Wróć do katalogu

Bajki – diaboliczki.

Krótka, głupia nasza miłość...

erazmus, opublikowano , 11 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{i}Bajki – diaboliczki.{/i}

Motto:

{i}Another myth exploded. Take a weight off your mind. Trust the voice of experience. I'll tell you little white lies. Viva indifference

Pure Pleasure Seeker{/i}, Róisín Murphy

I Diabeł odpadł pierwszy, co było dość ciekawe. Wszyscy liczyli na prawdziwy popis umiejętności i tym podobne fajerwerki, a jedyne, co nam zostawił, to paw na ścianie o wątpliwie artystycznych kształtach.

Siedzieliśmy przy okrągłym stole, jak to było w naszym utartym zwyczaju. W ciemnym tle sączył się, niczym stary kran, głos Róisín Murphy i tylko najbardziej wytrwali wciąż tańczyli. Zupełnie nie w rytmie, bezsensownie zamaszyście, gubiąc się w dotykach i kradzionych gestach. A nad ich głowami wokół starego stroboskopu latały oszalałe ćmy i osy, co chwilę potrącając się, imitując żałosną orgię odgrywaną przez ludzi pod owadzimi ich odwłokami.

Szumiał też wiatrak, złośliwie hałasując, nie dając ani odrobiny ochłody, czy ulgi tamtej upalnej nocy, kiedy wszystko wypełniał gęsty zapach potu, tytoniu i pożądliwych spojrzeń, kiedy wydawało się, że cząsteczki powietrza roztapiają się i rozlewają po odsłoniętych ramionach, piersiach. A szumiący złowieszczo wiatrak tylko sobie kpi, rozwiewa dym oraz czyste libido. Wielki bluff zwykłego sprzętu elektronicznego, wielki bluff pogody i ciemnej nocy.

A my przy stole. I wódka. Kieliszki wiecznie pełne, tylko w głowach coraz duszniej, mgliściej. Właściwie moglibyśmy przy tym robić coś konstruktywnego. Grać w karty, w kości albo w inny durny pretekst, który ludzie zwykli uprawiać, by się napić. Nikt jednak na to nie wpadł. Być może również, że nie jesteśmy hipokrytami. I tego wykluczyć nie można.

A zaczęło się od łez. Z pereł, nie oczu, kap-kapały powoli na nowiutki mój dywan. Ona, eterycznego piękna ideał, usiadła w kącie ze spuszczoną głową. Zupełnie jak skarcone, niegrzeczne dziecko. Atramentowy wodospad włosów oblepiał jej twarz i tylko kap, kap – wielkie, przezroczyste kule raz po raz z cichym pluskiem zbierały się w jej prywatnej miniaturze morza martwego.

Wyglądała raczej upiornie niż przygnębiająco. Dziewczyna, o której śniłem co noc, by co świt budzić się z zawodem-zwodem i westchnieniem. I znów, i znów – w osobistym ogrodzie, łóżku Tantala. Wszyscy to znamy. Wyciągamy dłonie, zgrabne rączki, pulchne paluchy, by w końcu stracić czucie, nadzieję w najlepszym przypadku…

Odpaliwszy papierosa, po raz setny na nią spojrzałem. Niedowierzałem. A może majaczyłem? {i}Bad trip{/i} – niby normalna sprawa, zdarza się i tak dalej. Sęk tylko w tym, czy to ona, czy ja podróżowałem… Wtedy pytającym wzrokiem zwróciłem się do Diabła. Było to chwilę przed tym, jak stracił świadomość.

- I wyobraź sobie zamianę – zaczął nie tyle mrocznie, co bełkotliwie. – Że od dzisiaj twój sen będzie życiem, a rzeczywistość stanie się wyłącznie marą nocną. Jesteście tylko zbiorem szarych komórek, neuronów i impulsów elektrycznych. Nic ponad to. Wyobraź sobie, że mogę przestawić ci życie ze snem…

Całość zaś nabrała lekko psychodelicznego odcienia, gdy przybliżył diabelską swą twarz do mojej, a ja już wiedziałem, że tego wieczoru długo nie pociągnie. Właściwie – to w ogóle nie pociągnął. Kilka minut później leżał już na podłodze w kuchni. Całkiem wygodnie, choć pewnie było mu już wszystko jedno. Pierwszy z serii trupów.

W tej materii nie można liczyć ani na tych u góry, ani na tych na dole. Cóż, pozostałem więc sam na placu boju, przynajmniej w kwestii eterycznego piękna ideału. Zgasiwszy w pustej butelce wódki ledwo zapalonego papierosa, postanowiłem działać. Subtelnie, acz skutecznie. Podszedłem i powiedziałem, że to mój dywan i jej łzy, że to zła kombinacja, że tak się nie robi dywanom dobrze i że przyniosę jej chusteczki. Zgodziła się.

Podałem jej rękę, a ona wreszcie podniosła głowę. Perłami, nie oczami, popatrzyła na mnie i zamrugała, intensywnie coś analizując. Poczułem się jak na Sądzie Ostatecznym, że waży całe moje życie i zna wszystkie jego sekrety. Matko, była naprawdę piękna. Czarne kreski maskary rysowały na bladych jej policzkach ślady świeżych łez. Potem znów zamrugała i wstała, delikatnie obciągając przy tym ciemną spódniczkę.

Poszliśmy do mojego pokoju. W całym domu panował intensywny półmrok i droga ta do łatwych nie należała, zważywszy zwłaszcza na stan nasz jak również pozostałych gości. Na wstępie słodkim głosem stwierdziła, że przytulnie u mnie i wygodne mam łóżko. Zabrzmiało apetycznie i obiecująco. Wciąż nie będąc pewnym, czy to jawa, czy też ponury, senny żart, zabrałem się do rzeczy.

Miałem wrażenie, że wraz z wygodnym moim łóżkiem wylecieliśmy przez okno i poszybowaliśmy w przestrzeń kosmiczną. W bezkreśnie przyjemną czerń wszechświata i toniemy, toniemy. Podróżnicy ruchów w górę i w dół. Szybciej, wolniej, mocniej, głębiej... A po wszystkim osunęła się obok i czułem, jak lepkie jej włosy delikatnie falują w rytm oddechów.

I wtedy zrozumiałem, że anioły nie istnieją. Wszystkie są takie same, a perły to złudzenie, zaledwie zwężone źrenice. Szkoda. Tym bardziej, że chyba czytała mi w myślach. Dostała napadu furii. Wszystkim kobietom czasem się to zdarza, a nieszczęśliwie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych