Wróć do katalogu

Bajka o szarej myszy pod miotłą

bardziej gawęda niż opowiadanie. O niespodziewanych i niezamierzonych, a czasem wymuszonych zwrotach w kolejach losu. Wierzę że wystarczy być szczerym, zaakceptować, robić swoje i otworzyć się na inny punkt widzenia.

Bozena, opublikowano , 14 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{font:times}Była sobie szara mysz która, jak to mysz, pełna lęku wciąż przesiadywała pod miotłą. Trzęsła się ciągle ze strachu, właściwie nie wiadomo dlaczego i po co. Ale siedząc schowana pod miotłą uspokajała się na chwilę i czasem nawet, jak wszyscy w domu poszli spać, było cicho i spokojnie, szara mysz marzyła że jest lwem – odważnym, dzielnym lwem, pokonującym wszystkie przeszkody w iście królewskim stylu, lwem który ryczy i którego wszyscy się boją, a który sam niczego się nie boi. Lwem, który udziela swoich królewskich łask jak mu się chce a sam o nic nie musi się starać i zabiegać, bo dostaje wszystko, co tylko mu się zamarzy - to co jest i czego nie ma - a on przyjmuje to wszystko od niechcenia, jako oczywiste i naturalnie mu się należące. Ale, mimo że marzenia były piękne, mimo że czasami się w tych marzeniach zapominała i ryczała sobie cichutko pod miotłą, czując się prawie jak lew (trochę wybrakowany wprawdzie, ale lew), mimo tego mysz była myszą, czy jej się to podobało czy nie. Szczerze mówiąc wcale jej się to nie podobało. Marzyły jej się rozległe, szerokie przestrzenie, słońce i ciepło. Marzyło jej się być obdarowaną przez los. Ale przecież strachliwe szare myszy nie są obdarowywane przez los. Tak naprawdę to muszą same bardzo zabiegać, starać się żeby coś malutkiego uszczknąć dla siebie z wielkiej obfitości świata. Czasem te bardziej zuchwałe myszy dostaną się przez szparkę do wielkich spichlerzy i jedzą tam co niemiara, ale biada im jak zostaną wykryte, wpadną w pułapkę albo zaczai się na nie chytry kot. Albo nawet dostaną do jedzenia coś pysznego lecz zatrutego. Więc nasza szara mysz wolała być ostrożna. W napięciu zdobywała okruszki jedzenia, niewidzialnie poruszała się, ostrożnie i jakby mimochodem, na niby, w ukryciu wychowywała potomstwo. Udawała jednym słowem, że jej nie ma. Czy ktoś widział kiedyś, żeby świat obdarowywał kogoś kogo nie ma? A kiedy mysz chowała się pod miotłą to nie było jej jeszcze bardziej niż kiedykolwiek. No właśnie, mysz tak się przyzwyczaiła a nawet przywiązała do miotły, że uważała ją za swoje schronienie, za przyjaciółkę i opokę. Uważała, że bez miotły nie da sobie rady – ani ona ani jej potomstwo. Wiec uczyła swoje potomstwo, żeby trzymało się miotły. Bo cały świat wokół był nieprzyjazny, nie lubiła go i miała mu za złe. Miała mu za złe że jest, że się rusza i kręci po domu, że ją przegania albo nie zauważa. Tak naprawdę tych „że” było mnóstwo, sama nie umiała ich wymienić. Nie lubiła świata na zewnątrz i już. Spędzała zatem czas siedząc cichutko pod miotłą, robiąc tylko krótkie i nieprzyjemne wycieczki żeby zdobyć trochę jedzenia, tak tylko na przeżycie, marzyła o byciu lwem, a czas mijał, mijał, mijał….. I tak by minął zupełnie i do końca, gdyby nie to, że nasza szara mysz, zaawansowana już w wieku, trochę spowolniła, przytępił jej się wzrok i słuch, coraz słabiej kojarzyła i tym samym straciła na ostrożności i czujności. No i stało się – mysz dała się zobaczyć starej grubej gospodyni, która z krzykiem, ale zupełnie bez lęku wzięła miotłę i przegoniła mysz z domu i z zagrody, przegoniła na cztery wiatry. Poturbowała ją przy tym trochę, ale nie tak, żeby mysz nie przeżyła albo rozchorowała się. Po prostu dostała dotkliwie w skórę. Tym większy był ból i szok bo zdezorientowana i nic nie rozumiejąca mysz zobaczyła, że miotła jest jej wrogiem a nie przyjacielem i opoką, że zamiast chronić poturbowała ją solidnie i przegoniła na cztery wiatry. Mysz nie wiedziała co najpierw lizać – swoje sponiewierane futerko, zdezorientowany umysł, zawiedzione nadzieje czy nieokreślony ból w duszy, który najbardziej przygniatał ją do ziemi. I na dodatek jeszcze nauczyła swoje potomstwo ufać miotle i chronić się pod nią! Tak więc mysz popędziła na cztery wiatry. Gdzie to było, nie powiem ci Czytelniku, sama jeszcze nie wiem, bo siedzę pod miotłą, liczę jej włosie i podgryzam je od dołu w nadziei, że jak przyjdzie co do czego to konfrontacja z miotłą będzie mniej bolesna. Wróćmy jednak do myszy. Cztery wiatry to, jak sama nazwa wskazuje, miejsce wietrzne, targane różnymi powiewami, prądami, sprzecznymi uczuciami i zamiarami. Bo przecież rzadko kto widział, żeby cztery wiatry wiały zgodnie w jedną stronę, zwykle siłują się ze sobą chcąc pokazać który silniejszy, który ma rację, który wieje we właściwym kierunku. Co może biedna mysz w takiej sytuacji? Trzymać się ziemi i chyłkiem przemykać w poszukiwaniu pożywienia, bo jak wiadomo bez pożywienia mysz nie przeżyje, a wtedy po co jej wszystkie dotychczasowe starania? Szczerze mówiąc mysz sama zastanawiała się po co jej wszystkie dotychczasowe starania i po co to wszystko, a nawet (zupełnie jak nie mysz) myślała sobie z goryczą po co jej to całe pieskie życie. No tak, przecież to była mysz, która marzyła o byciu lwem. Ale ponieważ mysz jest jednak myszą, niezależnie od okoliczności i marzeń – to szukała pożywienia, żeby utrzymać się przy życiu. Szukała i znajdowała pożywienie, żeby jej jeść a jadła po to żeby mieć siłę szukać go dalej. Tak zapobiegliwie biegała w krainie czterech wiatrów, tak się starała, zasługiwała, wykazywała dobrą a wolę i skrupulatność, aż jej się odechciało. A może nie odechciało jej się tylko była już stara i nie miała sił? Tak czy inaczej nasza szara mysz położyła się na słonku, brzuszkiem do góry niepomna czym nakarmi ten brzuszek, ani czy nie zobaczy jej i nie pożre jakiś wrogi drapieżnik. Szczerze mówiąc w ogóle już jej to nie obchodziło. Leżała sobie, nawet specjalnie o niczym nie myślała, nic ją nie obchodziło tylko czuła ten sam (albo nawet większy) strach co zwykle, ale przecież strach jest częścią , a właściwie nie tyle częścią co istotą myszy, więc można powiedzieć, że czuła siebie. Czasem przepływały w jej myślach wydarzenia z mysiego życia pod miotłą, czasem nawet jakieś wydarzenia z krainy czterech wiatrów. Leżała sobie tak nie niepokojona, bo okazuje się że i w krainie czterech wiatrów można być poza wiatrami i prądami, wystarczy tylko znaleźć odpowiednie miejsce. Mysz, zupełnie przypadkiem, i nieświadomie takie miejsce znalazła i było to miejsce, w którym właśnie leżała. Leżała i leżała, nic jej nie obchodziło, ani że słonko mocno przygrzewało, ani że zasłaniały je chmury i pokapywał z nich deszcz. {i}„A niech sobie świeci, a niech sobie pada”{/i} myślała i lekko przekładała się na drugi bok. Mijały dni, miesiące i pory roku, a mysz leżała i już. I tak by sobie pewnie leżała i leżała do końca świata, gdyby nie wielki tłusty kocur który przechodził obok w poszukiwaniu wygodnego miejsca do leżenia. Kocur był syty i mała stara mysz nie stanowiła dla niego smacznego kąska, ale spodobało mu się jej miejsce, chciał się na nim położyć bo było to miejsce osłonięte…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych