie tak. Dziewczę wciągnęło delikatnie powietrze przez nos, dolatujące z tamtego kierunku i próbowało rozróżnić skład…
- Auć… nie wykąpała się. - Siwe włosy i brud. Siwe włosy i perfumy. Śmierdziało jak z naperfumowanej konwaliami nory borsuka. Borsukom się prawa do zapaszku nie odmawia. A jej? (Kobiecie z wyglądu około 70 lat.) Czymże ona, że taka uprzywilejowana miałaby być? (Prawie matka, a może nawet matka cała, prawie ludzkości.) Tak, tak, dziewczyna powinna mieć szacunek dla starszych. Ma. Ale co? Od babki śmierdzi konwaliami i zjełczałym futrem. (Bóg zapłać za kobiety jedzące pomarańcze.) Ale właśnie! Można by się pochylić nad analizą wyboru czynności przez babkę. Mianowicie, dlaczego użycie flakonu z perfumami znosi demencje. I, czy korzystanie, lub nie, z prysznica, jest lub nie, oznaką owej? Jaśniej. Należy uznać za fenomen, że babka posiadła umiejętność pamiętania o flakonie z perfumami i napryskania się. Ergo nie potrafi, bądź nie chce, korzystać z prysznica, ani też z pralki.
Jadźka zaobserwowała po chwili, że pasażerka tylnego fotela dusi zapachem nie tylko pasażerów, ale i siebie. Bez przerwy pokaszluje, charczy i oddycha zbyt głośno. Być może się leczy, być może ma swojego lekarza; i być może on faszeruje ją nieokreśloną dawką czegokolwiek. Niemniej, może lekarz nie wie, że babkę dusi własny zapaszek, oraz nie wie też, że połykanie pigułek psuje ją od środka, co powoduje przykry zapach ze skóry i z ust. Koło się zamyka. A rzeczywistość jest płaska. Mówi się: na płaszczyźnie. Choć tu bardziej pasuje: na kanwie. Na kanwie zapachu to Jadźka zaraz nie wytrzyma i odda śniadanie, bynajmniej nie głodującemu.
Babka oprócz wydzielania zapachu posiadła także tik nerwowy: co chwilę łapie za oba fotele dziewczyny, podciąga się i poruszając nerwowo głową ogląda mijane krajobrazy. Dziewczyna próbuje zasnąć. Pasażerka nostromo jej nie daje. Chciała wyglądać, mogła sobie usiąść z przodu. Kolejna lokatorka bozi, jak mawiał S. Może szuka przyjaciół? Tego Jadźka nie wie, ale czuje, że nici z ewentualnego szukania przez babkę. Wreszcie, kiedy Jadźce wydaje się, że babka dotknęła ją przypadkowo, dziewczyna zaczyna się drapać. Na szczęście jednak dla niej, nie przeradza się to w napad paniki. Nikt nie widzi. Z przodu laska słucha muzy i trzepie delikatnie głową. Z boku, (prawo skos) matka polka nieestetycznie żuje gumę. Z boku, z boku kobiety jedzą pomarańcze. Z tyłu babka śmierdzi.
Jak myślicie? Czy dziewczyna wreszcie zbierze się na odwagę, odwróci się i powie:
- Pani wybaczy, ale od pani śmierdzi!?
To by było. Awantura. Wreszcie jakoś ciekawie. I nie tak mdło od śmierdzenia. Jeszcze 4 godziny śmierdzenia!. Nawet jak wysiądzie wcześniej, to do samego końca zostanie w powietrzu to nieokreślone cuchnące coś… A może i dłużej jeszcze. Trzeba się będzie wyszorować z borsuka i konwalii. Koniecznie. Jadźka już powzięła myśl. Jak tylko przyjdzie do mieszkania to im powie:
- Wybaczcie, ale muszę się porządnie umyć z tej starej z autobusu.
Wiadomo. Będą zdziwieni. Nawet bardzo. Tyle, że nie dadzą po sobie poznać. A dziewczyna lubi być czysta. I mieć suche ręce. Przy okazji wysonduje, czy mają czysto w łazience. Tak. To będzie konieczne. Postawi stopę w brodziku i sprawdzi, czy czuć oblepiającą masę bakteryjną, czy nie.
Bo jeszcze nie wiecie. Jadźka lubi robić testy. Ma duszę naukowca. I kiedy tylko może, bada materię. Martwą, ożywioną i ludzką. Tę ostatnią najbardziej. Dziewczyna lubi też, jak ludzie czasem jej nie lubią, właśnie za eksperymenty. Z pasją ono nielubienie, i towarzyszącą temu ludzką infantylność i niedojrzałość, studiuje. Niemniej reakcje summa summarum stają się nudne i przewidywalne. Chyba… Chyba, że naprzeciwko stanie; w sam środek doświadczenia; do samego sedna sięgnie istota inteligentna. Wtedy to zabawa dopiero się zaczyna. I najczęściej kończy przyjaźnią, rzadziej śmiertelną urazą. Jak Jadźka obliże bezwiednie usta w obecności przeciwnika, lub też iczki, (tej częściej) to niechybny znak, że ktoś dostał od niej kredyt zaufania.
Ale my tu gadu gadu, a karawana obtłukuje się po drodze polskiej.
I w wyniku tego obtłukiwania właśnie, kobieta ‘z boku z boku’ o mało nie dusi się pomarańczą. Nabrała bowiem, w usta nabrała; do gardzieli napchała, żeby się nażreć jak najszybciej. I co? I o! Już dzieci małe wiedzą, że się tak szybko i na raz, nie spożywa. A Jadźka wie najlepiej. Ojciec ją uczył kultury jedzenia. Bez przerwy przy posiłkach powtarzał, szarpiąc ją za ramię: „Nie żryj tak szybko”. I da się? Nauczyła się. Przede wszystkim tego, że od wariata trzeba się trzymać z daleka. Wtedy się je powoli. Ale kiedy się musi z wariatem obcować w małych pomieszczeniach, wtedy zwłaszcza jak ma swoje stany, wtedy ciężko nie jeść szybko. (Nie da się też słuchać jak babka od pomarańczy odksztusza. Błe. Jakie to nieestetyczne.) Jak również nie da się przejść obojętnie, jak ojciec ma rozstroje. Już od pierwszej mrugniętej powieki dziewczyna wie, że dzień będzie feralny. Albo też budzi ją podskakująca, od dudnienia dobywającego się z piwnicy, podskakująca podłoga. Pobudki zwykle odbywają się, kiedy ona ma wolne. Stukot pobrzmiewa już przed siódmą. Ale wcześniej trzaskają drzwi. Trzaskają z prozaicznego powodu. Jest jeszcze za wcześnie, żeby się tłuc w piwnicy. Co innego, kiedy ojciec ma prowiant, wtedy nie tłucze się od razu. Ale od razu z odrazą patrzy na Jadźkę. Czeka, aż dziewczyna, a właściwie to już od dawna kobieta, wstanie. Czeka, żeby potem patrzeć, aby za którymś patrzeniem z kolei nazwać ją debilem, albo czymś bliźniaczo podobnym.
Ale. Kobiety to jakby teraz nie obchodzi. I czarne myśli ulatują. Była w autobusie do… więc do zoo troski. Powzięła nawet myśl, aby babkę, co cuchnie; kobietę od odkrztuszeń; matkę polkę z gumą w gębie i małolatę trzepiącą głową uznać za folklor. A bilet za 46,60 potraktować jak nabyte uprawnienie do obcowania z dziwną materią psychosomatyczną i wydawania opinii.
I pewno zrodziła się w waszej głowie myśl, że Jadźka nie jest ludzka. Nic bardziej mylnego. Kobieta ma zakorzenioną. Miłość demokratyczną, lewicową, rozsądną i etc. Miłość empatyczną i oddaną. A nawet też bezgraniczną, bezkrytyczną, postępową i tę nie. Ale należy rozróżniać. A różnica jest znaczna. Jadźkę to właśnie rozdrażniło najbardziej. Komuś, kto się nie porusza, bo nie może – wybaczamy brak dbałości o siebie. Różnie to z zależnością. Inny jemand, jeśli jednak się porusza o siłach własnych, do natrysku drogę zna – bez wybaczenia pozostaje. Nie wybacza więc Jadźka babce, że aromaci borsukiem z naręczem konwalii. Ani też nie ma litości dla tchórzy, którzy pozostawiają babkę (dla świętego spokoju) w nieświadomości aromacenia. Tym bardziej, że istnieje ryzyko, że wszystkożerny zwierz zamiast zajączka, ptasich jaj, czy innej padliny zacznie zjadać babkę. Żywy trup zjadany od środka. A może to się dzieje już… Nie będziemy jednak sprawdzać. Szanujemy prywatność. Niemniej taka babka to byłaby zima dla całej nory.
Zostawmy jednak na chwilę starszą panią, jej opiekunów, sąsiadów, kamienicę z cieciem i osiedle. Należy się wam bowiem słowo o borsuku, skąd inąd czystym zwierzątku, posądzanym tu wielokrotnie o wonienie. Schludny poniekąd oportunista, pozostaje dalej zwierzęciem, z charakterystyczną wonią piżma. Bohaterka nasza nie raz wkładała głowę do borsuczej nory, wąchała, to wie. A jak wie to i porównuje. Zna się też na konwaliach, tych leśnych i tych nie. Jadźce przypomniał się dziwny rok, jaki spędziła TAM. Borsucze nory, korzenie, konwalie na ściółce i ona sama.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil coca monka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…